Dobre imię – walcem czy dialogiem?

27

Z cyklu: Zapiski na gorąco

Plus i minus daje… minus. Tyle matematyka. Jest też tak psychologicznie, że bodźce negatywne są postrzegane łatwiej i pamiętane dłużej niż pozytywne. Może te pozytywne traktujemy jako normę (chociaż wcale nią nie są), bo ile osób napisze list chwaląc za szczególnie dobre usługi pracownika jakiejś firmy, a ile napisze skargę? Odpowiedź jest jasna.

Kocham Polskę, w której wzrastałam, której w dużej mierze poświęciłam swoją karierę zawodową, promoując ją, jej kulturę i wszystko co w niej dobre w Kanadzie. Ale życie w tym wielokulturowym kraju nauczyło mnie też słuchania innych głosów, innych narracji i pochylania się nad nimi. Nauczyłam się też, że poza Polską inaczej kształtuje się opinie i wizerunki, że dialog jst zawsze ważniejszy niż konfrontacja, że przez okazanie zrozumienia i otwarcie na inne opinie można zdobyć więcej szacunku i zapracować na dobre imię bardziej efektywnie niż przez rozwiązania siłowe, wymagania i agresję wobec innych. 
Bardzo cieszy mnie kiedy o mojej ukochanej Polsce mówi się dobrze i z uznaniem na świecie. Niczego bardziej nie pragnę niż tego, aby Polskę szanowano i doceniano. Pytanie jednak jak osiągnąć ten cel. I czy szacunek wzbudzają ci, którzy pokazują swoje zalety i sukcesy, ale przyznają także swoje wady i błędy, czy ci, którzy domagają się siłowo by wszyscy nagłaśniali tylko ich osiągnięcia?

Od lat spora grupa ludzi na całym świecie w różny sposób stara się prowadzić dialog z ludźmi zranionymi i obolałymi po horrorze Holocaustu, próbuje budować mosty porozumienia. Jest to jedno z moich życiowych zadań. W Polsce ta praca polega na czym innym niż w Kanadzie czy USA. Niełatwo się przebić przed cudzy ból. Stając dwukrotnie przed członkami kongregacji w torontońskich synagogach wiedziałam, jak trudne jest moje zadanie. Słuchali mnie ocaleli z Holocaustu i ich dzieci. Mnie, Polkę, nie mającą korzeni żydowskich. A jednak – dali mi powiedzieć to z czym przyszłam na ich zaproszenie, wysłuchali mojej polskiej perspektywy i historii. I wyszliśmy ze spotkania po pełnych łez uściskach. Może dlatego, że mówiłam do nich z ogromnym szacunkiem dla ich bólu, empatią, że pokazując naszą polską optykę, powiedziałam to, co do czego nie mam najmniejszych wątpliwości: że trzeba przyznać istnienie i potępić tych, którzy wydawali Żydów za pieniądze, tych, którzy mordowali żeby przejąć ich domy i majątki, także po wojnie – Żydów, którzy ocaleli z Shoah. Za to przepraszam i zawsze będę przepraszać jako Polka. To mój moralny obowiązek.

Nie da się dotrzeć do ludzi przez umniejszanie ich cierpienia. Nie da się dotrzeć do cierpiących przez próby tłumaczenia im, że więcej było ludzi przyzwoitych (czy było? najwięcej było przerażonych i biernych i nie ma w tym nic dziwnego) i zamiatanie pod dywan historii, które dla nich są najbardziej bolesną prawdą. Dla kogoś, kto stracił najbliższych z ręki Polaka nie ma znaczenia ile jest polskich drzewek w Yad Vashem. Wśród nich jest także drzewko mojego ukochanego wuja Mieczysława Wionczka. I co? Czy to daje mi prawo zaprzeczania koszmarowi Kielc czy Jedwabnego?

Każdy przypadek użycia wyrażenia “Polish concentration camp” w Kanadzie był przez te lata oprotestowywany przez naszych polskich dyplomatów, ale także przez nas, “Gazetę”, przez Polish-Jewish Heritage Foundation, a także, a to miało największe znaczenia, przez wielu Żydów, przyjaciół Polski, którzy doskonale wiedzieli i wiedzą, że obozy stworzyli i prowadzili Niemcy, hitlerowcy. Tych przypadków nie było dużo, a wiele z nich wynikało nie z żadnej zaplanowanej akcji (wbrew teoriom spiskowym), lecz niedbałości, a rzadziej braku wiedzy. Zwykle używano przymiotnika “Polish” w sensie geograficznym. Oczywiście – i tu nikt nie ma wątpliwości – ze względu na dwuznaczność takiego określenia, należało zwracać na nie uwagę i dążyć do poprawienia. I tak się działo. I oczywistym sukcesem były zmiany obowiązujących w wielu redakcjach zasad obowiązujących dziennikarzy i oficjalnej nazwy Auschwitz, które przez UNESCO zostało nazwane w 2007 roku “The Nazi German Concentration and Extermination Camp”.

Mało kto mówi o tym, że tego określenia używał sam Jan Karski – w 1944 roku opublikował artykuł pt. “Polish Death Camps” w amerykańskim piśmie “Collier’s”. Zofia Nałkowska pisała tuż po wojnie w “Medalionach”: “Nie dziesiątki tysięcy i nie setki tysięcy, ale miliony istnień człowieczych uległy przeróbce na surowiec i towar w polskich obozach śmierci. Oprócz szeroko znanych miejscowości, jak Majdanek, Oświęcim, Brzezinka, Treblinka, raz po raz odkrywamy nowe, mniej głośne“.

Przewodnik po obozie orowadzjący tam wycieczki mówi, że o “polskie obozy” najczęściej pytają… Polacy.

A mimo to, mamy (mieliśmy?) sojuszników w tej kwestii na całym świecie. I za to im chwała. Na tym właśnie polega dialog i dbałość o historyczną dokładność.

Niestety, przez ustawę uchwaloną w fatalnym momencie – tuż przed uroczystościami w Auschwitz, pospiesznie, bez namysłu, przyjętą przez Senat o 2 w nocy (!) bez wzięcia pod uwagę sensownych poprawek, które uspokoiłyby choć trochę opinię międzynarodową, popsuto wszystko.

Dzisiaj o “Polish concentration camps” mówią miliony ludzi na świecie – #PolishDeathCamps stał się hitem w sieci. Dzisiaj pół świata dowiedziało się o pogromach w czasie wojny i po niej, dzisiaj słucha się z uwagą przede wszystkim tych, którzy doznali od Polaków zła. Sami sobie zgotowaliśmy ten los – zamiast Pileckiego, Karskiego, Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, Żegoty i kary śmierci za pomoc Żydom, świat mówi o zakłamywaniu przez Polskę historii i przekazuje sobie, że dziennikarz Ziemkiewicz publicznie określił Żydów słowem “parchy” (!!!), a na forach “dyskusyjnych” wylała się najgorsza antysemicka ohyda. Ze strony izraelskiej też padają ekstremalne wypowiedzi, których wolałabym nie widzieć w przestrzeni publicznej.

Prawie nikt z tych “mądrych”, którzy pokazali w necie co tak naprawdę myślą o Żydach i Holocauście, nie czytał samej ustawy, a tylko “słyszał” i “inni mówili”. A trzeba ją dokładnie przeczytać, aby się wypowiadać – bo w tej ustawie nie ma ani słowa o “polskich obozach”…

Jeżeli ktoś powie mi, że to wszystko dla dobra Polski i jej wizerunku to odpowiem na to: o wizerunku nie powinni decydować ci, którzy nie rozumieją delikatnej natury pewnych relacji i zachowują się jak słoń w składzie porcelany. Powierzmy to delikatne zadanie ludziom o większej wiedzy, doświadczeniu i zrozumieniu punktu widzenia innych.

No cóż, dzisiaj przeciwko Polsce są wszyscy, ale jak już wiemy, w takich sytuacjach polski rząd triumfuje, a nie czuje się pokonany (vide powrót pani premier Szydło po spektakurlanej klęsce w Brukseli, kiedy wynik 27 do 1 odtrąbiono jako sukces).

Polityka polega na dyplomatycznych kompromisach, dialogu i wiedzy o tym, jak najlepiej osiągnąć swoje cele. To właśnie jest kluczowe pytanie: jak najefektywniej osiągnąć swoje cele? Nikt nie zyskuje robiąc sobie wrogów wokoło. Nawet senatorka PiS Anna Maria Anders była oburzona brakiem zrozumienia przez rząd, jak poważny spowodował kryzys. Pytała głęboko poruszona jak można do tego stopnia nie mieć wyczucia właściwych form i właściwego czasu. Ona rozumie to lepiej, bo całe życie przeżyła w USA. (Szkoda tylko, że po takim wystąpieniu przynajmniej nie wstrzymała się od głosu…)

Nie ma demokracji bez wolności słowa. Niewygodnych faktów nie wolno spychać do periodyków naukowych, których nie czyta nikt poza historykami. O historii, i o tej pięknej i bohaterskiej, i o tej plugawej i wstydliwej, trzeba mówić otwarcie. Dialog, który wywołała w Polsce pierwsza książka Grossa, był pokazywany przez świat jako przykład tego, jak powinno się debatować o swojej historii.

Dobrego wizerunku nie załatwia się straszeniem prokuratorem i opowiadaniem, że nic nas nie obchodzą opinie innych, ani rozjuszaniem potencjalnych sprzymierzeńców, np. udzielając Żydom w Izraelu (!) rad jak mają uczyć o Holocauście. Te metody prowadzą do zmarnowania wszystkiego, co przez lata udało się zbudować. Być może bezpowrotnego…

USTAWA O IPN – opinie “PRZECIW” 

USTAWA O IPN – opinie “ZA”

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

27 Comments

  1. Marek Maciolowski on

    Znani szmalcownicy i szpicle gestapo , polscy i zydowscy, po 1945 gremialnie wstapili do UB i Informacji tj. peerelowskiego wydania sowieckiego Smierszu – najbardziej zbrodniczej organizacji w tamtych czasach.
    Jednym z dowodcow Informacji byl wowczas Cimoszewicz senior – a junior Wlodzimierz Cimoszewicz, byly premier komunistyczny, kilka dni temu publicznie oskarzal Polakow o zbrodnie Zaglady.
    Ciekawostka z okresu II Wojny : podczas okupacji Francji w najwyzszym okresie rozmieszczenia wojsk niemieckich stacjonowalo we Francji 40,000 niemieckich zolnierzy – sredni wiek 45 lat , typ jednostek wojskowych byl czwartej jakosci bojowej, bylo to wiec 40 tysiecy podtatusialych szwabow ktorzy swoj chrzest bojowy przechodzili we francuskich burdelach.
    Taka garstka wojska na poziomie strozow nocnych trzymala za morde waleczny narod francuski.
    Kilka dni temu byly francuski minister obrony lajal Polske za ” pisanie historii na nowo ” – mozna to zrozumiec w kontekscie historii Francji okresu II Wojny, o ktorej Francuzi wola nie mowic i nie pisac .
    Dla kontrastu : we wrzesniu 1939 Niemcy na polskim froncie stracil ponad 50,000 zolnierzy.

  2. Pani Malgorzato. Artykul pani demaskuje powazny problem a jakim rzad Polski konsekwentnie bedzie musial stawic czolo; Polska polityka historyczna a raczej jej brak, zaczyna sie mscic na nas Polakach. Przyszedl czas ze swiadkow makabrycznych zajsc II WS jest coraz mniej, niemniej jednak coraz wiecej pojawia sie “opracowan” haniebnie zaklamywujacych prawdziwy przebieg zajsc, i ustawa o IPN wlasnie w tym celu zostala utworzona. Jakie bedzie miala konsekwencje? Tego nie wiemy jeszcze. Osobiscie nie sadze by byla skuteczna. Ale to jest moje zdanie. Niemcy konsekwentnie daza do tego by zdjac z siebie calkowita odpowiedzialnosc za wywolanie II WS i dlatego na winowajce zastepczego wytypowana zostala Polska, a dokladej Polacy. Prosze zauwazyc jak Zydzi “przebaczyli” Niemcom; przebaczyli poniewaz Niemcow bylo stac na sowita oplate 90 mld. Marek plus dostawy broni i okretow podwodnych. Przebaczyli i ZAPOMNIELI. Polska tylko dlatego ze byla pod okupacja sowiecka nie byla w stanie zadoscuczynic finansowo tak jaz zrobili to Niemcy i dlatego bedzie upokarzana na arenie miedzynarodowej – jak powiedzial Isaak Singer w 1996 roku.
    Z wyrazami szacunku.

  3. Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska,

    Jak dzieci, żony i mężów, i starców mych siwogłowych

    Niby kamienie i szczapy na wozy oprawca ciskał

    I bił bez cienia litości, lżył nieludzkimi słowy.

    Patrzyłem na to zza okna, widziałem morderców bandy –

    O, Boże, widziałem bijących i bitych, co na śmierć idą…

    I ręce załamywałem ze wstydu… wstydu i hańby –

    Rękoma Żydów zadano śmierć Żydom – bezbronnym Żydom!

    Zdrajcy, co w lśniących cholewach biegli po pustej ulicy

    Jak ze swastyką na czapkach – z tarczą Dawida, szli wściekli

    Z gębą, co słowa im obce kaleczy, butni i dzicy,

    Co nas zrzucali ze schodów, którzy nas z domów wywlekli.

    Co wyrywali drzwi z futryn, gwałtem wdzierali się, łotrzy,

    Z pałką wzniesioną do ciosu – do domów przejętych trwogą.

    Bili nas, gnali starców, pędzili naszych najmłodszych

    Gdzieś na struchlałe ulice. I prosto w twarz pluli Bogu.

    Odnajdywali nas w szafach i wyciągali spod łóżek,

    I klęli: „Ruszać, do diabła, na umschlag, tam miejsce wasze!”

    Wszystkich nas z mieszkań wywlekli, potem szperali w nich dłużej,

    By wziąć ostatnie ubranie, kawałek chleba i kaszę.

    A na ulicy – oszaleć! Popatrz i ścierpnij, bo oto

    Martwa ulica, a jednym krzykiem się stała i grozą –

    Od krańca po kraniec pusta, a pełna, jak nigdy dotąd –

    Wozy! I od rozpaczy, od krzyku ciężko jest wozom…

    W nich Żydzi! Włosy rwą z głowy i załamują ręce.

    Niektórzy milczą – ich cisza jeszcze głośniejszym jest krzykiem.

    Patrzą… Ich wzrok… Czy to jawa? Może zły sen i nic więcej?

    Przy nich żydowska policja – zbiry okrutne i dzikie!

    A z boku – Niemiec z uśmiechem lekkim spogląda na nich,

    Niemiec przystanął z daleka i patrzy – on się nie wtrąca,

    On moim Żydom zadaje śmierć żydowskimi rękami!

    Icchak Kacenelson, Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie, Warszawa 1982, s. 23.

  4. @ EWA PALARCZYK I INNI

    To ma prosze pani piernik do wiatraka ze sami Żydzi niewatpliwie uczestniczyli w zagladzie swojego narodu.Bilans zdrajców żydowskich znajduje się w centralnym archiwum KC PZPR. Oto liczby tych, co byli w policji żydowskiej tylko w Warszawie – 2500 osób. Specjalnych agentów gestapo z „Żagwi” było 10 000 osób. W kolaboracyjnej gminie żydowskiej było ponad 6000 osób. Wybitna historyczka, Żydówka, mieszkająca w USA profesor Hannah Arendt napisała książkę pod tytułem „Eichmann in Jeruzalem”. Oto, jak ona opisuje i ocenia postępowanie swych pobratymców żydowskich:
    „To rola żydowskich przywódców przy zniszczeniu własnego narodu jest dla Żydów bezwzględnie najciemniejszy rozdziałem w całej ich ciemnej historii. W Amsterdamie, Warszawie, Berlinie czy Bukareszcie mogli naziści na tym polegać, że żydowscy funkcjonariusze sporządzą listy personalne i majątkowe, koszty deportacji i zniszczenia nałożą na deportowanych, opróżnione mieszkania w oka mgnieniu zatrzymają i oddadzą do dyspozycji policji, aby pomóc pochwycić Żydów i doprowadzić do pociągu, az do gorzkiego końca Że w obozach śmierci bezpośrednie działania dla zniszczenia ofiar
    ogólnie były wykonywane przez żydowskie komanda. Pisze dalej Hannah Arendt, że autonomia żydowska w Teresienstad była tak duża, że nawet kat był Żydem.”
    Autorka tej książki pokazuje, że obok Niemców masowo w unicestwianiu Żydów – uczestniczyli właśnie Żydzi.
    Przypomnę w tym miejscu czytelnikom, że w książce „Trwałe ślady” autor opisuje zdarzenie z miejscowości Mikody. To miejscowość 16 km od . Siedlec. Nadmienił jak to przechowywany w młynie Żyd Hirszek, który był żywiony i chroniony i ukrywany przed Niemcami, przez całą wojnę przez polskiego młynarza. Potwierdzony jest ten fakt, ze po wojnie Żyd Hirszek przyjechał jako ubowiec i zastrzelił osobiście osiem osób – całą rodzinę. Ocalał tylko jeden człowiek, który ukrył się w piecu. Nazywał się Piotrowski. Potwierdził też pan Tadeusz fakt odbicia przez polską partyzantkę pięciu młodych Żydów, prowadzonych na śmierć do Janowa. Potwierdził, że odmówili oni oficerowi polskiemu, późniejszemu generałowi, Wacławowi Czyżewskiemu wstąpienie do polskiej partyzantki w Lubelskim, że tuż po wojnie przyjechali i wybili dwie polskie rodziny, które ich ukrywały.
    Dwie rodziny z dziećmi.
    Gdy Albin Siwak członkiem biura politycznego, podjęto próbę awansowania tych pięciu Żydów do stopnia generałów. Za pierwszym podejściem nie udało się, gdyż czterech członków biura nie poparło tej sprawy…” Dopiero, gdy byliśmy na urlopach, zrobiono posiedzenie biura bez nas i udało się ich zatwierdzić…” (A. Siwak) Takie właśnie fakty świadczą, że nie my Polacy, mieliśmy w swojej ojczyźnie władzę po II wojnie światowej, a Żydzi.
    Żydzi chwalą się na cały świat, że ścigają swoich katów. Podają przykłady, że nawet z Argentyny przywieźli Eichmanna, osądzili i wykonali wyrok. A przecież dobrze wiedzą, że ich rodacy Żydzi byli również oprawcami i katami, że byli szpiegami i w policji, że założyli organizację zbrojną Żagiew w celu łapania Żydów i likwidowania tych, co chcą organizować opór, że setki tysięcy Żydów zlikwidowali sami Żydzi, że bogaci Żydzi nie udzielali pomocy biedocie żydowskiej. Przeciwnie. Popierali Holokaust i likwidację Żydów w wykonaniu Niemów. Są liczne dokumenty na ten temat. Liczni świadkowie, chociażby pan Tadeusz, który wielokrotnie rozmawiał z bogatymi Żydami na ten temat.
    Jak pojąć i zrozumieć mentalność żydowską, że Kneset w Izraelu podjął decyzję i wcielił w życie ustawę, że nie będą ścigani i karani wszyscy ci Żydzi, których rzekomo Niemcy zmusili zabijać swych rodaków. Obecnie na świecie jeszcze żyją tysiące Żydów, którzy byli katami też Żydów.
    Przecież to Żydzi podsunęli gestapo szatański pomysł, żeby zwabić do hotelu najbogatszych Żydów. Ograbili ich i bestialsko zamordowali. Pomysł był Skosowskiego i Żurawina. Obaj zajmowali wysokie pozycje w policji żydowskiej i w gestapo. Obaj mieli już za sobą liczne prowokacje, w skutek których sami zabijali Żydów. Zaplanowali tym razem, żeby zwabić bogatych Żydów pod pozorem, że załatwią im przy pomocy Niemców paszporty zagraniczne, dzięki którym wyjadą bezpiecznie do Anglii lub Ameryki.
    Ściągnęli w ten chytry sposób do hotelu Polskiego przy ulicy Długiej, oraz do hotelu Terminus i hotelu Royal ponad dwa tysiące osób z dziećmi. Tu najpierw zażądali bardzo wysokich opłat za te paszporty. Następnie trzeba było opłacić szefa gestapo. Sami żydowscy policjanci zażądali dla siebie też dużych sum. Nie wszyscy Żydzi mieli aż tyle, ile od nich wymagano, więc z powrotem odprowadzono ich do getta.
    Gdy już otrzymali dobrowolnie tyle ile chcieli, to zarządzili osobistą rewizję, rozbierając ludzi do naga i badając u kobiet pochwę, a u mężczyzn odbyt. Większość tych bogatych Żydów rzeczywiście miało ukryte w tych miejscach złoto i brylanty. Następnie wywieziono ich ciężarowymi samochodami za Warszawę i zamordowano. Zabijali policjanci żydowscy, na czele ze Skosowskim i Żurawinem, a SS-mani tylko pilnowali. Obaj kaci, Skosowski i Żurawin, uciekli do Izraela, a później do Ameryki. I takich ludobójców Kneset izraelski ułaskawił i zatarł winy. To, jak mówią ludzie panie Albinie, nie mieści się w głowie. Ja w latach 1981-86, mając duże możliwości szukania i oglądania dokumentów, odnalazłem potwierdzenie tego wszystkiego, co pan Tadeusz mi opowiedział. W centralnym archiwum były na ten temat dokumenty. Miały one sygnaturę 202/XV-2 tom 2 karta 158…

  5. Ewa Palarczyk on

    Pan Marek Maciołowski = niewiele Pan chyba wie o życiu na polskiej wsi podczas wojny. Moja Babcia – mieszkanka Bochni pod Krakowem, członek AK, historyk, konspiracyjny nauczyciel maturalny, dobrze mi o tych czasach opowiedziała. To było w miarę w miarę normalne życie dla Polaków! Wcale nie było na wsi “codziennie łapanek i rozstrzeliwania”.
    Polacy ukrywający żydów bali się najbardziej….własnych sąsiadów. Rodzinę Ulmów WYDAŁ POLAK.
    Polacy wydali gestapo Irenę Sendler a kiedy podziemie wydostało ją z katowni polscy nacjonaliści wydali na nią WYROK ŚMIECI. Uratowała się, ukrywając aż do wybuchu Powstania Warszawskiego.

    • Marek Maciolowski on

      @ Pani Ewa Pilarczyk
      Rozsadniej bylo by powiedziec ze roznie na wsiach bylo, i tak jak Pani opisuje , i zupelnie inaczej – ja znam te zupelnie ” inaczej” z przekazow rodzinnych. Moja Babka ukrywala cala rodzine zydowska, moje dwie Ciotki niemowle zydowskie wyniesione z getta.
      Do domu moich przyjaciol pod Lwowem w ciemna deszczowa noc zapukala rodzina zydowska – malzenstwo z corka – ktora uciekla z transportu kolejowego. W domu tym bylo czworo – rodzice i dwa prawie jeszcze niemowlaki.
      Przyjeli, ukryli i goscili do konca wojny – uratowany Zyd byl pozniej dygnitarzem komunistycznym w PRL – i pomagal swoim zbawcom.
      Nieslawny protagonista Grossa w Ameryce , Jerzy Kosinski, byl wraz z rodzicami ukrywany przez chlopow na wsi sandomierskiej. Przez cala wojne, do ” wyzwolenia” przez armie czerwona, kiedy to ojciec jego natychmiast zaangazowal sie w zdobywanie wladzy ludowej przez sowietow – i zadenuncjowal Ojca Rodziny polskiej do NKVD – Polak ten zostal wywieziony do syberyjskiego lagru i nigdy nie wrocil.
      Ten Polak ktory zadenuncjowal rodzine Ulmow dostal wyrok smierci sadu AK i zostal zastrzelony. Nie znam sprawy, moge tylko sadzic jesli faktycznie tak bylo, to ze ci co wydali wyrok na Pania Sandler to nie bylo polskie podziemie, czyli ani AK ani NSZ ani BCh – te organizacje zbrojnego podziemia wydawaly wyroki smierci w procesach sadowych Podziemnego Panstwa Polskiego – ktore stworzylo ZEGOTE.
      Zydowski historyk Anthony Polonsky szacuje ze 360, 000 Polakow zaangazowanych bylo podczas okupacji w ratowanie Zydow .
      Historycy, w tym rowniez zydowscy, podaja ze w Warszawie po aryjskiej stronie ukrywalo sie 35,000 – 50,000 Zydow . Ukrywali co musi byc oczywiste wylacznie Polacy – roznie historycy szacuja ile musialo byc zaangazowanych by ukrywac jednego Zyda – od 5 do 15.
      Oczywiscie mozna by w stylu jaki Pani w ta wymiane korespondencji wprowadzila i wyliczac kto ile zbrodni i lajdactwa popelnil.
      Zydzi lepiej niz Polacy wiedza o lajdactwie i zbrodniach Zydow dokonanych na Zydach.
      Nie bede wyliczac by jeszcze bardziej nie byc zniesmaczonym oskarzeniami Zydow o udzial narodu polskiego w Zagladzie.
      W lodzkim gettcie zbrodniczy rej wodzil szef Judenratu – bandyta zbrodniaz, w koncu nawet Niemcy nie mogli zniesc jego pazernosci i mordow – wyslali go to obozu Auschwitz. Tam wiezniowie Zydzi zywcem wrzucili go do pieca krematoryjnego.
      W tym samym lodzkim gettcie od 1942 byl oboz dla polskich dzieci – kilkanascie tysiecy polskich dzieci przywiezionych z terenow polskich wlaczonych do Rzeszy.
      Dzieci te uciekaly z tego obozu – byly lapane na terenie getta przez policje zydowska i oddawane w rece gestapo. Wiekszosc tych dzieci wojny nie przezylo.
      Oskarzanie Polakow tj. narodu o wspolodzial w Zagladzie porozni Polakow i Zydow po wsze czasy . Zwyciezcca bedzie Rosja i Niemcy
      czyli ci co zbrodni tej sa winni. Czy Pani rowniez ?

    • Icchak Kacenelson – ,,Boże, widziałem bijących i bitych, co na śmierć idą… I ręce załamywałem ze wstydu… wstydu i hańby – Rękoma Żydów zadano śmierć Żydom – bezbronnym Żydom!

  6. Anna Jasińska on

    To tylko jedno z takich bestialstw. Było ich opisanych dużo więcej:

    Zagłada Żydów ze wsi Strzegom

    Jakieś strzępy zdarzeń, to wszystko, co udało mi się z Rutki wydobyć.

    – Uwielbiałam babcię, była moją ostoją. Ale raz wyszła z kryjówki, złapali ją, zbili tak potwornie, że wkrótce umarła.

    – Nie umiem sprecyzować, ile było napadów, dużo. Mniej w lecie, może dlatego, że mieli żniwa. Pamiętam jeden z napadów, było po deszczu, szmaty, które służyły nam za ubrania, schły rozwieszone na gałęziach. Strzelali z daleka do szmat i to nas uratowało.

    – Przed każdym napadem, gdy się zbliżali, ptactwo odfruwało i już wiedzieliśmy, że trzeba uciekać. Moja siostra do dziś nie jest w stanie znieść krakania odlatujących wron.

    – Nie wolno nam było rozmawiać. Miała być kompletna cisza. Bolał mnie ząb i dostałam lanie od ojca za to, że płaczę.

    – Nie miałam wyobraźni, że to się może kiedyś skończyć, że może być jakieś inne życie. Nikt mi tego nie powiedział.

    Trudno uwierzyć: Rut Zilberman, śliczna, filigranowa paryżanka, ma 78 lat. Jesienią 1942 r. była sześcioletnią dziewczynką żyjącą w ukryciu w lasach wokół Strzegomia, niewielkiej wsi na Sandomierszczyźnie.

    Jej relacja, złożona po wojnie, znajduje się w Żydowskim Instytucie Historycznym. O koszmarze, z którego ledwie co wyszła żywa, 11-letnia uczennica trzeciej klasy opowiada spokojnie i rzeczowo, emocji nie więcej niż w naparstku. Mogę sobie wyobrazić, jaką była dziewczynką: rezolutną, inteligentną i dzielną w najwyższym stopniu, niczym walcząca samotnie bohaterka z kreskówki.

    Bardzośmy płakali bez dorosłych

    Strzegom mógł być idealnym schronieniem. Rozrzucone chałupy na granicy lasu, wieś oddalona od świata i ludzi, Niemcy rzadko się tam zapuszczali. Przed wojną rodzina Zilbermanów miała tu pola i sady. Kiedy zaczęły się wywózki Żydów, ojciec Rut – Fiszel – ukrył całą rodzinę: matkę, żonę, czwórkę dzieci, w lesie sąsiadującym z jego polem. “Tatuś urządził nam bardzo wygodny schron – opisywała Rut zaraz po wojnie. – Sporządził prycze, postawił piec”. Nie wiadomo, na ile osób zaplanowana była ziemianka, z pewnością nie na ponad 30 – pięć rodzin z dziećmi – które w niej zamieszkały. W większości byli miejscowi, chodzili do jednej szkoły z Polakami, nie było szkoły żydowskiej. “Wszyscy chłopi w okolicy wiedzieli – opisywała dalej – że w lesie są Żydzi. Tatuś przekupywał chłopów, jak mógł, gajowemu dał srebrną papierośnicę i dużo rzeczy”. Strzegomscy Żydzi zdążyli się przygotować i sprzedać część majątku. W ukryciu wyrabiali koszyki z korzeni młodych drzew i sprzedawali je zaufanym ludziom. Pewnie starczyłoby im do końca wojny na opłacanie jedzenia i doraźnej pomocy.

    “Tej zimy spadł wcześnie śnieg – wspominała Rutka pierwszą zimę w leśnym bunkrze, z 1942 na 1943 rok. – Nie mieliśmy co jeść i ja z chłopcem, nieco starszym ode mnie, z Zelkiem, wybraliśmy się na wieś do znajomych chłopów. Bali się nas wpuścić, ale dali dwa worki prowiantu. Zapadł już wieczór, spadł duży śnieg. Weszliśmy kilka metrów i Zelek nie mógł iść dalej, usiadł na śniegu i powiedział: niech się dzieje, co chce, on dalej nie pójdzie. Wzięłam drugi worek na plecy, Zelka pod ramię i wlokłam go przez las. Przyszliśmy na skraj lasu, ściemniło się całkiem i Zelek oświadczył, że dalej nie pójdzie. Usiedliśmy na workach i usnęliśmy. Obudziliśmy się rano, śnieg był do kostek, co tu robić. Zelek ledwo powłóczył nogami. Muszę dźwigać oba worki, jego trzymam za rękę, nie mogłam utrzymać w drugiej ręce gałązki, żeby zatrzeć ślady, więc robiłam zygzaki, wracałam kilka razy na to samo miejsce. Uszłam duży kawał za naszą ziemiankę, żeby zatrzeć ślady. Przyszliśmy wreszcie na miejsce. Mama rozpaczała, bo była przekonana, że mnie więcej nie zobaczy”.

    Miejscowi napadli na nich po raz pierwszy latem 1943 roku. “Niespodziewanie wpadli do ziemianki. Kazali wszystkim wyjść, ustawić się rzędem, potem kazali dzieciom wejść do kryjówki, a starszym pozostać. Zeszliśmy do kryjówki i bardzośmy płakali, bo co byśmy poczęli sami bez dorosłych. Bandyci zażądali kosztowności, mamusia im dała kolczyki i złoto. Od tego czasu nie mieliśmy więcej spokoju, wpadali co kilka dni. Wreszcie skończyły się pieniądze i nie mieliśmy za co kupić żywności. Tak trwało dłuższy czas. Pamiętam, że raz nie jedliśmy cztery dni. Dzieci były głodne, ale nikt nie powiedział słowa, dzieci wytrzymywały głód tak jak dorośli. Ale ja już miałam dość głodowania i postanowiłam iść na wieś, do moich koleżanek. Prosiłam siostrę, żeby ze mną poszła, ona się bała, ale ja miałam silną wolę i postanowiłam pójść sama. Poszłam do znajomej dziewczynki, z którą bawiłam się czasem, gdy jeszcze byłam na wolności. Ucieszyła się na mój widok, dobrze mnie przyjęła, dała mi jeść, a jej matka tymczasem przygotowała dla mnie woreczek z żywnością. Wtem wszedł jeden chłop, który tropił Żydów, zlękłam się i pobladłam. Koleżanka mnie uspokoiła, natychmiast się opanowałam, wyjęła zabawki i lalkę i bawiłyśmy się jak gdyby nigdy nic, a ja nie dałam nic poznać po sobie. Ale jak się bałam, to chyba tylko sam Bóg wiedział. Wreszcie poszedł i ja od razu wybrałam się w drogę. Szłam polami, żyto było wysokie, myślałam sobie, że świat jest taki piękny, a ja jestem osaczona jak zwierz. Bezpiecznie zeszłam do ziemianki”.

    Żadnych przyjaźni i żadnych zabaw

    “Bandyci wciąż na nas napadali i tatuś bał się, żebyśmy pozostawali w ziemiance, bo gdyby nas okrążono, to by wystrzelali wszystkich, nikt by się nie uratował. Całą zimę spaliśmy pod gołym niebem – opisywała Rut drugą zimę ukrywania, z 1943 na 1944 rok. – Tatuś palił wielkie ognisko, a gdy się drzewo wypalało, wysypywał ciepły jeszcze popiół, który służył nam jako podściółka, a przykrywałyśmy się kurtką tatusia. Wszyscy byli zawszeni, ale żadni rodzice nie utrzymywali dzieci tak czysto jak tatuś. Po niektórych dzieciach łaziła nieskończona ilość wszy, cały dzień kucały przed ogniem. Nam tatuś nie pozwalał siedzieć bezczynnie, cały dzień byłyśmy w ruchu, pomagałyśmy ścinać gałęzie, pracowałyśmy, byłyśmy bardzo zahartowane, tak że dziś jeszcze jestem bardzo wytrzymała”.

    Teraz, czy zima, czy lato, spali na gołej ziemi w lesie.

    “Raz bandyci okrążyli las. Rozbiegli się wszyscy, każdy uciekał w inną stronę. Wtedy kilku Żydów zginęło. Z głodu, wyczerpania prawie wszyscy mieli kurzą ślepotę, z wyjątkiem mnie. Ja się najlepiej trzymałam, dziwię się, skąd się brało we mnie tyle sił. Mnie posyłano po prowiant, wszędzie na wsi byłam znana. Polacy dawali mi żywność, ale bali się mnie zatrzymywać u siebie. Co noc chodziliśmy spać na inne miejsce. Ja jedna nie miałam kurzej ślepoty i co noc prowadziłam naszych ludzi na bezpieczne miejsce”.

    – Nie ma tak wiele rzeczy do opowiadania – tłumaczy mi niecierpliwie Rut, gdy w końcu, z dużymi oporami, godzi się na rozmowę. – Ciągle było tak samo: strach, głód, strach, ktoś umierał, ktoś nie wracał. Nic się nie zmieniało, tylko było coraz mniej ludzi i mniej nadziei.

    Jest ogromnie zdziwiona, że istnieje jej powojenna relacja, nie pamięta, że ją składała. – To, co tam powiedziałam – stwierdza po jej przeczytaniu – wygląda, jakby nasze ukrywanie było zabawą. Nic nie umiałam oddać z mojego cierpienia.

    Próbuję przekonać Rut, że jej relacja jest przejmująca, ale ją to tylko złości. Może to ona ma rację i każda relacja z czasu Zagłady jest tylko cieniem, znakiem tego, co było, i czego zrozumieć i opisać nie sposób.

    “Już nie mieliśmy butów, chodziliśmy boso po śniegu – opowiadała. – Krew lała się z nóg, znaczyła ślady po śniegu i wlekliśmy za sobą gałęzie, by zatrzeć ślady. Nie było prawie dnia bez napadu i została nas mała garstka. Już nam się nie chciało żyć. Raz napadł na nas młody chłopak i strzelał i myśmy już nie uciekali, było nam już wszystko obojętne, niechby się raz skończyła ta męka, ale on chybił”.

    W ogóle śmierci było dużo. Na samym początku ukrywania zmarł jej braciszek, potem babcia. Rut wspomina też śmierć jednej dziewczynki, że pochowali ją w lesie i że chodziła często na jej grób. – Miała chyba na imię Hania. Gdy ktoś chorował, kładło się go najbliżej ogniska, i ona tak leżała. Ktoś powiedział: “Umarła”, i ona się wtedy podniosła, popatrzyła na nas wszystkich i dopiero umarła naprawdę.

    Pytałam, czy to była jej najbliższa przyjaciółka. – Nie było tam żadnych przyjaźni i żadnych zabaw z innymi dziećmi.

    Jan Pisula dotrzymał umowy

    Fiszel Zilberman oddał pola i gospodarstwo Janowi Pisuli, miejscowemu rolnikowi, którego dobrze znał jeszcze sprzed wojny, w zamian za część zbiorów z tych pól. Pisula dotrzymał umowy. Wybudował w stodole podwójne przepierzenie i tam zostawiał żywność. Córka Pisuli, która wciąż tam mieszka, pamięta, że można było wejść do stodoły od strony lasu, i zdarzało się, że zimą któreś z dzieci nocowało na górze na słomie.

    Ale chodzenie do ich domu stawało się coraz bardziej niebezpieczne: partyzanci wiedzieli, że to Pisula uprawia żydowskie pola, podejrzewali go więc o kontakty z ukrywającymi się. Nic mu nie zrobili, zresztą Jan Pisula też był w AK, ale kilkakrotnie ostrzegali, że mają go na oku – doprowadzali schwytanych Żydów i mordowali na jego posesji, podrzucali mu też ciała pomordowanych gdzie indziej.

    Coraz dramatyczniej było z jedzeniem. Powtarzał się schemat znany z wielu historii o ukrywaniu się Żydów na wsi. Obrabowani ze wszystkiego, co udało im się ocalić, nie mieli już za co kupować żywności, mogli tylko coś podkraść na polu.

    – Najlepiej było kraść w Boże Narodzenie, można było iść do obory i wypić mleko prosto z cycka krowy – opowiedziała mi kuzynka Rutki Pola Milstein, którą odwiedziłam w Izraelu. – Kradliśmy kartofle na polu i chowaliśmy do przygotowanego dołu. Kiedy napadał śnieg, Polacy poszli po naszych bosych śladach i wlali karbol do tego dołu. Już nie mieliśmy się czym zimą żywić. Po wojnie, gdy wojskowi prowadzili jeńców niemieckich, kupiłam im bułki. Miałam wyrzuty sumienia, że to zrobiłam, ale zobaczyłam w nich siebie samą.

    Trzech moszków, każdy swego rąbnął

    W 1944 roku, kiedy stało się jasne, że Niemcy zaraz przegrają wojnę, nasiliły się polowania na Żydów.

    “Kilku silniejszych mężczyzn z tatusiem chciało się wybrać na wieś do kupców po kartofle – opisywała Rutka. – Mama miała złe przeczucie i błagała ich, by nie szli. Tamtych mężczyzn nie zdołała powstrzymać, ale tatusiowi stanowczo nie pozwoliła. Nazajutrz dowiedzieliśmy się, że ich rozstrzelali polscy bandyci”.

    Zamordowani to ojcowie trzech ukrywających się wraz z nimi rodzin: Mosze Kaufman, Wolf Kaufman i Pinchas Betel.

    Mordercy to Edward Brzyszcz, Wacław Brzyszcz, Daniel Stawiarz, Władysław Janowski. Pseudonimy: “Czajka”, “Świerk”, “Sęk”, “Rączka”. Należeli do Armii Krajowej, potem część przeszła do Batalionów Chłopskich. Po wojnie sądzono ich z tzw. dekretu sierpniowego, za współpracę z okupantem.

    Jak wynika z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej, ojciec Rut, Fiszel, złożył doniesienie o morderstwach w 1949 roku. Rok później zaczął się proces. Jan Pawełek, u którego Żydzi kupowali żywność, zeznawał, że na przełomie stycznia i lutego 1944 roku pojawiło się w jego sklepie czterech mężczyzn, powiedzieli, że zaczekają na Żydów. “Około godziny 1.00 w nocy przyszli do mojego mieszkania trzech żydów. W tym czasie zaraz zastawił im drzwi Brzyszcz Edward, po czym zapalili światło, związali tym żydom ręce sznurkiem i wszystkich związali do siebie i poszli”. Żydów wyprowadzili poza wieś i zastrzelili. Jeden z morderców Władysław Janowski chwalił się potem, że w nocy zabrali od Pawełka “trzech moszków, których każdy swego rąbnął”.

    Czytając relacje, dzienniki, wspomnienia z czasu Zagłady, wciąż natykam się na pustkę, czarną dziurę, ktoś był, a zaraz go nie ma – ale gdzie, kiedy zginął i jak? Tu każda historia opowiedziana przez małą dziewczynkę znajduje potwierdzenie i uzupełnienie w materiałach procesowych. Jakby każda jej opowieść została inną ręką dopisana do końca.

    Za każdym razem powtarza się ten sam schemat: polowanie na Żydów przez miejscowych chłopów, partyzantów z AK bądź BCh.

    Moją mamę zjadły lisy

    “Poszła na wieś ciocia Bajla, siostra tatusia, i więcej nie wróciła” – relacjonowała Rutka. Na podstawie zeznań świadków i oskarżonych można odtworzyć dokładny obraz zdarzeń. Gdy Bajla Milstein i Sara Kaufman zeszły do piwnicy domu, gdzie były umówione na odbiór kartofli, zauważył je Wacław Brzyszcz, patrolujący wieś w poszukiwaniu Żydów. Poszedł po odsiecz pod miejscowy sklep. Było mroźno i ciemno, ale udało mu się zgromadzić miejscowych morderców: Stefana Bąka, Edwarda Brzyszcza, Władysława Stawiarza, Stefana Tałaja. Spotkali jeszcze jednego mieszkańca Strzegomia, Stefana Kwiatkowskiego, który do nich dołączył (wszyscy z AK bądź BCh). Wyprowadzili Bajlę Milstein (Sara zdążyła się ukryć w beczce). Bajla próbowała uciekać. “Idąc na wieś w stronę lasu w odległości około 500 metrów od wsi, żydówka poczęła się szarpać z Bąkiem Stefanem, on ją puścił i ona upadła na śnieg – zeznawał Wacław Brzyszcz. – Żydówka ta nie chciała iść, mówiąc po imieniu do Kwiatkowskiego Stefana, aby ją puścił”. Po pierwszym strzale ranna jeszcze raz próbowała uciec, ale padł drugi i trzeci strzał. “Po czym wypiliśmy trochę wódki i rozeszliśmy się do domu” – zakończył Brzyszcz.

    “Znaleźliśmy tą Żydówkę leżącą na śniegu – zeznawał świadek, który ją zakopywał – i widać było, że kula weszła z półkuli głowy z jednej strony, a wyszła z drugiej, prócz tego miała przy sobie i trzymała ręką dwa kawałki chleba i trochę kaszy jęczmiennej, i była w ubraniu”. Musieli ją płytko zakopać – była zamarznięta ziemia – bo ciało znalazła rodzina.

    Pola Milstein, córka zabitej, mówi mi: – Mama, jak żyła, to nam powtarzała: “Do jedzenia jest śnieg, a Pan Bóg jest stary, głuchy i was nie słyszy”. Brat poszedł szukać mamy i znalazł. Kopaliśmy rękoma ziemię, brat rozłożył na wierzch gałęzie, ale po dwóch dniach, jak wróciliśmy, nie było nic. Moją mamę zjadły lisy.

    Kazał dzieciom stanąć i strzelił

    Niedługo później zginęła dwójka dzieci: Zelek, ten chłopiec, którego poprzedniej zimy Rutka niosła na barana, i jego starsza siostra Pela. “Zelek poszedł ze swoją 12-letnią siostrą na wieś – opisywała Rutka – czekaliśmy godzinę, dwie, a ich nie widać, nazajutrz nie wrócili. Dowiedzieliśmy się później, że ich zastrzelił jakiś bandyta na skraju lasu”.

    Wiemy dokładnie, co się z nimi stało.

    “Przyszło do mojego domu dwoje dzieci narodowości żydowskiej, mnie było ich żal – opowiadał świadek. – Kazałem im się bawić z moimi dziećmi, chciałem ich przenocować, ponieważ były biedne, jedna dziewczynka miała około 7 lat i jeden chłopczyk około 6 lat. Po pewnej chwili przyszedł do mojego domu Janowski Władysław i zapytał mnie, co te żydy tu robią, i krzyknął na nich, żeby wyszli na dwór, więc te dwoje dzieci wyszło, a Władysław Janowski wyszedł za nimi, a na drugi dzień rano dowiedziałem się, że te dzieci były zastrzelone na polu Pisuli Jana. Ja nie mogłem sprzeciwić się Janowskiemu Władysławowi, ponieważ bałem się go, bo on należał do AK”.

    “Przyszedł Władysław Janowski do mnie, zawołał mnie i poprosił, abym ja dał mu karabin, nie mówiąc mi, w jakim celu – zeznawał Stefan Bąk. – Ja dałem mu karabin, którego miałem z organizacji AK, i zawołał mnie, abym szedł z nim. Ja poszedłem z nim. Po odejściu do wsi około 200 metrów kazał tym dzieciom stanąć sobie naprzeciw siebie, jednak one kręciły się, więc jedno położył na ziemi, drugie położył na nim i strzelił w głowy obydwu, na wskutek którego strzału oboje dzieci zostały zabite”.

    Gajowy: Jesteście tu bezpieczni

    Ojciec dzieci już wtedy nie żył, to był Mosze Kaufman, jeden z zabranych ze sklepu. Matka, Sara, ta, która się ukryła w beczce, niedługo później też została zamordowana. Relacjonowała to Rutka, opisując dalej kolejne morderstwo.

    “Raz sprowadził leśniczy Niemców na inną grupę Żydów, która się ukrywała po tamtej stronie rzeczki. Prawie wszystkich z tej grupy wystrzelano z wyjątkiem 13-letniego chłopca, Jerzyka. Z nim uciekał mały chłopczyk i byłby się uratował, ale krzyknął » mamo «, i to go zdradziło”.

    Ta inna grupa to była rodzina Żydów ze Strzegomia, Betelowie, którzy się odłączyli od reszty po opuszczeniu bunkra. Joe Betel, wtedy Jerzyk, zeznał dla Shoah Foundation: “Dwa tygodnie padało, nie mieliśmy schronienia, i wreszcie był ładny dzień, słoneczny, rozwiesiliśmy ubrania, żeby wyschły. Przyszedł ten gajowy, którego nazwiska nie pamiętam. Wszystkich znał. Powiedział: “Jesteście tu bezpieczni”, przyjacielsko spędził z nami 10-15 minut, poszedł. Dlaczego przyszedł do nas? On już miał u siebie niemieckich żandarmów, chciał się upewnić, gdzie jesteśmy. Usłyszeliśmy z jednej strony strzały – płacze. – Biegłem i biegłem, w odwrotną stronę niż strzały. Jak ucichły, usiadłem i tak siedziałem koło godziny. I doszedł ojciec, poczekaliśmy, aż sciemnieje, i żeby wrócić. Dlaczego wrócić? – słychać w nagraniu jego płacz. – Zobaczyłem mamę i siostrę, nieżywe i inne osoby nieżywe. Myślę wciąż, że ich nie pochowaliśmy, baliśmy się”.

    Z rodziny Betelów, ojca, matki, trójki dzieci, ocalał tylko Jerzyk. – Gdyby nie Polacy, wielu by przeżyło. Nie trzeba było, żeby nam pomagali, tylko żeby nas nie zabijali – mówi mi, gdy dzwonię do niego do Toronto.

    Wyrwali jej zęby, połamali palce

    Mamę i młodszą siostrę Rutki zabili w niedzielę 25 kwietnia 1944 roku. Na tych terenach brakowało kilku tygodni do końca wojny.

    “Nad ranem ukazała się duża grupa chłopów w lesie, zdziwiliśmy się, że co oni tu robią tak wcześnie, przecież w niedzielę nie przyszli do lasu po drzewo – mówiła w zeznaniu Rutka. – Rzuciliśmy się do ucieczki, mamusia nie spostrzegła, że siostra śpi, i uciekała z nami. Chłopi strzelali za nami, za czwartym strzałem siostra się obudziła i krzyknęła: mamo, i mamusia wróciła się po nią, i obie zastrzelono. Nazajutrz tatuś odszukał zwłoki mamusi, zaglądnął jej do ust i zobaczył, że wyrwali jej złote zęby i połamali dwa palce u rąk, z których ściągnęli pierścionki”.

    “Nasza grupa została zaatakowana rano przez kilkunastu uzbrojonych osobników – zeznawał Fiszel Zilberman. – Za mną biegł Cieniek Leon i Dzieciuch Eugeniusz, wobec czego ich dokładnie rozpoznałem. Wówczas została zastrzelona moja żona, której wyrwano zęby, na których były złote korony, oraz zastrzelono dwoje dzieci. Kto z wymienionych rozstrzelał, stwierdzić nie mogę, gdyż uciekłem i naocznie nie widziałem”.

    “Ob. Cieniek Leon powyrywał po śmierci zęby złote obywatelce żonie Fiszela Zilbermana, o tym nie tylko ja stwierdzam, ale może stwierdzić cała wioska Strzegom, gdyż Cieniek Leon publicznie zęby te sprzedał Kamósowi Franciszkowi” – zeznawał Stefan Bąk.

    Leon Cieniek też należał do strzegomskiej placówki AK.

    “Myśmy z siostrą bardzo rozpaczały – opisywała Rutka – ale nie mogłyśmy płakać, chociaż czułyśmy, że płacz by nam ulżył”.

    – Nie pamiętam twarzy mamy – mówiła mi – tylko sylwetkę i spódnicę, taką podobną do tych folklorystycznych na Mazowszu.

    A ja biegłam obok

    “Z całej naszej grupy zostało sześcioro dzieci z Jerzykiem, a z dorosłych tylko mój tatuś – opisywała Rut wkroczenie Armii Radzieckiej w maju 1944. – Poszliśmy za wojskiem 10 km do Staszowa. Tu było silne bombardowanie, Niemcy ostrzeliwali z powietrza miasteczko, wszystko płonęło dokoła. Uciekaliśmy wszyscy do boru. Tam zgubiliśmy się z tatusiem. Gdy się uspokoiło, ja z siostrą zgodziłyśmy się do służby do bogatego chłopa Rogali i opowiadałyśmy wszystkim, że się ochrzcimy, bo tak nam radził tatuś przed rozstaniem, byśmy w sercu pozostały Żydówkami, ale dla bezpieczeństwa mówiły, że przyjmiemy chrzest, bo choć już byli Rosjanie, tatuś nie dowierzał naszym chłopom. Tak przeszedł rok. Mieli nas już ochrzcić, tymczasem przyjechała do tej wsi ciocia, która wróciła z obozu w Mauthausen, dowiedziała się, że żyjemy, i zabrała nas do Krakowa”.

    Pola Milstein opowiadała mi, jak weszli Rosjanie i powiedzieli resztce ocalałych: “Jeżeli macie się na kogoś skarżyć, to się poskarżcie”. – Ale kto wtedy myślał o skarżeniu. Ja już nie wierzyłam nikomu, żeby się skarżyć – dodała.

    Rutka miała dziesięć lat, gdy przyjechała do Krakowa. Nie umiała czytać ani pisać. Trafiły z siostrą do żydowskiego domu dziecka. Ojciec powtórnie się ożenił, mieszkał też w Krakowie, w jednym pokoju, z żoną i nową córeczką. Nigdy w rozmowie z ojcem nie wracała do tamtego czasu. Rozmawiałam z kilkoma osobami, które były w domu dziecka z Rutką: dzieci nie opowiadały, co przeżyły, dorośli nie dopytywali.

    Raz jeden Rut wróciła do tamtego czasu. W liceum zadano wypracowanie: “Wydarzenie, którego nigdy nie zapomnę”. – Opisałam ostatni napad, jak tata złapał siostrę na ręce, a ja biegłam obok i dookoła strzelali. Starsze dzieci uciekały przed nami. W pewnym momencie ojciec chyba miał dosyć i się zatrzymał. Przed nami była polana, strzelali ze wszystkich stron, może pomyślał, że przez polanę i tak się nie da przebiec, może nie chciał już żyć. Spojrzałam, skąd do nas strzelali, i zobaczyłam jednego, który stał niedaleko, a drugiego młodszego, który oparł karabin o gałęzie. Wydawało mi się, że widzę jego niebieskie oczy. Myśmy zaczęły bardzo płakać i wtedy ojciec pobiegł dalej, a ja za nim.

    Nauczycielka oddała im wypracowania i kazała wszystkim po kolei czytać, tylko nie Rutce.

    – Czekałam, dzwonek, wszyscy poszli, “Pani profesorko, nie dostałam zeszytu”, a ona przycisnęła mnie do piersi, łzy jej leciały, “Dziecko, z czego ty wyszłaś” – powiedziała. Po maturze zawołała mnie, miałam bardzo dobre świadectwo: “Dziecko, ty powinnaś zmienić sobie nazwisko”. Odpowiedziałam, że moja mama zginęła, bo się nazywała Zilberman.

    Moja córka nie dostała się na studia!

    W 1950 roku odbył się proces. Oskarżeni mówili, że ich zeznania były wymuszone biciem, ale sąd nie dał im wiary. Siedmiu z nich: Stefan Bąk, Edward Brzyszcz, Wacław Brzyszcz, Władysław Janowski, Daniel Stawiarz, Stefan Tałaj, Władysław Konat, dostało wyroki śmierci, które im zamieniono na kary od 10 lat więzienia do dożywocia.

    Ocaleli wyjechali z Polski. Najpóźniej Rut, która zdążyła pojechać do Radomia do sądu, gdzie w ramach procesów rehabilitacyjnych AK-owców po 1956 roku miała się odbyć rewizja nadzwyczajna. Jej przyjaciel z domu dziecka i ówczesny chłopak Adam Daniel Rotfeld zapamiętał, co mu Rut opowiadała po powrocie. – Czekała na korytarzu, przechodząc obok, jeden ze skazanych zagroził, że jeżeli będzie zeznawać, to może źle się dla niej skończyć.

    – Główny oskarżony Brzyszcz – przypomniała sobie Rut – podszedł do mnie: “Ty jesteś córką Zilbermana, przez twojego ojca to moja córka się nie dostała na studia, a ty na pewno jesteś na studiach”. Odpowiedziałam mu: “Ale twoja córka miała ojca i matkę, a ty moją matkę zabiłeś, ja byłam sama”.

    Przyszły dzieci z lasu

    W 1957 roku wszyscy skazani byli już na wolności. Dziś nikt z nich nie żyje. Starsi ludzie w Strzegomiu pamiętają ich.

    – Była legenda, że to było siedem strzałów do dwójki dzieci, bo nie mogli ich dobić.

    – Były takie, co nie miały innego zajęcia, tylko o tym myślały, żeby zabić.

    – Jak zobaczyłam, że Tałaj jest jednym z bohaterów święta runa leśnego, organizowanego przez wójta, myślałam, że nie wytrzymam.

    W latach 2002-11 przybyło w Polsce ludzi, którzy o Jedwabnem nie słyszeli. W szkole o tym nie uczą. Pamięć Jedwabnego

    – To były Brzyszczaki, Bąk Stefan, Janowski Władysław. Tylko niech pani nie powie, że ja, bo by mi ktoś głowę ukręcił – wyszeptała mi do ucha jedna starsza mieszkanka.

    Starsi mieszkańcy pamiętają też ofiary mordów. – To byli sąsiedzi z pola. Ojciec, jak przychodzili, to dawał im jeść, i buty dał. Oni mieli spanie tam, gdzie są brzozy. Oglądałyśmy z mamą ich rozwłóczone kości i płakałyśmy.

    – Stały ziemniaki dla świń i dla kur, i przyszły dzieci z lasu, i je tak łapały rączkami. Mama mówiła, że im ugotuje naszych ziemniaków, bo nasze to nie były w łupinkach, ale bały się poczekać. Jak mama mi opowiedziała, że ich zabili, płakałam i później wiele razy nad nimi płakałam, że nie miały nikogo, ich rodzice byli już zabici, i jeszcze ktoś czyhał na to życie, żeby im je zabrać.

    Wolna Polska daje odszkodowanie

    Władysław Janowski, ten, który jednym strzałem zabił Zelka i jego siostrę Pelę, a też miał na sumieniu inne morderstwa przeciwko Żydom, po wojnie zapisał się do partii i pracował w kieleckim Urzędzie Bezpieczeństwa. W wolnej Polsce wystąpił o 40 tysięcy złotych jako zadośćuczynienie za doznaną krzywdę, powołując się na ustawę z 1991 r. “o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”.

    Sąd Rzeczypospolitej Polskiej przychylił się do jego prośby i w 1997 roku przyznał mu odszkodowanie, o jakie wystąpił.

    “Dowody wskazują, że wyrok wydano z powodu działalności niepodległościowej Władysława Janowskiego” – napisał w uzasadnieniu Sąd Najwyższy. Sędziowie mieli w aktach te same dokumenty, które tu cytowałam.

    Rut zmaga się przez całe życie z tym, co próbuje zapomnieć. Bywają okresy, kiedy się poddaje. – Muszę mieć naprawione łóżko, ale po to muszę zejść do dozorcy, a nie chciałabym mu zawracać głowy – skarży się.

    – Ty, ta niewyobrażalnie odważna dziewczynka, obawiasz się pójść do dozorcy? – pytam.

    – To ja byłam kiedyś odważna? – dziwi się.

    Nazwisko i imię Rut zostało zmienione na prośbę jej rodziny

  7. Radek Kawalec on

    Tak, proszę Pana, pan Maciołowski na pewno, skoro podważając dziesiątki dowodów historycznych, opisanych dokładnie pogromów dokonanych przez POLAKÓW i innych polskich zbrodni (nie “tylko” sprzedawania Żydów za korzyści – pieniądze i ich majątek, ale mordowanie w lasach ocalałych z Holocaustu), daje jak najgorsze świadectwo. Jedni pomagali, inni wydawali. Gdyby od początku w polskiej narracji historycznej nie było kłamstw, wypierania sie, zrzucania na innych, przedstawiania Polaków jako wyłącznie oboheterów i ofiar, ten temat byłby dawno za nami. NIKT nie kwestionuje bohaterstwa tych, którzy pomagali – tylko dlaczego oni najbardziej się bali swoich wlasnych sąsiadów – POLAKÓW, i w czasie wojny i także po wojnie? Czas się obudzić!

    • Marek Maciolowski on

      @ Radek Kawalec
      Bede ja i zapewne czytelnicy wdzieczny za podanie zrodel historycznych o ktorych Pan wspomina

    • Marek Maciolowski on

      @ Radek Kawalec
      Prosze Pana, Polacy ukrywajacy Zydow obawiali sie swoich sasiadow podczas wojny poniewaz bez pytania ich o aprobate na ukrywanie narazali tych sasiadow na smierc .
      Po wojnie mysle ze dzialal podobny mechanizm, prosze sobie wyobrazic sasiada
      ktory po czasie dowiaduje sie ze ktos skrycie szafowal jego i jego rodziny zyciem ?

  8. lepiej przyznajmy sie wszyscy; tak to my mordowalismy zydow, tak to my wybudowalismy obozy zaglady i krematoria, tak to my organizowalismy lapanki na ulicach Europy i organizowalismy wywozke Zydow do Aushwitz, tak to my mamy na rekach krew za Jedwabne i Kielce, tak to my wynalezlismy Cyklon B i nim gazowalismy Zydow, tak to my szczulismy psami wiezniow obozow, tak to my przeprowadzalismy doswiadczenia na wiezniach, tak a wogole Hitler byl Polakiem i to Polacy wybrali niedobrego Hitlera w demokratycznych wyborach. Wszyscy jestesmy winni po rowno, i ja i pan Maciolowski i pani Bonikowska i pan Liliental i nawet pani Beata Nawrocki.

    • Wielce Czcigodny Andrzej Święcicki sam się do tego przyznał w dniach ostatnich, publicznie oświadczając na antenie telewizji Polsat News, co następuje: „Mordowaliśmy, ale nie zakładaliśmy obozów śmierci”. Kontekst tej wypowiedzi wskazuje wyraźnie na to, iż chodzi o ofiary pochodzenia żydowskiego, a to stanowi zbrodnię ludobójstwa, która nie uległa przedawnieniu.

    • Marek Maciolowski on

      @YYZ
      Sarkazm ten swietnie podsumowuje ta akcje specjalna politycznych geszefciarzy.
      Mysle ze Polacy nie maja najmniejszego problemu z rozliczeniem sie z polskimi szmalcownikami i kryminalistami – tych wtedy osadzily sady Polskiego Panstwa Podziemnego i dosiegly jednostki egzekucyjne. Szkodliwych folksdojczow ( folksliste podpisalo 3 miliony obywateli polskich niemieckiego pochodzenia – mniejszosc niemiecka w 1938 to 800,000 )
      po wojnie sadzono i wieszano.
      W literaturze zydowskiej w USA i Izraelu znalezc mozna powazne oskarzenia pod adresem syjonistow – oskarzenia o wspoludzial w niemieckiej eksterminacji Zydow polskich. Przypomina sie kupczenie syjonistow z Niemcami tz. Transfer Agreement, a trwalo to jeszcze w 1941.
      Zydzi amerykanscy pochodzacy z Niemiec, zwani przez Zydow wschodnio europejskich Hoffenjude ( Zydzi palacowi) , czyli ci niby lepsi, bogaci i zasymilowani, nic a nic nie zrobili by ratowac swoich polskich wspolbraci. Czy to nie ich bolesne wyrzuty sumienia objawiaja sie obecnie agresja w stosunku do Polakow, ktorzy zapisali sie w annalach historii bohaterska zgloska tak nieczesto pojawiajaca sie w historii ludzkosci ?
      Czy to nie zazdrosc karla i tchorza nadyma tych zydowskich politycznych geszefciarzy ?
      Czy poczucie winy nie napedza ich agresji odkarzajacej ofiary o zbrodnie popelnione przez Niemcow ?
      Byc moze jest to wlasciwy czas i moment by Zydzi zmierzyli sie ze swoja bolesna historia – z zydowskimi szmalcownikami, obozowymi kapo, policja w gettach, liderami w judenratach i zbrodniarzami kumunistycznymi w Polsce po 1944.
      Polakow na rachunek sumienia narodowego stac. Akt oczyszczenia musi byc wzajemny by byl naprawde oczyszczajacy.

    • Ewa Palarczyk on

      co ma proszę pana piernik do wiatraka. To, że byliśmy ofiarą niemieckich nazistów i radzieckich komunistów nie oznacza, że my sami byliśmy aniołami. Wojna wyzwala potwory w ludziach. I niestety – niektórzy z nas w takie potwory się zamienili. Niektórzy. Wielu, niestety.
      I ci, co teraz piszą takie straszne rzeczy na forach w Polsce- na pęczki jest “propozycji” otwarcia na nowo komór gazowych itd., nadal są potworami.

  9. Marek Maciolowski on

    @ MP Bonikowska
    Przeciwnie niz pani sadzi, doskonale rozumiem o co w tej smetnej politycznej chucpie chodzi – oponentom napewno nie o prawde historyczna o mordach niemieckich w Polsce .
    Dla formalnosci ta ustawa o IPN to tylko nowelizacja istniejacej ustawy od 1989 – wprowadzonej wowczas na zyczenie Izraela .
    Nie jest prawda jak pani sugeruje, ze zbrodnie w Jedwabnym i Kielcach zostaly ostatecznie wyjasnione. Ksiazki pana Grossa maja taka sama wartosc prawdy historycznej jak ksiazki innego ” historyka ” Jerzego Kosinskiego – obaj socjolodzy traktujacy prawde historyczna instrumentalnie na polityczne zamowienie.
    Ma pani racje ze NIKT w Polsce nie kazal po wojnie zabijac ” w lasach ” i pogromach Zydow.
    Nie znalazlem w literaturze historycznej takich przypadkow, a casus Kielce w swietle znanych dokumentow byl pogromem dokonanym przez Rosjan we wspolpracy z warszawskim UB i KBW.
    Nic bardziej wstretnego jak obarczanie ofiar za zbrodnie niemieckie i komunistyczne
    Celem nowelizacji ustawy o IPN jest wlasnie ukrucenie takiego lajdactwa.
    Mysle,ze sie nie pomyle, ze znakomita wiekszosc tych Polakow ktorzy narazili zycie swoje i swoich bliskich ( sasiadow bez zapytania ich o zgode ? tu tkwi prawdziwy problem etyczny i moralny ) byli Katolikami – to ich wiara katolicka byla ta sila, ktora powodowala ich bohaterstwo, innej sily czy filozofii wzywajacej do takiego oddania dla obcego czlowieka wowczas nie bylo, i nadal nie ma.
    Nie-katolicy nie sa w stanie takiego poswiecenia zrozumiec. Zydzi rowniez, i w tym tkwi sedno braku wzajemnego zrozumienia. Zydzi licza pieniadze , Polacy mowia o prawdzie i bezinteresownej pomocy , to dwa swiata nie do pogodzenia.

  10. Marek Maciolowski on

    @ MP Bonikowska
    Redaktora Ziemkiewicza specjalnie sam nie powazam ( z innych niz pani powodow ) lecz uwazam ze powinna pani lajac go za przestepstwa ktore popelnil a nie za domniemanie – on Zydow ( jako grupy etnicznej, narodu ) nie nazwal ” parchami “, tak obrazliwie i celowo nazwal tylko prawnikow zydowskich z Nowego Jorku.
    Tak dlugo jak pani pisac bedzie ze ksiazki Grossa sa ” dialogiem ” tak dlugo wszelka polemika z pani gazeta bedzie chybiona.
    Powielanie klamstw o historii np. mordu na Zydach w Jedwabnym czy Kielcach jest niczym innym jak trucizna podawana samym Zydom – klamstwo zawsze degeneruje.

    • Malgorzata P. Bonikowska

      I znowu nic Pan nie rozumie z czytanych tekstów. Nie napisałam, że książka była dialogiem, ale że dialog wywołała. Nie ma żadnego kłamstwa – są rlacje świadków z Kielc a sprawa Jedwabnego była dokładnie zbadana. Czy Żyd sklepikarz czy prawnik żydowski w Nowym Jorku, trzeba być draniem i antysemitą, aby użyć wobec kogokolwiek wyrazu “parch”, któy jest epitetem i ma wyłącznie znaczenie maksymalnie pejoratywne.

  11. Janusz Blaszczyk on

    Przeraża mnie atmosfera w Polsce – rząd, który wykonuje takie posunięcia mając w nosie relacje z innymi krajami. Jedyne co się tam liczy to zdobycie poparcia ludzi, którzy są antysemitami i ksenofobami i ten cel został wykonany. Społeczeństwo polskie jest po raz kolejny podzielonevw sposób tragiczny. A i tak zwolennicy PiS nie rozumieją szerszej perspektywy. Widzę to na ci dzień. Oni potrafią tylko pluc i obrazac.

  12. Katarzyna Tarnowska on

    Serce pęka jak zaściankowi są ci ludzie z rządu i jak pyszni. Czy nie rozumieją, że kompromitują Polskę???? Ja mam przyjaciół Żydów i jest mi bardzo wstyd teraz, kiedy mówią mi o tym, że nie będą mogli mówić, że ich dziadkoie zostali brutaknie zabici w czasie pogromów. Nie mieli dotychczas pretensji do Polski i szczególnie do obecnie żyjących Polakow, bo nie ma sensu generalizować, ale powiedzieli, że nie zgodzą się na to, aby zaprzeczać FAKTOM i karać za podawanie ich. To dla nich HISTORIA ICH RODZIN. Wstyd! Jest mi barzo przykro. Doskonały artykuł.

  13. Ewa Palarczyk on

    Dziękuję Pani za mądrą i pełną zrozumienia wypowiedź.
    Tak bardzo boli mnie to, co przetacza się dzisiaj przez Polskę,
    obudzone demony, nienawiść…to jest takie straszne.
    Po raz pierwszy od 30 lat myślę o emigracji – i nie ja jedna.

  14. Ustawa jest próbą zamykania ust historykom, którzy nie boją się poruszać trudnych i drażliwych tematów takich jak prawie zbiorowa niechęć często granicząca z nienawiścią Polaków do Żydów w okresie międzywojennym, wojennym i powojennym, prawie totalny brak współczucia w czasie wojny, rozbuchane szmalcownictwo, w którym brali udział nawet mali chłopcy, znieczulica podczas Powstania w Gettcie, mordowanie tych, co ocaleli i wrócili do swoich domów zajętych już przez innych – o tym mówią odważni historycy. Polecam m. in. książke Stefana Zgliczyńskiego “Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali”. Takich książek jest ostatnio coraz więcej, chociażby Anny Bikont o Irenie Sendlerowej, która z jednej strony ukazuje bohaterstwo, a z drugiej strony inne oblicze niektórych “sprawiedliwych”, którzy z ukrywania Żydów stworzyli intratny biznes, gdyż Żegota lub sami Żydzi musieli sowicie opłacać każdy dzień ukrywania. Tak jak Ukraińcy o m.in Wołyniu ( czego się bardzo domagamy) tak my powinniśmy jak najdokładniej poznać tę ciemną stronę naszej historii, żeby ona się nigdy nie powtórzyła. Żeby nigdy nasz naród nie ogarnąło szaleństwo nienawiści. Czy znana jest liczba wyroków AK na szmalcownikach? Pierwszy taki wyrok został wykonany w lipcu 43 roku. Czyli po powstaniu w Getcie, kiedy “sprawa żydowska” została rozwiązana. Uważam, że jako Polacy nie powinniśmy się wstydzić tego, co się wydarzyło. Czynili to ludzie. Dlatego trzeba o tym mówić, aby każdy z nas miał się na baczności. Bo w każdym z nas może się urodzić nienawiść, która doprowadzi do zbrodni. Nie jest w interesie Polski przedstawianie zakłamanego obrazu naszej historii. W interesie Polski jest dociekanie prawdy i wyciąganie z niej wniosków. Domagamy się tego od innych narodów, od Niemców, Ukraińców, Rosjan. Zróbmy to również i my.

    • Marek Maciolowski on

      @ Beata Nawrocki
      Naprawde trzeba miec nadmiar zlej woli i brak rudymentalnego wyczucia tamtych zbrodniczych czasow – za ukrywanie ( a nawet tylko pomaga nie – podanie szklanki wody ) Zydow grozila natychmiastowa egzekucja wszystkich mieszkancow domu – bez sadu, bez apelacji, natychmiast.
      Prosze sobie wyobrazic ze Polacy byli zwierzyna lowna dla Niemciw – codzienne lapanki, rozstrzeliwania, nedza i glod.
      Nie prosze pani, Ci Polacy ktorzy ukrywali Zydow to nie biznesmeni ktorzy ryzykowali
      swoje i rodziny i sasiadow zycie dla kilku groszy ! Pani myslenie przeraza, nic bardziej pospolitego dawno nie przeczytalem.
      Prosze zrobic wysilek intelektualny i odpowiedziec sobie jak Ci Polacy w warunkach okupacji kiedy panowal chroniczny brak zywnosci i wszystkich podstawowych srodkow koniecznych do nawet najskromniejszej egzystencji mieli utrzymywac ukrywajacych sie u nich Zydow ?
      Wziasc pozyczke w banku niemieckim ? Zlozyc podanie o dofinansowanie w niemieckiej organizacji charytatywnej ?
      Lub poprosic sasiadow ? ktorzy ze strachu przed swoja niezasluzona niczym smiercia musieli by albo uciec ze swoich mieszkan na bruk lub …… no wlasnie , co pani by zrobila?
      Ma pani rodzine, i sasiadow ?

    • Malgorzata P. Bonikowska

      Jak zwykle, nie rozumie Pan nic z tego, co piszę ja i inni, których Pan nie lubi. JASNE jest, że NIKT nie powinien się spodziewać od kogokolwiek bohaterstwa, bo pomoc Żydom była niezwykłym bohaterstwem. W moch spotkaniach z Żydami powiedzialam wyraźnie – nie iem, czy potrafiłabym się na to zdobyć mając dzieci w domu. Zadałam im też pytanie, żeby każdy sobie je zadal: “Czy ja potrafiłbym w takiej sytuacji narazić życie?” To jedna strona. Każdy ze Sprawiedliwych, w tym mój Wuj, uratował cały świat, bo tak wierzą Żydzi. To byli niezwykli ludzie. Ale NIKT nie kazał zabijać ocalałych Żydów w lasach po wojnie, brać udziału w pogromach czy sprzedawać za pieniądze. O tym też trzeba mówić, a nie zaprzeczać! Za to trzeba się wstydzić i przeprosić. To też byli Polacy. Patrząc na ilość wylewanej dzisiaj nienawiści wobec drugiego człowieka, myślę, że co najmniej kilka znanych mi osób tak by sie zachowało gdyby żyli w tamtych czasach. Więc niech pan czyat ze zrozumieniem.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.