Ku pokrzepieniu serc

6

37 lat temu, w sierpniu 80, gdy zaczęły się strajki w Stoczni im. Lenina, a potem gorące, sierpniowe dni, aż do słynnego porozumienia podpisanego przez wielkiego lidera strajku, Lecha Wałęsę, przebywałam na stepach Mongolii, możliwe, że w jednym z nielicznych miejsc na świecie, gdzie wiadomości o strajkach i porozumieniu nie mogły dotrzeć. W samolocie Moskwa-Warszawa wyrywaliśmy sobie wraz z mężem polską gazetę, dosłownie “pożerając” wszystkie nowiny. Tak dla mnie zaczął się “wielki karnawał Solidarności”, okres, w którym rosła moja wiara w zwycięstwo dobra nad złem, czyli demokracji nad reżimem komunistycznym. Wierzyłam, że moje poglądy podziela zdecydowana większość Polaków. Świadczyły o tym zrzeszające tysiące ludzi wiece, zebrania, marsze, msze. Nie byłam wtajemniczona w tarcia i niesnaski wewnątrz Solidarności – dla mnie ten ruch był świętością, a jego przywódca bohaterem. Świat patrzył na nas i na niego z podziwem. Nigdy tego okresu nie zapomnę, chociaż minęło tyle lat. Nadal uważam, że to właśnie wtedy Polacy wznieśli się na wyżyny i potrafili pokojowo, bez ofiar stworzyć coś wyjątkowego. Postanowiłam ten polski ewenement ująć w powieści o wymownym tytule “Oporniki”, nad którą pracuje już od roku. Podczas tegorocznego pobytu w Polsce udało mi się przeprowadzić wywiad z tym, który rozpoczął strajk w stoczni, z Jerzym Borowczakiem, bohaterem filmu Robotnicy 80. Kilkugodzinna rozmowa, podczas której nieraz wstrzymywałam oddech, była relacją naocznego świadka, nie kreującego się na bohatera, chociaż definitywnie takim był. Jego opowiadanie było pełne obrazów tamtych wydarzeń – decyzji o strajku, jego rozpoczęcia, drastycznych momentów, które mogły przeważyć szalę zwycięstwa, zachowań ludzi – tych tchórzliwych, tych zwyczajnych i tych heroicznych, wspaniałych postaw tysięcy robotników, w tym przywódcy strajku, Lecha Wałęsy.

This slideshow requires JavaScript.

“Wielka historia” zaczęła się tak normalnie, na spotkaniu w mieszkaniu Ewy i Piotra Dyków, działaczy Ruchu Młodej Polski. Wśród przybyłych byli opozycjoniści z różnych ugrupowań oraz z Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Pięciu z nich, Lech Wałęsa, Bogdan Borusewicz, Jerzy Borowczak, Ludwik Prądzyński oraz Bogdan Felski w obawie przed podsłuchem wyszli na zewnątrz, jak to określił Jerzy Borowczak – “pod klonka” czyli pod stojący w pobliżu klon (a więc był i akcent kanadyjski) i tam zapadła decyzja o strajku. Głównym postulatem miało być przywrócenie Anny Walentynowicz do pracy. Ustalona data została przesunięta o jeden dzień z 13 na 14 sierpnia (Wałęsa musiał zarejestrować nowo narodzoną córkę) i wszyscy mieli stawić się pod stocznią o piątej rano przed historyczną bramą, przez którą w dni robocze przechodziło 7 tysięcy osób.

Pierwszy przybył Jerzy Borowczak (lat 23), a potem doszedł o rok młodszy Ludwik Prądzyński (Lutek). Wałęsy, Borusewicza, Felskiego nie było i na tych chłopaków spadł ciężar rzucenia hasła do strajku.

Relacja Jerzego Borowczaka: Pędzę na K5 (wydział), bo mało czasu, bo zaraz wyjdą nam ludzie z szatni na robotę, a Lutek (Prądzyński) mówi – “nie mam ulotek”.
– A kto ma?
– Bogdan (Felski).
– A plakaty?
– Bogdan.
A Bogdana nie ma. Byliśmy wtedy wysportowani, Lutek też był po wojsku, to puściliśmy się pędem, żeby zdążyć, żeby ludzie nam nie wyszli z szatni, bo jak wyjdą, to koniec. Pobiegliśmy na wydział, już chłopaki byli w szatni, już odbijali karty i ja wtedy Lutkowi dałem część moich ulotek, trzy plakaty i mówię:
– No Lutek, leć na K3. Zaczynamy.

Przez ponad cztery godziny od dwóch młodziutkich stoczniowców zależało utrzymanie w ryzach 15 tysięcy robotników. Gdy o 10.30 Lech Wałęsa przeskoczył płot, z ulgą oddali mu kierownictwo.

Spisana na 40 stronach relacja Jerzego Borowczaka uświadomiła mi, że bohaterstwo oraz początek wielkich wydarzeń historii rodzi się często w bardzo zwykłych okolicznościach.

Pierwszego dnia strajku, po zgodzie dyrektora stoczni na wszystkie postulaty (między innymi o podwyżce dwóch tysięcy złotych) w Komitecie Strajkowym przeprowadzono głosowanie. Większością głosów zapadła decyzja, że strajk zostanie zakończony – 25 osób było za jego kontynuowaniem, a ponad 120 za zakończeniem. Wtedy do stoczni dotarli przedstawiciele innych zakładów, oskarżając komitet o zdradę. Ponownie rozważono sytuację i został uformowany Międzyzakładowy Komitet Strajkowego.

Jerzy Borowczak – Zapadła decyzja – strajkujemy dalej. Tymczasem dyrektor odzyskał radiowęzeł i zabrzmiały jego słowa – “Kto do godziny osiemnastej nie opuści stoczni, nie otrzyma 2 tys. zł. podwyżki.” Wstyd mi dzisiaj za ten widok. Ja tak uciekających ludzi przez płot to nawet nie widziałem na wiejskiej zabawie. To była tragedia. Bo myśmy tę bramę zamykali! Na siłę! A oni skakali przez płot. Bałem się, żeby któryś sobie łba nie rozbił o te kolce. To był dla mnie straszny widok. Na noc zostało może 100 osób. Może mniej.

Do tej małej grupy zamkniętej w stoczni przez sobotę i niedzielę doszli robotnicy z innych zakładów i innych stoczni. Razem zebrało się około 1000 osób. Jerzy Borowczak – Najgorszy był poniedziałek. Bramy były zamknięte. Nie mogli wchodzić ani trójką, ani jedynką, ani dwójką, tylko tą historyczną. Była zamknięta, tylko zostało małe, wolne przejście. Pytamy się tych co wchodzą – “Będziesz strajkował? Nie? To nie wchodzisz. Puszczamy tych, co chcą strajkować.” Nas za dużo nie było, więc nie mogliśmy wszystkich zablokować, więc niektórzy nas opluli, czy nawet kopnęli i próbowali wejść siłą. Strasznie to wyglądało. Ktoś obudził Lesia (Wałęsę) i przybiegł z sali BHP. Wszedł na bramę i mówi;

“Koledzy, kto chce z nami się solidaryzować, kto chce z nami tu strajkować, to zapraszam do środka. A jak chcecie przyjść do pracy, to wam nie radzę. Idźcie stąd i nam nie przeszkadzajcie.” A przed bramą było co najmniej 5 tysięcy. Najpierw przyszło dwóch, pytamy się – “będziesz strajkował?” – “Idę tylko się przebrać, będę strajkował!” I tak 10, 15 osób, 20, a potem otworzyliśmy szeroko bramę, bo już wszyscy mówią, że będą strajkować. Ci, co siedzieli w domu w Tłuszczu czy w Tczewie, to żony ich pogoniły.

– “Co ty tu siedzisz w domu. Idź do stoczni!” I wtedy znowu było 12 tysięcy. To był taki przełomowy dzień.

Niesamowicie, jak mogło to potoczyć się inaczej, gdyby czasami nie jeden człowiek, nie jeden mały epizod. Jak trudno też jest oceniać reakcje ludzi. Ci sami, którzy w pośpiechu przeskakiwali płot, wrócili w poniedziałek i zdecydowali się na strajk. Wiadomo, czym w komunie aż do sierpnia 80 kończyły się strajki – decyzja na dołączenie do strajku była bohaterstwem. A ucieczka przez płot? Może normalną reakcją? Świadomość walki o wyższe cele rodzi się w masach powoli. I tam, w stoczni, w te gorące dni sierpniowe “zjadaczy chleba przemieniła w aniołów”.

Na kartach powieści “Oporniki” opiszę ten wspaniały okres, kiedy Polacy stanowili jedno, kiedy świat patrzył na nas z podziwem, kiedy w Polsce robotnicy, rolnicy i inteligencja po raz pierwszy zjednoczyli swoje siły. Powieść nie będzie skupiać się na podziałach, kłótniach, zawiściach, a opowie o wspaniałych ludziach, o wielkich Polakach, o tych, którzy obalili komunizm zanim upadł Mur Berliński. “Oporniki” będą lekturą “ku pokrzepieniu serc”, gdyż w dzisiejszej polskiej rzeczywistości taka książka jest nam potrzebna.

PS Planuję zakończyć pisanie powieści w 2018 roku. Podczas zbierania materiałów przeprowadziłam wywiady z legendami Solidarności, m.in. z: Henrykiem Wujcem, Januszem Onyszkiewiczem, Zbigniewem Bujakiem, Jerzym Borowczakiem, Joanną Szczęsną, Mirosławem Chojeckim, Henrykiem Sikorą oraz z mniej znanymi działaczami. W przyszłym roku planuję kontynuować wywiady, aby tło historyczne mojej książki w pełni oddawało wielkość tamtego okresu. Okładka książki jest w fazie roboczej. Rzeźbiarz Jerzy Kalina, autor pomnika “Przejście” dał mi zezwolenie na użycie na okładce zdjęcia fragmentu tego wspaniałego monumentu. Zdjęcie jest mojego autorstwa.

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

Beata Gołembiowska – pisarka, autorka powieści Żółta sukienka, Malowanki na szkle, Lista Olafa, Droga do Wilenii oraz książek–albumów – W jednej walizce i Teatr bez granic. Kocha przyrodę, ceni ciszę, a w ludziach – tolerancję.

6 Comments

  1. Osoby wybrane do wywiadu świadczą na czyje zamówienie pisze pani tą książkę. Należy przy tym przypomnieć że Włęsa-Bolek nie był “wielkim przywódcą” strajku a sterowanym przez SB prowokatorem.

    • Opinie Pana są skrajne i bezpodstawne, nie oparte na żadnych danych historycznych, tylko na intrygach zawistnych, małych ludzi. Polacy sami zabijają swoich bohaterów, a czczą demagogów i uzurpatorów. Na szczęście są tacy, którzy doceniają tych, którzy rzeczywiście obalili komunizm. O nich wie cały świat, a o panach uzurpatorach nikt w 80 roku nic nie wiedział.

  2. Panie Aleksandrze, dziękuję za słowa wsparcia. Będę informować na bieżąco o postępach nad książką. W następnym felietonie zawrę fragmenty z wywiadu ze Zbyszkiem Bujakiem. Dzięki pracy nad tą książką poznaję fantastycznych ludzi. Pozdrawiam serdecznie

  3. Marek Maciolowski on

    Czeslaw Kiszczak pochwalil by rownie sumiennie jak dyzurny ” Aleksander” .
    Moze Pani liczyc na entuzjastyczne recenzje w prasie moskiewskiej.

  4. Wielka robota pro publico polskie bono. Może wspomnienie tamtych czasów obdzi sumienia i umysły co niektórych, którzy ten wielki przełom w Polsce chcą przedstawić jako rezultat spisku jakiś ciemnych sił.
    Zycze powodzenia

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.