Koniec świata wartości?

0

Z 8-go piętra

Siostrzenica moja po trzech miesiącach od powrotu z USA (wracajcie do Polski, kocha was, dla każdego jest odpowiednia praca, hohohoooo! woła śnięty Mikołaj z innych realiów, pan Nowy Premier) dopiero teraz znalazła pracę. Szukała nie na “ścianie wschodniej” czy w środku Mazur, mieszka w Gdyni. Czyli całe Trójmiasto dla młodej, studiującej, obiecującej i pracowitej osoby powinno mieć wiele propozycji. Do tego zdrowej, pełnej energii, ślicznej i rozumnej (tu jako feministka się ze sobą nie zgadzam, ale “śliczna” to opis rzeczywistości, a nie argument) z biegłym językiem angielskim i otwartą głową. Jej partner, po 7 latach w USA, studiach, z językiem angielskim, tureckim i migowym (!!!!) także po trzech miesiącach i lekkim załamaniu pobytem w Polsce w końcu znalazł pracę. No, ale zachęcam, wracajcie z emigracji!

Zbyt wysokie wykształcenie jest w Polsce kłopotem, metryka oczywiście także, wiek 50 z plusem – katastrofa, do pracy przyjmują cię dzieci w wieku własnych dzieci, którym stary, wykształcony, zmotywowany grzyb nie jest do niczego potrzebny, bo jakoby się będzie mądrzył, pouczał. Nie, drogie dzieci, właśnie z racji doświadczenia potrafimy cenić pracę, dbać o atmosferę, wyścigi mamy za sobą, jeśli w ogóle były dla nas istotą. Kariery nam nie trzeba robić, w istocie za późno i po co, ale mieć fajny czas w pracy, zajęcie, zachowanie godności poprzez wychodzenie z domu i zarabianie na siebie – to motywacja do dbałości o zdrowie, do zadbania o siebie, także o ładny zapach z ust. Drodzy circa 30- latkowie, nie bójcie się kolegów w pracy w wieku waszych rodziców, możecie na nich liczyć, a wymiana międzypokoleniowa jest bezcenna! Mam szczęście, bo pracuję ze starszymi i młodszymi (no tak, niemal jak moje dzieci), iluż ja się mam szansę rzeczy dowiedzieć, ile zrozumieć, ile lądów odkryć. Jest wymiana.

Na pewnych warsztatach dla kobiet spotkałam 12-latkę. Chyba wszystkie starsze potrzebowałyśmy chwili, by się ułożyć w sytuacji rozmowy i partnerstwa z takim młodym człowiekiem, ale ileż się o tej młodzieży i o sobie dowiedziałyśmy, jak mogłyśmy przetrzeć nasze soczewki i spojrzeć świeżo, wyjść z kolein wkładając na nogi inne buty.

Za chwilkę Wigilia, moja patchworkowa rodzina cudownie się ze sobą porozumiewa, choć niektórzy z zewnątrz się dziwią i kiwają głową, że coś tu nie tak, kiedy kupuję synowi, zięciowi i moim pasierbom fajne majtki, bo są w tym wieku, że może to mieć znaczenie, macosze moich dzieci ogrzewacz do rąk, bo jest zmarzluchem i wieją z moim eksmężem do Hiszpanii, by tam zimę przetrwać. Cieszę się, bo mam nadzieję, że ich mieszkanie może być dla mnie i mojego męża bazą wypadową, wolę Hiszpanię niż … właściwie każde miejsce z jakimiś znajomymi, u których można się zatrzymać, jest wartościowe. 89-letnia cioteczka, Maria, ma tyle energii, że my przy niej jesteśmy starcami, zrobi makowca. Córka ciasteczka, a my resztę, bo lubimy kilka razy w roku popichcić. Szkoda, że mamuni mojej nie będzie, ale oni sami z ojczymem jadą w góry; mieszkamy czasem za daleko. Dawno przestałyśmy nadawać histeryczne znaczenie tej dacie, Wigilii. Każdy dzień może być wigilią i świętem. Moja przyjaciółka weźmie psa, może nam coś mądrego opowie przy wieczerzy. Będzie z nami, jak dobrze. Nic nie ugotuje, ale ma za to zaśpiewać kolędę, tym bardziej że kiepsko śpiewa. Tatuś męża czeka już na karpia, postaram się by miał kawałek bez ości, a mama męża w szpitalu będzie miała wcześniejszą wigilię z rodziną i współszpitalniczkami. Służba zdrowie jest biedna w Polsce, moje podatki idą na “dzieła” katolickich bezdusznych ojców (wiem, powtarzam się, ale boli to zwłaszcza w obliczu ubogiej stajenki, bursztynowe ołtarze, bóg wie co jeszcze), ale pracownicy służby zdrowia są bogaci w serca. Kiedy usłyszeliśmy, że może słyszą, może wiedzą co się dzieje, że dla nich także ten szpital robi wigilię, a chodzi o ludzi w śpiączce, leżących i będących od lat “w swoim świecie”, to zapłakaliśmy. Państwowa placówka, żadna tam prywatna. Właściwie powiem, ZOL w Opolu przy szpitalu wojskowym, tak, tam serce jest i szacunek dla najbardziej chorego i zależnego pacjenta. Mam nadzieję, że nie tylko do święta.

Wychylam się w kierunku Wiednia, a tam protesty, tysiące osób na słynnym Heldenplatz, Placu Bohaterów przed Hofburgiem, gdzie zaprzysiężono najbardziej niebieski z niebieskich rządów, turkusowo-niebieski czyli chadecko-nacjonalistyczno- prawicowy. Byłam przy ich radości wyborczej, 15 października, z dziennikarskiej powinności. Austria ma najmłodszego premiera w Europie, 31-letniego Sebastiana Kurza. Nasz premier jest też najmłodszy, ale w skali polskiej historii. I tam, pod Hofburgiem, stały dwa pojazdy z armatkami wodnymi, całkiem groźne, gotowe uspokoić szemrzący tłum 5-6 tysięcy osób. Odpalono jakieś bomby dymne, coś się zapaliło, ale bez większych szkód. 1500 policjantów pilnowało terenu, a demonstracje zaczynały się już od 8 godziny pod uniwersytetem, nieodległym od Hofburga. Krzyczano “nie chcemy żadnych nazistowskich świń”, “turkusowy to tylko jaśniejszy niebieski”, “naziści, won”, “śmierć faszyzmowi”. Kiedy w 2000 roku zaprzysięgano poprzedni czarno (ÖVP) – niebieski (FPÖ) – czyli w tej samej konstelacji – rząd, ówczesny nowy kanclerz Wolfgang Schüssel (ÖVP) i jego rząd musieli chyłkiem, przez podziemne przejście opuszczać Hofburg. Ten nowo zaprzysiężony rząd ma np. ministra, który chciał zostać prezydentem Austrii w ubiegłym roku, mimo że twierdzi, jak jego guru z burszenszaftu (organizacji męskich akademików), że nie ma czegoś takiego, jak naród austriacki. Wystarczy? Oczywiście, polerka języka, wyglądu (zrezygnowali z nacjonalnych strojów z filcu; chabrów, symboli niemieckości; guzików kościanych) – kontrola wizerunku działa. Tak niebiesko, demonstracyjnie niebiesko jeszcze w pałacu prezydenckim nie było. Dawny “zielony”, Alexander Van der Bellen wyraźnie cierpiał przyjmując niektóre nominacje ministrów. A “Zieloni” nie dają tej koalicji z brunatnym podniebieniem szans na dłużej, niż dwa lata. My w Polsce też tak “dobrą zmianę” szacowaliśmy. Dwa lata przeszły. Pozycje są umocnione.

Przy naszym stole wigilijnym spotkają się różne polityczne poglądy, opcje religijne i bezreligijne oraz kulinarne. Nikogo nie zmuszamy do karpia czy zupy rybnej (ta zupa dla mnie fuj, ale mogę gotować). Niech każdy próbuje, czego chce i z radością to je, bez przymusu. Mam nadzieję na dialog, jaki udawało się dotąd mojej rodzinie i bliskim utrzymać, w końcu szkoda życia, czasu na polityczne bluzgi, lepiej się w siebie wsłuchać, poczytać Bartoszewskiego (zbyt kontrowersyjny, nie może zostać patronem ronda w Krapkowicach, zdaniem dyrektora opolskiego oddziału GDDKiA, może wywołać konflikty społeczne), Edelmana, Szymborską czy Hafeza. A na pewno warto Thomasa Bernharda “Heldenplatz”. To “Nestbeschmutzer” dla wielu, czyli kalający swoje gniazdo, jak dla “dobrych zmienników” Krystian Lupa, który Bernharda ukochał. Lupę też można poczytać, a może – należy? Właśnie ukazało się cacko edytorskie, w języku polskim i angielskim, pełne wywiadów, rozmów, pogaduszek prowadzonych latami przez krytyka teatralnego i filmowego, Łukasza Maciejewskiego z Krystianem Lupą właśnie. Tytuł: Koniec świata wartości.

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.