Mała Polska na Roncesvalles

0

Jak co roku we wrześniu ulica Roncesvalles zamienia się w to czym była kiedyś – Little Poland.

Dzisiejsza Roncesvalles Avenue to tylko częściowo świat polonijny – jeszcze jest tam polska Credit Union, polski kościół i kilkanaście polskich firm, m.in. Polimex, Piast czy restauracje Polonez i Chopin. Ale obok nich pojawiły się kanadyjskie knajpeczki reprezentujące wszelkie etniczne kuchnie, sklepiki, galerie, butiki. Zaszła tak zwana gentryfikacja, co spowodowało, że dzielnica stała się popularna i prestiżowa. Sprowadziło się tu wielu artystów i młodych yuppies.

Ale w ten jeden weekend roku na “Ronces” – czy jak inni mówią “Ronceswólce” – odbywa się cieszący się ogromną popularnością i odwiedzany przez tysiące ludzi Polish Festival, ogromne przedsięwzięcie, w którego przygotowanie udaje się zaangażować dużą liczbę Kanadyjczyków polskiego i niepolskiego pochodzenia. To dobra reklama i dla Polonii oraz Polski, i dla lokalnego biznesu bo lokalny BIA (organizacja lokalnych firm) to jeden z filarów tej imprezy.

This slideshow requires JavaScript.

Jak było w tym roku? Dużo ludzi wszelkich ras i korzeni etnicznych, niesłabnący entuzjazm odwiedzających festiwal dla polskiego jedzenia – przede wszystkim piwa (i wódki!) i pierogów, sprzedawanych w wielu punktach i ogródkach piwnych (dochód z kilku piwnych ogródków przeznaczony był dla Domu Kopernika i szpitala św. Józefa) i polskiego folkloru, mnóstwo polskich wyrobów – chust, biżuterii, oczywiście z bursztynu, polskich strojów i ciuchów, stoiska wielu organizacji i firm polskich (i nie tylko), wystawa samochodów, które znamy z Polski, np. poloneza i malucha. No i występy polonijnych zespołów i artystów na kilku scenach przez całe dwa dni i długo w sobotnią noc.

Odwiedzając festiwal nagrałam kilka wypowiedzi “niePolaków”, którzy przyszli tego dnia na Roncesvalles:

Patrick (czarnoskóry gość festiwalu): Uwielbiam przychodzić tu co roku bo jest kolorowo, wesoło, a polskie piwo jest znakomite. Zawsze potem idę na Bloor na festiwal ukraiński, gdzie są też dobre pierogi. Dlaczego te imprezy są tego samego dnia, a skoro są, to może razem?

Carmen (imigrantka z Meksyku): W tym roku jestem tu po raz pierwszy. Moi koledzy z pracy polecili mi tę imprezę i bardzo mi się podoba. Najbardziej podobają mi się występy. Polski folklor jest inny niż z mojego kraju, ale piękny i kolorowy. I tyle dzieci jest w tych ludowych zespołach. To wielki sukces waszej grupy.

Tom (drugie pokolenie o irlandzkich korzeniach): Irlandczycy i Polacy zwykle dobrze się dogadują, bo i my i wy lubimy zabawę i potrafimy się bawić. Byłem tu w zeszłym roku, a teraz przyprowadziłem swoją żonę i syna. Próbowaliśmy waszego bigosu. Chyba to dla mnie za duża dawka polskości (śmiech), ale muzyka i pierogi są świetne. Mój syn kupił sobie nawet polski podkoszulek!

Wasyl (imigrant z Rosji): Miło, tak prawie domowo. My nie mamy takiego festiwalu. W Kanadzie wszyscy się lubimy, więc jest fajnie. Pamiętam jako dziecko te polskie samochody – w moim mieście były dwa polonezy.

Jak widać, nie było niezadowolonych, a przynajmniej ja takich nie spotkałam. Dobra robota i… do zobaczenia za rok.

Małgorzata P. Bonikowska
Foto: Konsulat RP, “Gazeta” i Edward Wójciak

This slideshow requires JavaScript.

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.