Kwadransik nienawiści

2

Felieton z Polski / Austrii: Z 8-go piętra

Nieważne, czy Żyd, czy Polak, to kolega, sąsiad, tak wielu Polaków uważało dawniej, uważa dziś. Podczas wojny, podczas pokoju. Właśnie 90-letnia pani Lucyna opowiada, jak jej mamusia zgodziła się przyjąć dwóch żydowskich młodych chłopców, ocalić ich ryzykując śmierć własnej czwórki dzieci i swoją; wbrew mężowi. Byli z nimi od stycznia 1943 do 45 roku. Ich ojciec wcześniej, w 1939 przyjął całą tę polską rodzinę wypędzoną ze swojego domu przez nazistów i pozwolił im ze swoją rodziną zamieszkać. W 1942 roku, kiedy spędzano Żydów, wywożono do obozów zagłady, błagał na kolanach matkę pani Lucyny, by uratowała jego chłopców. Spali w wyciętej “trumnie”, pod podłogą w dużym pokoju, w ich mieszkaniu przecież. Mojżesz i Chaim modlili się z różańcem z całą polską rodziną. Lucyna uczyła się bardzo źle, bardzo źle, bo cały czas myślami była przy rodzinie, czy jeszcze ma do kogoś wracać, czy rodzina już leży rozstrzelana pod ścianą. Sąsiedzi wiedzieli, ale nikt nic nie mówił. Do dzisiaj uratowany Chaim dzwoni do nich. Dawniej do mamy pani Lucyny, która dożyła stu lat, mówił “mamusiu”. Ta polska rodzina ma tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Świata Instytutu Yad Vashem.

Piszę o tym, tak jak o wielu innych podobnych historiach pomocy można by pisać, opowiedzieć. O wzajemnej pomocy – Żydzi wcześniej pomagali Polakom, potem Polacy ratowali Żydów, tak, mówmy o tym. Podobnie z Ukraińcami, znam takie historie, choćby od pani Heleny, 89 lat, z Zajączkowa. Gdyby nie pomoc pewnej Ukrainki, nie byłoby jej pośród nas, to ona zadbała z synem dziesięć lat temu o postawienie pomnika we wsi Rybno, pomnika wspólnej pamięci polsko-ukraińskiej przeszłości.

Ale nie milczmy, kiedy wiemy, że były i inne sytuacje. Że do zajętych zamożnych domów żydowskich wprowadzali się ocaleni w wojnie sąsiedzi polscy, a potem nie chcieli ocalonych cudem właścicieli mieszkań i rzeczy widzieć, wiedzieć o nich. Mówmy o tym, że powroty sąsiadów nie były zawsze mile widziane i witane z radością.

Historia nie jest czarno-biała, ma wiele plam, barw. Tak jak i bywali Niemcy, którzy ratowali żydowskich, polskich “podludzi”, jak lekarz, który uratował umierające dziecko, Leosia Turzyńskiego, przyjeżdżając konno, wiedząc, że to dziecko obrzezane, ratował je i pomagał jego matce. Polska nie jest narodem wybranym, czystym od wstydliwych, brzydkich czynów, tak jak Żydzi, choć biblijnie Naród Wybrany, różnie się dziś zachowują, vide ostatnimi dniami Kneset.

I sam Izrael, w którym byłam jak się okazuje tuż przed polskoizraelskim kryzysem, jawi się na co dzień państwem, jak każde inne. Rozmowy z Żydami w autobusach, na ulicy były wolne od uprzedzeń, ba, wielu z nich mówiło “byłem w Polsce, dobrze się czułem, biorę dzieci i wracam tam”. Upraszczam, wiem, może widzę co chcę widzieć, bo także spotykałam się z takimi dawniej w Izraelu, młodymi, 40-, 50-letnimi ludźmi, którzy mówili, “nigdy do Polski nie pojadę, to kraj antysemitów”. I z takim obrazem pozostaną, jak wielu Polaków pozostanie z wizją nas, bohaterów, ratowników ludzkości oszczerczo oskarżanych przez spiski o szmalcownictwo, interesowność, antysemityzm.

50 lat temu, marzec 1968. Wielu z nas się klimat w Polsce “wstawania z kolan” i kopania na oślep, idiotycznie i bez sensu, bezrefleksyjnie, kojarzy z tamtym, sprzed pół wieku. Ja sobie mogę wyobrażać, bo nie pamiętam tych czasów, ale wierzę prof. Śpiewakowi, ks. Pieronkowi, że coś jest na rzeczy. Kiedy mi 22- letni kolega pisze, że za Hitlera było Polakom lepiej, a Żydzi chcą od nas tylko pieniędzy, to włosy stają mi dęba, chłopak jest studentem UJ w Krakowie, elitarnego kierunku… Co mam mu powiedzieć, a raczej co mam z tym zrobić sama dla siebie? Warszawa, Dworzec Gdański – Wiedeń, stacja końcowa lub przesiadkowa dla wielu polskich Żydów w 1968.

Sława Lisiecka, znakomita, dowcipna, pełna dystansu i pokory wobec materii swojej pracy, m.in. dzieł Thomasa Bernharda, wydała własnym sumptem jego arcydziełka “Chodzenie” i “Amras” sprzed kilku dekad. Nienawidzony w Austrii, kalający własne gniazdo, Nestbeschmutzer, tak jak Elfriede Jelinek, pokazywał bezlitośnie ograniczoność, antysemityzm, tępotę prowincjonalnej Austrii, próżność, zakłamywanie historii, krytykował Kościół i hodowanie “austriackich potworów”. Zaskakujące, pani Lisiecka tłumaczyła jedną z pozycji Bernharda, ale … cenzura w czasie komuny, lata 80. ub. wieku jej nie pozwoliła na publikację, bo tekst zawierał krytykę Kościoła katolickiego. PRL nie pozwolił na złe słowo wobec Kościoła, choćby napisał je Austriak.

Bardzo źle się oddycha w Polsce. Nie tylko ze względu na smog, niemal wszechobecny. Ostatnie dwa dni spędziłam w Krakowie i wiatr oczyścił atmosferę nieco, ale politycznej żaden wiatr nie pomoże. Może wicher historii. Zakończył się też bardzo ciekawy proces w Opolu: wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki kontra mieszkaniec wsi Dobrzeń Wielki. 100 stron akt, rzekome nawoływanie do nękania ministra i dwóch pomniejszych politycznych urzędników z Opola. Kajdanki, odciski palców, kartoteka, przeszukanie, siedem miesięcy nerwów z tytułu pewnego wpisu do internetu, zastraszona rodzina. Mimo że prokuratura dała się politycznie podsterować i sprawa trafiła do sądu, sędzia Sądu Rejonowego odważyła się po tygodniowym namyśle uznać, że człowiek jest niewinny i sąd w czynie oskarżonego nie dopatrzył się czynu zabronionego. Oddech na chwilę powrócił, razem z nadzieją, że bezwstydni pieniacze na najwyższych urzędach może wszystkiego w tym ciężko chorującym od dwóch lat kraju nie zepsują.

Za Sławą Lisiecką powiem: kto ma ochotę na “kwadransik nienawiści”, niech poczyta Bernharda. A potem niech wraca do rzeczywistości. Lepszy.

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

2 Comments

  1. Ustawa IPN otworzyła puszkę Pandory. Świat dowiedział się o szmalcownikach, o Polakach donoszących na sprawiedliwych i o ogólnej niechęci i wrogości Polskiego społeczeństwa do Żydów, chociaż ich już w Polsce nie ma. Ci co ratowali, z narażeniem życia – tak, ale bardziej niż Gestapo obawiali się sąsiadów, na rodzinę Ulmów doniósł Polak. Myślę, że najwyższy czas rozprawić się w Polsce z przeszością, nie tylko szukając winnych, ale sami te winy dostrzegać. Jedynie w tym procesie widzę możliwość katharsis narodu. Tak jak to zrobili już Niemcy, a nie dokonali tego Polacy, Austriacy, Ukraińcy i inne narody. Każdy naród ma zbrodnie na sumieniu, nie jesteśmy ani lepsi, ani gorsi. Rozliczenie z historią pozwala lepiej funkcjonować we współczesności.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.