Z powrotem w Ontario (40)

0

Mieszkam znowu w Ontario. Pierwszy raz dotarłem tu w roku 1988. To szmat czasu. Prawie 30 lat. Wiele się działo.
Opisywałem swoje podróże. Teraz trochę wspomnień z miejsca, gdzie zaczęła się moja Kanada.

Emigranckie losy – 2

Miałem z sobą tylko jedna torbę z rzeczami wiec tył jeepa był całkiem pusty. Ewa przywiozła sporo rzeczy. Naczynia, kołdry, poszwy, jakieś ubrania, chyba, nie wiem, nie zaglądałem. Z Chicago do Mississauga jest ok.. 850 km. Jedzie się cały czas autostrada wiem można te trasę zrobić w 8 godzin. Tak tez było i tym razem. Do Missisauga dojechałem ok. 23 w nocy. Parę następnych dni miałem mieć bardzo zajętych wiec pomyślałem ze jeszcze nie jest aż tak późno by nie zadzwonić i dostarczyć przywiezione rzeczy jeszcze tej nocy. Zadzwoniłem z komórki na podany telefon. Odebrała kobieta. Przedstawiłem się, powiedziałem ze mam przesyłkę od Eli z Chicago. Jola, bo tak miała na imię moja rozmówczyni, miał smutny głos, ale ucieszyła się i powiedziała ze mogę podjechać. Był to blok mieszkalny na Lakeshore, pomiędzy ulicami Hurontario i Cawtra. Podjechałem, zadzwoniłem z dołu. Zeszła młoda, niebrzydka kobieta z dwoma córkami, Basią i Kasią. Kasia lat 15, Basia 11. Wzięliśmy paczki z bagażnika i ruszyliśmy na górę. W mieszkaniu był też mężczyzna. Domyśliłem się, że to mąż Joli. Pokazał się na chwilę i znikł w pokoju. Nie zszedł z nami po resztę rzeczy. Pożegnałem się i pojechałem do domu. To był rok 2004, lato. Minęło kilka dni. Zadzwoniła Jola, by zaprosić mnie na obiad w podziękowaniu za przysługę. Pytała, co najbardziej lubię. Umówiliśmy się ze wpadnę. Dziewczyny naprawdę się postarały, wszystko było pyszne. Czas płynął. Z opowiadania Joli okazało się, że jej mąż miał w Chicago inną  kobietę. Był kierowcą ciężarówki, głównie na trasie Chicago – Toronto i wyglądało na to, iż sobie wykombinował, że będzie miał dwa domy. Jeden w Chicago, drugi w Mississauga. Jola, mimo że sama z córkami na obcej ziemi, bez języka nie poszła na taki układ. Powiedziała córkom, co się stało. Nagle ten wymarzony, od pięciu lat niewidziany ojciec stał się wrogiem. Nie pomogło w tym jego zachowanie, gdy wymagał od córek prania i prasowania jego rzeczy, gdy przyjeżdżał na kilka dni z Chicago. Jola już pracowała. Była pielęgniarką z Polski i znalazła zatrudnienie w polskim domu starców na Roncesvales w Toronto. Właściwie pracę tę znalazła jej nieżyjąca już Ela Wolska, wspaniała kobieta, która w zadziwiający sposób potrafiła odnaleźć potrzebujących rodaków by im pomóc. Dzwoniłem od czasu do czasu, pytając, co słychać. Którejś niedzieli zaproponowałem, że wezmę dziewczynki do kina. Jola szła do pracy, ucieszyła się, że córki będą miały urozmaicenie dnia, nie tylko siedzenie w nagrzanym letnim słońcem mieszkaniu. Podjechałem pod blok. Zadzwoniłem. Okazało się, że ich ojciec jest w domu. Zszedł z nimi na dół. Zostawiłem mu nr. swojej komórki, chociaż wcale o to nie pytał. Wydawało mi się to dziwne. Przecież nie znał mnie. Pojechaliśmy. Nie pamiętam, jaki to był film. Skończył się ok. 3 po południu. Dzień był piękny, słoneczny i ciepły. Pomyślałem, że pojedziemy jeszcze nad wodospady do Dundas. Szkoda mi było odwozić je do mieszkania, gdzie jedyną rozrywką była gra w Tysiąca. Nie ukrywam, że przyjemnie mi było spędzać z nimi czas. Mój syn już dawno dorosły i żonaty, a tu nagle jakbym miał dwie córki. Nie wiadomo, kiedy minęły 3 godziny. Dziwiło mnie, czemu nie dzwoni ich ojciec. Przecież wiedział, że poszliśmy tylko do kina, więc po dwóch godzinach powinny być w domu, a tu minęło pięć.

This slideshow requires JavaScript.

Któregoś późnego wieczoru zadzwoniła do mnie Jola. Głos jej drżał. Marek – mówi – czy mogę przywieść do ciebie Kasię? Czy może u ciebie zostać na noc? Oczywiście – mówię, – co się stało? Okazało się, że Kasia nie chce zostać z ojcem w domu, że była wielka awantura. Co może zrobić ojciec córce, że woli spędzić noc w obcym domu niż z nim? Jola szła na nocną zmianę, po drodze przywiozła Kasię. Wynajmowałem wtedy dom w centrum Mississauga od kolegi, którego stara 95-cio letnia ciotka mieszkała na górze. Pomyślałem sobie, że Kasia może pójść spać w jednej z wolnych sypialni na górze, ale nie miałem sumienia jej tam wysłać. Spędziliśmy prawie całą noc oglądając telewizję i gadając. Opowiedziała mi wiele o swoim krótkim życiu, o pasji sportowej, o marzeniu pozostania lekarzem. Rano jej ojciec wyjeżdżał w trasę do Chicago. Jola wracając ze zmiany, odebrała Kasię.

Innym razem będąc na polskiej plazie Wisła na rogu Dixi i Burnharpthorpe, spotkałem 11-letnią wtedy Basię. Okazało się, że przyjechała z ojcem, który znowu zawitał na dzień czy dwa, na zakupy. Prosiła czy nie może ze mną wrócić do domu…hm. Co może zrobić ojciec 11-sto letniemu dziecku by wolało pójść z obcym…

Minęło kilka tygodni, moja była dziewczyna Ella, zapytała czy nie mógłbym zaholować, wspólnej kiedyś przyczepy campingowej do Killbear, campingu niedaleko Perry Sound nad Georgian Bay, gdzie miała spędzić z córką kilka tygodni wakacji. Nie odmówiłem. Zadzwoniłem też do Joli, czy nie miałaby ochoty pojechać z dziewczynkami nad wodę i zobaczyć trochę więcej z tego pięknego kraju, niż tylko miejską aglomerację okolic Toronto. Miała akurat wolne w pracy. Pojechaliśmy. Trasa ok. 250 km minęła nie wiadomo kiedy. Pogoda była piękna, dziewczyny opalały się, grały w piłkę, pływały, śmiały się. Po raz pierwszy zobaczyły chipmunka, malutką wiewiórkę z filmów Disneya, która za orzeszkiem weszła Basi na dłoń. Piękny dzień minął szybko, do Mississauga wróciliśmy późno, ok. 22. Zawiozłem Jolę z córkami do ich mieszkania i wróciłem do domu. Jeszcze się nie położyłem, oglądałem telewizję, gdy ok. 23 zadzwonił telefon. Odebrałem. To była Basia. Przerażonym głosem mówiła: „mama się nie rusza. Nie może jej obudzić, nie wie, co się stało”. Basiu – mówię – za kilka minut tam przyjedzie pogotowie, nie bój się, otwórz im drzwi. Ja będę tam za 10 minut. Rozłączyłem się i zadzwoniłem na 911 (jeden nr dla pogotowia, policji i straży pożarnej). Powiedziałem operatorce to, co mówiła mi Basia, powiedziałem też, że dziewczyny prawie nie mówią po angielsku, ale że będę tam za 10 minut i będę tłumaczył. Wskoczyłem do jeepa i nie zwracając uwagi na ograniczenia szybkości, znaki stopu i światła, dotarłem na miejsce w siedem minut. Przed blokiem było już pogotowie, policja i straż pożarna. Zawsze przyjeżdżają razem na takie wezwania. W windzie spotkałem się z sanitariuszami z noszami. Razem pojechaliśmy na górę. Była już tam policja, inny sanitariusz klęczał przy materacu na podłodze gdzie leżała Jola…

Jola wracała powoli do przytomności. Paramedic naciskał, by zabrać ją do szpitala na obserwację. Był to swojego rodzaju odprężeniowy szok. Po dniu spędzonym na plaży bez stresu i zmartwień, nagły powrót do rzeczywistości był zbyt ciężki do wytrzymania i organizm tej silnej przecież kobiety wyłączył się tymczasowo kompletnie. Powiedziałem policjantom, że zostanę z dziećmi, że jestem przyjacielem rodziny. Ucieszyli się, bo wybawiłem ich z kłopotu, co zrobić z dziewczynkami do czasu powrotu ich mamy ze szpitala. Policjantka wzięła jednak moje prawo jazdy i sprawdziła dokładnie, kto ja jestem. Jolę wyniesiono na noszach, chociaż już przytomną, ja zostałem. Dziewczyny zrobiły mi herbatę, graliśmy w tysiąca, opowiadałem im o Kanadzie, one o sobie. Czas płynął. Ok. pierwszej w nocy zadzwoniła Jola, by po nią przyjechać. Wyglądało na to, że wszystko jest w porządku.

Dziwne i skomplikowane bywają ludzkie losy, zwłaszcza na emigracji. Ta historia ma swój dalszy ciąg i toczy się przez połowę Kanady, aż do Calgary.      

Poleć:

O Autorze:

Marek Mańkowski

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.