Nie ma żadnych granic dla pasji

0

“Baca Edek” – Edward Dudek – tak dużo o nim słyszałam, a on przyjechał do Kanady! Aktywistka, społecznica i artystka Ewa Henry, zafascynowana nim jako człowiekiem, gościła go u siebie i kibicowala jego startom w dwóch kanadyjskich maratonach (sama też startowala, jak to Ewka) – w 20th Niagara Falls Marathon i w 26th Scotiabank Toronto Waterfront Marathon. Były to w jego bogatej biografii sportowej maratony numer 95 i 96!

Na swoim Facebooku napisał: “Przeżycia jakie towarzyszą podczas pokonywania dystansu maratonu tego nie da się kupić, za żadne pieniądze to można tylko przeżyć i poczuć na mecie wpadając wśród tłumu oklaskującego wpadających maratończyków. Ukończenie XX Niagara Falls Maraton z meta nad dwoma wodospadami amerykańskim i kanadyjskim to marzenie nie jednego maratończyka. No i tydzień później XXVIII Skotiabank Toronto Waterfront Maraton wśród maratończyków 143 narodowości to coś pięknego. Dziękuję Ewie za całą opiekę i organizację pobytu w Kanadzie.”

Biega już 53 lat – zaczął w podstawówce. Zimą biegał na nartach. Był członkiem kadry młodzieżowej PZN i został kupiony do Górnika Wałbrzych. Tam kontynuował karierę zawodniczą reprezentanta Polski w biegach narciarskich. Ale jego życie stało się poświęcone maratonom bez nart. Gigantycznym sukcesem było nie tylko to, że jako pierwszy Polak ukończył 246-kilometrowy Spartathlon (trasa od Sparty do Aten) – najtrudniejszy bieg w Europie, ale zajął 4. miejsce! Jak czytam w Internecie prasa grecka szalała – pojawiały się tytuły: “Wspaniały Bieg Polaka”, “Niczym Leonidas”, “Spartanin z orzełkiem”, “250 km jeszcze mu mało”. Jego sukces witano z taką euforią, ponieważ pokonał nie tylko zabójczy dystans, ale także wielki stres w najtrudniejszym momencie życia (o tym w wywiadzie poniżej).

Potem ruszyła lawina zaproszeń. Nie da się wymienić wszystkich biegów, w których brał udział. Jest się czym chwalić: zdobywca Pucharu Europy w Supermaratonach. Japonia Maraton Pokoju Hiroszima – Nagasaki 460 km, 3-krotny zwycięzca Boguszowskiej 100, zwycięzca wszystkich największych biegów narciarskich w Polsce (Piasty, Gwarki, Jaćwingów itd.), były reprezentant Polski w biegach narciarskich, 2-krotnie drugi w Maratonie Piasków.

Udało mi się porozmawiać z Bacą dzień przed jego powrotem do Polski.

M.P.B.: Co pana w tu sprowadziło?
Edward Dudek: Sprowadziła mnie tu Ewa. Ewa startowała u nas trzykrotnie, w tym roku będzie czwarty raz, w Maratonie Beskidy. To jest najstarszy górski maraton w Polsce. Teraz jest moda na nordic walking, więc po raz pierwszy robimy maraton górski Nordic Walking w Polsce. Kiedy wymyśliłem maraton górski jeszcze takich imprez w Polsce nie było i odbył się on po raz pierwszy w 1994 roku. Jeżdżąc trochę po Europie widziałem, że takie biegi są bardzo w modzie no i wymyśliłem taki u nas. Najwyższy szczyt u nas to Skrzyczne – 1257 m n.p.m, trzeba wbiec czy wejść na ten szczyt i później jest trochę z górki ale od 38. kilometra zaczyna się tzw. “Golgota” i to dosłownie i w przenośni. To jest tylko 611 m n.p.m, ale jak już człowiek jest zmęczony na tyle to też daje mocno w kość.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: Jak to się stało, że pan przyjechał do Kanady?
E.D.: Ewa, kiedy wystartowała u nas, zaprosiła mnie mówiąc, że nad Niagarą jest maraton. Pomyślałem: “O, Niagara, ciekawe”, a jeszcze w tym roku ten maraton był rozgrywany po raz dwudziesty! Powiedziałem, że bardzo chętnie tylko muszę to wszystko poukładać, bo 4 listopada zaczynam swoją imprezę. Musiałem wszystko wcześniej pozałatwiać, wszystkie sprawy formalne bo jestem organizatorem, więc pracy jest dużo przy organizacji bo ja nie mam jakiś sztabów – mój sztab to cała moja rodzina. Tak robimy imprezę, w której startuje 600 osób. To nie jest tak ja tu, gdzie jest tylu wolontariuszy.

M.P.B.: Dlaczego tam w Polsce nie ma wolontariuszy?
E.D.: Teraz się zrobiła wszędzie komercja i każdy chciałby na wszystkim zarobić, a tu jest kwestia tego jak najmniej stracić, a nie jak zarobić. Dlatego Ewa mnie tu zaskoczyła tym, że mnie tu tak gościnnie przyjęła, bo mam kontakt z Polonią w Europie i poza Europą i rzadko się zdarzają tacy ludzie jak Ewa. Wszyscy dużo mówią na spotkaniu przy kawie czy przy piwie, ale gdy przyjdzie do konkretów to już to wcale tak nie wygląda. Miałem takie niemiłe doświadczenia na przykład w Bostonie… Ten maraton w Niagarze to był mój 194. W tej liczbie jest 99 maratonów ultra i 95 zwykłych. Tu ukończyłem 96. maraton. Mam na swoim koncie takie biegi jak Hiroszima-Nagasaki – 467 km, a trzy razy przebiegłem Spartathlon (246 km). Jak nie mam co robić to biegam (śmiech).

M.P.B.: Czy pan podliczał swoje przebiegnięte kilometry?
E.D.: Powiem szczerze, że nie, bo myślę, że bym się tego nie doliczył ale według moich statystyk, to obiegłem dwa i pół razy kulę ziemską po równiku. Bo ja oprócz tego, że biegam na nogach to byłem reprezentantem Polski w biegach narciarskich – i w zimę i lato biegam.

M.P.B.: A jakie jeszcze sporty pan uprawiał poza bieganiem i narciarstwem?

E.D.: Kiedyś jeszcze uprawiałem saneczkarstwo. W tej chwili wydałem książkę, która jest przygotowywana na 10. Maraton Beskidy. Ma prawie 400 stron, bo spisałem część tych ciekawych wyjazdów zagranicznych. Wszyscy czekają na tę książkę. Miała wyjść pięć lat temu ale tak się schodziło i powiedziałem, ze na jubileusz muszę ją wydać.

M.P.B.: Jaki jest tytuł tej książki?
E.D.: Tytuł to “Moje dwie miłości”, a podtytuł “Biegiem przez świat.”

M.P.B.: A jakie to dwie miłości? Jedna to bieganie, a druga?
E.D.: Druga to są moje dwie kobiety. Pierwsza żona mi zmarła – olimpijka z Innsbrucka, wicemistrzyni świata w łyżwiarstwie szybkim. Teraz mam drugą żonę.

M.P.B.: A pana druga żona też jest sportowcem?
E.D.: Nie, druga żona od czasu do czasu, tak jak Ewa. Jeździ ze mną, jak są jakieś marsze to bierze udział. Kiedyś, przed laty, jeszcze zanim byłem żonaty pierwszy raz, to się podkochiwała we mnie, potem została wdową i tak się nasze losy złączyły.

M.P.B.: I czuje bluesa sportowego?
E.D.: Nie ma wyjścia, bo trudno Jana oduczyć tego co się Jasiu nauczył. Ja co weekend jestem w innym miejscu. Ja mam z pierwszego małżeństwa trójkę, żona też ma z pierwszego trójkę i teraz też wspólne mamy bliźniaczki.

M.P.B.: No to macie razem ósemkę…
E.D.: No tak, mamy liczną rodzinę. Jak gdzieś wyjeżdżam, to ludzie pytają, czy wszystkie Dudki przyjeżdżają? Nie, mówię, bo bym musiał autobusem przyjeżdżać.

M.P.B.: W jakim wieku są pana dzieci?
E.D.: Najstarszy syn ma w tej chwili 40 lat, drugi z pierwszego małżeństwa Sebastian ma 35 i Weronika 22. Zaledwie 16 dni po jej urodzeniu zmarła moja żona – ja ją wychowałem. Weronika jeździła ze mną wszędzie, nawet na stulecie Nowożytnych Igrzysk Olimpijskich kiedy dostałem zaproszenie do Grecji i startowałem w maratonie do Aten. Weronika miała rok kiedy mnie zaprosili. Czekała na mnie na Stadionie Marmurowym, tym słynnym stadionie gdzie odbyły się pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie. Oj, jest co wspominać… Dlatego między innymi powstała ta książka.

Książka Edwarda Dudka

M.P.B.: A bliźniaki w jakim są wieku?
E.D.: A bliźniaki to są już 19-letnie panny. Też uprawiały sport do momentu kiedy Weronika nie zachorowała. Weronika była w Szkole Mistrzostwa Sportowego, uprawiała biegi narciarskie, no bo tata uprawiał sporty zimowe – to była moja główna dyscyplina zanim przeszedłem na ultra biegi – i rozchorowała się na tyle, że jej profesor zabronił jej uprawiania sportu. To i bliźniaczki też zakończyły karierę. Czasami gdzieś tam wystartują ale to już nie jest ich hobby.

Bliźniaczki na nartach – lata temu (Archiwum rodzinne)

M.P.B.: Jak pana impreza wygląda od strony finansowej – czy mają państwo wsparcie ze strony np. ministerstwa sportu?
E.D.: Nie, ja po prostu chodzę do sponsorów z prośbą. Oni wiedzą co to jest za impreza i coś tam dorzucają, przeważnie w towarze. Nie rozumiem tego – w Polsce tylko piłka nożna jest na piedestale. Cały czas o piłce się mówi, nawet jak grają słabo to piłka nożna jest najważniejsza. Przy tych pieniądzach, które zarabiają piłkarze…. Ja zrobiłem w sumie już sto imprez międzynarodowych. Zrobiłem ponad 50 biegów narciarskich i to też o zasięgu międzynarodowym. No i doszedłem do wniosku, że na dziesiątym jubileuszowym trzeba skończyć żeby to ładnie wyglądało, bo najlepiej zawsze kończyć na jubileuszach – wtedy wszyscy dobrze to pamiętają. Wszyscy są zdziwieni, jak to koniec? W narciarskich biegach też tak robiłem, bo ten mój był drugim biegiem w Polsce po Biegu Piastów. Nazywał się Bieg Dudka. Przekonali mnie, żeby nie przestawać – na piętnastym nie skończyłem, dociągnąłem do dwudziestu, i stwierdziłem, że na dwudziestym będzie koniec, ale w końcu dopiero przy dwudziestym piątym powiedziałem, że już więcej nie będzie. Teraz mnie namawiają i jest zdziwienie, że to jest ostatni maraton. Trzeba kiedyś w końcu skończyć. Ludzie myślą, że na tym idzie zrobić biznes, a akurat w tej dyscyplinie chodzi o to aby jak najmniej stracić, a nie jak najwięcej zyskać. Kiedy biorę udział w maratonie u kogoś innego, płacę startowe 150 zł czy u was te 100 dol., i nie mam problemu, przyjeżdżam, biegnę i nic mnie nie obchodzi, wszystko mi pod nos podłożą. Po co mam ze swoich pieniędzy wydawać 10 tys. czy więcej plus praca całej rodziny?

M.P.B.: Wspominał pan o biegach ultra. Na czym one polegają?
E.D.: Wszystkie biegi, które są dłuższe niż maraton to są ultra, czyli ultramaratony. Startowałem kiedyś przez cztery kraje w Alpach, UTMB to też taka znana impreza, chociaż w Europie najbardziej popularny jest Spartathlon – 246 km. Biegnie się spod Akropolu do Sparty, gdzie słynny wódz Leonidas dobiegł, przewrócił się i padł. Tam jest pomnik Leonidasa. Z Ameryki czy z Kanady też tam ludzie przyjeżdżają, bo zaszczytem jest sam udział w tym biegu. Tam nie ma nagród, natomiast to jest taki bieg, który każdy w swoim CV chce mieć.

M.P.B.: A jaki był pana najcięższy bieg?
E.D.: Myślę, że właśnie Spartathlon. Dostałem zaproszenie w maju, a w lipcu zmarła mi żona. Zostałem z trójką dzieci, więc zamiast usiąść pod budką z piwem wziąłem się z powrotem za sport. Sport uodpornił mnie na tyle, że postanowiłem pojechać. Pojechałem rzeczywiście, dla wszystkich był to szok bo byłem czwarty w kolejności. Po takiej tragedii potrafiłem się zebrać i zająć czwarte miejsce. Na mecie czekała moja maleńka córeczka Weronika. Dzisiaj na takie zawody jeżdżą pełne serwisy – po pięciu ludzi, samochody, a ja pojechałem sam. Tak samo do Japonii poleciałem. Tam w ogóle mnie nie chcieli dopuścić do biegu, bo nie miałem żadnego serwisu i przyleciałem sam. Ja nie znam żadnego języka i wszyscy się dziwią jak się porozumiewam. Jakoś pojeździłem po tym świecie i zawsze sobie radę dawałem.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: Jakie pan ma wrażenia ze startu tutaj? Czy pierwszy raz jest pan w Kanadzie?
E.D.: Tak, pierwszy raz. Była super atmosfera, ludzi masa na trasie, a taki doping mnie motywuje. Ja już przestałem walczyć o wynik – wyniki zrobiłem kiedyś tam na tyle, że w tej chwili chciałbym dotrwać do tych dwustu maratonów. W tej chwili mam już na przyszły rok zaproszenie nad Bajkał, na bieg po zamarzniętym jeziorze – to następne wyzwanie. No i jeszcze chcę przebiec w Hiszpanii i Portugalii Szlak Świętego Jakuba – to jest też takie wyzwanie, na którym mi zależy. Stwierdziłem, że jeden maraton w roku by mi wystarczył bo ja już 53 lata biegam.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: A czym się pan zawodowo zajmuje?
E.D.: Na początku kariery kiedy byłem reprezentantem Polski, to byłem na etacie w kopalni. Później jak nastała Solidarność to zjechałem na dół, bo się roboty nie bałem – jak ja dziennie biegałem po 70 km, to co to jest za problem sześć i pół godziny na dole przepracować. Dorobiłem do emerytury i wtedy ta tragedia rodzinna mnie spotkała. Była szansa, że po przepracowaniu iluś lat mogłem przejść na emeryturę, no i tak zrobiłem, bo musiałem się zająć domem.

M.P.B.: Rozumiem, że pan biega codziennie, tak?
E.D.: Biegam dwa dni, a potem dzień przerwy. Nie biegam krócej jak 17 km. Jestem w tej chwili na emeryturze, więc mam w tej chwili dużo czasu. W domu mi mówią, że się zajmuję tylko Facebookiem i bieganiem…

•••

Życzymy Bacy wielkich sukcesów: na swojej imprezie, na Bajkale i na Szlaku Świętego Jakuba. Jestem pewna, że swoją charyzmą i siłą będzie dalej zarażał ludzi, kolejne pokolenia. Bo tacy właśnie ludzie są najlepszymi wzorcami – potrafią całym swoim życiem pokazać, że możemy pokonać największe trudności i przeciwności.

Medal 60 lat Bacy – XX Narciarski Bieg Bacy.

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.