Kanadyjsko-kubańsko-polska historia jak z filmu. Akt 3 (1)

4

Część 1 – Akt 1

Część 2 – Akt 2

Kiedy otworzyły się drzwi domu państwa Rozbickich w Toronto zobaczyłam brązową uśmiechniętą buzię i burzę kruczoczarnych kręconych włosów. Ta sama Karolina, którą widziałam na Skypie w styczniu 2017 roku, tyle że dwa razy ciemniejsza. Trudno się dziwić – Karolina, jako córka Kubańczyka, z kubańskimi genami, opala sie w ciągu paru godzin i, jak sama mówi, jest nieodróżnialna od innych mieszkańców słonecznej wyspy. Na pewno ma aparycję bardziej kubańską niż polską.

Karolina – pół Polka, pół Kubanka

Witamy się jak stare znajome – sporo rozmawiałyśmy kiedy pisałam o jej niezwykłej historii w “Angorze” i opowiadałam w POLcaście. Teraz miałyśmy podsumować najważniejszy, trzeci akt tej nieprawdopodobnej historii, czyli wizytę na Kubie, dokąd zabrali Karolinę z Toronto państwo Rozbiccy, aby poznała ojca, wujów, babcię i innych członków rodziny, czyli aby doświadczyła już namacalnie części swego życia, którą odnalazł dla niej Andrzej Rozbicki.

Pierwsza część sagi, którą poznali Czytelnicy, to historia spotkania na Kubie, gdzie jako turysta przebywał Andrzej Rozbicki z żoną i gdzie usłyszał od barmana w ośrodku, że jego brat przed ponad 30 laty poznał w Czechosłowacji kobietę-miłość swego życia – Polkę, z którą miał córkę. Od wielu wielu lat nie miał z nią kontaktu, ale marzył całe życie, aby odnaleźć ukochaną kobietę i córkę. Andrzej Rozbicki wrócił do Toronto, podjął żmudne poszukiwania i mimo iż miał bardzo niewiele informacji, odnalazł Karolinę. Niestety, jej mama zmarła przed laty. Karolina wiedziała, że jej ojcem był Kubańczyk, ale nigdy nie spodziewała się, że dowie się więcej o ojcu. Kiedy zadzwonił Polak z Kanady i powiedział jej, że poznał jej ojca, nie była w stanie uwierzyć.

Karolina i Abelino, jej tata, nawiązali kontakt, co zmieniło ich życie całkowicie.

Akt drugi tej pięknej historii miał miejsce jesienią 2017 roku, kiedy Andrzej Rozbicki zaproszony został na koncert w Jeleniej Górze. Na koncert przyjechała Karolina i poznała osobiście człowieka, który zmienił jej życie na zawsze.

This slideshow requires JavaScript.

Na tym jednak nie poprzestał Andrzej Rozbicki, dla którego sprawa Karoliny i jej taty Abelino stała się bardzo ważną częścią jego życia. Wraz z żoną postanowili zaprosić Karolinę do Toronto i stąd zabrać ją na dwa tygodnie na Kubę, do tego samego ośrodka, gdzie poznali niecały rok wcześniej jej ojca i stryja. Karolina przyleciała do Kanady – to była jej pierwsza podróż samolotem. Kanada zrobiła na niej wielkie wrażenie, wszystko było jak bajka. A przed nią jeszcze była ta największa przygoda – poznanie ojca, na co nigdy wcześniej nie miała nadziei.

A więc siedzimy na wygodnej sofie w salonie Andrzeja Rozbickiego, a ja z zapartym tchem słucham opowieści pięknej dziewczyny, która jest już bogatsza o wielu krewnych i o wspaniałe doświadczenia.

Małgorzata P. Bonikowska: Jak czułaś się kiedy zaczęła się twoja podróż?
Karolina Żydorczyk: Już lecąc samolotem do Toronto, czułam, że zbliżam się do ojca i łzy same mi leciały kiedy myślałam, że mam ojca i rodzinę i że poznam ich wszystkich już niedługo. Tego się nie da opisać – podróż tam, na Kubę to była jak podróż na Księżyc dla mnie, jak krok pierwszego człowieka. Serce mi waliło jak oszalałe. Z Santiago de Cuba jechaliśmy 60 km. do miejscowości, gdzie był hotel. Tam czekaliśmy na ojca. On i cała rodzina do końca nie wierzyli, że ja przyjadę. Im wydawało się to nie do wyobrażenia, że taka daleka i kosztowna podróż może dojść do skutku. Dla nich to kwoty nie do uwierzenia. 30 lat szukali mnie i mamy I nagle ten Polak, który pod koniec ubiegłego roku przyleciał z Toronto, powiedział: “Ja to załatwię”. I załatwił – znalazł mnie, a teraz przywiózł mnie do rodziny na Kubę!

M.P.B.: Gdzie spotkaliście się więc z tatą po raz pierwszy?
K.Ż.: W hotelu. Czekaliśmy prawie 2 godziny, bo zanim się pozbierali, minęło trochę czasu. Przyszedł mój ojciec i jego dwóch braci – moi stryjowie Orlando i Sergio. Już się lekko ściemniało Wszyscy stanęliśmy na przeciwko siebie i zapadła cisza. A mój ojciec, najniższy z nich, zapytał: “A Karusia gdzie?”, a ja na to: “To ja!!!”. I rzuciliśmy się sobie w objęcia.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: Co czułaś? Czy jesteś w stanie opisać ten moment?
K.Ż.: Wzruszenie i niesamowite szczęście. Przez tyle lat miałam przekonanie, że nie ma tej osoby, bo ja myślałam, że on tam rodzinę założył, że nie pamięta o mnie, a tu nagle możemy się dotknąć i wiem, że on jest szczęśliwy, bo mnie szukał, a nie zapomniał o mnie nigdy. To było nie do opisania gorące uczucie, że się jest potrzebnym i że mamy już siebie na zawsze.

M.P.B.: Teraz na pewno inaczej patrzysz na życie…
K.Ż.: O 180 stopni!!!

M.P.B.: Co się zmieniło?
K.Ż.: Przede wszystkim powiększyła mi się rodzina, i to o bardzo dużo ludzi! Do mojej rodziny na pewno zaliczam też państwa Rozbickich, którym mogłabym oddać kawałek nieba, bo to wszystko dzięki nim się wydarzyło. To oni mi dali część świata, część siebie i zmienili mi życie. Zmienił mi się też punkt widzenia na przyszłość – z mojej szarej rzeczywistości zrobił się kolorowy film. Teraz będę zbierać pieniądze żeby polecieć znowu na Kubę, pobyć z moją rodziną tydzień, dwa. A oni będą na mnie czekać. Dla nich jest to tak samo ważne jak dla mnie. Jak przyjechałam, to wszyscy oni tam świętowali mój przyjazd. Wiem, że teraz natychmiast zabieram się za mój angielski i hiszpański, żebym mogła długo i spokojnie rozmawiać z ojcem. Tyle mamy sobie do powiedzenia! Byłam w raju, bo kraj jest niesamowity, dziewiczy i piękny, a ludzie szczerzy, ciepli i uśmiechnięci, mimo że biedni. Aż się chce tam wracać. Spowodowało to, że mam cały czas na twarzy uśmiech.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: Czego się dowiedziałaś o tym jak potoczyły się tam losy ojca?
K.Ż.: Ojcu skończył się kontrakt w Czechosłowacji, gdzie poznał mamę i gdzie przyszłam na świat. Musiał wrócić na Kubę ale zapewniano go, że pojedzie znowu na kolejny kontrakt po miesiącu. Oszukano go. Starał się za wszelką cenę wyjechać, motywując to tym, że ma tam ukochaną kobietę i córkę, że chce założyć rodzinę. Próbował przez Czerwony Krzyż nas znaleźć, prosił, podawał nasze dane. Nic to nie dało.

M.P.B.: A kiedy urwał się kontakt między nim a twoją mamą?
K.Ż.: Jak miałam 3-4 lata. On pisał do mamy – mam listy. Pisał, że stara się albo przyjechać albo ściągnąć nas tam. W pewnym momencie moja mama straciła całą nadzieję i napisała mu, że to nie ma sensu, żeby on założył rodzinę i zaczął żyć swoim kubańskim życiem. Szczegółów jak dokładnie doszło do tego, że mama przestała się kontaktować, nie znam. Przeszkodziła bariera językowa. Ojciec pamięta trochę język czeski, ale ja nie znam tego języka. Tylko Orlando, brat ojca, mówi trochę po angielsku, ale wielu detali nie potrafił dokładnie przetłumaczyć. Na to przyjdzie czas.

Dowiedziałam się jak ogromną mam rodzinę. Połowa wioski to Corralesowie, czyli moja rodzina. Bardzo wzruszające było spotkanie z babcią, która spłakała się kiedy mnie poznała. Babcia w dzień przed przyjazdem ciągle nie wierzyła, że ja przyjadę taki kawał świata. Babcia mnie ściskała, całowała. Mówiła, że jestem bardzo podobna do jej mamy, czyli babci ojca – Carmeliny. To wiele osób potwierdziło. Zupełnie bez uprzedzenia, jedna z barmanek, pracujących w hotelu, pochodząca z tej samej wioski, powiedziała mi, że jestem bardzo podobna do Carmeliny. Jedyna różnica to oczy – ona miała niebieskie, a ja mam zielone.

•••

A Karolina ma niezwykłe oczy – nikt nie ma takich ani w jej polskiej rodzinie, ani w kubańskiej. Jedyna osoba, do której jest podobna, to prababcia, Kubanka Carmelina… Tam na Kubie, szczególnie po kilku dniach na słońcu, wszyscy mówili “ona jest nasza, kubańska”. I tak ją traktowali. Tam znalazła źródło tego wszystkiego, co odróżniało ją w Polsce – ognisty temperament, wygląd, miłość do słońca, tańca. Tam odnalazła i rodzinę i siebie.

Za tydzień dalsza część kubańskiej podróży do nieznanych korzeni Karoliny Corrales – Żydorczyk, owocu wielkiej miłości Polki i Kubańczyka, którzy na zawsze pozostali sobie wierni i którzy spędzili życie osobno tylko dlatego, że pochodzili z krajów, nie respektujących wolności i prawa ludzi do szczęścia.

Małgorzata P. Bonikowska
Zdjęcia z archiwów Karoliny Żydorczyk i Andrzeja Rozbickiego

To tu na Kubie mieszka rodzina Corrales i tu Karolina i Abelino spotkali się po 30 latach

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

4 Comments

  1. Cieszę się że Karolcia poznała swojego ojca. Mam łzy w oczach jak czytam artykuł . Cieszę się twoim szczęściem siostra.

  2. Elizabeth Streker on

    Co za historia.Poprostu piekna.Plakac sie chce.Oby bylo na swiecie wiecej takich ludzi jak panstwo Rozbiccy.Szacunek dla Was.

  3. tak jak Pani Ewa napisala tak samo mialam lzy w oczach czytajac ta historie bol na sercu ze czlowiek musi czasami zostawic milosc i dziecko bo nie udostepnia moliwosci sponsorstwam czy laczenia rodzin
    chciala bym powiedziec ze taki e podejscie do sytuacji jak Pan Andrzej Rozbicki zrobil- to tylko szacunek i to wielki

  4. Piekna historia! Mialam lzy w oczach podczas czytania. Wlasciwie jest to gotowy material na film hollywodzki.
    Serdecznie pozdrawiam p.Karoline ,p.Andrzeja Rozbickiego oraz p.redaktor Malgorzate Bonikowska za przepiekny opis tej niewiarygodnej historii !

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.