Filematologia

0

Proszę Państwa! Proszę się skupić i utrzymać powagę! Będę mówił o najnowszej nauce – nauce naukowego całowania. Co prawda już Neandertalczycy kilkadziesiąt tysięcy lat temu znali przedmiot i całowali się, by po zapachu odróżnić czy to swój czy obcy, czyli wróg. Całują się małpy choć nie wiedzą po co, całowania nauczono delfiny – one dobrze wiedzą po co, bo po takimś czymś dostają łakocie. Całują się dzieci, lub całują starszych, bo tak robią dorośli, choć wydaje mi się, że ta czynność nie sprawia im żadnej przyjemności, bo po pocałunku dokładnie wycierają buzie. Całował Honeckera Breżniew, też nie bardzo wiedział po co, bo w owym czasie niewiele o czymkolwiek wiedział – był jak automat, cierpiał na demencję. Dopiero w ostatnim ćwierćwieczu ubiegłego wieku sformułowano naukową definicję pocałunku i na prawdę już wiemy do czego służy, bo nauka w tej dziedzinie porobiła ogromne postępy.

Filematologia koncentruje się wokół poważnej tezy przypominającej trochę słynne powiedzenie, może i Szekspira: Cmokać czy nie cmokać, oto jest pytanie?! Bo z jednej strony w czasie tej czynności spalamy w ciągu minuty 26 kalorii; niby niewiele, ale proszę zdać sobie sprawę, że tych minut w ciągu życia zbierze się przeciętnie tyle by wypełnić dwa tygodnie, a dwa tygodnie to 17.280 minut zamienialnych na prawie pół miliona kalorii. Częstotliwość i długość pocałunków można zwielokrotnić bez specjalnego trudu, byle tylko było kogo całować. Gdy zwielokrotnimy liczbę minut choćby tylko pięciokrotnie, to nam da dwa i pół miliona kalorii i np. pani z obsesją odchudzania, choćby nawet ważyła i 150 kilogramów, przejdzie na wagę negatywną. To ostatnie pojęcie tzw. negatywnego bytu co prawda trudno sobie wyobrazić, ale wiele nauk, a szczególnie matematyka i filozofia znają je.

This slideshow requires JavaScript.

Dla niektórych, przynajmniej na początku, pojawiają się problemy z uprawianiem tego procederu. Choćby taki, co robić z nosami? Taki problem, wtedy to jeszcze czysto teoretyczny, miałem i ja w wieku pięciu lat. Skąd raptem wtedy przyszła do mej głowy świadomość pocałunku już nie pamiętam, było to bardzo dawno temu. Kombinowałem, że nosy skręcają się w małe kuleczki i chowają się między policzkami. Nieco później uznałem to rozwiązanie za zbyt skomplikowane, przyjąłem, że ponieważ pocałunek jest jakąś magią, dlatego nosy całkiem znikają w czasie tej magii, a potem powracają na swoje miejsca. Proszę sobie wyobrazić moje rozczarowanie, gdy rok później podejrzałem jedną parkę i zobaczyłem, że nie ma tam żadnej magii, nosy po prostu idą na strony. Nie tak dawno niejaki Onur Gunturkun z uniwersztetu w Bochum uświadomił mnie, że nosy 65% mężczyzn idą na lewą stronę, i to wcale nie ma związku z prawo- czy leworęcznością delikwentów. Inni poważni uczeni podają inne fakty, na przykład, że w tym procesie intensywnie pracuje 20 mięśni twarzy, a najbardziej czynnym jest mięsień orbicularis oris (o innych mięśniach, np. rąk nie wspomnę, bo te tylko pośrednio uczestniczą w całowaniu).

Kłopot z tą praktyką jest taki, jak to pouczył nas niedawno inny wielki specjalista od filematologii, że w czasie tego procederu następuje wymiana śliny i złuszczonej tkanki śluzowej; osobnik osobniczce, i vice versa, przekazują 278 szczepów bakteryjnych. Większość z nich jest nieszkodliwa, ale niektóre mogą obdarzyć partnera opryszczką, mononukleozą, a nawet w 1997 r. odnotowano jeden wypadek przekazania HIV-u, bo obie te osoby będące w uścisku miłosnym miały schorowane, krwawiące dziąsła. Z drugiej strony pocałunki pomagają w zwalczaniu próchnicy zębów, rozładowywują stres, dodają pewności sobie i niekiedy są furtką “do czegoś jeszcze”. Niektórzy eksperci teoretycy dorzucają do tego fakty przekazywania sobie dobrych feromonów i zwiększania wydzielania oksytocyny. Badania na 1041 studentach State University of New York w Albany jeszcze raz udowodniły, że jest różnica między kobietą a mężczyzną , bo pocałunek dla mężczyzny to droga do czegoś innego, ciekawszego, więc idzie na skróty, kobieta ustawia się do pocałunku bardziej poważnie i dlatego potrafi odkryć po smaku i zapachu czy partner jest zdrowy, silny, męski, czy może być w przyszłości dobrym biologicznym materiałem na rodzica. Pocałunek może być dla niektórych całujących się rzeczą niebezpieczną, bo to krok do “czegoś dalszego”, no ale mimo niebezpieczeństwa większość całuje się właśnie z racji tego “czegoś dalszego”.

Niektórzy z tak poważnej nauki robią sobie hocki; swoim postępowaniem odbierają jej aurę magistra vitae, przez takie np. praktyki jak zawody w całowaniu. To wygląda mało poważnie, a pokazy, by dostać się do Księgi Rekordów Guinnessa, zakrawają już na kpiny. Niemniej takie praktyki i wiele im podobnych są uprawiane i np. do dnia dzisiejszego obowiązuje rekord trwania jednego pocałunku ustalony w 2001 r. przez Luizę Almedovar i Richa Langleya: 30 godzin 59 minut i 27 sekund. Są także rekordy na krótkim kilkunastosekundowym dystansie. Do rzeczonej Księgi we wrześniu 2007 r. weszło 6980 par całujących się przez 10 sekund w miejscowości Tuzla w Bośni. Tym to wyczynem wymazany został z tej poważnej Księgi rekord z 5327 parami na Filipinach i nieco późniejszy węgierski z liczbą 6124 par.

Wracając do poważniejszych zagadnień filematologii, waspokorny skryba po długiej analizie za i przeciw tych wymienionych i wielu innych aspektów całowania doszedł do wniosku, że stosunek między nimi jest fifty- fifty. Dalszy wniosek nasuwa się sam. Co odważniejsi i ci co niewiele mają do stracenia, niech idą na całość, niech nawet robią to po francusku (nie będę tłumaczył szczegółów, by nie gorszyć dzieci), ci bardziej bojaźliwi i ci skłaniający się do alternatywnych praktyk zdrowotnych jak gimnastyka, zdrowa dieta itp., by długo żyć w zdrowiu, nie widzą powodu by podkładać się bakteriom, oczywiście tym złym, a gdy z jakichś powodów muszą to robić, niech ograniczają się do całusków na odległość, a najwyżej do pocałunków eskimoskich (dziś już niepraktykowanych nawet u samych Eskimosów, którzy nawet tego ostatniego słowa nie lubią: wolą być nazywani Inuitami), w których tylko nos dotyka nosa.

Filematologia odradza całowanie się ze zwierzakami, bo mogą przekazać więcej złych bakterii niż drugi człowiek, a zwierzęta, wiadomo, lubią być pieszczone i całowane. Najlepiej im poradzić, by znalazły sobie partnera czy partnerkę w swojej rodzinie rasowej i zostawili ludzi w spokoju.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie.

Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.