Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pjongczang – Medale skoczków był na wyciągnięcie ręki

0
Kamil Stoch zajął czwarte miejsce, a Stefan Hula był piąty w olimpijskim konkursie skoków narciarskich w Pjongczangu na obiekcie normalnym. Polacy otwierali stawkę na półmetku, ale nie utrzymali pozycji. Zwyciężył piąty po pierwszej serii Niemiec Andreas Wellinger. Drugie miejsce zajął Norweg Johann Andre Forfang, a trzecie jego rodak Robert Johansson, który awansował z 10. pozycji na półmetku. Na 19. pozycji został sklasyfikowany Maciej Kot, a Dawid Kubacki nie zakwalifikował się do finału. Konkurs trwał niemal trzy godziny, został rozegrany w bardzo trudnych, wprost anormalnych – ze względu na silny i zmienny wiatr – warunkach. Przewidział to Martin Schmitt, niegdyś najgroźniejszy rywal Adama Małysza, który w wywiadzie udzielonym PAP przed igrzyskami wyjaśnił, że choć polscy skoczkowie narciarscy będą podczas igrzyskach w Pjongczangu w szczytowej formie, ale do walki o medale może się włączyć… wiatr. Tak też się stało w sobotę, gdy podmuchy momentami znacznie przekraczające 2 m/s znacznie utrudniły sprawne przeprowadzenie zawodów. Po pierwszej serii wszystko układało się po myśli biało-czerwonych – prowadził Hula po świetnej próbie na 111 m, na drugiej pozycji ex aequo plasowali się najlepszy na igrzyskach przed czterema laty Stoch 106,5 m i Forfang – 106 m. Na jej przeprowadzenie jury potrzebowało jednak prawie półtora godziny, a kilku zawodników na pewno nie będzie jej mile wspominać. Kot skakał przy słabym wietrze i osiągnął tylko 99 m. Równie złe warunki miał Kubacki, uzyskał 88 m i nie wywalczył awansu do serii finałowej. Na liście pechowców znalazł się też Peter Prevc, który ponad 10 minut spędził między belką a schodami skoczni oczekując na swoją próbę, a gdy w końcu otrzymał zgodę na start uzyskał ledwie 98,5 m, co dało mu 24. lokatę. W drugiej serii podrażniony Słoweniec miał trzeci rezultat – 113 m i dzięki temu awansował w konkursie na 12. miejsce. W finale warunki nie uległy poprawie. Kilkanaście razy przerywany konkurs zakończył się dobrze po północy czasu miejscowego przy niemal pustych trybunach. Dwójce Polaków prowadzących po pierwszej serii nie udało się utrzymać lokat. Hula i Stoch osiągnęli po 105,5 m. To okazało się za mało nawet na podium, choć to było w ich zasięgu. Próba Stocha była szóstym rezultatem finału, natomiast Huli – jedenastym. Gdyby polecieli o metr, dwa dalej jedno, a może nawet dwa miejsca na podium byłyby polskie. Stoch do brązowego medalisty stracił 0,4 pkt, a do srebrnego Forfanga – 1,6 pkt. Straty Huli były tylko minimalnie większe, a metr odległości na obiekcie normalnym to dwa punkty. Królem serii finałowej został Wellinger. Piąty na półmetku osiągnął 113,5 m, a wysokie noty od sędziów sprawiły, że był to najlepiej oceniony skok zawodów. Wygrał z olbrzymią – jak na normalną skocznią – przewagą 8,4 pkt nad Forfangiem, który uzyskał 109,5 m. Johansson także poszybował na 113,5 m i z 10. lokaty przesunął się na najniższy stopień podium. Oprócz Polaków, rozczarowany może być także wicelider Pucharu Świata Niemiec Richard Freitag, który był dziewiąty. W sobotę 17 lutego zawodnicy będą rywalizować na dużym obiekcie, a dwa dni później na nim odbędzie się konkurs drużynowy. Czołowe wyniki konkursu skoków narciarskich na normalnym obiekcie: 1. Andreas Wellinger (Niemcy) 259,3 pkt (104,5 m/113,5 m) 2. Johann Andre Tande (Norwegia) 250,9 (106,0/109,5) 3. Robert Johansson (Norwegia) 249,7 (100,5/113,5) 4. Kamil Stoch (Polska) 249,3 (106,5/105,5) 5. Stefan Hula (Polska) 248,8 (111,0/105,5) 6. Daniel Andre Tande (Norwegia) 242,3 (103,5/111,5) 7. Ryoyu Kobayashi (Japonia) 240,8 (108,0/108,0) 8. Markus Eisenbichler (Niemcy) 240,2 (106,0/106,5) 9. Richard Freitag (Niemcy) 240,0 (106,0/102,5) 10. Karl Geiger (Niemcy) 236,7 (103,5/105,0) … 19. Maciej Kot (Polska) 217,0 (99,0/102,0) 35. Dawid Kubacki (Polska) 92,0 (88,0) “Jestem rozczarowany trochę, bardzo mi żal”. – powiedział po konkursie Kamil Stoch. “Zabrakło dosłownie odrobinkę, ale też mam świadomość, że świat się nie skończył. Przed nami wciąż jeszcze dwa konkursy. To co się dziś stało to już historia, której nie zmienię”. Cztery lata temu w Soczi był najlepszy w obu indywidualnych konkursach. Triumfować na igrzyskach dwa razy z rzędu na obiekcie normalnym nie udało się jeszcze nikomu. On jednak miał spore szanse tego dokonać. Do Korei Południowej przyjechał jako lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W ostatnich dniach świetnie prezentował się na treningach i w kwalifikacjach. W sobotę natomiast po pierwszej serii zajmował drugie miejsce. Sensacyjnym liderem był Stefan Hula. Od początku przeprowadzenie zawodów mocno utrudniał wiatr. Zaczęły się one o godzinie 21.35 czasu miejscowego, a skończyły po północy. Stoch w drugiej próbie miał wyjątkowego pecha. Z ponad dwudziestu czołowych zawodników trafił na najsłabsze podmuchy. Chwilę później na belce usiadł Hula. Nie skoczył tak dobrze, jak w pierwszej serii, ale wydawało się, że stanie na podium. Ostatecznie był jednak piąty, bo według aparatury miał znacznie lepsze warunki od Stocha i odjęto mu więcej punktów za wiatr. “Byłem pewny, że Stefan sięgnie po srebro. Nie wiem jak te punkty zostały policzone, bo nie miał aż tak korzystnych warunków. Na temat słuszności przeprowadzenia zawodów w taką pogodę i postawy sędziów nie będę się wypowiadał. Nie zmienię tego i nie chcę o tym dyskutować” – szybko uciął temat. “To nie pierwszy i na pewno nie ostatni taki konkurs. Mam też na myśli to jak on się dla nas skończył. Zabrakło niewiele, trochę mieliśmy pecha, pewnie też przydarzyły się jakieś błędy. Ale powtarzam – to już historia i trzeba patrzeć na to co nas czeka” – podsumował Stoch. Stefan Hula rok temu nie przyciągał uwagi, a w trakcie próby przedolimpijskiej w Pjongczangu upadł. Teraz był blisko podium igrzysk, a na pytanie PAP czy wierzył w to, że jego sytuacja tak może się odmienić skoczek narciarski odparł: “Tak. Po to przecież ciężko trenuję”. Hula ma już 31 lat, a poprzedni sezon Pucharu Świata zakończył na 32. miejscu. Znalazł się w kadrze na ubiegłoroczne mistrzostwa świata w Lahti, ale jego starty w Finlandii zostały ograniczone do serii treningowych. 12 miesięcy później był liderem po pierwszej serii olimpijskiego konkursu na obiekcie normalnym. Ostatecznie zajął w nim piąte miejsce i nie jest tym zdziwiony. “Po to przecież ciężko trenuję. W zeszłym roku, kiedy tu upadłem, powiedziałem sobie, że ja tu wrócę i będzie dobrze. Wierzyłem w to i pracowałem, by dać z siebie to co najlepsze” – podkreślił. Choć podium było tak blisko, to nie czuje złości, że ostatecznie na nim nie stanął. “Nie jestem ani zły, ani rozczarowany. Po prostu to przetrawię. To jest dla mnie naprawdę bardzo dobry czas. Ten wynik pokazuje, że jestem w bardzo dobrej dyspozycji. Detale zaważyły, że tak się to skończyło” – ocenił. “Było blisko, ale co zrobić? Piąte miejsce i tak jest wspaniałe. Jest dla mnie wielkim sukcesem. Była szansa na więcej, ale akceptuję to co ostatecznie mam. Będę walczył dalej” – dodał. Od początku przeprowadzenie sobotnich zawodów mocno utrudniał wiatr. Prowadzący po pierwszej serii Hula nie myślał jednak o tym, że konkurs może zostać przerwany, a za końcowe uznane wyniki z półmetka. “Nie myślałem o tym. Starałem się wtedy zachować spokój. Siedziałem sobie w ciepełku, więc nie było źle” – przyznał. Hula w drugiej próbie nie skoczył tak dobrze, jak w pierwszej, ale wydawało się, że stanie na podium. Ostatecznie był jednak piąty, bo według aparatury miał bardzo korzystne warunki i odjęto mu aż 18,2 punktów za wiatr. “Przyznaję, że nie czułem, aby wiało aż tak mocno. Tak policzyło i co zrobisz? Można gdybać, ale po co? Ja jestem z siebie zadowolony” – podsumował. Kazimierz Długopolski, olimpijczyk z Sapporo (1972) i Lake Placid (1980) uważa, że Kamil Stoch i Stefan Hula, którzy nie są z pewnością usatysfakcjonowani wynikami konkursu skoków narciarskich w Pjongczangu na obiekcie normalnym, powinni uczucie niezadowolenia przekuć na tzw. sportową złość. “Te lokaty w tych warunkach to duże osiągnięcie, ale mieć medal na wyciągnięcie ręki … Wyobrażam sobie jak są zawiedzeni! Przecież nie było treningu, serii próbnej czy tej dzisiejszej pierwszej, żeby Polacy nie byli w trójce” – powiedział PAP Długopolski. Dodał, że z doświadczenia wie, ile szkody może wyrządzić rozpamiętywanie tego, co się wydarzyło. “Teraz trzeba szybko to rozczarowanie przekuć na sportową złość, bo inaczej może wkraść się zwątpienie. Mam jednak nadzieję, że tak doświadczeni zawodnicy potrafią sobie z tym radzić, a i na pewno dostaną odpowiednie wsparcie od sztabu szkoleniowego” – uważa były dwuboista narciarski. Według dwukrotnego olimpijczyka ważną rolę odegrają tu także treningi. “Jeżeli przyniosą dobre skoki, to już na sto procent powinny przywrócić pewność siebie, radość skakania i rywalizacji”. Długopolski, który jest klubowym trenerem Macieja Kota (AZS Zakopane), poproszony o ocenę występu podopiecznego powiedział: “Ten sezon ma bardzo nierówny, więc i w kolejnych konkursach będzie dla mnie pewną niewiadomą. Natomiast niezakwalifikowanie się Dawida Kubackiego do finałowej trzydziestki, to wielki ból. Życiowa forma, świadomość własnych możliwości, i nagle trach – skok zupełnie do tego nieadekwatny. Nie chciałbym być w jego skórze! Liczę jednak, że się pozbiera i w kolejnych startach pokaże, co naprawdę potrafi”. Loterią nazwał Adam Małysz sobotni, olimpijski konkurs skoków narciarskich na obiekcie normalnym w Pjongczangu. “Dalej nie wierzę w to, że mogło się tak stać. Tylko pogoda mogła nam pokrzyżować plany no i zrobiła to” – zaczął spotkanie z dziennikarzami Małysz. “Dziś to nie był sport, tylko loteria, która w tym sezonie na pewno się jeszcze nie wydarzyła. Tak krzywdzący konkurs nie powinien mieć miejsca. Można go było przełożyć, bo przed rywalizacją na dużej skoczni są trzy dni. To jest walka o medale olimpijskie. Czekasz na nią cztery lata, a tu ma potem taki przebieg” – dodał. “Nie wiem jakim cudem odjęto Stefanowi tyle punktów. Byłem w szoku. Przez radio cały czas dostawałem informacje, że warunki są słabe. Komu, jak komu, ale Stefanowi się ten medal należał – za jego wytrwałość, cierpliwość i walkę do końca” – podkreślił Małysz. Czterokrotny medalista olimpijski, a obecnie dyrektor ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w PZN ma nadzieję, że sędziowie wyciągną wnioski z tych zawodów. “Oby to zrobili, bo zdecydowanie za mało reagowano na długie skoki słabszych zawodników. Gdyby trafił na nie Kamil, to chyba przeskoczyłby obiekt” – zwrócił uwagę. W sobotę 17 lutego zawodnicy będą rywalizować na dużym obiekcie, a dwa dni później na nim odbędzie się konkurs drużynowy. Wpływu ostatnich wydarzeń na psychikę Polaków, Małysz się nie obawia. “Oni znają swoją wartość, są już doświadczeni. Zabrakło nam dziś szczęścia, ale wierzę, że wszystko się odwróci” – podsumował. Z Pjongczangu – Wojciech Kruk-Pielesiak PAP Na podstawie depesz Polskiej Agencji Prasowej opracował Zbigniew Bełz
Poleć:

O Autorze:

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.