Moc dobra, czyli o Ani z Zielonego Wzgórza

5

Tytuł pozornie wygląda jak przysłowiowy “co ma piernik do wiatraka”, chociaż zawsze kwestionowałam to powiedzenie, gdyż w końcu wiatrak miele zboże na mąkę, a piernik między innymi jest z niej zrobiony. Podobnie jest z tytułem tego felietonu.

Kilka miesięcy temu spotkałam się w Ottawie z moją przyjaciółką, spędziłyśmy wspaniały dzień przechadzając się po stolicy i pod wieczór zaszłyśmy do uroczej restauracyjki. Jak to w Kanadzie, dookoła rozsiedli się przedstawiciele różnych nacji, a my dwie Polki, wprawdzie daleko od ojczyzny, ale zeszłyśmy na tematy polskie i co gorsza, masochistycznie zaczęłyśmy poruszać sprawy dawno minione, czyli różne problemy związane z II wojną światową. Jak to przystało na naszą nację, skupiłyśmy się wyłącznie na temacie naszej ojczyzny. Czego tam w naszej rozmowie nie było! Nie zabrakło Wołynia, Katynia, Powstania Warszawskiego, Oświęcimia, Jedwabnego, etc….

Jak nas mordowali – ten temat był bezpieczny (zresztą jest prawie zawsze), z kolei jak my innych mordowaliśmy – wtedy zaczyna się polemika. Tym razem nie na noże, gdyż na szczęście obie nie jesteśmy przekonane, że Polacy to naród aniołów. Rozmawiamy tak i rozmawiamy, dookoła ludzie się śmieją, żartują, dzieci biegają – widać, że w pełni Moc dobra, czyli o Ani z Zielonego Wzgórza korzystają z uroków życia. A tylko my, dwie Polki katujemy się narodowo-patriotyczno-martyrologiczną strawą. I nagle moja przyjaciółka mówi:

– Mam dosyć tych tematów Tylko rodzą nienawiść i frustrację. Ludzie powinni w ogóle przestać o tym mówić, czytać i pisać.
– To co, powinniśmy wyłącznie czytać o Ani z Zielonego Wzgórza? – zakpiłam.
– A żebyś wiedziała, że gdyby wszyscy karmili się pozytywnymi lekturami i wiadomościami, to świat byłby o wiele lepszy. Mniej w nim by było zacietrzewienia, konfliktów, nienawiści, a więcej pozytywnej energii, radości i uśmiechu.

Chciałam zaprzeczyć. Mamy czytać wyłącznie o pozytywach? I to jeszcze takich na pograniczu bajki? A jednak po krótkim zastanowieniu się przyznałam przyjaciółce rację. Dlaczego katować się II wojną światową czy innymi nieszczęściami świata? Dlaczego przejmować się wiecznie tym, co złego dzieje się w Polsce? Trzeba wyławiać te dobre informacje. Niestety bardzo rzadko można je znaleźć. Od samego rana jesteśmy bombardowani wszystkimi okropnościami i wyłuskać te okruchy dobra jest niezmiernie trudno. Dlatego tak ważne jest, aby tworzyć grupy, które składają się z ludzi poszukujących dobra. Trzeba się zjednoczyć w imię hasła “Moc Dobra – Power of Good” i dzielić się nim, karmić nim nasze dusze i gdy dotrą do nas te złe wiadomości, nie będą miały tak rażącej siły niszczenia, która może spowodować zupełne zwątpienie, co do dobrej natury rodzaju ludzkiego.

Dzięki naładowaniu pozytywną siłą naszych akumulatorów spojrzymy z mniejszym zacietrzewieniem na niewyjaśnione do końca dawne konflikty i z większym spokojem na te obecne. Może z czasem zaczniemy rozważniej rozmawiać z ludźmi o innych poglądach, może uda nam się zamiast o tym, co nas dzieli, porozmawiać o tym, co nas łączy? Może znajdziemy tematy bliskie “Ani z Zielonego wzgórza”, ciepłe, rodzinne, dobre? Zbliżają się jedne z najpiękniejszych chrześcijańskich świąt, przepełnionych pozytywnymi uczuciami do rodziny, bliskich, a także do nieznajomych. To dla tych ostatnich stawiamy dodatkowe nakrycie na stole. Gdy naładujemy się karmioną “dobrem” pozytywną energią, pozostanie ona w nas, mam nadzieję, że na zawsze.

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

Beata Gołembiowska – pisarka, autorka powieści Żółta sukienka, Malowanki na szkle, Lista Olafa, Droga do Wilenii oraz książek–albumów – W jednej walizce i Teatr bez granic. Kocha przyrodę, ceni ciszę, a w ludziach – tolerancję.

5 Comments

  1. A ja, Droga Beatko, nie zgadzam się z tym, co powiedziała Twoja Przyjaciółka i pod czym Ty się też w końcu podpisałaś.

    – Mam dosyć tych tematów Tylko rodzą nienawiść i frustrację. Ludzie powinni w ogóle przestać o tym mówić, czytać i pisać – to słowa Twojej Przyjaciółki.

    Nie wolno mieć dosyć chociażby dlatego, że zło może powrócić. Trzeba pamiętać, przypominać o jego źródłach i o tym, do czego jest zdolne.

    Jak wiesz zajmuję się problematyką polsko ukraińskich relacji w ogóle, a sprawą kresowego ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na polskiej ludności cywilnej w szczególności. Jeśli zapomnimy o tym, co oni na Kresach zrobili, a czego symbolem jest Wołyń, to jako niegroźny przejaw folkloru potraktujemy faszystowskie hasła wypisane i wykrzyczane podczas Marszu Niepodległości. Damy tym samym przyzwolenie na więcej, oni to wykorzystają, a nacjonalizm, niezależnie od kraju, w sprzyjających warunkach zdolny jest do najokropniejszych rzeczy.

    Podczas jednego z tegorocznych spotkań z Czytelnikami opowiedziano mi historię, którą zamieściłem w III tomie “Kresowej opowieści”. Ten tom przechodzi właśnie weryfikację w Wydawnictwie, a to jego fragment:

    “- Z trzecim banderowcem się nie spotkałeś, ale ci o nim powiem. Jego drużyna działała w rejonie Kołomyi. To było w grudniu 1944 roku. Ta polska rodzina miała w domu piec chlebowy i przygotowane ciasto do wypieku. Grzali się przy nim, bo na dworze był mróz, a ich trzyletni synek spał obok w łóżeczku. Wtedy oni weszli. Związali całą trójkę, ojca i matkę posadzili na krzesłach, a dziecko włożyli do pieca. Nie zakneblowali mu buzi.
    Banderowcy siedzieli i śmiali się zaglądając do pieca. – Nie, jeszcze nie gotowy – mówili. – Jeszcze musi się podpiec. W końcu wyjęli go drewnianą łopatą i położyli na stole. Rodziców nie zabili, a wychodząc życzyli im smacznego”.

    Moim zdaniem nie wolno o tym zapomnieć zwłaszcza dzisiaj, gdy ‘dzielni chłopcy’ z UPA są bohaterami narodowymi Ukrainy.

    • Drogi Edwardzie, Ja wiem, że działy się straszne rzeczy i nie tylko na Wołyniu, ale na całym świecie. Czy Ci Ukraińcy współcześni mają coś wspólnego z Banderowcami? Nie. Czy mają geny morderców? Nie. To co się stało na Ukrainie może się stać wszędzie i o tym powinniśmy pamiętać. Ale nie powinniśmy stale tego przypominać. Nie powinniśmy stale wypominać Niemcom, Francuzom, Anglikom, Rosjanom, Ukraińcom, Polakom i wielu innym nacjom ich zbrodni. To ludzie, a nie nacje to zrobiły. Zdarzyły się ku temu sposobności – wojny, czystki, przyzwolenia polityków, Kościoła – tego powinniśmy się obawiać, tych sytuacji, które ludzi, a nie nacje zmieniają w potworów. A w codziennych rozmowach powinniśmy pamiętać też o ogromach dobra, jakie znajduje się na świecie i to powinno nas łączyć.

    • Marek Maciolowski on

      @Edward
      Prosze nie klamac o Marszu Niepodleglosci – faszystow tam nie bylo.
      Transparent “Europa biala, albo jej nie bedzie ” ( tak chyba brzmial ? ) ni jak nie moze byc faszystowski – bardziej hitlerowski czyli nazistowski lecz napewno nie faszystowski.
      Komunisci w PRL’u czyli czerwoni nazisci chadzali z transparentami nawolujacymi do klasowego rasizmu, ktory do dzis uwazany jest przez ich politycznych pogrobowcow w Polsce za progres mysli politycznej.
      Aplauz i zachwyt lewicowej miedzynarodowki, mozna sadzic, przyniosl by marsz Murzynow w Afryce skandujacych ” Afryka czarna, albo jej nie bedzie “. W obu kolorach jest to tylko wyraz prawdy.

  2. Klara Odinocki on

    Tekst szlachetny. Inicjatywa bardzo pozytywna. Cieszmy sie tym co dobre I piekne. Ale nie zapominajmy o tym co paskudne i bolesne, bo to moze sie okazać niebezpieczne.ale broń Boże nie kłóćmy die tylko dyskutujmy gdy tematy owe w rozmowie wypłyną. Pozdrawiam!

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.