Z powrotem w Ontario (30)

0

Mieszkam znowu w Ontario. Pierwszy raz dotarłem tu w roku 1988. To szmat czasu. Prawie 30 lat. Wiele się działo. Opisywałem swoje podróże. Teraz trochę wspomnień z miejsca, gdzie zaczęła się moja Kanada.

Ontaryjskie polowania – 10

Polowanie na łosia. Jedno z najbardziej ekscytujących. To wielkie zwierzę waży do 1200 kilogramów. No może nie tu w Ontario, raczej na Yukonie, ale i tutaj jego waga i potęga jest imponująca. Jak również jego wspaniałe poroże zwane łopatami.

A tak przy okazji, jak wielu z czytelników zna różnicę pomiędzy rogami i porożem? Jak wielu wie, że w ogóle jest różnica? Otóż poroże to pełna twarda kość, a róg jest pusty w środku. Wszystkie jeleniowate (jelenie, sarny, daniele, łosie, karibu) mają poroże. Rogi mają krowy.

I jeszcze jedna częsta pomyłka dotycząca sarny. Sarna to nie jest samica jelenia, sarna to gatunek jeleniowatych. Samica jelenia to łania, samica sarny to koza, samiec sarny to kozioł.

W Ontario ani w Kanadzie nie występuje. Nazywanie ontaryjskiego jelenia, czyli White Tailed Deer sarną to wielka pomyłka. Sarna waży ok. 15 – 20 kilogramów, czyli tyle co większy pies, White Tailed Deer pięć razy tyle, czyli do 120 kilogramów.

Nazywanie go sarną to wielkie nieporozumienie, a jednak jest to na porządku dziennym wśród Polonii. Ontaryjski jeleń White Tailed Deer) jest co prawda o prawie połowę lżejszy od polskiego jelenia (Red Deer), ale na pewno bliżej do niego niż do malutkiej sarny. Również poroże sarny to tylko małe tzw. parostki, podczas gdy ontaryjski jeleń ma najczęściej pięknie rozwiniętą koronę poroża, charakterystycznie pochyloną ku przodowi.

Ale dosyć o jeleniu, miało być przecież o łosiu. Łosie czują swoją potęgę. Pamiętam, gdy wracałem z Calgary do Mississauga, w okolicach Kenory w nocy wyszedł na drogę potężny łoś. Z trudem udało mi się wyhamować stając może trzydzieści centymetrów od niego, a on popatrzył na mnie swoimi wielkimi, smutnymi oczami, parskną i powoli, nie spiesząc się, zszedł z drogi na pobocze. Gdyby nie to, że byłem przygotowany na takie spotkanie i mój wzrok  stale go wypatrywał, prawdopodobnie już bym dalej nie pojechał, jak wielu innych którzy nie mieli szczęścia zobaczyć go w porę. Tylko kierowcy wielkich ciężarówek mają jakąś szansę wyjścia ze spotkania bez wielkiego uszczerbku, jeśli mają zamontowany z przodu ciężki „grill”.

This slideshow requires JavaScript.

Widziałem kiedyś, jadąc na zachód w pobliżu Thunder Bay jak wygląda takie zderzenie. Kilkanaście km przed tym północnoontaryjskim miastem jest długi prosty odcinek szosy nr 17. Prowadzi on dość ostro w dół i widoczność przy dobrej pogodzie jest na dobre kilka kilometrów. Jadąc w dół osobową Toyotą Camry i myśląc już o hotelu w Thunder Bay jechałem szybko, może 140 km/godz. może trochę szybciej. Szosa była sucha, było lato i pogoda dopisywała.

Zmierzchało już, ale widoczność ciągle dobra, bez potrzeby włączenia świateł. Daleko w przedzie widziałem po lewej stronie wychodzącego z chaszczy łosia. Z naprzeciwka nadjeżdżała wielka ciężarówka. Kierowca jej nie mógł widzieć tego wielkiego zwierza, bo zasłaniały go rosnące blisko pobocza zarośla (obecnie, wszystkie krzaki na północy są wycinane na kilkanaście metrów od szosy dla lepszej widoczności).

Jak na filmie, czas zwolnił. Ani łoś, ani kierowca nie widzieli się nawzajem. Zwierzę wyszło prosto pod koła. Ciężarówka jechała prawdopodobnie ponad 100 km/godz. Uderzenie musiało być potężne. Widziałem jak łoś uniósł się w powietrze, widziałem czerwony bryzg, i nagle wszystko znikło, gdy minąłem z dużą szybkością miejsce zdarzenia. Przede mną nic nie jechało, patrzyłem w lusterko. Widziałem jak wielka ciężarówka zakołysała się, wyprostowała i pojechała dalej, nie zatrzymując się. Nie zatrzymałem się i ja, dojechałem do hotelu w Thunder Bay. Gdy wysiadłem z samochodu, zobaczyłem na dachu Toyoty ciemnoczerwoną, szeroką smugę krwi. To mi uświadomiło jak wiele miałem szczęścia. Ten wielki łoś, uderzony przez potężną ciężarówkę musiał przelecieć nad moim samochodem. No cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz opatrzność czuwała nade mną.

Tym razem jechałem na północ nie, żeby uniknąć spotkania z łosiem, ale wręcz przeciwnie, by go spotkać. Nie jest to takie proste. Pamiętam kilka lat wcześniej, gdy polowałem na łoszaka w okolicach Burk’s Falls  w czasie sezonu nie widziałem nawet świeżych śladów. Za to kilka tygodni później w tej samej okolicy spotkałem łosia, który kilkadziesiąt metrów dalej pożywiał się wodorostami i olał mnie kompletnie, nawet gdy strzeliłem w powietrze z 12g strzelby (polowałem wtedy na kaczki). On wiedział, że jest po sezonie. Nie ma innego wytłumaczenia.

Na polowanie na łosia nie jeździ się samemu. Pomijając to, że w Ontario, losowanie na odstrzał byka , czy klępy (samica łosia) odbywa się grupowo, to polowanie samemu nastręcza poważny kłopot. Łoś nie będzie tak uprzejmy by dać się zastrzelić w pobliżu obozowiska. Z reguły jest to kilka do kilkunastu kilometrów od naszego „campu”. Trzeba kilku ludzi by przetransportować zabite zwierzę. Nawet, gdy jest już wypatroszone, ciągle waży kilkaset kilogramów. To ciężka praca dla sześciu, ośmiu ludzi. Jechało nas sześciu. Wylosowaliśmy i byka i klępę. Czterech jechało z Heńkiem, jego Toyotą 4Runner i przyczepą, ja wyjeżdżałem dzień później moim wówczas Jeepem Cherokee z jeszcze jednym kolegą i psem Shadow. Jechaliśmy w okolice Armstrong Station, na północ od Thunder Bay. Wynajęliśmy dwa domki myśliwskie nad jeziorem. Dlaczego jeździ się tak daleko, w naszym przypadku prawie 2000 km, mimo, że łosie występują również znacznie bliżej? Otóż im dalej, tym większa szansa wylosowania odstrzału, bo tym mniej myśliwych decyduje się na tak daleką wyprawę.  Nasze bagaże zajęły cały tył Jeepa mimo położonych tylnych siedzeń. Pies miał miejsce tylko na płaskie leżenie tuz pod podsufitką. Ale Shadow był bardzo cierpliwym psem i wiedział, że jedzie na polowanie. Wyruszyliśmy przed świtem.

Poleć:

O Autorze:

Marek Mańkowski

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.