Wyjątkowy rok na początek misji w Toronto

0

To już siódmy raz kiedy “Gazeta” przeprowadza pierwszy wywiad z nowym Konsulem Generalnym RP w Toronto w jego biurze na 1. piętrze Konsulatu Generalnego przy Lakeshore Blvd. 18 listopada stanowisko to objął, po wyjeździe swego poprzednika konsula Grzegorza Morawskiego, Krzysztof Grzelczyk. Otrzymał to prestiżowe stanowisko po rocznym pobycie w Londynie, gdzie był konsulem.

Przyszliśmy poznać go osobiście. Nie dla wszystkich był jednak nieznaną osobą. Otóż, co jest bardzo nietypowe w dyplomacji, przed ponad 30 laty, w 1985 roku przyjechał z żoną do Kanady jako imigrant z Polski. Mieszkali tu państwo Grzelczykowie przez 7 lat, pracowali, tu urodziły się ich dzieci. Jak nam przypomniał, “Gazeta” publikowała kilka jego tekstów. 25 lat temu, w 1992 roku cała rodzina wyjechała powracając do Polski. Tam mieszkają obecnie dorosłe już dzieci.

Przypomnijmy jego biografię: Krzysztof Stanisław Grzelczyk (ur. 3 lipca 1957 w Krośnie Odrzańskim) to polski politolog, w latach 2005-2007 wojewoda dolnośląski.

Absolwent Instytutu Nauk Politycznych na Uniwersytecie Wrocławskim. W okresie PRL działał w opozycji demokratycznej. Od 1978 był rzecznikiem Studenckiego Komitetu Solidarności we Wrocławiu, dwa lata później zakładał NZS na swoim wydziale. Pełnił też funkcję sekretarza redakcji Radia Solidarność. Zajmował się także kolportażem prasy bezdebitowej.

W stanie wojennym został internowany na okres od 13 grudnia 1981 do 3 lipca 1982. Co ciekawe, w latach 1985- 1992 przebywał na emigracji w Kanadzie.

Po powrocie do Polski był między innymi kierownikiem Bezpieczeństwa w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego. Pełnił funkcję wicedyrektora Biura Rady Miejskiej Wrocławia oraz dyrektora Biura Promocji Miasta i Współpracy z Zagranicą w Urzędzie Miejskim we Wrocławiu. W latach 2005- 2007 z ramienia Prawa i Sprawiedliwości był wojewodą dolnośląskim.

W ostatnich wyborach parlamentarnych w 2015 roku Krzysztof Grzelczyk startował w wyborach do Senatu. Nie udało mu się wywalczyć mandatu senatora. Grzelczyk przegrał z Barbarą Zdrojewską (Platforma Obywatelska). Zajął 2. miejsce w okręgu.

W latach 2016-2017 był konsulem w Londynie. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2007), wyróżniany także przez organizacje społeczne.

Poza działalnością zawodową jest aktywny w sferze obrony praw człowieka: był między innymi zaangażowany we wsparcie dla Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie oraz pomoc dla opozycji na Białorusi.

W Konsulacie na Lakeshore rozmawiamy o jego wizji, planach i… odpoznawaniu Kanady.

Konsul Generalny RP w Toronto Krzysztof Grzelczyk w swoim gabinecie

Gazeta: Był Pan przedtem konsulem w Londynie. Dlaczego już po roku wyjechał Pan z Anglii i objął stanowisko w Toronto?
Konsul Krzysztof Grzelczyk: Bo dostałem propozycję, która dla mnie była szczególnie atrakcyjna, ponieważ tutaj mieszkałem przed trzydziestu laty – dokładnie 25 lat temu wyjechałem z Kanady i wróciłem do Polski po siedmiu latach pobytu w Kanadzie. Trudno było zatem nie uznać takiej propozycji za atrakcyjną. Poza tym była też formą awansu – jestem szefem samodzielnej placówki, a w Londynie byłem kierownikiem wydziału konsularnego. Wyzwania są podobne ze względu na liczebność polskiej społeczności – ponad milion osób. Najnowszy spis kanadyjski wskazuje na 1 milion 100 tys., z czego blisko 700 tys. mieszka w tym okręgu konsularnym, w którym ja jestem konsulem. Ale w Kanadzie jest inaczej niż w Anglii, bo Polonia jest w tych dwóch krajach inna.

Gazeta: No tak, nasza Polonia już prawie nie rośnie i bardzo mało jest tutaj nowych Polaków, a tam ludzie są jakby w rozkroku – może wrócą. 55 tys. wróciło…
K.G.: Takie mieliśmy dane za 2016 rok. Kolejni będą pewnie wracać, bo łatwiej podjąć taką decyzję jak się jest od Polski tak niedaleko czyli decyzja o zmianie nie ma charakteru tak życiowego jak w przypadku Kanady, gdzie trzeba zerwać wszystko kiedy chce się wrócić. Ja taką decyzję 25 lat temu podjąłem, więc wszystko jest do zrobienia. Mówię tylko, że tam jest łatwiej – tam ludzie jadą bez tego obciążenia, że opuszczają Polskę na zawsze, bo od 2004 roku to nie jest emigracja, a poruszanie się na większym obszarze europejskim, gdzie się nie myśli w kategoriach “emigruję i nie wiem co dalej będzie”, tylko “dzisiaj mam pracę tu, jutro tam, a pojutrze zobaczę jak to będzie”. Tę decyzję zawsze można zmienić. Tutaj niewątpliwie wyzwania są inne bo Polonia jest przede wszystkim zakorzeniona mocno w społeczeństwie kanadyjskim. Świadczy o tym chociażby fakt, że dziewięćdziesiąt kilka procent Polaków w Kanadzie ma również kanadyjskie obywatelstwo, co pokazuje ściślejszy związek z tym społeczeństwem i może wskazuje też na plany na przyszłość. W latach 1980. posiadanie kanadyjskiego obywatelstwa mogło oznaczać związanie się już na stałe z Kanadą przy ograniczonych możliwościach podróżowania ze względu na system w Polsce. Dzisiaj polski paszport praktycznie otwiera możliwości wszędzie. Nawet często lepiej podróżować na paszporcie polskim, jak opowiadają mi moi znajomi, którzy podróżują z kanadyjskim paszportem i czasami stoją w dłuższych kolejkach na granicy, a paszport polski, który jest jednocześnie paszportem Unii Europejskiej, pozwala szybciej przekroczyć granicę. To może szczegóły, ale samo posiadanie polskiego paszportu to nie jest rzecz techniczna, bo wiąże się z tożsamością – czy chcemy być Polakami czy nie. Zachęcamy do tego żeby Polacy mieszkający za granicą polskie paszporty posiadali. Tych, którzy ich nie mają z różnych względów, bo w poprzednich latach nie występowali o nie, bądź utracili obywatelstwo, a i ustawa o obywatelstwie też się zmieniała w międzyczasie, zachęcamy żeby te sprawy uporządkować. Zarówno z mojego doświadczenia w Anglii jak teraz tutaj, wynika, że wiele osób występuje o przywrócenie polskiego obywatelstwa, a w ślad za tym idzie podanie o paszport.

Państwo Jolanta i Krzysztof Grzelczukowie witają gości (państwa Sochajów) na tradycyjnym
Opłatku w Konsulacie

Gazeta: A który z tych dwóch kontekstów wydaje się Panu ciekawszy zawodowo?
K.G.: Wyzwania wydają mi się są większe w Kanadzie, bo inna jest tutaj struktura Polonii. Tam znaczna część polskiej społeczności przyjechała na krótki czas i ci ludzie prędzej czy później wrócą do Polski, natomiast tutaj mamy społeczność już bardziej zasiedziałą, wtopioną w społeczność kanadyjską i nie ma dopływu młodych Polaków z kraju w takiej liczbie jak to widać w krajach europejskich. Tam się wszystko ciągle zmienia – jedni wracają, inni przyjeżdżają na ich miejsce, a tutaj liczbowo to jest mniej niż tysiąc Polaków rocznie, więc jak na wielką Kanadę to jest za mało osób żeby mogły zmienić oblicze Polonii i z tego też wynikają większe wyzwania. Popatrzmy chociażby na szkoły polskie: i w Kanadzie i w Anglii funkcjonują szkoły sobotnie, tyle że tam to są dzieci, które przyjechały ze swoimi rodzicami, bądź urodziły się już w Anglii ale z rodziców, którzy pojawili się tam raptem kilka lat temu, natomiast tu już często mamy w szkołach dzieci z kolejnego pokolenia, których rodzice już się urodzili tutaj.

Gazeta: Są też i dzieci, których jedno z rodziców nie jest Polakiem.
K.G.: Właśnie. Cała ta sytuacja tworzy specyficzne wyzwania. Kilka szkół zdążyłem już odwiedzić i budujące jest jak się widzi, że kolejne pokolenie dzieci uczy się języka polskiego. Słuchałem tych dzieci podczas występów na scenie, czyli mogłem ocenić ich znajomość języka i wydaje mi się, że jest bardzo dobra. Byłem naprawdę podbudowany tym wszystkim co zdążyłem zobaczyć w sumie w niedługim czasie, bo jestem tu raptem dwa miesiące. Gazeta: Wrócił Pan do Kanady po wielu latach – do zupełnie innego kraju i do innej Polonii. Jakie są Pana wrażenia? K.G.: No oczywiście zmienił się wygląd zewnętrzny – to pierwsze zetknięcie się z Toronto i nie sposób uniknąć porównań, że to jest kompletnie inne miasto. Jest niesamowita różnica i nie tylko chodzi o te szklane domy, które tutaj zwłaszcza nad jeziorem widać. Parę razy udało nam się też wybrać do centrum – ono też zmieniło swój charakter, nie tylko poprzez zagęszczenie budownictwa, bo rzeczywiście jest tego więcej, ale przede wszystkim widać ludzi na ulicach. Kiedyś to było takie typowe centrum amerykańskiego miasta, gdzie po tym jak się praca w biurach kończyła robiło się pusto. Dzisiaj już tak nie jest – jest ruch, są lokale, coś się dzieje. Dla nas przywykłych do życia w miastach europejskich, to jest po prostu standard, że miasto żyje całą dobę, ale to jest dobry sygnał, że zmiany idą w tym kierunku. To są dopiero dwa miesiące, więc trudno mi oceniać na ile społeczeństwo kanadyjskie się zmieniło. Muszę po prostu więcej jeszcze spotykać się z ludźmi i jeździć poza Toronto. Taki plan zresztą mam i po mału go próbuję realizować – byłem już w kilku miastach w Ontario, byłem w dwóch miastach w Saskatchewan. Myślę, że ten obraz z czasem będzie coraz pełniejszy.

Gazeta: A Polonia? Pana sytuacja jest wyjątkowa, bo najpierw miał Pan kontakt z Polakami przez siedem lat, a teraz jest Pan znowu blisko Polaków w Kanadzie po 25 latach przerwy.
K.G.: No jeśli chodzi o konsulów w Toronto to jestem chyba pierwszym takim przypadkiem i to jest rzeczywiście ciekawe. Część kontaktów udało mi się odnowić, bo utrzymywaliśmy po wyjeździe niektóre kontakty i tutaj się po prostu spotkaliśmy z tymi naszymi znajomymi po przyjeździe. Funkcjonują tak jak ich zostawiliśmy. Część tych osób pracuje w systemie bibliotek w Toronto i Mississaudze, gdzie pracowaliśmy z żoną w czasie pierwszego pobytu, są znajomi, którzy po przyjeździe tutaj zmienili branżę zawodową w stosunku do swojego wykształcenia w Polsce czyli np. elektronika zamiast prawa ale odnieśli sukces w Kanadzie, są też znajomi nauczyciele. Cieszę się, że po tylu latach droga, którą wybrali, okazała się słuszna i że dobrze życie w Kanadzie sobie ułożyli. Są też nowe środowiska oczywiście bo ja wtedy nie byłem zaangażowany szczególnie w działalność polonijną, byłem młodym chłopakiem, który tutaj przyjechał i starał się sobie jakoś życie ułożyć, a po kilku latach z żoną wróciliśmy do Polski. Mieliśmy kontakty z “Gazetą” ale też z czasopismem “Echo”, które się wtedy tutaj ukazywało, a dzisiaj już go nie ma. Żona z kolei była mocno zaangażowana w programy polskie dla dzieci w bibliotece i to jest jej sukces, że rzecz rozpoczęta 30 lat temu do dzisiaj trwa.

Gazeta: Czy łatwiej, a może przyjemniej było być wojewodą czy jest być konsulem?
K.G.: To są urzędy porównywalne. Konsul ma sporo uprawnień, które są właściwe dla wojewody, chociażby sprawy paszportowe, sprawy obywatelstwa ale oczywiście wiele takich, których wojewoda nie ma i mieć nie może bo działamy na terenie obcego kraju. Ja się czuję dobrze w obu tych miejscach. Jest to praca urzędnika państwowego, który odpowiada za dość poważne sprawy, ważne dla naszych obywateli czy to jest na Dolnym Śląsku, gdzie byłem wojewodą, czy tutaj gdzie jestem konsulem. Podejście moje i moich współpracowników musi być takie samo, bo przecież pełnimy rolę służebną wobec naszych obywateli i oczywiście wobec naszego państwa. Monotonii nie ma w tej pracy, po pierwsze dlatego, że jest dużo wyzwań ale także dlatego, że ciągle duży margines niewiadomego co się może zdarzyć. Główną misją konsula nie są spotkania z dyplomatami, jak sobie niektórzy wyobrażają, tylko reagowanie w sytuacjach kiedy trzeba udzielić pomocy polskim obywatelom. Tutaj takich sytuacji jest mniej ale w Anglii było ich bardzo dużo i to na porządku dziennym. Odwiedzałem np. ośrodki deportacyjne gdzie Polacy byli przetrzymywani w Anglii. Tutaj są to pojedyncze przypadki.

Gazeta: A jaką opinią cieszą się w Wielkiej Brytanii Polacy?
K.G.: Jeśli chodzi o generalny odbiór Polaków w społeczeństwie brytyjskim wydaje mi się, że jest naprawdę dobry. Czytałem w prasie brytyjskiej, że ceni się Polaków za podejście do pracy. W Times czytałem, że Anglicy są leniwi – oni sami o sobie tak pisali – a Polacy wnoszą właśnie “work ethics” i to się ceni, bo Anglicy widzą korzyść z tego. Było dużo szumu, strachu w związku z Brexitem. Polacy się bali, że Anglicy będą ich wyrzucać. Ja jeździłem na spotkania z Polakami i mówiłem: “Nie bójcie się, bo Anglikom zależy żebyście tu byli. Chcecie wracać do Polski to ja was zachęcam ale jeśli pytacie czy was będą wyrzucać to mówię, że nie bo oni was potrzebują”. Polaków jest w Wielkiej Brytanii jest ponad milion, a obywateli Unii Europejskiej 3,5 mln, więc oni się nie mogą pozbyć tak ogromnej armii pracowników.

Gazeta: Jakie są Pana priorytety w pracy konsula generalnego w Toronto?
K.G.: Są oczywiście priorytety określone przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych w strategii polskiej polityki zagranicznej, czyli cele ogólne, które wszędzie polscy dyplomaci realizują. Jednym z ważniejszych jest praca z Polonią, współpraca z organizacjami. Chodzi o to aby wspierać łączność Polaków z krajem poprzez np. działania na polu kultury, utrwalanie języka polskiego, wspieranie szkolnictwa – wszystko co może łączyć Polaków na emigracji z Polakami w kraju, w formie działalności sportowej, gospodarczej i naukowej. To co chciałbym żeby rzeczywiście stało się jakąś jakościową zmianą to kwestia języka tam gdzie jest najtrudniej – w drugim, trzecim pokoleniu Polaków. To będzie wymagało dużo pracy żeby rzeczywiście osiągnąć efekt. Zabiegamy o to aby funkcjonowały nie tylko polskie szkoły sobotnie ale żeby powstały szkoły dwujęzyczne. Jest taka szkoła w Edmonton, nie w naszym okręgu konsularnym, i tam z powodzeniem funkcjonuje, dlaczego nie mogłaby tutaj? To jest możliwe, w kanadyjskim systemie takie możliwości są, więc tu jest oczywiście potrzebne współdziałanie z organizacjami polonijnymi. Nie wystarczy sam apel ze strony konsulatu, musi być wyraźna presja ze strony organizacji ale też szerzej społeczności polonijnej, rodziców dzieci, np. w formie petycji. Była tutaj z wizytą minister edukacji pani Anna Zalewska i mieliśmy spotkanie w Mississaudze, gdzie kuratorium katolickie wstępnie wyraziło wolę. Na razie nie mamy jeszcze konkretów ale jest pierwszy krok. Chciałbym żeby tak było też w Toronto – mówimy dużo o Mississaudze bo rzeczywiście tam Polonia jest widoczna głównie w Centrum Jana Pawła II i w kościele Św. Kolbego, gdzie większość się gromadzi ale liczbowo w Toronto mamy trzy razy tyle Polaków, więc potencjał jest. Ponad 100 tys. Polaków w Toronto to jest grupa, która mogłaby dążyć do takich zmian i będziemy lobbować żeby taki cel osiągnąć.

Gazeta: Mamy pytanie o promocję Polski nie po polsku. Wydaje nam się, że to sfera, która była i jest zaniedbywana i że nie ma efektywnie i dobrze prowadzonej promocji Polski wśród nie Polaków, a dużo jest ludzi, którzy interesują się Polską z różnych powodów ale nie władają językiem polskim.
K.G.: Przed przyjazdem musiałem zaprezentować swoją wizję pracy tutaj przed komisją sejmową i to był bardzo obszerny materiał – nie da się tego w dwóch zdaniach opisać. Jedno z działań polega na tym, że wspieramy to wszystko co sprawia, że pozycja Polaków w tym społeczeństwie jest silna. To nie tylko chodzi o to żeby były polskie szkoły, żeby np. Polacy wracali do kraju, chociaż cieszyłbym się gdyby tak było, ale też jeśli chodzi o tych Polaków, którzy postanowili tutaj zostać, pracować tutaj, tworzyć tutaj, to wspieramy wszystko to co pozwoli im na zbudowanie swojej pozycji tutaj. Oczywiście nie tylko wewnątrz społeczności polskiej ale szerzej w społeczeństwie kanadyjskim. Uważamy za ważne wychodzenie na zewnątrz w języku również angielskim. Mamy plany na ten rok w kontekście setnej rocznicy odzyskania niepodległości ale też nasz własny projekt, który mamy nadzieję, że będzie powtarzany co roku, który nazwaliśmy Polish Heritage Day, który ma swoje logo i którego celem jest skoordynowanie działań w różnych miejscach w dużych miastach, w małych miastach – gdziekolwiek Polacy cokolwiek organizują. Robimy to pod wspólnym znakiem, wspólną marką żeby ten przekaz do Kanadyjczyków dotarł z większą szansą na przebicie się w nawale wiadomości, którymi codziennie jesteśmy bombardowani. Będziemy obecni w różnych miejscach. Wczoraj spotkałem się z przedstawicielami organizacji polonijnych, które zapraszamy do wspólnego działania w ramach tego pomysłu. Odzew ze strony tych organizacji jest bardzo pozytywny, stąd moje przekonanie, że to się uda. Rok temu to zrobiliśmy w Anglii i to się udało, więc dlaczego miało by się nie udać tutaj. Jednym z celów tych działań jest dotarcie do społeczeństwa kanadyjskiego – nie tylko bawimy się w swoim gronie, świętujemy, celebrujemy poprzez wydarzenia kulturalne, sportowe, artystyczne, np. znane festiwale na Roncesvalles i w Mississaudze, to wszystko było, jest i będzie, ale staramy się tak działać żeby pokazać, że Polacy w ten kraj wnoszą coś pozytywnego i jednocześnie prezentować dobry wizerunek Polski – nie tylko społeczności polskiej tutaj ale również naszego kraju.

Konsul Krzysztof Grzelczyk prezentuje ideę Polish Heritage Days

Gazeta: A do jakiego stopnia ludzie, którzy to robią tutaj, mogą liczyć na wsparcie Polski?
K.G.: No oczywiście, w tych działaniach my wspieramy tak jak możemy naszymi skromnymi środkami. Organizacje polonijne mają dodatkowe wsparcie ze strony Senatu od lat, z tym, że w tym roku Senat ma znacznie większe fundusze niż w latach poprzednich, bo to było 70-80 mln zł, a w tym roku 100 mln zł., więc jest to realna pomoc. A z naszej strony warto wspomnieć nie tylko o czysto materialnym wsparciu ale konsulat służy też poprzez udostępnianie swojego obiektu różnym organizacjom na różne wydarzenia. W tym konkretnym projekcie, o którym mówiłem – Polish Heritage Days zapewniamy również koordynację działań, informację przy użyciu naszych narzędzi typu Twitter, Facebook, strona konsulatu, jakieś inne materiały promocyjne, które będziemy robić dla wszystkich zaangażowanych tych organizacji.

Gazeta: Na terenie konsulatu odbywały się od lat różne imprezy polonijne m.in. Wianki, czy Pan będzie kontynuował te tradycje?
K.G.: Tak, akurat konkretnie o Wiankach rozmawiałem z organizatorkami i te projekty będą kontynuowane. Oczywiście zależy to też od organizatorów czy chcą ale jesteśmy jak najbardziej otwarci.

Gazeta: Zmieniając temat – czy trudno jest wyrobić paszport dzieciom tu urodzonym?
K.G.: To akurat, że są tu urodzone nie jest kluczowe. Jeśli przynajmniej jeden rodzic jest obywatelem Polski to wtedy sprawa jest dosyć prosta.

Gazeta: Załóżmy, że jest obywatelem polskim ale bez polskiego paszportu.
K.G.: Jest kwestia tego jak ustalić, że jest obywatelem Polski, bo najlepiej jeśli ma ważny paszport polski to wtedy sprawa jest szybko do załatwienia, czyli procedura jest prosta. Jeśli nie ma ważnego paszportu czy ważnego dowodu osobistego powstaje pytanie ile lat temu miał ten paszport. Nie ma jednej odpowiedzi, rozpatrujemy każdy wniosek indywidualnie. Jeśli jest konieczna procedura potwierdzenia obywatelstwa polskiego, wojewodowie mają takie uprawnienia. My wysyłamy wniosek o potwierdzenie i gdy dostaniemy odpowiedź pozytywną prowadzimy sprawę dalej.

Gazeta: Ale z wyrobieniem paszportu nie ma kłopotu jeżeli ktoś miał przedtem polski paszport?
K.G.: Nie, generalnie nie ma kłopotu jest tylko pytanie jak ten konkretny przypadek wygląda i wtedy szukamy właściwego rozwiązania, bo tak jak mówię nam zależy żeby Polacy mieli polskie paszporty.

Gazeta: Czy proces wyrabiania polskiego paszportu w takich przypadkach jak są dzieci z małżeństw mieszanych jest bardzo długi? Czy to jest kwestia miesiąca, trzech, pół roku?
K.G.: Czy jedno z rodziców jest obywatelem polskim czy oboje to jest tak samo. Wyrobienie paszportu trwa normalnie do sześciu tygodni. Paszporty są produkowane w Polsce i tutaj przysyłane. My tutaj przyjmujemy wnioski, pilnujemy żeby pełna dokumentacja była do wniosku dołączona, wniosek trafia do Polski, a potem przysyłany jest gotowy paszport.

Gazeta: Robicie teraz państwo rejestrację online przed złożeniem podania o polski paszport.
K.G.: Jest system e-konsulat, który pozwala na umówienie się na konkretny termin, więc wszystko idzie szybciej i nie trzeba stać w kolejkach. To bardzo wygodny dla klienta system.

Gazeta: A co z ludźmi, którzy nie mają dostępu do komputera?
K.G.: Dalej będziemy oczywiście obsługiwać ich przy okienku, to nie zamyka im drogi. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że nie każdy potrafi czy ma dostęp do internetu, i oczywiście zapraszamy te osoby, będą obsłużone ale nie gwarantujemy, że w pół godziny sprawa będzie załatwiona.

Gazeta: Na koniec pytanie o nowelizację ustawy o IPN i całej tej historii, która się wydarzyła. Jak Pan wie, tutaj społeczność żydowska jest bardzo duża, aktywna, dobrze poinformowana i również są organizacje, które od lat działają na rzecz polsko-żydowskiego dialogu. Jakie jest Pana zdanie w tej sprawie?
K.G.: Słowo dialog jest w moim przekonaniu kluczowe. Powinniśmy dalej rozmawiać ale są rzeczy, których musimy twardo pilnować. Nie może być tak, że Polska się ciągle tłumaczy z czegoś czego nie zrobiła. Mówienie o nas, że jesteśmy współsprawcami Holocaustu jest po prostu rodzajem zbrodni przeciwko Polakom, jak można mówić tak o narodzie, który tyle wycierpiał, który był pierwszą ofiarą II wojny światowej. My Polacy byliśmy jedynymi, na których ciążyła kara śmierci za udzielenie pomocy Żydom, nigdzie w Europie takiej kary nie było, więc ignorowanie tych faktów jest po prostu niedopuszczalne. Co do samej ustawy, podobne ustawy są w wielu krajach europejskich, chociażby w Niemczech ale też w Izraelu, gdzie za podobne czyny obowiązuje kara 5 lat więzienia. My proponujemy 3 lata z zaznaczeniem, że w żaden sposób to nie dotyczy badań naukowych, co nam się zarzuca. To jest wprost w ustawie zapisane. Co więcej, decyzja sądu jest do tego potrzebna. Nie widać uzasadnienia dla tak zmasowanego ataku, zwłaszcza na tak wysokim poziomie – premier rządu się wypowiada, ambasador się wypowiada, w sposób wprost atakujący Polskę i do tego oświadczenia czy też głosy prasy niemieckiej, które stoją w jednym szeregu z Izraelem. To jest jakiś paradoks historii. Przykro, że tak się stało. Ja może podam świeże dane statystyczne: w zeszłym roku mieliśmy blisko 260 interwencji dyplomatycznych w różnych krajach z powodu tego typu ataków, czyli to zjawisko jest naprawdę dość szerokie. Najwięcej przekłamań, fałszywych oskarżeń pod adresem Polski jest formułowane kolejno w mediach brytyjskich, amerykańskich, niemieckich, francuskich, duńskich, hiszpańskich, więc to nie jest jakiś wymyślony problem, tego jest naprawdę dużo. Co ciekawe, w Niemczech w zeszłym roku o 10 proc. wzrosła liczba tych fałszywych sformułowań.

•••

Konsul Grzelczyk będzie kierował torontońską placówką konsularną w szczególnym roku – roku obchodów 100-lecia odzyskania Niepodległości przez Polskę, na który planowane są obchody na całym świecie, a więc także i w Kanadzie. Konsulat RP w Toronto przygotowuje pierwszą edycję wieloletniego projektu “Polish Heritage Days” – cyklu imprez i wydarzeń przygotowanych we współpracy ze środowiskiem polonijnym. Jak czytamy na stronie internetowej Konsulatu: “Planowane są liczne konferencje, warsztaty, koncerty, a także kampanie internetowe przedstawiające polską historię i dorobek polskiej kultury. CelemJjest nie tylko świętowanie przez zamieszkałych w Kanadzie Polaków dziedzictwa przeszłych pokoleń, ale także podkreślenie ważnego miejsca i roli jaką Polacy pełnią w Kanadzie jako pod jednomilionowa społeczność.”

Małgorzata P. Bonikowska
i Zbigniew Bełz
Foto: “Gazeta”
i Konsulat RP w Toronto

 

Poleć:

O Autorze:

Redakcja

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.