Kanada na bis (6)

0

Pan złota rączka
W polskich domach jak jest w domu jakiś mężczyzna, to zazwyczaj zewnętrzna “złota rączka” nie jest potrzebna… Prawie każdy mężczyzna powiesi obraz, zrobi prostą półkę. No przynajmniej znani mi panowie należeli do tego gatunku. A że w Kanadzie mieszkał ze mną zawsze jakiś mężczyzna, wszystko, co chciałam, było zrobione… w końcu.

W Polsce nie miałam problemu ze znajdowaniem ludzi do remontów czy drobnych napraw: miałam zaprzyjaźnionego pana od komputera, pana od urządzeń mechanicznych i pana od… wszystkiego. Ten ostatni – pan Piotr był chętny do pracy i do tego jeszcze bardzo inteligentny: ja wymyślałam jak bym chciała mieć, a on wszystko aranżował. Słowo daję, proponowałam mu, żeby przyjechał ze mną na miesiąc do Toronto, urządził mnie i wrócił. Nie chciał, podobno psa mu było żal zostawić, ale myślę, że… boi się latać.

Zaczęłam więc szukać “złotej rączki”. Nie chciałam niczego nadzwyczajnego, ot, powiesić obrazy, szafeczkę, półki zrobić w szafie. Nikt ze znajomych oczywiście nie miał nikogo takiego, no bo wiado- Kanada na bis (6) mo – nie potrzebuje: Polak w takich drobiazgach sam sobie radzi. Zatem zaczęłam dzwonić do panów, którzy się ogłaszali. Jak tylko powiedziałam co chcę i gdzie mieszkam, okazywało się, że nie mają czasu. Niektórzy chcieli żebym mieszkała w Mississaudze. W końcu jakiś pan przyszedł. Obejrzał, zapisał, powiedział, że oszacuje i zadzwoni wieczorem. Zadzwonił wieczorem, dwa tygodnie później, kiedy byłam już umówiona z ostatnim panem złotą rączką.

Wcześniej jeszcze przyszedł jeden pan… z kolegą. Był wygadany, wszystko wiedział, miał kiepskie zdanie o kanadyjskich wykonawcach, robił dobre miny i był spod Warszawy… Stanęło na tym, że przyjdą z kolegą. Po kilku moich telefonach umówiliśmy się na 4 po południu. O 4.30 dzwonię i pytam czy przyjadą. “Tak, ale o 6.00.” O 6.10 pytam czy przyjadą. Odpowiedź:” Jedziemy do pani, ale pompa paliwowa nam poszła”. Odpisuję: “Rozumiem, że dziś panowie nie przyjdą”. Odpowiedź: “Nie wiem, mechanik pracuje”. I to była ostatnia wiadomość. Nie było następnych. Ja też już się nie kontaktowałam.

Miły, młody chłopak, który w końcu zrobił mi przynajmniej to, co było dla mnie najważniejsze, niestety nie na wszystkim się znał. Ale to dlatego, że “w zasadzie jego specjalnością są kafelki”. Kiedy wiercił w łazience dziurę do powieszenia szafki, przewiercił się do sypialni. Miał wpaść i ją zalepić. Już ponad miesiąc minął… i nie wpadł. I na pewno nie chodzi o pieniądze, bo chciał mniej niż dostawał. Czyli o co chodzi?

Zasady trzeba zmieniać
Jak każdy szanujący się Polak w moim wieku mam szereg wierzeń i ustaleń na zasadzie “no bo tak”. Moje przykładowe wierzenia i zasady związane z ży-ciem w Kanadzie to: “w życiu nie zrozumiem o co chodzi w tym baseballu”, “nie będę chodzić na żadne mecze, zwłaszcza na baseballa; “nie chcę Maca”, zostanę przy PC, “nie piję piwa z puszki” i wiele innych bardzo przydatnych.

Już w pierwszych tygodniach pobytu trzeba było zweryfikować “nie chcę Maca, zostanę przy PC”. Moje córki od dawna są zaprzyjaźnione z produktami Apple’a i jeśli potrzebowałabym ich pomocy, to raczej i ja powinnam zaprzyjaźnić się z tą firmą. Jak dotąd miałam tylko telefon. Dobrze, kupiłam komputer… i spodziewałam się spędzić kilka kolejnych tygodni na poznawaniu tego systemu. Okazało się, że wystarczyło mi kilka dni! Kocham Maca: jego urodę, niezawodność, dbałość o szczegóły i intuicyjną inteligencję. Efekt? Kupiłam kilka gadżetów i iPada.

Wiarę w to, że nie będę chodzić na mecze zmienił fakt, że moja młodsza córka gra w baseballa, zatem poszłam popatrzeć na nią, nie na mecz. Towarzyszyła mi starsza córka i tłumaczyła mi zasady tej… uwaga… ciekawej gry. Coś niecoś zrozumiałam od razu. To ja zaproponowałam jej wspólne pójście na mecz Blue Jays z drużyną Pittsburgha. Tam już zrozumiałam więcej, a poza tym… świetnie się bawiłam. To znakomity sposób spędzania czasu z rodziną: można porozmawiać, jest sporo radości i poczucie wspólnoty z ulubioną drużyną, jest dobra energia, rytmiczna muzyka… Można coś zjeść i napić się piwa. Próbowałam utrzymać chociaż zasadę o niepiciu z puszki, ale kiedy się okazało, że dostanę plastikowy kubek, zrezygnowałam i z tej. Moje córki miały niezły ubaw (jedna na stadionie, druga patrząc na przesłane przez siostrę zdjęcie) z matki pijącej piwo z półlitrowej puszki z logo torontońskiej drużyny. No cóż? Zasady trzeba zmieniać.

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.