Żużlowcy Uniii Leszno mistrzem Polski

0
Żużlowcy Fogo Unii Leszno po raz 15. w historii zdobyli drużynowe mistrzostwo Polski. W niedzielę zremisowali 45:45 we Wrocławiu z miejscowym Betardem Spartą, ale w pierwszym finałowym spotkaniu zwyciężyli 49:41. Najlepszy czas dnia uzyskał w biegu czwartym Maksym Drabik (60,99). Sędziował: Paweł Słupski (Lublin). Widzów: ok. 13500. Po pierwszym meczu Unia miała przewagę ośmiu punktów i wszyscy z leszczyńskiej ekipy mówili niemal chórem, że to i dużo, i mało. We Wrocławiu natomiast mocno wierzono, że na własnym torze uda się odrobić stratę. Zwłaszcza, że do składu po kontuzji obojczyka wracał Maksym Drabik. Zaczęło się od upadku na wyjściu z pierwszego łuku po starciu Petera Kildemanda z Szymonem Woźniakiem. Na tor wjechała karetka, bo zawodnik gospodarzy długo się nie podnosił, ale na szczęście okazało się, że żużlowcowi nic poważnego się nie stało. Arbiter uznał, że nie było winnego upadku i bieg został powtórzony w pełnej obsadzie. Wygrał Tai Woffinden a poturbowany Woźniak przyjechał trzeci i Sparta w dwumeczu miała w tym momencie sześć punktów straty. Po kolejnych dwóch gonitwach było 13:5, a to oznaczało, że w dwumeczu jest remis. Najpierw w biegu młodzieżowców para gospodarzy Drabik i Damian Dróżdż wygrała 5:1 z Dominikiem Kuberą i Bartoszem Smektałą, a następnie Maciej Janowski okazał się lepszy w pojedynku z Piotrem Pawlickim, a Andrzej Lebiediew na dystansie wyprzedził Grzegorza Zengotę. W czwartym biegu był remis, ale jego zwycięzca Drabik zebrał owację na stojąco, bo ustanowił nowy rekord toru Stadionu Olimpijskiego – 60,99. Wcześniejszy należał do Woffindena i wynosił 61,05. Po szóstej gonitwie trybuny zamilkły. Pawlicki z Zengotą najlepiej wyszli ze startu i już nie dali się dogonić. Chwilę później Unia zwyciężyła 4:2 i co prawda wrocławianie prowadzili w meczu 22:20, ale w dwumeczu mieli sześć punktów straty. Spartanie mieli powody do zmartwień, bo goście po początkowych problemach, wyraźnie dopasowali się do toru i byli bardzo szybcy. Po kolejnych dwóch biegach sytuacja jednak ponownie się zmieniła, bo dwa razy wrocławianie wygrali 5:1 i w dwumeczu wyszli na prowadzenie 73:71. Kolejny raz świetnie pokazał się Drabik, który na torze robił co chciał. Sparta po 10. gonitwie mogła prowadzić jeszcze wyżej, ale Janusz Kołodziej najpierw poradził sobie z Lebiediewem, a następnie z Maciejem Janowskim. W biegu 13. trener Sparty Rafał Dobrucki w ramach zmiany zwykłej posłał na tor Drabika, a trener Unii Piotr Baron w ramach zmiany taktycznej – Pawlickiego. Lepiej wyszli na tych manewrach goście, bo wygrali bieg 4:2 i przed nominowanymi gonitwami było w dwumeczu 84:84 (43:35). Dramaturgii spotkaniu dodawał fakt, że przed decydującymi wyścigami zaczął padać drobny deszcz. Kluczowy okazał się już pierwszy bieg nominowany. Najlepiej ze startu wyszła para gości Emil Sajfutdinow i Zengota, a później nie dała się już rozdzielić. W tym momencie wrocławianie musieli w ostatniej gonitwie zwyciężyć podwójnie, aby sięgnąć po złoto. Leszczynianie ponownie wykazali się lepszym refleksem, bo po pierwszym łuku wyszli na dwa pierwsze miejsca i przypieczętowali mistrzostwo Polski. Pomeczowe opinie: Maksym Drabik (Betard Sparta): „Gratulacje dla zespołu z Leszna. Mecz był godny finału, bo emocje sięgały momentami zenitu. To były ciężkie zawody, bo kilka dni z rzędu padał deszcz i tor był trudny. Ze smutnym uśmiechem witamy ten medal, bo przed sezonem chyba w ciemno wzięlibyśmy srebro. Jeżeli chodzi o moje zdrowie, to miałem tylko, a może aż dziesięć dni, aby dojść do siebie. Przeszedłem operację i dziękuję wszystkim, którzy byli w tym trudnym czasie przy mnie. Cieszę się, że wróciłem i mogłem pomóc drużynie w walce o złoto. Nie udało się, ale może następnym razem uda się sięgnąć po mistrzostwo. Teraz jeszcze jedne zawody przede mną i oby zdrowo zakończyć ten sezon”. Janusz Kołodziej (Fogo Unia): „Generalnie żużel może nie jest stresujący, ale niesie dużo adrenaliny i ja chyba to lubię, bo w ostatnich biegach więcej się cieszyłem, że jest taka sytuacja w meczu niż stresowałem. Chciałem pojechać jak najlepiej i cieszyć się ściganiem. Cały sezon był dla nas zróżnicowany – raz wygrywaliśmy, raz przegrywaliśmy. Udało się dostać do play off i chyba nikt nie sądził, że z czwartego miejsca awansujemy do finału i później go wygramy. Ale się udało. Wiedzieliśmy, że wrocławianie dobrze jadą u siebie, a w dodatku wraca Maks Drabik. Dla Maksa czapki z głów, bo ryzykował swoje zdrowie, aby pomóc drużynie. Kto wie, jak by to wyglądało, gdyby pojechał w meczu u nas. Mimo że wynik nie układał się dla nas dobrze, nie traciliśmy nadziei i nie kalkulowaliśmy. Nie przejmowaliśmy się przegranymi biegami, bo dla nas sukcesem był już awans do finału. Walczyliśmy do końca i się udało. Teraz wracamy do Leszna i będziemy świętować”.
Poleć:

O Autorze:

PAP

PAP to największa agencja informacyjna w Polsce. Zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. Przez całą dobę, 7 dni w tygodniu 250 dziennikarzy i 40 fotoreporterów przygotowuje serwisy informacyjne, z których korzystają media, instytucje, urzędy państwowe i przedsiębiorcy.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.