W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie

0

Moje najwcześniejsze wspomnienia
W niedalekiej odległości od Szczebrzeszyna urodziłem się i skończyłem podstawówkę. Część mojej rodziny ciągle mieszka w rodzinnym Bodaczowie, który dziś już jest przedmieściem miasteczka. Gdy byłem małym brzdącem wyprawa do miasta była jak wyprawa po złote runo. Szczebrzeszyn był dla mnie miejscem magicznym i z tego także powodu, że zjawiali się w mej wiosce nie tylko domokrążcy z tego miasteczka, młodzi Żydzi, oferując mieszkańcom różne “dobra”, najczęściej igły i nici – ja czekałem na lody. To było raczej rzadkie wydarzenie w mej wiosce, bo jak mi powiedziano, w mieście jest jedyny lodziarz z wózkiem i ma on do obsłużenia kilka innych miejscowości. Gdy się zjawiał, było to święto, rodzice znajdowali zawsze jakieś “zbędne” jajo, by zapłacić za ten specjał. Niekiedy rodzice brali mnie do miasta – to była nie tylko niezwykła wycieczka, a gdy ojcu kołodziejowi udało się sprzedać koło czy cały wóz, wtedy rodzina celebrowała to wydarzenie miejskimi łakociami, a dla mnie beniaminka nie zapomniano o cukierku i słodkiej bułce. Wizyta w miasteczku, w mojej wyobraźni dziecięcej wspaniałym mieście, była jakimś przerwaniem marazmu, szarzyzny. Stąd do dzisiaj ciepło mi na sercu, gdy o nim myślę.

Laboratorium germanizacji w czasie wojny
Były to czasy pierwszych lat drugiej wojny światowej, Zamojszczyzna była Sonderlaboratorium Hitlera; przyszli panowie świata tu przyuczali się jak będą traktowali niższą rasę, kto im będzie przydatnym, a kogo należy odstrzelić czy zamordować w obozach. Wstępnym planem tego “specjalnego laboratorium” było, po pokonaniu Stalina, zesłanie na Syberię 60 milionów Słowian, w większości Polaków, i zasiedlenie rubieży Polski uzbrojonymi osadnikami, by tworzyli wał obronny Rzeszy od komunistycznego wschodu. Był to czas terroru, biedy, zniewolenia, okrutniejszy niż w reszcie zajętej przez hitlerowców Polski. Pamiętam najdrobniejsze szczegóły słynnego wysiedlenia mieszkańców zamojszczyzny, w tym mojej wioski, które miało miejsce w listopadzie 1942 roku. Miałem wtedy dopiero sześć i pół roku. Wcześniej Szczebrzeszyn “oczyszczono” z Żydów – mordowano ich najczęściej kulą w głowę w ich mieszkaniach.

This slideshow requires JavaScript.

Chrząszcz, świerszcz, czy inny twór
O Szczebrzeszynie poeci pisali wiersze, a najsympatyczniejszym jest ten dla dzieci Jana Brzechwy. Oto jego pierwsza zwrotka:

W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie
I Szczebrzeszyn z tego słynie.
Wół go pyta: “Panie chrząszczu, Po co pan tak brzęczy w gąszczu?”
“Jak to – po co? To jest praca,
Każda praca się opłaca.”

Pod koniec wiersza poeta zdradza, że wół przyszedł jeszcze raz do chrząszcza:
Lecz nie zastał chrząszcza w trzcinie, Bo chrząszcz właśnie brzęczał w Pszczynie.

Nieutuleni w żalu szczebrzeszynianie postawili mu pomnik wielkości człowieka, odzianego w szaty ludzkie i kapelusz, wyposażonego w skrzypce, by zbytnio nie zdzierał sobie głosu, decydując przedtem, że chrząszczem musi być świerszcz, bo przecież chrząszcza trudno ustawić na pomniku w eleganckiej stojącej pozie, no i chrząszcz nie “brzmi”, a jeśli wydaje jakieś dźwięki, to są one niesłyszalne dla ludzkiego ucha. Rada miasta darowała poecie przesiedlenie ich bohatera do innego miasta, bo rozumieli, że Pszczyna, choć to krótsze słowo niż pierwsza rezydencja chrząszcza, to jeszcze trudniejsze w wymowie. Ze względów czysto praktycznych przy produkcji posągu tego stwora zastąpili chrząszcza świerszczem, to też świszczące i chrzęszczące słowo i też dziewięcioliterowa jedna sylaba. Pan Świerszcz, czy jeśli ktoś woli Chrząszcz, długo czekał na to uznanie – 650 lat, bo przecież od początków miasta dawał tam swoje koncerty. Będąc w Szczebrzeszynie widziałem pierwszy pomnik z roku 2002 wyrzeźbiony z pnia lipowego przez uczniów Liceum Sztuki Plastycznej w Zamościu pod okiem Zygmunta Jarmuła. Sympatyczna rzeźba: pan Jarmuł poszedł na całego, stworzył rzeźbę metalową tego owada i w r. 2011 umieścił ją na głównym placu miasteczka. Nie widziałem tego nowego tworu, ale zdjęcia mówią mi, że artystycznie nie dorównuje jego pierwszemu wydaniu.

Powiedzonko poety o dziewięcioliterowym w jednej sylabie stworze (chrząszcz) stało się najsłynniejszym polskim łamańcem językowym, rozsławiło miasteczko bardziej niż jego zabytki i to nawet za granicą, bo są próby stworzenia czegoś podobnego w innych językach. Dla przykładu przytaczam jedno z nich: “Bug is buzzing in the reeds” – chyba tak mu daleko do oryginału jak z Ziemi do Księżyca.

Historia miasta
Pierwszą linijkę wiersza poeta chyba zapożyczył od Władysława Łokietka (tak przynajmniej legenda podaje), dodał tylko na początek “W Szczebrzeszynie”. To był rodzaj sprawdzianu przynależności narodowej poddanych – taki miniegzamin. Łokietek jednocząc kraj miał wiele kłopotów z bogatym mieszczaństwem pochodzenia niemieckiego. Kto nie potrafił chrzęszczącego zdania: “chrząszcz brzmi w trzcinie” wypowiedzieć, był uznany za nie- Polaka i szedł, według legendy, pod topór. W samym Szczebrzeszynie głowy jednak nie spadały, bo to było jeszcze miasteczko ruskie, dopiero syn Władysława Łokietka Kazimierz Wielki po zajęciu tych terenów w 1340 r. wcielił je do swojego królestwa i oddał Szczebrzeszyn Jerzemu Narymunowiczowi. Do końca XVI wieku, do czasów zbudowania przez Jana Zamoyskiego Zamościa, Szczebrzeszyn był najważniejszym miastem na tych terenach.

Apogeum przeżył za czasów Dymitra z Goraja, właściciela Szczebrzeszyna i ogromnych posiadłości wokół miasta. Dymitr dostał je od Ludwika Węgierskiego. Tenże Dymitr był później podskarbim koronnym Władysława Jagiełły i jego ulubieńcem. Na obrazie Matejki to on perswaduje św. Jadwidze, by rzuciła topór, nie usiłowała wyrąbać przejścia w bramie miejskiej, by spotkać się z ukrytym za murami Krakowa swym dziecięcym mężem Wilhelmem Habsburgiem. Poślubiono ich, gdy ona miała cztery lub pięć lat, a on osiem. To był formalny ślub między dziećmi (sposalia de futuro), okres dzieciństwa spędzili razem, polubili się, pokochali, byli w czasie próby Jadwigi wydostania się z Krakowa za pomocą topora tylko kilkunastolatkami. Przeraził ją ślub z półdzikim starcem Litwinem (tak przynajmniej wyobrażała sobie swego przyszłego męża). Dymitr przekonał ją, by poświęciła swą miłość do chłopca i ratowała Ojczyznę wychodząc za mąż za Władysława Jagiełłę.

“Pan Szczebrzeszyński” miał faktycznie udzielne księstwo wewnątrz Królestwa Polskiego – państwo w państwie. On z wdzięczności dla króla wystawił mu w czasie wojny pod Grunwaldem całą chorągiew, a w czasie pokoju sądził w jego imieniu miejscową szlachtę, przyjmował hołdy i hojną ręką rozdawał ziemię i wioski. Za jego czasów wybudowano w mieście przynajmniej dwa kościoły i zamek w postaci wieży mieszkalno-obronnej na wzgórzu przy rzece Wieprz. Bogactwo i splendor Szczebrzeszyna były solą w oku Zamoyskim. Przecież ich późnorenesansowy gród był oddalony tylko o 22 km, a Szczebrzeszyn też był eleganckim miastem, a więc konkurentem stolicy ordynatu. Gdy się tylko nadarzyła okazja wykupili miasto i okolicę i wcielili do swej ordynacji. Zamoyscy nie obwarowali go murami obronnymi. Ich działalność w Szczebrzeszynie ograniczała się przeważnie do zastępowania spalonych budynków użyteczności publicznej nowymi murowanymi. Te przetwały do naszych czasów. Miasteczko długo obumierało śmiercią naturalną w cieniu wspaniałego Zamościa. Pomogły w tym liczne najazdy Kozaków, Szwedów, Turków i Tatarów w połowie XVII wieku i związane z nimi pożary i grabieże – Szczebrzeszyn powoli stał Centrum Szczebrzeszyna w zimie się mieściną. Na Szczebrzesz nie wszyscy ci wrogowie wyładowywali swoje frustracje, że nie mogą zdobyć Zamościa.

Miasteczko jest miastem herbowym (herb Korczak – trzy poziome białe pasy na czerwonej tarczy). Scierało się tu na przestrzeni prawie siedmiuset lat jego istnienia pięć religii i wyznań: rzymsko-katolicka, unicka, prawosławie, kalwinizm i judaizm. Kościoły i inne miejsca kultu często przechodziły z rąk do rąk, były palone, dewastowane, przerabiane, dostosowywane do wymogów kultowych nowych właścicieli. Zbyt to zawiłe i skomplikowane, by w to wchodzić. Skoncentrujmy się na teraźniejszości.

Szczebrzeszyn obecnie
Coraz więcej Żydów osiedlało się w Szczebrzyszynie. Większość to biedota. Gdy w połowie XVI wieku było ich w miasteczku około 200, to pod koniec XIX w. była to już połowa mieszkańców. Przed drugą wojną światową byli już w znacznej większości. Szczebrzeszyn stał się ważnym ośrodkiem chasydyzmu aż do momentu wyniszczenia ich przez hitlerowców. Szacuje się, że w czasie wojny zginęło ok. 4500 Żydów szczebrzeszyńskich, większość wymordowano w ich własnych domach.

Szczebrzeszyn dziś wygląda inaczej niż w czasach mojego dzieciństwa. Wtedy był ruchliwy, brudny, krzykliwy, pełen bud drobnych sprzedawców. Dziś jest czysty, cichy, trochę jakby wymarły. Jest ciekawym i typowym miastem w tej części Lubelszczyzny położonym u podnóża zachodniej części Roztocza. Szczebrzeszyn przed drugą wojną światową nigdy nie liczył więcej mieszkańców niż dziesięć tysięcy, obecnie, nawet po przejęciu w swoje granice kilku wiosek, ma ich tylko niewiele ponad 5 tysięcy. Szczebrzeszyński Park Krajobrazowy ciągle czeka na odkrycie przez turystów – idealne miejsca na wycieczki rowerowe i piesze.

Szczebrzeszyńscy prominenci
Choć miasto nie przekraczało nigdy dziesięciu tysięcy mieszkańców, wydało wielu znamienitych obywateli. Wymienię tylko kilku: wspomniany wyżej Dymitr z Goraja, światowej sławy malarz historyczny Józef Brandt (1841-1915), Zygmunt Klukowski (1885-1959), lekarz, ordynator szpitala miejscowego, a przede wszystkim historyk drugiej wojny światowej na zamojszczyźnie, świadek oskarżenia na sądzie zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze. Pamiętam, że wyciągnął mnie z jakiejś poważnej choroby dziecięcej w 1940 roku – może dzięki niemu żyję do dziś?!

Stąd pochodzili Jan Siestrzyński, pionier fonetyki polskiej, Lucjan Malinowski, dialektolog, slawista, etnograf, profesor Uniwesytetu Jagiellońskiego, tu urodziła się babka laureata Nagrody Nobla Izaaka B. Singera, do parafii szczebrzeszyńskiej należał pradziadek naszego papieża od strony matki (mieszkał w sąsiedniej wiosce Michałowie) oraz jego dziadek, który umarł już w Krakowie. Krewna papieża Stanisława Kaczorowska, zmarła w 1926 roku, ma jeden z najpiękniejszych pomników nagrobnych na katolickim cmentarzu w Szczebrzeszynie.

Ciekawsze zabytki
Co dzisiaj ciekawego ma Szczebrzeszyn do zaofiarowania turyście? Dość dużo. Przede wszystkim dwa kościoły katolickie: parafialny pod wezwaniem św. Mikołaja i poklasztorny, dziś nazywany przyszpitalnym, św. Katarzyny. Oba w obecnej formie zbudowane są w stylu tzw. renesansu lubelskiego. Miały swoje początki w złotej epoce miasta za czasów Dymitra Gorajskiego w końcu XIV w. Były drewniane, spłonęły. Te co teraz mamy, płonęły także kilka razy, szkody były jednak niewielkie, bo budowle były murowane. Przy odbudowie doprowadzano je do stanu przed pożarem i tylko nieco unowocześniano architektonicznie. Obecnie oba kościoły to harmonijne połączenie renesansu z barokiem: co budowano wcześniej jest renesansowe, co dobudowywano później, jak wieże, bramy, ołtarze, to barok.

Ciekawa architektonicznie jest także synagoga szczebrzeszyńska. Pierwszą spalili kozacy Chmielnickiego w połowie XVII w. Za zezwoleniem ordynata Zamoyskiego w 1659 r. wybudowano w tym samym miejscu nową, obecną. Spalona ponownie w 1939 r., odreastaurowana po wojnie, a ponieważ już nie ma Żydów w Szczebrzeszynie, służy jako ośrodek kultury. To budowla także w stylu renesansowym z pięknym frezem arkadowym i z łamanym dachem typowo polskim.

Dwie inne budowle, choć nie przedstawiają wielkiej wartości jako zabytki, są ciekawymi, rzucającymi się w oczy budynkami. Jedną z nich jest ratusz zbudowany w połowie XIX w. na dużym placu w centrum miasta. To miejsce “kolorowych jarmarków” z czasów mego dzieciństwa.

Drugą nowoczesną budowlą jest wielki kamienny młyn z początków XX w. Jest jednym z największych w Polsce. Przed wojną słynął w kraju i poza Polską z doskonałych mąk. Gospodarka socjalistyczna doprowadziła go do kompletnej ruiny, ale dzięki Bogu znalazło się dwóch przedsiębiorczych młynarzy, którzy naprawili maszyny i inne urządzenia, doszykowali turbinę wodną, wprowadzili także system rozruchu elektrycznego i młyn, jak za dawnych dobrych czasów, zaczął mleć i przynosić właścicielom dochód. Czy dzisiaj jest jeszcze w użyciu, tego nie wiem.

Przygoda aktora Barcisia
Jeden z moich czytelników powiedział mi, że z mojego pisania lubi najbardziej angdoty doczepiane do poważniejszej treści. W tej chwili nie przychodzi mi do głowy żadna, dopisuję w to miejsce opowieść prawdziwą, która trochę brzmi jak anegdota. Dotyczy znanego polskiego aktora Artura Barcisia i jego żony. Opowiedział ją na jednym z wywiadów telewizyjnych kilkanaście lat temu. Zaproszono ich na wakacje do kuzynki do Hiszpanii. Tam pani domu próbowała nauczyć ich kilku obiegowych wyrażeń hiszpańskich. Pan domu, światowej sławy muzyk, przysłuchiwał się temu; musiało to brzmieć zabawnie, bo zaśmiewał się do łez. Zdenerwowany aktor na migi wytłumaczył mu, by powtórzył za nim: “W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie. “Ten to zrobił szybciej i sprawniej niż Barciś, co prawda z lekkim akcentem hiszpańskim. Barcisiowie zaniemówili, spojrzeli na panią domu; ta nie okazywała zaskoczenia, raczej coś w rodzaju zawodu. Po chwili wyjaśniła: “mąż mógłby się trochę lepiej postarać, przecież już od prawie pięćdziesięciu lat uczę go tego.”

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.