W rzeźbie lubię najbardziej konstrukcje i destrukcje

0

– rozmowa z Elżbietą Grosseovą, rzeźbiarką i malarką z Pragi, należącą do czołowej grupy artystów światowych tworzących w dziedzinie wolnej plastyki ceramicznej i rzeźbiarstwa

Leszek Wątróbski: Pochodzi Pani z rodziny polsko-czeskiej…
Elżbieta Grosseova: Urodziłam się w Warszawie. Moja mama była Polką, a tata Czechem. Także jedna z babci była Polką, a druga Żydówką.

Elżbieta Grosseova

L.W.: Szybko jednak przeprowadziliście się Państwo do Pragi…
E.G.: Ojciec studiował w Polsce, gdzie poznał moją mamę. Do Czech przeprowadziliśmy się zaraz po zdobyciu przez ojca dyplomu. Mój ojciec był bardzo zdolnym muzykiem. Grał na pianinie i śpiewał. Razem z ojcem jesteśmy reformowanymi ewangelikami. Moja matka też miała piękny głos i grała na pianinie. Odwiedzało na zawsze wielu ludzi. Wychowywałam się w muzyce. Zastanawiałam się nawet długo, czy nie wybrać studiów muzycznych. Przeważył jednak rozsądek. Byłam przekonana, że nie mam muzycznego talentu tylko duże wyczucie i wielki sentyment do muzyki, bez której nie mogłabym żyć. Miałam natomiast w szkole wielkie sukcesy sportowe. Zwyciężyłam nawet w trójboju: rzut kulą, bieg i skok w dal – w mistrzostwach szkolnych w Pradze. Mam nadal kilka dyplomów z tego czasu.

L.W.: Jak było więc z wyborem kierunku studiów?
E.G.: Po maturze, za namową rodziców, rozpoczęłam studia prawnicze. Nie wiedziałam wówczas, że mam talent artystyczny. Chodziłam też na tańce, w których byłam bardzo dobra. Tam poznałam starszego pana, który zaprosił mnie na dłuższą rozmowę. Okazało się, że był to sławny rzeźbiarz. On zaproponował mi pozowanie do jego pięciu rzeźb-reliefów. Bardzo zauroczyła go moja słowiańska twarz. I tak się stało.

L.W.: Co było dalej?
E.G.: Zaczęłam przychodzić do jego pracowni. Wszystko mi się tam podobało. Człowiek ten zafascynował mnie swoją pracą. I sprowokowana przez niego sama zaczęłam rzeźbić. Moją pierwszą pracą była głowa jego koleżanki, która mi pozowała. Przy pracy tej czułam się wspaniale. Takiego uczucia nigdy wcześniej jeszcze nie doznałam. Moja praca finalna bardzo spodobała się rzeźbiarzowi. To on odkrył mój artystyczny talent. Moją rzeźbę odlał następnie w gipsie i wysłał mnie na egzamin do Akademii Sztuk Pięknych w Pradze. Przeszłam pierwszy etap, potem drugi, którym było modelowanie kompozycji głowy i też go zaliczyłam. I wreszcie rozmowa wstępna i… długo oczekiwane przyjęcie na akademię.

L.W.: Co Pani powiedziała rodzicom, którzy chcieli mieć prawnika w domu?
E.G.: W domu niestety pochwalić się przyjęciem na akademię nie mogłam. Wszyscy wiedzieli przecież, że studiuję prawo. Zdecydowałam się w końcu na ujawnienie prawdy. To był wielki szok dla moich rodziców. I zmartwieni powiedzieli mi, że zostanę nędzarzem, jak większość artystów.

This slideshow requires JavaScript.

L.W.: Po roku studiów w praskiej Akademii Sztuk Pięknych przeniosła się Pani do Warszawy…
E.G.: W Polsce mieszkały siostry mamy. Chciałam poznać jej ojczyznę, historię, kulturę i ludzi, dlatego po zaliczeniu pierwszego roku, przeniosłam się na studia w Warszawie w Akademii Sztuk Pięknych, w katedrze rzeźby u prof. Jana Kurcza. Okres studiów w Warszawie należy, bez wątpienia, do najpiękniejszych w moim całym życiu. To były wspaniałe lata. Akademię skończyłam z wyróżnieniem, wtedy z czerwonym dyplomem. To był rok 1973.

L.W.: Zaczęła wtedy Pani pokazywać i wystawiać swoje prace…
E.G.: Swoją pierwszą indywiduRzeźba “krokodyl” Archiwum alną wystawę miałam w Nowym Jorku. Zaprezentowałam tam rzeźby z ceramiki. Część eksponatów udało mi się nawet sprzedać – m.in. rzeźbę Fryderyka Chopina. Po wystawie w USA zdecydowałam się na powrót do Czech. Chciałam tam rozpocząć twórczą pracę. To miały być rzeźby. Tak się jednak nie stało. Nie znałam tam nikogo z branży. I nikt mnie też nie znał. Pracy też żadnej nie dostałam. Bezskutecznie również starałam się o przyjęcie do Związku Artystów. To były lata siedemdziesiąte. Napisałam więc list do władz, że decyduję się na powrót do Polski, gdzie mnie znają i cenią jako twórcę. Szantaż się udał. Zostałam przyjęta.

L.W.: Otworzyła Pani wówczas własną pracownie…
E.G.: Załatwiłam sobie pracownię na wsi pod Pragą, w której pracuję do dziś. Tam zaczęła się moja praca twórcza i zdobywanie nagród. Miałam już wówczas otwarte drzwi na cały świat i wystawiałam się w prestiżowych galeriach świata. W roku 1989 zostałam prezesem czeskich ceramików rzeźbiarzy.

L.W.: W listopadzie 2018 roku obchodzić Pani będzie jubileusz pracy twórczej…
E.G.: …to będzie jubileusz poświęcony 40 leciu mojej pracy twórczej. Jej tematem będzie transformacja. Pracuję aktualnie nad minimalizacją mojej rzeźby. Szukam też nowej formy i nowego kształtu. Chcę zaprezentować na wystawie jubileuszowej wszystkie swoje przeżycia, a których po drodze życiowej było niemało. Przygotowywana jest na nią nowa publikaja. To będzie książka o mnie i mojej zawodowej pracy. Od kilku lat jestem też malarką. Robię kolaże strukturalne na płótnie. One są częścią moich rzeźb i uzupełniają je. W rzeźbie lubię najbardziej konstrukcje i destrukcje. Musi też być w każdej rzeźbie jakiś kontrast, dwie formy, które ze sobą kontrastują. Interesują mnie również katastrofy przyrodnicze.

L.W.: A co z miłością do muzyki?
E.G.: Miłość do muzyki została we mnie do dziś dnia. Jak pracuję, to słucham jej jednocześnie.

L.W.: Działa też Pani od lat w środowisku Polonii praskiej?
E.G.: Jestem członkiem zarządu Klubu Polskiego w Pradze, a wcześniej, przez 5 lat, byłam w nim społecznie kasjerem. Moją ostatnią pasją jest nasz Alternatywny Teatr Klub-PL Praga. Uważam jego powstanie za nasze największe osiągnięcie polonijne. Nasza teatralna grupa zrealizowała dotąd dwa przedstawienia. Pierwsze na podstawie Stanisława Mrożka “Na pełnym morzu”, które nazwano “Rozbitkowie”, i drugie na podstawie dramatu kard. Karola Wojtyły “Brat naszego Boga”, które nazwane zostało “Ecce homo”. Obie adaptacje przygotował aktor i reżyser teatralny Józef Czernecki. Z “Rozbitkami” polscy Prażanie byli u swoich polonijnych przyjaciół w Holandii w Eindhoven, w czasie 30-lecia tamtejszej “Sceny Polskiej”. Mam za sobą już dwie role: w “Rozbitkach” grałam nianię i w “Ecce homo” grałam Helenę Modrzejewską.

L.W.: Dziękuję za rozmowę. Życzę Pani wielu osiągnięć w pracy rzeźbiarskiej i kolejnych ról w waszym teatrze.

Poleć:

O Autorze:

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.