Lublin – miasto mej młodości (2)

0

Lublin to moje ukochane miasto. Spędziłem w nim ponad 10 lat swego życia: moje lata młodzieńcze – lata w których formowała się moja osobowość i dojrzewałem intelektualne i emocjonalne.

Starówka
Każdy człowiek ciekawy świata, gdy odwiedza jakieś miasto nigdy nie zapomina o starówce, bo ona zawsze, czy prawie zawsze, jest najciekawszą jego częścią. Miałem to szczęście, że w czasie pobytu w Lublinie jego stare miasto było pięknie odbudowane i upiększone z polecenia Bolesława Bieruta, który uważał się, jak wspomniałem, za lublinianina, gdy inne miasta, nawet Warszawa, próbowały się uporać ze stertami gruzów. Lubiłem chodzić po starówce, wejść do jakiejś eleganckiej kawiarenki lub do biblioteki miejskiej, która w owych czasach znajdowała się w najbardziej reprezentatywnym budynku starówki – w dawnym ratuszu, późniejszym Trybunale Koronnym, a jeszcze później siedzibie urzędu stanu cywilnego. Wspomniany budynek to dość duży elegancki piętrowy pałac w stylu klasycystycznym z przełomu XVIII i XIX w., nawiązującego do budownictwa greckorzymskiego będącego reakcją na przesadną dekoratywność baroku i rokoka. Architektem był Dominik Merlini. Budynek ten zastąpił jedną z pierwszych budowli Lublina z XIV wieku – pierwszy ratusz miejski, który spłonął. Poza ratuszem najważniejszym miejscem grodu był kościół parafialny, czyli fara. W mieście otoczonym murami czyli w obrębie dzisiejszej starówki, tę funkcję pełnił kościół św. Michała Archanioła. Niestety całkowicie spłonął w XIX w., trzeba go było rozebrać; obowiązki służby parafialnej przejęła wtedy obecna archikatedra znajdująca się już poza murami. W latach 1936- 1938 odkopano fundamenty fary, a w 2002 r. zbudowano murek nad fundamentami; służy on dziś nie tylko jako miejsce spoczynku dla strudzonych turystów, czy tych co z pozycji siedzącej oglądają zamek, ale to także miejsce spotkań mieszkańców i imprez kulturalnych pod gołym niebem. Tu krzykacz miejski w stroju średniowiecznym ogłaszał postanowienia magistratu. Widziałem go wiele razy, był to już starzec, ale głos miał jak mosiężny dzwon.

This slideshow requires JavaScript.

Najsławniejszym kościołem starówki jest kościół dominikanów. Sprowadzono ich do Lublina niedługo po powstaniu tego drugiego po franciszkanach zakonu żebraczego. Tutaj w refektarzu budowli zakonnych połączonych z kościołem ustalali warunki Unii Lubelskiej panowie polscy, litewscy i ruscy. W tym kościele magnaci małopolscy zbudowali swoje kaplice pogrzebowe, piękne i w różnych stylach. Najbardziej okazałymi są kaplice Firlejów, Ossolińskich i Tyszkiewiczów. W kaplicy Szaniawskich znajduje się ogromnych rozmiarów obraz ukazujący pożar miasta w 1719 r. Sklepienie kościoła ma szereg pięknych i wartościowych fresków; najsłynniejszym z nich jest chyba fresk Sądu Ostatecznego. Do kościoła do 8 lutego 1991 roku ściągały tłumy, by obejrzeć i pomodlić się przed relikwią Krzyża świętego (wątpliwej autentyczności). Tej nocy została skradziona i dotychczas jej nie odzyskano. Nawet bez tej relikwii kościół ten jest jednym z najciekawszych w Lublinie obok kaplicy królewskiej na Zamku i archikatedry.

W niewielkiej odległości od tego kościoła stoi budynek najstarszego publicznego teatru w Polsce zwanego Starym. Wybudowano go w stylu klasycystycznym. Otworzył podwoje dla publiczności 20 października 1822 r. Grano tam nie tylko sztuki teatralne ale i opery. Gdy stał się za małym przy szybko powiększającej się liczbie mieszkańców miasta, w śródmieściu powstał elegancki i przestronny teatr im. Juliusza Osterwy, a ten stary zamieniono na salę kinową. Byłem w niej kilka razy w czasach gimnazjalnych i studenckich. Już wtedy budynek wyglądał na zaniedbany, odrapany. W czasie odnowy Lublina przez Bieruta zostawiono go nietkniętym – chyba pan prezydent nie przepadał za sztuką w jakiejkolwiek formie i przeznaczył go na zmarnowanie. Teatr ten palił się kilka razy. Popadł w kompletną ruinę. Władze miasta sprzedały go w 1994 roku za 100 złotych jakiejś nowopowstałej fundacji, która zobowiązała się wyremontować obiekt w ciągu dwóch lat. (Wiele fundacji powstałych w tych czasach to często przykrywki do jakichś nielegalnych, ponurych interesów; chyba i ta fundacja miała taką genezę). Nikt palcem nie ruszył by cokolwiek poprawić, a co się działo wewnątrz budynku chyba tylko Pan Bóg, poza członkami grupy, wiedział. Gdy konserwator zabytków uznał, że budynek w każdej chwili może się zawalić, miasto postanowiło go odzyskać, ale to nie była prosta sprawa z racji nieprecyzyjnego tekstu w umowie kupna. Dopiero groźba procesu zadziałała. Zaczęto renowację w 2007 roku, ale gdy byłem w Lublinie kilka lat po tej dacie, nie widziałem żadnych prac od zewnątrz.

Ciekawe są kamieniczki mieszczańskie szczególnie przy rynku i wzdłuż ulicy Grodzkiej. W czasie mojej ostatniej wizyty w Lublinie, na starówce prawie wszystkie zabytki były w trakcie odnawiania – bierutowska odnowa nie była dokładna i trwała. Był to już remont profesjonalny i dokładny: z zewnątrz i wewnątrz budowli. Zabytkowe kamieniczki, ciągle zamieszkiwane, nie są tak urocze jak późnorenesansowe cacka przy Rynku Głównym w Zamościu, ale niedaleko od nich odbiegają swym pięknem. Wymienię tutaj tylko niektóre: Chociszewska, Klonowica, Konopniców, Lubomirskich, Wieniawskich, Pod Lwami. Budynek Wieniawskich zasłynął tym, że mieszkał tu ojciec kompozytora i skrzypka Henryka Wieniawskiego. Fasada kamienicy Klonowica przyciąga wzrok medalionami słynnych lublinian: Sebastiana Klonowica, Biernata z Lublina, Wincentego Pola i Jana Kochanowskiego, który tu w Lublinie zmarł. W kamienicy Lubomirskich zachował się oryginalny portal z 1540 r. Najpiękniejsza jest jednak kamienica Konopniców, w której cała fasada jest oryginalna, pokryta nie religijnymi, jak to najczęściej bywało w owych czasach, ale malowidłami o tematyce świeckiej. Ozdobna nadbudowa nad tym budynkiem, czyli attyka, jest najpiękniejszą w mieście. Z murów miasta prawie nic się nie zachowało poza bramami miejskimi.

Starówka lubelska ma wiele innych ciekawych obiektów, nie sposób o wszystkich napisać. Wspomnę tu jeszcze o 300-metrowym tunelu służącym jako schronienie przed najeźdźcami. Udostępniony jest obecnie turystom – daleko mu do wspaniałych wielokilometrowych tunelów kredowych Chełma Lubelskiego. Bramy, Plac Łokietka, nowy ratusz

Już średniowieczny Lublin miał dwie bramy: Górną – dzisiaj zwaną Krakowską i Dolną – obecnie Grodzką. Obie były na trakcie Kraków-Wilno i Kraków- Lwów. Dużo później prywatny właściciel terenu w starym mieście dobudował bramę Rybną prowadzącą do targów rybnych. Czwarta, zwana dziś Trynitarską, była początkowo furtką ze starówki do szkoły jezuitów i do ich kościoła, potem stała się dodatkową bramą wjazdową do starego miasta. Po kasacji jezuitów opieką nad nią i byłymi posiadłościami jezuickimi przejął zakon trynitarianów. O bramę nie dbano, uległa zniszczeniu do tego stopnia, że władze miasta poczuły się zmuszone odebrać ją zakonowi – nazwa pozostała. Ponieważ kościół przy bramie stał się kościołem parafialnym (to dzisiejsza archikatedra) potrzebna była dzwonnica, więc nad bramą zbudowano w XIX w. wieżę dzwonniczą, a ponieważ była w stylu neogotyckim, wypadało, by była najwyższym punktem miasta, i tak się stało. Dzisiaj to nie tylko dzwonnica z czterema dzwonami, ale muzeum archidiecezji, no i wspaniały punkt widokowy na całe miasto i okolice z wysokości czterdziestu metrów.

Brama Grodzka prowadząca ze starówki do Zamku jest dość skromna w porównaniu z Bramą Krakowską. Zbudowano ją w r. 1342 jako jeden z elementów wałów obronnych. Przeszła kilka przeobrażeń. Dzisiejszy jej wygląd pochodzi z XVIII wieku. Zakończona jest elewacją z trzema oknami, nad nią wznosi się attyka z monogramem króla Stanisława Augusta, a po jej obu stronach umieszczono ozdobne wazy na postumentach. Przetrwała wojnę bo była jedynym przejściem ze starówki do getta i do katowni gestapo na Zamku. Kilkanaście lat temu zauważano duże pęknięcia murów bramy; w każdej chwili mogła się zawalić, więc w latach 2008-2009 w trybie przyśpieszonym wyremontowano ją i przywrócono do dawnej świetności. Po jej otwarciu po remoncie przeszedłem przez nią od Zamku na starówkę, wygląda dziś imponująco.

Brama Krakowska to obok kozicy opartej na krzewie winnym, która swym mlekiem miała według legendy utrzymywać przy życiu dzieci miasta zdewastowanego najazdem Tatarów, jest drugim symbolem Lublina powszechnie rozpoznawalnym. Zbudowano ją razem z murami miejskimi w połowie XIV wieku. Brama rosła do góry etapami. Pierwszy etap to gotycki graniastosłup z cegły i kamienia. W XV wieku dobudowany nowy odcinek elewacji zdobiąc go wstawkami z czarnej szklistej cegły. Wiek później dobudowano przedbramię, by wzmocnić jej wartość obronną, a na wierzchu dobudowano ośmioboczną część wieży. Ostatni dodatek to barokowy chełm według projektu najsłynniejszego budowniczego Lublina Dominika Merliniego. Brama przetrwała do naszych czasów, tak jak ją wybudowano, przede wszystkim dlatego że była solidna, trudno ją było rozebrać, nie można było w czasach pokoju wysadzić jej w powietrze z racji na sąsiednie zabudowania. Nawet bomby nie potrafiły jej zniszczyć, tylko wyszczerbić nieco tu i tam.

Warto tu wspomnieć, że nie tylko Kraków, ale i Lublin ma swój hejnał i początkowo był trąbiony w południe ze szczytu tej bramy nie na cztery strony świata, lecz trzy – w stronę Krakowa nie trąbiono, by Krakusy nie podłapali piękniejszej melodii. Dzisiaj ludzie są bardziej leniwi, komu chciałoby się wyłazić codziennie na wierzch wieży, trąbi się z balkonu nowego urzędu miasta zbudowanego tuż przy bramie.

Ciekawa jest historia powstania tego nowego ratusza. Gdy Lublin został zaszczycony ustanowieniem w nim Sądu Najwyższego dla szlachty, trybunał umieszczono w najbardziej okazałej budowli miasta, w budynku ratusza. Pomyślano o wybudowaniu nowego magistratu i już król Zygmunt III Waza wyznaczył miejsce na nowy ratusz tu gdzie dzisiaj stoi wspomniany budynek, ale karmelici bosi (choć zimne stopy, lecz główki dobrze kombinowały!) podstępnie i nielegalnie zdobyli dla siebie tę najbardziej pożądaną przez dawnych “deweloperów” placówkę. Szybko zbudowali kościół i klasztor, a że nikomu w owych czasach nawet nie przychodziło do głowy by je rozebrać, mimo że stoją na niewłaściwym miejscu, bo to budowle kościelne – rozbieranie ich uważano by powszechnie za beszczeszczenie świętości, więc sprawa została ostatecznie rozwiązana metodą faktów dokonanych. Władze miejskie tułały się po wynajętych budynkach i to długo, aż do roku 1828. Dwadzieścia pięć lat wcześniej cały kompleks klasztorny spłonął. Zakonnicy uznali, że nie opłaca się odbudowa, zameldowali się w oddalonym o kilkaset metrów klasztorze sióstr karmelitanek, też bosych. Opuszczone miejsce sprzedano na licytacji urzędowi miasta i tu w ciągu dwóch lat zbudowano nowy ratusz w stylu wtedy najmodniejszym, klasycystycznym. W czasie II wojny światowej ratusz dwa razy zbombardowano. Odbudowano go w ciągu pięciu lat zaraz po wojnie w oryginalnym stylu. Jako ciekawostkę wspomnę, że w ratuszu znajduje się piękny obraz Wjazd generała Zajączka do Lublina na tle panoramy miasta od strony południowej. Ten pan generał to bardzo ciekawy człowiek. Był jednym z głównych przywódców Powstania Kościuszkowskiego, był żołnierzem polskim i napoleońskim, z przekonania wolnomularz i polski jakobin. Przez cara Aleksandra I uczyniony księciem, przez dwa lata był pierwszym namiestnikiem carskim w Królestwie Polskim. Równie nietypowy jak i jego kariera, jest jego herb. Oficjalnie nazywany świnką, w rzeczywistości na tarczy dominuje łeb bardzo dzikiego dzika z trzema potężnymi kłami wyrastającymi ponad otwarty pysk, a ręka ludzka w tym pysku nie pozwala na jego zamknięcie.

Już na początku XVII wieku możliwości obronne murów i wież nad bramami były coraz mniej skuteczne. Lublin już nie bronił się czynnie przed najazdami. Mury rozebrano, fosy zasypano, a przed Bramą Krakowską powstał dość duży plac. Ponieważ jarmark na Czwartku się zwijał, tu zaczęto handlować. Najpopularniejszą miarą zboża, którym tu między innymi dobrami handlowano, był korzec, więc plac nazwano Korce. Dzisiaj to Plac Władysława Łokietka – pokłon w stronę króla, który nadał Lublinowi prawa miejskie. To newralgiczny punkt miasta; stąd rozchodzą się drogi w trzy strony. W czwartą stronę, do Lwowa i Wilna nie dojedzie się dziś przez tę bramę, bo dawny słynny trakt kończy się dziś na Zamku Lubelskim.

Śródmieście, Plac Unii Lubelskiej, inne kościoły
Główną ulicą miasta jest ulica Krakowskie Przedmieście zaczynająca się od Bramy Krakowskiej, przechodząca w Aleje Racławickie, a te z kolei prowadzą do wyjazdów z miasta, między innymi w kierunku Warszawy. Kiedyś za moich czasów gimnazjalnych i uniwersyteckich Krakowskie Przedmieście było najbardziej zapchaną samochodami ulicą miasta, obecnie najurokliwszy około kilometrowy jej odcinek od wspomnianej bramy do Placu Unii Lubelskiej to deptak dla pieszych. Bardzo urokliwy deptak: w stylowych kamieniczkach mieszczą się restauracje, kawiarenki, butiki. Ciągle tu gwarno, niekiedy ciasno, więc sklepiki, kawiarnie, knajpy rozprzestrzeniają się nie tylko na chodniki, ale i na ulicę. Jest miło, można tu znaleźć prawie wszystko, co jest potrzebne turyście i innym piechurom. Zewsząd słychać muzykę – miejscowi grajkowie z odwróconą czapką na datki przy nogach, czy niekiedy jakieś zespoły i chórki na żywo tu koncertują. Kogo zmęczy ten gwar i ruch może odpocząć w jednym z dwóch zabytkowych kościołów lub na dość obszernym skwerze zwanym Placem Unii Lubelskiej. Piękne to miejsce: ścieżki wśród zieleni, potężna fontanna – jej wody mieniące się w promieniach słońca. Dwa najpiękniejsze pałace miasta zamykające plac przejęte zostały jeszcze w 1944 r. przez uniwersytet państwowy UMCS. Głównym monumentem placu jest czarny obelisk upamiętniający Unię Polsko- Litewską zawartą w tym mieście za ostatniego z królów jagiellońskich. Najnowszy tu nabytek to potężny pomnik Marszałka Piłsudskiego, którego nawet gołębie kochają, bo gromadnie go obsiadywują i zostawiają na nim pamiątki po sobie.

Wspomniane kościoły to kościół św. Ducha, dawny kościół karmelitański, jedyna budowla klasztorna odbudowana po wielkim pożarze w 1803 roku. Wydaje mi się, że kościoły lubelskie płonęły częściej niż w innych miastach, niektóre nawet dwa czy trzy razy. Niekiedy je rozbierano, najczęściej jednak odbudowywano w dawnych stylach. Ich mury przeważnie ocalone po pożarze odnawiano w stylu oryginalnym, wystrój i frontony budowli powstawały w modnym w czasie odbudowy stylu. Po pożarze w 1803 roku, jak wspomniałem, karmelici bosi przenieśli się do budynków klasztornych przy ulicy Świętokrzyskiej. Dzisiaj tylko męska odnoga zakonu tam rezyduje. Kościół św. Ducha już nie był ich własnością. Płonął dwa razy. Ostateczny jego wystrój jest barokowy. Barokowym jest również kościół kapucynów zbudowany w latach 1726-33. To tak zwany barok toskański. Nad fasadą w nabudówce zwanej tympanonem znajduje się wykonane w drewnie oko opatrzności bożej. Może ono spowodowało, że ta jedna z niewielu świątyń miasta uratowała się od pożaru. Fundował ją, jak i kilka innych kościołów, jeden z najbardziej szczodrych mecenasów miasta, książę Paweł Sanguszko. Często taka fundacja była rodzajem zadośćuczynienia za grzechy popełnione – czy Sanguszko był grzesznikiem nie wiem, bo jestem za leniwy by grzebać w tej sprawie w dokumentach. Kościół kapucynów był najbliżej mego internatu, a że byłem wtedy chłopięciem bardzo pobożnym, bywałem w nim często, nawet w dni powszednie służąc do mszy. Kościół ten jest prawie dokładną kopią rzymskiego kościoła Il Gesu. Odkrycie tego faktu było dla mnie miłym zaskoczeniem gdy znalazłem się w Rzymie jako student Istituto Orientale. Też chętnie w nim bywałem, bo dzięki temu podobieństwu do czegoś co znałem w młodości, stał się on dla mnie na obczyźnie niejako Plac Unii Lubelskiej kawałkiem Polski. Stary ratusz Lublina

Świętokradztwo i kościół akademicki
Kościół akademicki św. Krzyża zasługuje tu na wzmiankę nie ze względu na wartości architektoniczne i zdobnicze, ale dlatego że jego początek związany jest z ciekawym zdarzeniem, może legendą – nikt tego dziś na pewno nie może powiedzieć. W 1434 r. gdański kupiec Henryk wykradł relikwie Krzyża świętego z kościoła dominikanów i wywoził je w stronę swego miasta furmanką zaprzężoną w woły. Woły, wiadomo, zwierzaki powolne, nie tylko fizycznie, ale i umysłowo, dopiero za miastem uświadomiły sobie, że uczestniczą w strasznym świętokradztwie. Zatrzymały się i ani kroku do przodu. Gdyby to była czysta legenda pewnie by padły na kolana, prosząc Tego, który zawisł na tym krzyżu o wybaczenie, one jedynie znieruchomiały. Usłuchały swego furmana dopiero gdy usiłował zawrócić pojazd. Skruszony oddał relikwię i w miejscu buntu wołów zbudował tę właśnie światynię. Później dominikanie obserwanci zbudowali przy niej swój klasztor, a po trzecim rozbiorze Polski cesarz austriacki w swym zaborze i w całym cesarstwie rozwiązał wszystkie zakony nieprowadzące własnych szkół ani nieniosących usług szpitalnych, a więc i ten zakon rozwiązano. Budynki zamieniono w koszary. W wolnej Polsce, pierwszy otwarty po pierwszej wojnie światowej uniwersytet – Katolicki Uniwersytet Lubelski – przejął ten teren i budynki na nim się znajdujące. Pouczony przykładem pobożnych wołów następny złodziej tejże relikwi wywiózł ją z miasta w 1991 roku i do dzisiaj nie oddał, ale nie z pomocą wołów, lecz końmi, i to mechanicznymi – te raczej nie miały moralnego oporu w uczestnictwie w tym przedsięwzięciu.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.