Co to jest lepsze życie?

4

Lepsze życie. Felieton z psychologią w tle

Jestem psychologiem z wykształcenia, jednak od zawsze interesowało mnie nie tyle wyjaśnianie ludzkich zachowań, ile korzystanie z wiedzy psychologicznej na co dzień i wykorzystywanie jej tak, by życie było lepsze, milsze i bardziej wartościowe. Nie lubię zajmować się przeszłością, chyba że po to, by wyciągać z niej wnioski i zmieniać jej znaczenie na lepsze. Koncentruję się na tym, co jest w życiu ludzi teraz i wykorzystuję wiedzę i doświadczenie do tego, aby ta teraźniejszość była możliwie najlepsza i pięknie rokowała na przyszłość. I tym chcę się tu dzielić. Będę pisać w zgodzie z własnym planem, ale jeśli zdarzy się tak, że jakiś temat zainteresuje Czytelników szczególnie, chętnie poświęcę mu więcej czasu.

Jakie prawo ma ktokolwiek, by mówić innym jak mają lepiej żyć? Nie ma żadnego prawa! Może sobie pisać różne rzeczy, mówić, prowadzić szkolenia, nie ma jednak prawa powiedzieć: Wiem jakie życie jest lepsze i chcę cię namówić do tego, abyś tak właśnie żył. Wszystko, co może bowiem wiedzieć, to to, jakie życie jest lepsze dla niego samego. Potrzebujemy pokory przy radzeniu innym jak mają żyć, ale też rozwagi przy przyjmowaniu podpowiedzi innych.

Wiem na pewno jakie życie jest lepsze dla mnie i zaczęłam je świadomie zmieniać pewnego dnia, kiedy to zdałam sobie sprawę, że nie jestem z niego zadowolona, że nie czuję, abym się w nim spełniała. Od tego czasu robię to regularnie. Regularnie dostosowuję swoje życie do tego, co szepcze mi serce. Czasem musi krzyknąć żebym usłyszała, ale wracam na drogę swojego spełnienia.

Dla mnie lepsze życie, to to, w którym z jednej strony mam zaspokojone swoje potrzeby, z drugiej – codziennie czuję, że mam coś ważnego do zrobienia, coś do zaofiarowania konkretnym osobom, ale także światu, i kiedy to robię. To także życie, które wymaga ode mnie przekraczania siebie, swoich ograniczeń czy też wychodzenia ze strefy komfortu. Jednym słowem, to życie, w którym czuję, że otrzymuję coś od świata, wciąż do niego wychodzę z tym, co mam, i jednocześnie ciągle się rozwijam, wzrastam.

Dużo mówi się dziś o samorealizacji, spełnieniu, realizacji potencjału czy samoaktualizacji. Prace Abrahama Maslowa są być może częściej cytowane dziś niż w czasach, kiedy wyszedł ze swoją koncepcją… Na pewno jest tak w środowisku polskim, gdzie takie przyzwolenie na zajmowanie się sobą jest stosunkowo nowe. Niestety prace tego psychologa często interpretowane są w dość egoistyczny sposób, tak jakby chodziło wyłącznie o nas, bez uwzględniania świata. To nieporozumienie. Rzeczywiście chodzi o realizację własnego potencjału, o wypełnienie swojego posłannictwa, jednak człowiek do samorealizacji potrzebuje innych ludzi i świata. Inaczej niż gąsienica, która realizuje biologiczny program i staje się motylem, niejako sama dla siebie, człowiek musi odkryć swój sens i zrealizować go wśród ludzi i z ich udziałem. Nawet wtedy, kiedy doskonalimy siebie, swoje zachowania, robimy to w kontekście świata i innych osób. Nie istniejemy sami dla siebie, bez względu na to, jak dobrze jest nam ze sobą samymi. Zresztą sam Abraham Maslow wyraźnie powiedział, że proces ten najlepiej realizuje się poprzez zaangażowanie w jakieś ważne zadanie. A ważne zadania to te, które łączą się z wypełnianiem naszych sensów.

Do lepszego życia człowiek potrzebuje przede wszystkim ciągłego poczucia, że jego życie ma znaczenie, że jest ważne, że może z nim i w nim robić coś istotnego, coś, co daje mu pozytywne napięcie – motywację do życia i działania. Ale uwaga: coś, co dawało je kilkanaście lat (czy nawet – dni) temu, dziś może go już nie dawać. Jeśli człowiek nie pędzi ślepo przez życie, czuje gdy oddala się od siebie, od swojego modelu dobrego życia, od poczucia sensu. Zwykle jest mu wtedy w jakiś sposób niedobrze. Ten stan może przybierać różne formy (czasem fazy, gdzie dopiero tę ostatnią się zauważa): od chandry – bliżej niesprecyzowanych uczuć chcenia i niechcenia, przez Lepsze życie.  Poczucie zmęczenia i nudy, marazm – charakteryzujący się mniejszą ilością ruchu, zwiększoną ilością jedzenia i czasu spędzanego przed telewizorem (czasem więcej się pije alkoholu, często samotnie), aż do różnych form depresji. Na tym pierwszym etapie człowiek – tak jak potrafi – szuka sposobów na zlikwidowanie tego wewnętrznego dyskomfortu. Niestety nie wszystkie sposoby dają dobre rezultaty. Nie zapewni lepszego życia odurzanie się alkoholem, zakupami, przetrwaniem od imprezy do imprezy, życiem bohaterów serialu czy wynikami sportowymi; nawet ciągłe podróżowanie w stylu “zwiedzanie” nie da tego poczucia. To prawda, że to wszystko urozmaica życie, dodaje mu kolorów, ale dobre życie, to takie, w którym idzie się za swoim wewnętrznym głosem, a ten raczej nie podpowiada nam takich rozwiązań.

Człowiek sam musi ocenić czy jego aktualne życie odpowiada jego pragnieniu, czy chciałby żyć nieco – lub całkiem – inaczej. Dobre pytanie pozwalające to zdiagnozować to: czy chcę aby tak było zawsze? Jeśli odpowiedź brzmi “tak”, znaczy, że trzeba jedynie podtrzymywać to, co jest i być otwartym na nowe. Jednak często szczerą odpowiedzią jest: Nie!!!

Są sytuacje, w których najczęściej dochodzi do zgubienia poczucie sensu. Może się tak zdarzyć, kiedy od dłuższego czasu wszystko układa się świetnie ale tak samo, gdy z domu wyprowadzają się dorosłe dzieci, kiedy tracimy kogoś bliskiego, kiedy zwalniają nas z pracy albo przechodzimy na emeryturę, gdy chorujemy ale także wtedy, kiedy wychodzimy z choroby, kiedy długo nie robimy tego, co kochamy, kiedy każdy dzień podobny jest do poprzedniego i nic się w nim nie dzieje nowego.

I wtedy przydają się takie teksty jak te, które zamierzam pisać, książki, które mogą pomóc lepiej żyć, ale także osobiste spotkanie z kimś, komu ufamy.

Można też zapytać po prostu swojego serca i posłuchać go… ale o tym w kolejnym felietonie.

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

4 Comments

  1. Marek Maciolowski on

    Byla kiedys taka moda, byc moze jest nadal, na tz. odpoczynek aktywny – czyli aktywnosc fizyczna. Zapewne pomysl wiazal sie ze starym dictum ” w zdrowym ciele zdrowy duch “.
    Szczescie, a raczej rozne ” szczescia ” , ktore w swych ulamkach dokladaja sie do tego wiekszego ” szczescia” to wylacznie stan ducha, istniejacy poza materialnoscia ciala. Dobre samopoczucie to nie to samo co szczescie, ktore jest zawsze czastkowe, ulotne i zmienne, a dobre samopoczucie musi byc calkowite – nie mozna tylko troche czuc sie dobrze.
    Skoro szczescie jest duchowe to czerpie swoja energie z ulotnej abstrakcji otaczajacego swiata – nie karmi sie materia, ta sluzy tylko cialu.
    Cialo dla swej dobrej kondycji wymaga ruchu, aktywnisci fizycznej. Duch zupelnie odwrotnie , dla swej dobrej kondycji potrzebuje spokoju, ciszy, ba , nawet pospolicie rozumianego lenistwa czy nierobstwa.
    Ludzie zyjacy w wiecznym zgielku i ruchu skazani sa na nie-szczescie. Tak zyje wiekszosc.
    Plemiona ludzkie zyjace od tysiecy lat w dzungli gdzie w dzien i w nocy panuje zgielk odglosow i calodobowe zagrozenie zycia, nie stworzyly wyzszej cywilizacji, zadnej cywilizacji, nie rozwinely potencjalu swej inteligencji.
    Ich jezyk jest prymitywny, bogaty w ilosc slow a ubogi czy wrecz pozbawiony pojec abstrakcyjnych.
    Szczescie na lnianie czy szczescie w bibliotece ? Ludzie biologicznie malo sie roznia. Roznia ich cywilizacje ktore sami stworzyli.
    I tak tez rozne jest ich szczescie .

  2. Adam Chęciński on

    Bardzo ciekawe i z wielkim zainteresowaniem będę śledził Pani artykuły, ale nie wiem, czy każdy ma taki luksus aby modyfikować swoje życie według własnych chęci i potrzeb. Często żyjemy jak żyjemy bo nie mamy innego wyjścia. Taki wybór jest trochę luksusem. Nie zgodzi się pani ze mną?

  3. Pani Iwonko, na pewno będę czytać Pani teksty. To, co się dzieje w nas samych zawsze mnie fascynowało, chociaż bardzo rzadko potrafię ten proceder zanalizować, czasami nawet u siebie samej. Rzeczywiście jest bardzo trudno dawać ludziom receptę na szczęście. Niewątpliwie kontakty z ludźmi są jednym z potrzebnych elementów, chociaż są pewnie doskonali samotnicy, którzy nie potrzebują towarzystwa innych. Niektóre zachowania ludzkie są dla mnie tak niewytłumaczalne i bulwersujące, że wtedy nie tłumaczę to żadnymi “podszeptami serca”, tylko zaburzeniami psychicznymi, gdyż inaczej straciłabym wiarę w rodzaj ludzki. A ogólnie według mnie można mówić o szczęściu i do niego dążyć w pewnych warunkach. W takich znajduje się nie wiem jaka część świata – mniejsza czy większa, ale na pewno część. Bo jak opowiadać ludziom o dążeniu do szczęścia, gdy bomby lecą na głowę, traci się bliskich i nie ma co jeść? Niestety spora część ludzkości tak żyje. Zawsze o tym pamiętam i moje powiedzenie, które znają na pamięć moje córki ” że powodem do szczęścia jest, że nie ma wojny, na łeb nie kapie i jest co do garnka włożyć” podaje podstawowe warunki, w jakich musi się znaleźć człowiek, żeby zastanawiać się nad szczęściem. Podejrzewam, że takich ludzi żadne książki psychologiczne nie interesują. Z drugiej strony w tak skrajnych warunkach człowiek jest skoncentrowany na przeżycie i odpadają inne problemy egzystencjalne, tak jak obecnie, kiedy w pewnej części świata jest dobrobyt, a jednak ludzie w coraz większej liczbie popełniają samobójstwa.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.