Jubileusz 25-lecia “Informatora Polskiego” w Danii

0

Rozmowa z Romanem Śmigielskim, redaktorem naczelnym polonijnego kwartalnika z Danii

Leszek Wątróbski: Setny numer Waszego “Informatora Polskiego” ukaże się wiosną 2018 roku…
Roman Śmigielski: Pierwszy numer naszego kwartalnika ukazał się 25 lat temu, w roku 1992. To była inicjatywa zmarłego rok temu pana Ryszarda Strzelbickiego, który był wtedy prezesem Towarzystwa Kultury Polskiej w Danii. Zebrała się wokoło niego grupa ludzi, którzy stworzyli zespół redakcyjny. Początki nie były najłatwiejsze. Wszystkie artykuły były pisane na maszynie. Redakcja nie miała jeszcze komputerów. Pierwsze numery drukował znajomy drukarz Kazimierz Mazur, we własnej drukarni. Potem drukowaliśmy kwartalnik w Polsce – w Szczecinie, a obecnie w Warszawie.

L.W.: Początki wydawania Waszego pisma nie należały do najłatwiejszych?
R.Ś.: Pierwsze numery nie miały zbyt wiele stron. Pisaliśmy wtedy głównie o polonijnych wydarzeniach w Danii, o szeroko rozumianej kulturze i historii, zarówno Polski jak i Danii.

Po siedmiu latach wydawania pisma przez Towarzystwo Kultury Polskiej w Danii, na Zjeździe Zjednoczeniowym Polonii Duńskiej w roku 1999, na którym powstała Federacja “Polonia” i na którym wybrano mnie przewodniczącym Federacji, podjęto uchwałę o przejęciu wydawania “Informatora” przez Federację. Tak doszło do zmiany wydawcy naszego kwartalnika. W 2000 r. – za pośrednictwem Stowarzyszenia “Wspólnota Polska” – przenieśliśmy druk naszego “Informatora” do Warszawy i tak już zostało do dziś. To bardzo ułatwiło nam pracę. Korzystaliśmy bowiem z licznych udogodnień elektroniki i mogliśmy przesyłać mailowo teksty bezpośrednio do drukarni.

L.W.: A jak wygląda sytuacja pisma obecnie?
R.Ś.: Jesteśmy dalej kwartalnikiem. Wszyscy pracujemy społecznie. Ukazało się dotąd 98 numerów, choć teoretycznie powinno ich być już 100. Mieliśmy małą przerwę w wydawaniu podczas ostatnich zawirowań związanych z dotacjami dla Polonii. Dawniej środki na dofinansowanie Polonii przyznawał Senat RP, potem z MSZ, a obecnie ponownie Senat.

Po Ryszardzie Strzelbickim funkcję redaktora naczelnego sprawowali: Jolanta Dobosz i Wojciech Jagielski – a teraz przyszła kolej na mnie. Mam dobre kontakty z wieloma dziennikarzami z Polski i Danii. Z krajowych współpracowników wyliczę panią Ewę Michałowską Walkiewicz ze Skarżyska Kamiennej, która pisze o ciekawych i mało znanych zakątkach w Polsce, rysownikiem z Gliwic Tadeuszem Krotosem czy ks. prof. Edwardem Walewanderem z Lublina, a także nie żyjącym już prof. Edwardem Olszewskim, również z Lublina, który specjalizował się w Polonii skandynawskiej, w tym Polonii duńskiej. O Polonii z całego świata i Polakach ze Wschodu piszesz Ty, Leszku, za co Ci bardzo serdecznie dziękuję. Mamy też wielu współpracowników w Danii.

Nasi autorzy w trakcie współpracy z naszą redakcją wydawali też książki, m.in. Felicja Nowak “Moja gwiazda”, Edward F.K. Zarudzki “Polegli za Polskę. Polscy i Brytyjscy lotnicy na cmentarzach duńskich” oraz Maria Małaśnicka- Miedzianogóra “Róże dla Lone. Za wolność Polski i Danii (1939-1945)”.

Ciekawa jest geneza przetłumaczenia na język duński “Sonetów Krymskich” Mickiewicza. W czasie aneksji Krymu przez Rosję, nasz stały współpracownik Bent Christensen zapytał mnie, co ja o tym wszystkim sądzę. Powiedziałem mu, że my Polacy mamy przynajmniej “Sonety Krymskie” Mickiewicza, których nam nikt nie odbierze.

Bent jest wprawdzie emerytowanym duchownym luterańskim, ale także i poetą. Przetłumaczył wcześniej na duński zarówno “Boże coś Polskę” jak i “Mazurka Dąbrowskiego”- tak, że możemy je śpiewać w kościele i podczas innych uroczystości. Nic więc dziwnego, że zainteresował się sonetami i zdecydował się na ich przekład. Zaproponowałem mu więc, aby przetłumaczył ze 2- 3 sonety do naszego “Informatora”. Ale on nie był by sobą, gdyby nie potraktował tego jako wyzwanie. Przetłumaczył więc wszystkie. Nie tylko przetłumaczył, ale jeszcze wydał je własnym sumptem. Mogę zdradzić, że Bent Christensen kończy w tej chwili tłumaczenie “Sonetów Odeskich”. W planach ma też tłumaczenie innych utworów Adama Mickiewicza na język duński (“Ballady i romanse”, “Konrad Wallenrod”).

L.W.: Jacy jeszcze ludzie piszą na Waszych łamach?
R.Ś.: Kolejnym naszym autorem jest ks. Władysław Zdunek, autor m.in. książki pt. “Myśli z parafii św. Mikołaja w Hvidovre”, będącej zbiorem tekstów drukowanych poprzednio w “Informatorze Polskim”. Wspomnę tu jeszcze, że o. Władysław Zdunek kończy właśnie swoją misję duszpasterską i przechodzi na emeryturę, zostając w Kopenhadze.

Pisali też u nas inni duszpasterze, którzy wrócili do Polski: o. Leszek Kapusta i ks. Jan Zalewski. Ks. Jan jest obecnie proboszczem w Chojnie koło Szczecina.

Nasz kolejny felietonista Adam Bielnicki, historyk z wykształcenia, ma u nas stały felieton pt. “Szarganie poprawności”. Pan Adam pisze o bieżących sprawach politycznych, próbując często iść pod prąd. Felietony pana Adama z “Informatora” zostały wydane w formie książkowej pod tytułem “Zgryźliwy Sarmata i Wikingowie w papuciach”. Omawiamy ją w bieżącym (98.) numerze “Informatora”.

Z kolei Ewa Maria Jensen to muzykolog, ambasador muzyki polskiej w Danii i muzyki duńskiej w Polsce. Przysyła nam regularnie recenzje muzyczne dotyczące polskiego i duńskiego życia muzycznego.

Nie sposób wymienić wszystkich naszych duńskich współpracowników pisma w okresie ostatnich 25 lat oraz osób, które wspomagały nas w przeróżny sposób, dzięki czemu “Informator Polski” ukazywał się regularnie, prawie bez zawirowań.

L.W.: A co z autorami już nieżyjącymi?
R.Ś.: Zacznę od prof. Edwarda Zarudzkiego (1915-2014), który w czasie II wojny światowej był lotnikiem i uczestnikiem Kampanii Wrześniowej, kapitanem i pilotem RAF w ramach Polskiego Dywizjonu Bombowego 304, autora książki pt. “Polegli za Polskę. Polscy i brytyjscy lotnicy na cmentarzach duńskich”, odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych, uznany badacz oceanów, geofizyk, ekspert ONZ oraz działacz polonijny. Był badaczem geologii oceanów w Amerykańskim Instytucie Oceanograficznym, profesorem Uniwersytetu w Bolonii, a później na Uniwersytecie w Kopenhadze zajmował stanowisko profesora w zakresie geologii mórz i oceanów oraz wulkanizmu podmorskiego.

Nie żyje też niestety nasza autorka i felietonistka pani Felicja Nowak, autorka autobiograficznej książki “Moja gwiazda”, ukazującej m.in. dramatyczną historię jej ucieczki z getta w Białymstoku i ukrywania się na wsi u polskiej rodziny, która za to po latach otrzymała medal “Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

Wydaje mi się, że przez minione 25 lat udało się nam stworzyć pismo polonijne na jakimś tam poziomie. Byliśmy wprawdzie krytykowani, że piszemy dla elit, ale takie mieliśmy założenie, że równać będziemy w górę, a nie w dół. Nie przyjmowaliśmy się więc zbytnio tą krytyką i nie zamieszczaliśmy na naszych łamach np. programu telewizyjnego i drobnych ogłoszeń, jak to czyniły inne liczne pisma polonijne. Nie zamieszczaliśmy też artykułów sponsorowanych. Chcieliśmy się przez to wyróżnić, choć nie było nam wcale łatwo. Reklam mieliśmy zawsze co kot napłakał – w tym jedną bezpłatną. Jest to reklama firmy transportowej, która przewozi nasze “Informatory” do Danii po ich wydrukowaniu w Polsce.

Staraliśmy się utrzymywać wysoki poziom. “Informator” był zawsze otwarty na ludzi młodych i wykształconych, którzy przyjeżdżali do Danii. Dzięki takiemu nastawieniu, w ubiegłym roku zgłosiła się do mnie pani Patrycja Skłodowska-Kocewiak, dizajnerka i podróżniczka, która zaproponowała nam współpracę. Patrycja zadbała o naszą nową szatę graficzną.

L.W.: Jaka jest tematyka Waszego pisma? Jakie sprawy w nim poruszacie?
R.Ś.: Tematyka jest bardzo szeroka, m.in.: Polacy w Danii, Polsce i na świecie. Naszą główną myślą edytorską jest odpowiedź na pytania: co mnie jako Polaka w Danii może zainteresować? Co Polakom na całym świecie możemy powiedzieć o Danii? Co Duńczykom możemy powiedzieć o Polsce? Szeroko pojęta kultura i sztuka.

L.W.: A jak Wasz “Informator” jest rozprowadzany?
R.Ś.: Mamy kłopot z jego kolportażem. Brakuje nam, jak zawsze, pieniędzy na jego rozprowadzanie. Kilkadziesiąt numerów naszego kwartalnika do odbiorców w Polsce wysyłamy bezpośrednio z Polski, w tym do Biblioteki Narodowej w Warszawie, Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, Książnicy Pomorskiej w Szczecinie i Biblioteki Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej w Poznaniu. Zrezygnowaliśmy natomiast, z powodu kosztów, z wysyłki do wielu ośrodków polonijnych. W Danii wysyłamy do Biblioteki Królewskiej w Kopenhadze, Biblioteki Państwowej w Aarhus oraz do małej stosunkowo grupy prenumeratorów. Pozostałe egzemplarze rozprowadzamy poprzez polskie parafie.

Nasze pismo, w formacie A4, osiągało wcześniej nakład 500 egzemplarzy. Dzisiaj jest ich już tylko 400, o objętości od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu stron, w tym 8 kolorowych. “Informator” jest też dostępny w internecie pod adresem http://www.federacja-polonia.dk/informator.html

W każdym numerze mamy też kilka stron w języku duńskim. Doszliśmy bowiem do wniosku, że jest wśród nas wiele małżeństw mieszanych i chcemy w ten sposób dotrzeć do współmałżonka Duńczyka albo Dunki. Po duńsku piszemy np. o okrągłych rocznicach i świętach narodowych, które obchodzimy w Polsce i o których przez lata pisaliśmy po polsku. W tym roku mamy rok Konradowski, dlatego o jego twórczości piszemy po duńsku. W ostatnim numerze mamy natomiast wspomnienie o Duńczyku, który zarówno po pierwszej jak i po drugiej wojnie światowej przyjeżdżał do Polski i organizował pomoc szpitalną.

L.W.: Dziękuję za rozmowę. Życzę Waszemu Zespołowi kolejnych 100 udanych edycji.

Poleć:

O Autorze:

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.