Dlaczego nie?

0

Lepsze życie. Felieton z psychologią w tle

Jestem psychologiem z wykształcenia, jednak od zawsze interesowało mnie nie tyle wyjaśnianie ludzkich zachowań, ile korzystanie z wiedzy psychologicznej na co dzień i wykorzystywanie jej tak, by życie było lepsze, milsze i bardziej wartościowe. Nie lubię zajmować się przeszłością, chyba że po to, by wyciągać z niej wnioski i zmieniać jej znaczenie na lepsze. Koncentruję się na tym, co jest w życiu ludzi teraz i wykorzystuję wiedzę i doświadczenie do tego, aby ta teraźniejszość była możliwie najlepsza i pięknie rokowała na przyszłość. I tym chcę się tu dzielić. Będę pisać w zgodzie z własnym planem, ale jeśli zdarzy się tak, że jakiś temat zainteresuje Czytelników szczególnie, chętnie poświęcę mu więcej czasu.

W historii bywały okresy zachwytu nad człowieczeństwem, nad naszą urodą, naszymi talentami, naszymi możliwościami. Potrafimy też doceniać dzieła poszczególnych ludzi. Generalnie jednak człowiek myśli o sobie w kategoriach przeciętności, kruchości i niedoskonałości. Może dlatego tak bardzo zachwycają go osiągnięcia innych, że sam siebie nie widzi jako twórcy czegoś wielkiego, doskonałego. Jest tak między innymi dlatego, że dzieła niezwykłe, wielkie, wspaniałe, muszą być za takie uznane przez ekspertów. Porównujemy się do innych i im bliżej dzisiejszych czasów, tym bardziej o wielkości czyjegoś dzieła decydują zinstytucjonalizowani znawcy. A ostatnio doszedł do tego jeszcze biznes ze wszystkimi swoimi narzędziami, który produkuje – jeśli tylko to się opłaca – różnych “wielkich” artystów, mówców, polityków.

Tymczasem uznanie wartości dzieła człowieka wymaga po prostu drugiego umysłu, który jest w stanie to zauważyć i docenić. Muzyka jest piękna nie dlatego, że tak zostały dobrane nuty, ale dlatego, że umysły słuchaczy są w stanie to przyjąć i docenić. Każde dzieło zatem powstaje w co najmniej dwóch umysłach… Ale też i dwa wystarczą, aby coś uznać za dzieło. Za sprawą wszechobecnego intelektu podzieliśmy sztukę na większą, mniejszą i całkiem malutką; zwykle im bardziej coś jest niezrozumiałe, tym wydaje nam się większe. Skomplikowaną muzykę Pendereckiego uznaje się za piękną i zalicza do wyższej kultury, a proste, melodyjne piosenki Sławomira – nazywa się czasem kiczem i “o matko wyłączcie to radio.”

Dlaczego? Każda z tych form tworzenia muzyki jest jakimś wymiarem muzycznego umysłu i rezonuje z umysłami innych. A nie istnieje przecież uprawniona klasyfikacja umysłów! Mówi się nawet, że o gustach się nie dyskutuje… Nie dyskutuje, ale też nie ceni się tego, co nie jest zgodne z naszym pojmowaniem twórczości. I to odstrasza tych mniej pewnych siebie od tworzenia albo nawet wychodzenia ze swoimi pomysłami. Zostaliśmy wychowani w duchu “puch marny”, nicość, przeciętność… Owszem pojawiają się wielcy i zdolni ludzie – wierzymy – ale to wyjątki. I do tego jeszcze trzeba być skromnym, a ta skromność często rozumiana jest jako nieafiszowanie się ze swoimi talentami i umiejętnościami, czekanie aż ktoś to dostrzeże.

Czekamy zatem… nieraz całe życie. Ludzie często powstrzymują swoje twórcze zapędy, nie wychodzą z nimi do innych, co najwyżej do tych najbardziej zaufanych. Nie dają sobie nawet prawa do robienia czegoś, co lubią, tylko dlatego, że uznają, iż nie robią tego dobrze. I nie chodzi tu tylko o sztukę, ale także o działanie, o sięganie po rzeczy ich zdaniem wielkie, i dla nich za duże. “Kim ja jestem żeby uważać, że mogę to zrobić? Dlaczego miałoby mi się to udać?” pytają mniej lub bardziej świadomie.

A dlaczego nie? Jesteś najwyższą kreacją na ziemi, możesz odnaleźć w sobie nie tylko talent czy zdolności ale i siłę do przeprowadzenia wszystkiego, czego pragniesz… musisz się jedynie do tej siły dostroić. Jeśli czujesz, że masz talent czy jakąś zdolność, a robienie tego sprawia ci wielką przyjemność, wyjdź z tym do innych, do świata.

W każdym z nas jest wystarczająca siła i potencjał do zrealizowania tego, czego naprawdę pragniemy. Trzeba tylko to sobie uświadomić. To jest trochę tak jak ze światłem w ciemnym pokoju. Ono jest, trzeba jedynie wykonać ruch, pstryknąć i włączyć światło. Od tego się zaczyna. Potem jest praca ale na końcu – wielka radość twórcy. “Ale popatrz na mnie. Kim ja jestem, żeby…?” Można sobie to zdanie dokończyć. A potem zaraz wyliczyć powody, dla których to nie ma prawa nam się udać.

A dlaczego nie? Weźmy gąsienicę – czy uwierzylibyśmy, że ona będzie kiedyś fruwać? A przecież wiemy, że będzie. Nie jako gąsienica, ale jako motyl. Jednakże jest to przedłużenie tej samej istoty, tego samego kodu genetycznego. Podobnie jest z każdym z nas: Taki, jak jesteś w tej chwili może tego nie zrobisz, ale podejmij decyzję – pstryknij, podłącz się do światła. A potem jak gąsienica popracuj, zrób kokon, przejdź przez kolejne stadia z ufnością i pewnością, że osiągniesz to czego pragniesz. Dlaczego nie?

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.