Mississauga to moje życie

2

O Bonnie Crombie, super dynamicznej burmistrz Mississaugi, pisaliśmy bardzo wiele, biorąc czynny udział w jej kampanii wyborczej w 2014 roku. Dzisiaj za nią kolejny, trzeci rok jej rządów. To ostatni pełny rok jej pierwszej kadencji i znakomita okazja do podsumowania tego, co zostało już zrobione, a jednocześnie do pokazania jej także nieco bardziej prywatnie.

Odwiedzam mer Crombie w jej biurze w ratuszu – wygląda ono inaczej niż za czasów jej poprzedniczki Hazel McCallion, która wspierała jej kandydaturę i nadal zawsze służy radą.

This slideshow requires JavaScript.

Bonnie Crombie tryska energią, wszyscy pracownicy jej biura, jak wyraźnie widać, darzą ją wyraźnym szacunkiem, ale także ciepłą sympatią. To mer, która jest blisko ludzi, troszczy się o ich sprawy, ale także z niezwykłym profesjonalizmem kieruje skomplikowaną maszynerią wielkiej metropolii.

This slideshow requires JavaScript.

Małgorzata P. Bonikowska: Poza tymi eleganckimi kostiumami, w których widujemy panią na co dzień w pracy, często widzimy panią w sari i w innych pięknych strojach z innych kultur. Czy są one pani własnością?
Bonnie Crombie: Wiele z nich wypożyczam na te okazje, bo to bardzo kosztowne stroje…

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: Jest pani wszędzie pełno…
B.C.: Chodzę na mnóstwo etnicznych imprez. Mam zajęty każdy weekend. W każdą sobotę może ich być aż 12, a w niedzielę do sześciu. Jedyny czas, kiedy staram się nie chodzić nigdzie to niedziela wieczorem, bo muszę przeczytać sporo dokumentów aby przygotować się do kolejnego tygodnia. I jest jeszcze rodzina, z którą też chcę spędzić choć trochę czasu, zjeść chociaż raz w tygodniu kolację.

M.P.B.: Jak się to pani udaje pogodzić?
B.C.: Dzieci mam już dorosłe. Alex (28 lat) mieszka z nami, ale oszczędza żeby kupić sobie coś własnego. Pracuje na Queen’s Park jako analityk polityczny. Jonathan (24 lata) studiuje prawo, a Natasha (21 lat) studiuje biznes. Wszyscy zjeżdżają się latem, kiedy mam odrobinę mniej zajęć. Brian (mąż mer Crombie – przyp. red.) ma pracę w rozjazdach – jeździ do Ottawy, Nowego Jorku…

M.P.B.: Jest jeszcze dom na Long Island – ale na zdjęciach na Facebooku widuję tam najczęściej pani męża.
B.C.: Wynajmujemy go przez Airb&b, bo jest położony na terenach atrakcyjnych turystycznie. Kiedyś jeździliśmy tam na Boże Narodzenie, Wielkanoc i latem, ale parę razy musiałam wracać wcześniej. Teraz trudniej się wyrwać.

M.P.B.: Czy miewa pani normalny urlop?
B.C.: Ostatnio udało się to, ale muszę zawsze planować, bo jak nie zaplanuję, to nie mam czasu wolnego. Nawet dnia. Mam wolne Święto Dziękczynienia i pierwszy dzień Świąt.

M.P.B.: Pracuje pani siedem dni w tygodniu…
B.C.: Tak.

M.P.B.: Czy to normalne na pani stanowisku czy tylko pani jest taka szalona?
B.C.: Dobre pytanie… Jim Watson (mer Ottawy – przyp. red.) jest też taki szalony i John Tory…

M.P.B.: A pani poprzedniczka Hazel McCallion też tak ciężko pracowała?
B.C.: Tak.

M.P.B.: Starczy pani energii, żeby tak żyć przez kolejne lata?
B.C.: Jasne, że starczy! Uwielbiam tę pracę. Dodaje mi ona energii. Kocham spotykać się z ludźmi, więc nawet jak czasem narzekam, że mam 10 czy 11 imprez, to jak już tam jestem, czuję się wspaniale. Zwykle ludzie zapraszają mnie bo celebrują coś co dla nic jest ważne, co od dawna planują. Dla nich moja obecność tam jest istotna i dlatego dla mnie to też jest ważne, aby ich nie zawieść.

M.P.B.: Czyli moje pytanie co pani robi w wolnym czasie nie za bardzo ma sens…
B.C.: Nie mam właściwie czasu wolnego. Ale mogę powiedzieć co lubię. Narty – jeździliśmy na nartach rodzinnie – było super. Wspinaczka – udaje mi się raz, czasem dwa razy w roku. Znakomite dla higieny psychicznej. Biegam. Jestem bardzo aktywna fizycznie. Lubię golfa, tenisa, aktywne sporty.

M.P.B.: Dzieci odziedziczyły tę aktywnośćpo pani.
B.C.: Natasza jest turniejową tancerką i choreografem. Jest świetna, szczególnie w stylu nazywanym “lyrical dancing” czyli połączeniu baletu i jazzu. Zajmuje się tym niezawodowo. Była choreografem ogromnej charytatywnej imprezy na Western University, na której zbierano fundusze na organizację wspierania dzieci z upośledzeniami umysłowymi. Byłam bardzo z niej dumna. Wszystkie moje dzieci uczyły się też publicznego występowania i mówienia, bo to jest bardzo ważne w życiu.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: Znamy pani osiągnięcia, ale ja chcę zapytać co jest w tej pracy trudne, nie zawsze miłe, co powoduje bezsenne noce.
B.C.: Tak było kiedy pracowaliśmy nad budżetem, bo musieliśmy poprosić naszych pracowników, aby znaleźli oszczędności. Zrobili to i znalazły się 3 miliony dolarów! Dzięki temu udało się na szczęście podnieść podatki tylko o 2,74 proc., czyli nie przekraczając stopy inflacji, dokładnie jak obiecaliśmy. Budżet został przyjęty. Budujemy nowe oblicze Mississaugi. Otrzymałam przywilej tworzenia kolejnego rozdziału historii tego wspaniałego miasta. Mam cudowny zespół, najlepszych planistów, najlepszych ekspertów od rozwoju ekonomicznego. Rozwój ekonomiczny i budowa miasta są moimi priorytetami, a w tej drugiej dziedzinie najważniejsze są infrastruktura i komunikacja publiczna, aby ludzie zamieszkujący nowe dzielnice mieli do niej dostęp. Hurontario LR (light rail), na budowę której w 100 proc. dostaliśmy fundusze z prowincji, zacznie się budować w przyszłym roku. – 22 przystanki, 20 kilometrów na osi północ-południe. Bardzo jesteśmy z tego dumni. Spowoduje to rozbudowę terenów wzdłuż Hurontario i w centrum miasta, bo pociągi będą także docierać do ratusza i Sheridan College. Nasz hub komunikacyjny w północnej części Square One jest drugim największym po względem ruchu w GTA, zaraz po Union Station! Zajmujemy się też południową częścią miasta. Mamy 400 akrów nad jeziorem do zabudowy i rozbudowy – tereny na cele kulturalne, edukacyjne i mieszkaniowe, tzw. mixed use. Trwają prace nad przygotowaniem projektu, a będzie to niezwykła dzielnica. Nie znam przypadku, żeby na świecie tak ogromny obszar nad samym jeziorem był rozbudowywany w tak obiecujący sposób. Podobny charakter będzie miało zagospodarowanie terenów bardziej na zachód, 72 akry, gdzie ludzie będą mieszkać, pracować i odpoczywać. Martwią mnie ceny nieruchomości, przez co ludzie nie są w stanie kupić sobie domu czy mieszkania. Nasza Rada Miejska zebrała się i wspólnie ustaliła plan w trosce o klasę średnią. Jeśli chodzi o mieszkania dotowane, tym zajmuje się region Peel, ale tu chodzi o ludzi z klasy średniej – pielęgniarki, bibliotekarzy, ludzi zatrudnionych w usługach. Nasz plan zawiera 40 różnych rekomendacji, np. przy budowie nowych apartamentowców deweloperzy muszą zwiększyć liczbę lokali do wynajmu, a określony procent ma być powiązany z poziomem dochodu wynajmującego. Zachęcamy ich do tego finansowo, aby nie tylko byli do tego zmuszeni przepisami, ale także zainteresowani finansowo. Bardzo ważny dla mnie jest rozwój ekonomiczny Mississaugi. Odbyłam sześć misji handlowych i wszystkie zakończyły się ważnymi dla nas kontraktami. Będąc w Ameryce Południowej nakłoniłam giganta farmaceutycznego Biolab do zainwestowania tu 56 mln dol. Byli już prawie zdecydowani na New Jersey, ale przekonałam ich, że jesteśmy lepsi i tańsi: oferujemy konkurencyjne płace, koszty życia, podatki biznesowe. Druga moja ważna misja była do Japonii, gdzie koncentrowaliśmy się na utrzymaniu japońskich firm i rozwoju ich działalności tutaj. Mississauga ma wyjątkowo silne związki biznesowe z Japonią. Na 300 firm japońskich w Kanadzie, 200 jest w Ontario, z czego 100 u nas. Pierwsze osiedliły się tutaj zanim Mississauga stała się odrębną Mississaugą, np. Mitsubishi, Samsung, Toshiba. Ta misja była po to, aby poznali mnie, bo przez dziesięciolecia mieli znakomite relacje z burmistrz McCallion i ważne było, aby upewnić ich, że chcemy kontynuować te relacje i oferujemy ich rozwój. Były też Indie – ogromny potencjał i plany, chociaż nie są jeszcze gotowi. Ale musimy trzymać rękę na pulsie. I jeszcze nieodwiedzone przez nas Chiny…

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: A Polska?
B.C.: Polska to głównie handel, dobrze funkcjonujący, czym zajmuje się Board of Trade. Ale jako burmistrz ja jestem bardziej zainteresowana firmami, które chcą tu zainwestować. Myślę, że to też umocnimy i rozwiniemy. Bardzo zależy nam na obcych inwestycjach w naszym mieście. Jestem zaangażowana w nową inicjatywę o nazwie Toronto Global, finansowaną przez wszystkie gminy, rządy prowincji i Ottawę. Jej misją jest przyciąganie zagranicznych inwestycji. Byliśmy w Nowym Jorku aby zainaugurować amerykański oddział Toronto Global i spotkać się z konsulami i komisarzami ds. handlu. Miałam też jedno ważne spotkanie z pewną ogromną amerykańską firmą i wygląda na to, że pojawi się tutaj z dużą>liczbą miejsc pracy. Jeszcze nie mogę ujawnić nazwy, ale bardzo mnie to cieszy.

M.P.B.: Jak to jest być merem w porównaniu z innymi pani poprzednimi stanowiskami, np. posłanki federalnej?
B.C.: Jestem jak CEO, więc narzucam ton, pilnuję, ale muszę także umieć przekonywać do swoich idei moich radnych, bo mam tylko jeden głos w Radzie.

M.P.B.: Czy ma pani ostrą opozycję w Radzie?
B.C.: Nie, pracujemy w dużej harmonii, współpracując ze sobą. Ale przy każdym głosowaniu każdy radny musi rozważyć jak dana sprawa ma się do interesów jego okręgu i całego miasta. Nie ma u nas frakcji, jak w Toronto, lewicowych i prawicowych. Nie zawsze przechodzi to, czego ja chcę. Na przykład byłam przeciwna biletom dla seniorów w cenie 1 dolara. Seniorzy tego chcieli, radni też, ale ja uważałam, że jest to dla miasta za kosztowne – 800 tys. dolarów.

M.P.B.: Mówiła Pani w swoim “State of the City”, że czasami są decyzje, które trzeba podjąć, mimo że nie są popularne. Czy może mi pani dać jakiś przykład?
B.C.: Na przykład budowa LRT, która spowoduje zatłoczenie na ulicach przez pięć lat, zabierając dwa pasma ruchu, ale chodzi o to, aby ludzie zamiast samochodami jeździli komunikacją publiczną. Rada jest jednomyślna w poparciu dla tej idei. Innym pomysłem, bez precedensu w Kanadzie, była idea rejestrowania głosów oddanych przez radnych w każdym głosowaniu, aby wyborcy wiedzieli jak ich przedstawiciele głosowali i czy byli obecni, bo my tu nie sprawdzamy obecności. Nie wszystkim się to podobało, ale zostało potem przyjęte przez region Peel. Kolejny przykład to budowa meczetu. Były opory mieszkańców, że stworzy to tłok, problemy z parkowaniem. Ale grupa występująca z wnioskiem była bardzo odpowiedzialna, zbierają fundusze na szpitale, sprzątają parki, organizują akcje charytatywne dla całej społeczności – znakomicie się z nimi pracowało. W sumie wniosek poparli wszyscy poza jednym radnym. Było też głosowanie dotyczące firmy Uber. Były duże opory, ale przekonaliśmy, że Uber nie zagraża taksówkarzom, bo inne grupy korzystają z Uber, a inne z taksówek. Młodzi dzwonią po Uber, a starsi ludzie i firmy mają konta w firmach taksówkarskich. Nie tylko zresztą chodzi o Uber – jest teraz Lyft, czyli różne “transportation networking companies”. Zwykle trudne głosowania dotyczą planowania – co gdzie budować. Każdy mieszkaniec chciałby aby park czy teren zielony na zawsze został parkiem, ale te tereny muszą być zabudowywane z korzyścią dla wielu ludzi.

M.P.B.: Jak Mississauga z Bonnie Crombie u steru różni się od tej, którą zarządzała Hazel McCallion?
B.C.: Uznaliśmy, że w centrum nie ma co się przeciwstawiać większej gęstości zabudowy i zabudowie w górę – znieśliśmy ograniczenia dopuszczalnej wysokości budynków. W ciągu najbliższych 5-10 lat mamy w planie budowę 22 wysokościowców. Stawiamy też bardzo mocno na rozwój technologiczny. Na przykład, Hazel była przeciwniczką Uber, a my nie. Ale podobnie jak ja uważała, że trzeba aktywnie osobiście zabiegać o firmy, aby inwestowały tu, a nie gdzie indziej, bo jesteśmy w konkurencji z innymi. Mamy też nieco inny styl… Hazel jest uwielbiana, szanowana, była i jest ikoną, bardzo mocną osobowością. Ja wszystko robię w grupie, prosząc o zdanie i feedback wszystkich. Nawet jak się z kimś nie zgadzam, np. z Carolyn Parrish, z którą różniłyśmy się w wielu kwestiach, także w sprawie biletów dla seniorów, kończy się to na przyjaznej stopie. Piszemy do siebie smsy, jesteśmy w stałej komunikacji i rozumiemy swoje różne punkty widzenia. Nie warto prowadzić wojen o dawne sprawy – wszyscy są potrzebni, aby razem iść do przodu.

M.P.B.: Czy mieszkańcy Mississaugi są słuchani, czy ich opinie są brane pod uwagę?
B.C.: O, jak najbardziej! Przykładem są konsultacje na temat budżetu. Zaczęliśmy w czerwcu, uruchomiliśmy stronę internetową i adres e-mailowy, na który ludzie mogli nadsyłać wszelkie idee. Czymś bardzo ciekawym i popularnym, co wprowadziliśmy, był “budget allocator tool” – gdzie każdy mógł poeksperymentować z różnymi elementami budżetu, na przykład, co oznaczałoby w praktyce obniżenie kosztów tu czy tam o ileś procent, obcięcie budżetu np. straży pożarnej (ile mniej wozów czy strażaków byłoby na ulicach). Wszyscy zainteresowani mogli przyjść na obrady Rady Miejskiej i zadawać pytania. Były też tzw. teletownhalls, spotkania ze mną, z radnymi, z ekspertami w różnych dziedzinach, gdzie każdy mógł zapytać o co chciał, spotkania w okręgach, osobiście albo online czy telefonicznie. Bardzo nam zależy na tym, aby mieszkańcy mieli głos i zawsze ich opinie bierzemy pod uwagę.

M.P.B.: Jak się układa pani współpraca z wyższymi szczeblami rządu – z prowincją i Ottawą?
B.C.: Znakomicie. Świetnie się dogaduję z premier Wynne, która podobnie jak ja bardzo liczy się z opiniami zespołu i słucha innych. To ona jako pierwsza zaczęła organizować cokwartalne spotkania wszystkich burmistrzów miast ontaryjskich, co jest znakomitą inicjatywą. Ja widuję się z nią sam na sam i wiem, że mogę liczyć na jej wsparcie. Bardzo liczy się z naszym zdaniem. Ottawa jest także bardzo otwarta na problemy i potrzeby miast. Mam za sobą lata jako posłanka federalna, więc znam bardzo wiele osób i wiem jak do nich dotrzeć w razie potrzeby – mam do nich prywatne telefony. To bardzo pomaga. Doskonale dogaduję się też z merem Johnem Tory’m, co jest także bardzo ważne. Ponadto raz na kwartał w Toronto albo w Ottawie spotykamy się w gronie 22 burmistrzów wielkich miast kanadyjskich. Mamy gości, którzy mają ciekawe prezentacje, dyskutujemy nad wspólnymi kwestiami. Ostatnio dwa razy zostałam zaproszona – po raz pierwszy, bo przedtem nie zapraszano przedstawicieli miast – na spotkanie ministrów infrastruktury prowincji, terytoriów i rządu federalnego. Zaprosili sześć miast i ja byłam jedyna z Ontario, jako reprezentant wszystkich ontaryjskich miast.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: Jaki jest pani marzenie na 2018 rok?
B.C.: Żeby zostać wybraną na kolejną kadencję (śmiech), ale przede wszystkim dlatego, żeby zrealizować rozpoczęte projekty. Planujemy długoterminowo więc przyszły rok będzie głównie kontynuacją podjętych już działań – budowy dróg, mostów, sieci kanalizacyjnej, naprawy dróg, rozbudowy komunikacji.

M.P.B.: Czy czuje się pani Polką?
B.C.: Jestem bardzo dumna ze swoich korzeni. Nie mówię tak bardzo dobrze po polsku jak bym chciała, ale staram się. Przede wszystkim jestem z Polonią gdzie tylko mnie potrzebują czy chcą. Jestem chyba jedyną Polką z pochodzenia na szczycie wielkiego miasta na tym kontynencie. W moim domu przestrzega się polskich tradycji. Mamy polską postną Wigilię, polskie dania razem z indykiem na pierwszy dzień świąt.

M.P.B.: A kiedy otwieracie prezenty?
B.C.: No tak, to jest ostateczny test polskości (śmiech) – prezenty otwieramy w Wigilię, ale ponieważ Brian pochodzi z tradycji gdzie prezenty znajdowało się w skarpetkach rano 25 grudnia, to mamy podwójną gwiazdkę!

M.P.B.: To życzymy wesołych Świąt dla całej rodziny Crombie!
B.C.: I dla Polonii – WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

•••

W przyszłym roku jesienią wybory. Mieszkańcy Mississaugi zdecydują, czy popierają nowoczesny, nastawiony na technologię i rozbudowę kierunek rozwoju miasta, które z małego miasteczka rozwinęło się do metropolii zamieszkiwanej przez prawie 800.000 mieszkańców, szóstego najszybciej rozwijającego się miastem w Kanadzie. To miasto imigrantów, miasto ludzi wykształconych (65 proc. ma wyższe wykształcenie!), nie sypialnia Toronto, lecz miasto, gdzie więcej ludzi przyjeżdża do pracy, niż opuszcza to miasto codziennie by pracować gdzie indziej. Taki kierunek oferuje Bonnie Crombie, niezwykle dynamiczna liderka, świetnie dogadująca się z wszystkimi i potrafiąca przyciągać do swojego miasta cały świat.

Mikołaj też przyjaźni się z mer Crombie

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

2 Comments

  1. W 100% zgadzam sie z Pania Anna. Ta Pani nie ma nic wspolnego z Polonia – no jedynie chyba to zeby tylko blyszczec gdzie tylko to mozliwe.

  2. Anna Bolinska on

    Jak pani Crombie slucha mieszkancow Mississaugi bylo dokladnie widac na zebraniu w sprawie meczetu na Winston Churchill gdzie nawet sami starajacy sie o pozwolenie na jego budowe, przyznali, ze nie bedzie miejsc do parkowania. Mieszkancy tej okolicy przedstawiali bardzo konkretne argumenty na temat tego jak ta budowa wplynie na ruch drogowy na Winston Churchill i waskich uliczkach osiedla, jak ten ruch bedzie zagrozal bezpieczenstwu dzieci z pobliskich szkol, itp.itd. Pani Crombie byla niewzruszona. Bedzie machac taka czy inna flaga i przyznawac sie do takiego czy innego pochodzenia dla jednego jedynego celu, pozyskania glosow. Ulubiencami beda ci, ktorych wiecej. Ta pani nie powinna miec prawa wstepu do polskich kosciolow, na polskie imprezy, na ktore z pewnoscia bedzie wybierala sie tym chetniej im blizej do wyborow.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.