Kanadyjski Indiana Jones

0

Rozmowa z Krzysztofem Grzymskim – archeologiem, głównym kustoszem działu Egiptu i Nubii w Royal Ontario Museum w Toronto.

Joanna Sokołowska-Gwizdka: Kultury starożytne to pana pasja, która zaczęła się… w Kaliszu. Jest to historia nadająca się na scenariusz filmowy – młody chłopak, pochodzący z małego miasta, gdzieś w komunistycznej Polsce, żyjący w świecie książek, bo tylko one mogły dać smak wielkiej przygody i podroży w świecie czasu i przestrzeni, wymyślił sobie, że zostanie wielkim odkrywcą i… nim zostaje. Dzięki uporowi i ciężkiej pracy, jego dorosłe życie staje się pasjonujące. Odkrywa Meroe - starożytną stolicę w Sudanie, gdzie pojechał śladami Stasia i Nel i staje się światowym autorytetem w dziedzinie prehistorii Nubii. Podróżuje, pisze książki, artykuły i rozprawy naukowe. Każda wyprawa doświata starożytności mogłaby być scenariuszem jednego z odcinków serialu o przygodach Indiany Jonesa.
Krzysztof Grzymski: Tak, mam żyłkę poszukiwacza tajemnic, odkrywcy. Może dlatego też jedna z amerykańskich dziennikarek nazwała mnie Canadian Jones, bo to, co robię kojarzy się zwielką, filmową przygodą, no i łatwiej wymówić Canadiana Jones niż Krzysztof Grzymski. Dla mnie pasjonujące jest zarówno odkrywanie tajemnic, jak i łączenie pewnych pozornie oderwanych elementów w logiczną całość. Nie mam na myśli tylko dzikiej przygody na pustyni, lecz sam moment znalezienia. To nie musi też dotyczyć tylko archeologii egipskiej, bo w każdym archeologicznym temacie kryje się jakaś tajemnica. Ciekawe może być zarówno osadnictwo indiańskie w Kanadzie, jak i osadnictwo słowiańskie w Polsce, tak jak np.niezwykłe odkrycia łączące się z początkami Polski, z okresu Mieszka I.

This slideshow requires JavaScript.

J.S.G.: Proszę opowiedzieć o początkach pana pasji archeologicznej.
K.G.: Dorastałem w latach 60., kiedy polscy archeolodzy dokonali wielkich odkryć w rejonie Morza Śródziemnego. Odkryto wówczas Tamę Asuańską, zaczęto odkopywać świątynię królowej Chatszepsut izupełnie nie znaną świątynię Amenchotepa III, znaleziono cudowne freski bizantyńskie z Faras, teatr w Aleksandrii itd. Byłem tym wszystkim wówczas zafascynowany. Nie tak łatwo było wyjechać z Polski, więc tym bardziej takie egzotyczne wyprawy działały namoją wyobraźnię. Poza tym wmoim rodzinnym Kaliszu wciąż prowadzone były badania archeologiczne, a ponieważ to nie jest duże miasto, więc zreguły wszyscy wiedzieliśmy, gdzie ico się działo. Kiedy w wieku 14 lat zdawałem egzamin doszkoły średniej, najęzyku polskim wybrałem tzw. wolne pytanie“Kim chciałbyś zostać wprzyszłości?” Napisałem wówczas wielką rozprawę, żechciałbym zostać archeologiem. Wtedy jeszcze przyciągała mnie Grecja, Wojna Trojańska itd. Zresztą wielu moich kolegów marzyło otakim zawodzie, którymiał być wielką przygodą.Tylko potem ludzie dorastają ipodejmują inne decyzje. Wtym zawodzie trudno jest opracę. Dlatego tym bardziej się cieszę, żemnie udało się zrealizować marzenia, doktórych uparcie dążyłem. Mojepierwsze wykopaliska jako studenta pierwszego roku były najpierw wKaliszu, teraz prowadzę badania nawielką skalę.

J.S.G.: Najpierw żył pan starożytną historią rodzinnego miasta, apotem znalazł się pan nadalszych szlakach historii.
K.G.: Wmoich kanadyjskich wywiadach udało mi się kilka razy wspomnieć oKaliszu. Kiedyś rozmawiała zemną dziennikarka z”National Post”. Chciała usłyszeć coś omnie,skąd się wzięły mojezainteresowania archeologiczne itd. Powiedziałem, żepochodzę znajstarszego miasta wPolsce. Aona - toty jesteś zKrakowa? Zaprzeczyłem, nie zKrakowa, lecz zKalisza. Iopowiedziałem, jak toKalisz znalazł się wgeografii Klaudiusza Ptolemeusza, Greka, albo Egipcjanina, żyjącego wII wieku n.e. wAleksandrii. W”Nauce geograficznej”, któraznajdowała się wBibliotece Aleksandryjskiej, Klaudiusz Ptolemeusz wyznaczył położenie 8000 miejscowości, wtym właśnie Kalisza. Idziennikarka ta opisała starożytne korzenie mojegomiasta, zczego byłem dumny.

J.S.G.: Co było pana największym zrealizowanym marzeniem?
K.G.: Licencja wMeroe wSudanie przeszła mojejakiekolwiek marzenia czy oczekiwania. Nigdy nie marzyłem, żewłaśnie tam będę kierował misją. Sprawdziła się moja intuicja wraz zzasadą mojegopromotora zUniwersytetu Warszawskiego, prof.Kazimierza Michałowskiego – jak kopać totylko stolice. Obecne odkrycia potwierdziły niezwykłość badań wtym rejonie. Totrochę tak, jak szukanie skarbów. Miejsce stało się prestiżowe iprzybywają tam różne ważne osobistości zeświata polityki czy kultury. Meroe jest położone ok. 250 km napółnoc odChartumu (trzy godziny drogi samochodem, albo pół godziny helikopterem). Już poroku badań opublikowałem pierwszą książkę natemat wykopalisk wtym rejonie. Sudańczycy mogą być dumni, bo wiedza natemat ich historii pojawiła się szeroko wświecie naukowym.

J.S.G.: Dlaczego starał się pan, żebydostać licencję właśnie wMeroe? Czy tobyła intuicja badacza?
K.G.: Meroe było stolicą starożytnego Sudanu ijednym znajwiększych miast wAfryce. Prowadził tam wlatach 70. badania, wspomniany już, profesor Michałowski. Kiedy poszedł naemeryturę, stanowisko tozostało opuszczone. Potem krótko była tam misja niemiecka. Dla mnie zaraz postudiach Meroe było zbyt skomplikowanym stanowiskiem, żebysię starać olicencję poprof. Michałowskim. Wyjechałem doKanady ipracowałem nainnych stanowiskach wAfryce, m.in.wMambuko koło starej Dongoli. Potem jednak stwierdziłem, żebardzo mnie ciągnie doSudanu. Ponieważ Meroe było stolicą, Sudańczycy mieli dużo zastrzeżeń. To tak jakby ktoś chciał nagle prowadzić wykopaliska wGnieźnie czy wKrakowie, jakby chciał naruszyć jakiś symbol. No, aleudało się, wspólnie zmoim kolegą zCalgary zająłem się tylko moim ukochanym Meroe. Mam licencję nasamo miasto, nie napiramidy. Egipt już jest znany, aSudan jest ciągle nie odkryty, mimo żesą tam podobne obiekty. Dla Polaka Sudan nie jest obcy, Chartum iMahdiego znamy poprzez Sienkiewicza.

J.S.G.: Jak pan odbiera Sudan zpunktu widzenia “W pustyni iwpuszczy”?
K.G.: Gdywlatach 70. zacząłem pracować wSudanie, jeszcze raz przeczytałem książkę, już podinnym kątem. Zobaczyłem, gdzie są te pustynie iszlaki, naktórych zostali porwani Staś iNel, którędy uciekali. Mogłem tosobie wówczas wyobrazić. Poznałem też rodzinę Mahdich, tojest nadal panująca rodzina. Przedzamachem stanu w1989r. Mahdi był premierem Sudanu. Sienkiewicz świetnie był przygotowany, znał realia. Poznał Egipt iAfrykę. Wczęści powieść składa się zfaktów, fabuła jest bardzo prawdopodobna. Rzeczywiście było wówczas powstanie Mahdystów. Nie wiem, czy rzeczywiście jakiś Polak pracował przy budowie Kanału Sueskiego, alenie jest towykluczone. Jedynie ucieczka przez południowy Sudan, była pewnie uzupełniona przez fantazję Sienkiewicza, gdyżbyły totereny wówczas niezbadane. Pojechałem tam, mimo toczącej się wojny domowej. Izachorowałem namalarię. Tak więc zarówno dla Polaków, jak idla Anglików, którzymają swój mit generała Gordona, Sudan nie jest egzotycznym krajem, jest tojakaś część naszego dziedzictwa kulturowego. Czuję się więc wtym Sudanie tak trochę “po swojemu”.

J.S.G.: Alena co dzień pracuje pan zprostymi Sudańczykami, anie np.zrodziną Mahdich.
K.G.: Prawdę powiedziawszy, dużo ciekawsza jest dla mnie praca wterenie, zludźmi nawsi, niż zelitami rządzącymi. Archeologia ma todo siebie, żezjednej strony ma się kontakt zelitami władzy, zhonorowymi gośćmi, zbogactwem, azdrugiej strony archeolog idzie wpole ima doczynienia znajwiększą biedą. Natych zapadłych wsiach przyjeżdżają domnie Nomadzi zpustyni iproszą opracę. Kiedyś, podczas okresu suszy igłodu, miałem wobozie mnóstwo uciekinierów, ludzi, którzypotracili wszystko ibłagali ojakąkolwiek pracę, aby przeżyć. Przecież oprócz specjalistycznej pracy archeologicznej, gdzie trzeba umiejętnie obchodzić się zeksponatami, dużo jest zwyczajnej pracy, któranie wymaga wiedzy – przenoszenie piachu, kopanie łopatą. Gdybymmógł, założyłbym organizację charytatywną, aby pomóc tym wszystkim biednym, prostym, aprzy tym serdecznym ludziom.

J.S.G.: Pamiętam zpamiętników Michała Tyszkiewicza, jedynego Polaka, którywXIX wieku podswym własnym nazwiskiem prowadził prace archeologiczne w Egipcie, żenie było wówczas żadnego problemu, aby wywieźć starożytne zabytki. Gdyhrabia Michał rozmawiał zrządzącym wówczas Mohammedem Saidem Baszą, usłyszał, żemoże sobie wywieźć mumii ile chce. Nie przywiązywano więc wagi dowartości historycznej tych obiektów, traktowano je jedynie jako towar, którymożna spieniężyć. Jak wtej chwili Sudańczycy podchodzą dowywozu znalezionych naich terenie cennych starożytnych pamiątek?
K.G.: ZEgiptu, poza wyjątkowymi sytuacjami, nie można już wywozić zabytków. Natomiast Sudan jeszcze nato pozwala. Dlatego Polska wlatach 60. dostała zabytki z Farah. Zdarzają się też wyjątkowe sytuacje. Prof.Michałowski zdobył zabytki dla Polski z Egiptu dzięki temu, żeEgipcjanie budowali tamę wAsuanie izatapiali duży teren. Potem tosamo się działo wSudanie. Sudan postanowił zbudować tamę naczwartej katarakcie iwobec tego Sudańczycy zaprosili misje zcałego świata doudziału wratowaniu zabytków zterenu, którymiał być zatopiony idawai możliwość wywozu znalezisk.

J.S.G.: Wspominał pan wielokrotnie polskich archeologów. Czy rzeczywiście Polska jest wczołówce światowej wtej dziedzinie?
K.G.: Zwielu dziedzin naukowych, jest tojedna zdyscyplin, gdzie Polacy naprawdę mają światową pozycję, obok Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii, Niemców iJaponii. Przecież to, co osiągnąłem wKanadzie, jest konsekwencją bardzo wysokiego poziomu napolskim uniwersytecie. Zjednej strony jest to dziedzina, która nie jest konieczna docodziennego życia, alezdrugiej strony przekonuje się coraz bardziej, żema ona kolosalny wpływ nanasze życie. Dostarcza argumentów historycznych, potrzebnych dousprawiedliwienia pozycji wświecie. Czy tobędzie Bliski Wschód, czy Polska. Niemcy twierdzą, żemają prawo doziem polskich bo tam żyły narody germańskie, a Polacy, żena tych terenach była kultura łużycka, Biskupin i żyli Prasłowianie. Argumenty archeologiczne są często argumentami używanymi wwalkach politycznych. Azbieranie historycznych obiektów pochodzących zwykopalisk iwystawianie ich, przyciąga tłumy. Czasami sam się zastanawiam, co powoduje, aż taką fascynację. Dla Polaków starożytność jest bliska kulturowo, toteż jeden zpowodów tak wielkich osiągnięć wdziedzinie archeologii.

Śledząc historię wstecz odPolski chrześcijańskiej, przez początki chrześcijaństwa, Rzym, doGrecji, widzimy, żeimy możemy się doszukać korzeni cywilizacyjnych wEgipcie. Grecy mówili, żeswoją mądrość brali odkapłanów egipskich. A druga droga – to Biblia i chrześcijaństwo, gdyż w Biblii często pojawiają się Egipcjanie i historie egipskie, Mojżesz, Józef, wyprowadzenie Żydów z Egiptu, a potem Matka Boska z dzieciątkiem i Józefem, szukająca schronienia w Egipcie. Starożytny Egipt funkcjonuje więc w świadomości Polaka zarówno poprzez źródła kulturowe, jak i religię od pokoleń. Już w staropolszczyźnie jeżdżono i opisywano liczne podróże do Egiptu, np. Krzysztof Radziwiłł “Sierotka” zostawił diariusz z podróży do Ziemi Świętej. To są tylko przykłady. Archeologia jest żywym dowodem na to, skąd wywodzą się nasze korzenie cywilizacyjne.

J.S.G.: Czy wobec tego, skoro my Polacy, silnie tkwimy mentalnie ikulturowo wźródłach cywilizacji europejskiej, Kanada, jako młody kraj emigrantów, którzy przywieźli naten kontynent swoje kultury, często bez korzeni chrześcijańsko-europejskich, jest mniej zainteresowana odkryciami archeologicznymi naświecie niż Polska?
K.G.: Do lat 60. rzeczywiście Kanada nie była zainteresowana tym, co się działo na zewnątrz. Ludzie zajmowali się głównie wypracowaniem sobie tutaj egzystencji, zarobieniem pieniędzy. Owszem, robiono badania, ale dotyczyły one historii Indian, czyli zajmowano się tzw. własnym podwórkiem. Dopiero pod koniec lat 60. rozwinęła się edukacja, powstało dużo nowych uniwersytetów w całej Kanadzie. Wcześniej tylko jednostki pracowały w stacjach archeologicznych, głównie z Amerykanami i z Brytyjczykami (jak twórca ROM – Charles T. Currelly). Pod koniec lat 60. Kanada usamodzielniła się pod względem badań archeologicznych do tego stopnia, że w 1984 r. założyliśmy Instytut w Kairze. W tej chwili mamy kilka stałych misji na świecie, ale nie jest to działanie na taką skalę, jak w Polsce. Polacy są także aktywni na Cyprze, a kiedyś byli w Syrii, zanim wybuchła wojna. Byli też w Iraku; jak zaczęły się na tym terenie działania wojenne, polscy archeolodzy (np. Marek Lemiesz z Poznania) weszli w skład stacjonującego tam wojska, aby ratować zabytki. Natomiast Kanadyjczycy są aktywni, ale na mniejszą skalę. Jedyną przewagą Kanady nad Polską jest język. Ludzie tu mówią albo po angielsku, albo po francusku, więc gdy nasze odkrycia są gdzieś ogłoszone, to często są podchwytywane przez światowe agencje. Po moich pierwszych odkryciach w Meroe, gdzie mój kolega z Polski, geofizyk Tomek Herbich, za pomocą tzw. magnetometru porównywał różnice fal magnetycznych i określił położenie budynków pod ziemią, udzieliłem w Kanadzie szeregu wywiadów na ten temat, zarówno w prasie, jak i w telewizji. I zaraz zgłosiło się do mnie National Geographic, BBC chciało nakręcić film itd.

J.S.G.: Co Pan sądzi oplacówce, zktórą jest Pan związany odlat, czyli oRoyal Ontario Museum wToronto?
K.G.: ROM było muzeum najważniejszym i najbogatszym w Kanadzie, ale pod względem zbiorów w jakimś sensie trochę parafialnyn, bo otwartym tylko na Kanadę i północną Amerykę. A moim celem był kontakt ze światem. W połowie lat 90. na jednej z konferencji Christiana Ziegler, główny kurator egiptologii w Luwrze zapytała, czy byłbym zainteresowany współpracą wraz z Doroteteą Arnold z Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku przy organizowaniu wystawy milenijnej “Sztuka egipska w okresie piramid”. Ja oczywiście chętnie się zgodziłem. Chciałem też, aby wystawę przenieść potem do Toronto. Dużym problemem okazało się przekonanie dyrekcji o celowości tak odpowiedzialnej wystawy. Jednak wystawa okazała się być największym sukcesem, w dziejach Muzeum. Przyszło 340 tysięcy osób na wystawę, a do Muzeum ok. 400 tysięcy osób. Mieliśmy wielki sukces publiczny, frekwencyjny. Muzeum miało też duży zysk finansowy. “Egipt w okresie piramid” był wystawą unikalną, zawierającą eksponaty z 30 muzeów na świecie, z okresu budowy piramid, czyli tzw. okresu Starego Państwa (2000-503 p.n.e.). Wydawało mi się, że po tak spektakularnej wystawie będę mógł trochę odpocząć i zająć się pracą naukową. Ale nowy dyrektor, który poprzednio był redaktorem naczelnym “Globe and Mail”, zawołał mnie i mówi – no Krzysztof, musimy szybko zrobić następną egipską wystawę. Był to dla mnie komplement, aczkolwiek pomysł ten zmienił moje plany. Ponieważ wiedziałem, że Muzeum nie ma możliwości zorganizowania wystawy od podstaw, zacząłem szukać wystawy gotowej, którą można byłoby przewieźć do Toronto. Niewątpliwie najlepszą była wystawa “Wieczny Egipt”, zorganizowana w USA, zawierająca 144 wybrane w świadomy sposób obiekty z British Museum w Londynie. Po długich negocjacjach udało się ją zaprezentować w Toronto.

J.S.G.: Zbiory sztuki egipskiej wBritish Museum są starsze niż wLuwrze, mimo żeza czasów Napoleona nastąpiła wielka fascynacja Egiptem.
K.G.: Gdy tworzyło się muzeum w Londynie, Luwr był ciągle pałacem królewskim. British Museum zostało założone w już 1753 roku. Zbiory więc w jakiś sposób stanowią świadectwo historii zbieractwa. Gdy Anglicy za czasów Napoleona pokonali wojska francuskie, w ramach traktatu pokojowego do Wlk. Brytanii przyjechały też zabytki egipskie. Dlatego słynny kamień z Rozetty z napisami w trzech językach, w trzech pismach, jest w Londynie. Później zwycięskie mocarstwa otworzyły w Egipcie swoje konsulaty, a konsulowie zaczęli masowo zatrudniać ludzi i odkopywać coraz to nowe miejsca. Skarby starożytności trafiały do muzeów lub do sprzedaży. Często traktowano je wyłącznie jak towar, który posiada jedynie wartość rynkową. Niewiele ludzi wówczas przywiązywało wagę do tego, co dziś nazywamy dziedzictwem kulturowym.

J.S.G.: Czy zainteresowanie Egiptem było modą, doktórej co jakiś czas wracano?
K.G.: Już w XVIII wieku interesowano się Egiptem w sensie kolekcjonerstwa. Ale dopiero Napoleon i jego ekspedycja do Egiptu w 1796 roku, przyniosła prawdziwą fascynację tą zapomnianą egipską cywilizacją. Uczeni Napoleona wydali dużo książek o Egipcie i to była pierwsza fala tzw. egiptomanii. Łączyła się ona ze stylem w sztuce – empire (pocz. XIX w.) z przeważającymi elementami egipskimi w sztuce zdobniczej. Druga taka faza nastąpiła w końcu XIX wieku, za królowej Wiktorii i miała związek z odkryciami w Mezopotamii, kiedy zaczęto szukać biblijnych śladów. A trzecia faza egiptomanii przyszła w latach 20. XX w. po odkryciu grobu Tutenchamona przez Cartera. Wtedy zapanowało w Europie art deco, który to styl również czerpał motywy ze sztuki egipskiej.

J.S.G.: Skoro Egipt jest tak przebadany, czy są jakieś tajemnice, które mogą stać się wyzwaniem dla młodych archeologów, których tak samo, jak kiedyś pana, pociągać będzie pasja przygody?
K.G.: Oczywiście, że ciągle nie wszystko wiemy o starożytności. Mamy np. w tej chwili 1500 tekstów pisanych w języku meroickim. Wiemy, że było to pismo alfabetyczne, zawierające 24 znaki. Są one odszyfrowane, znamy ich wartość fonetyczną. Możemy odczytać więc te teksty, ale nie możemy zrozumieć, co się w nich mieści i tu mamy wielką tajemnicę. Gdyby udało się znaleźć kiedyś tekst dwujęzyczny, wtedy można byłoby je porównać.

J.S.G.: Skoro pan obcuje wswojej pracy naco dzień ześladami ludzkich osiedli, świątyń, dotyka pan przedmiotów codziennego użytku, widział pan niejedną mumię, czy poprzez te strzępy historii, skorupy, kamienie zasypane prochem czasu, wygląda starożytny, zwykły człowiek? Kim on był, co lubił, oczym marzył, czego się bał człowiek sprzed 4 tysięcy lat?
K.G.: Ci dalecy w czasie i przestrzeni ludzie właściwie byli bardzo podobni do nas. Gdy czytamy egipskie teksty, to problemy starożytnego człowieka w sumie niewiele się różniły od naszych. Np. w kolonii robotników budujących groby królewskie w Tebach znaleziono różne papirusy. Jeden z nich, to lista nieobecnych w pracy, wraz z powodami, dla których robotnicy nie stawili się. “Kłopoty rodzinne – 12 przypadków, przepity – 26 przypadków”. Jakże nam to jest bliskie. To jest taka nasza wspólnota z człowiekiem z innej cywilizacji, innego regionu, z naszym praprzodkiem.

J.S.G.: Ma pan fascynujący zawód, słuchałam zdużym zainteresowaniem. Nasunęło mi się szereg pytań, natemat pochodzenia człowieka itego co odziedziczyliśmy potych, którzyżyli przednami wiele tysięcy lat temu. Bardzo panu dziękuje zarozmowę iżyczę, aby pana zawód iżyciowa pasja zawsze tak szły wparze.

Materiał udostępniony “Gazecie” przez CultureAvenue – cultureave.com. Dziękujemy

Krzysztof Grzymski urodzony w1951 roku w Kaliszu, ukończył II Liceum Ogólnokształcące im.T. Kościuszki uzyskując maturę w1969 roku. Już w młodości uczestniczył w pracach wykopaliskowych prowadzonych w Kaliszu i w okolicach pod kierunkiem prof.Krzysztofa Baranowskiego. Te zainteresowania zawiodły go na studia w Wydziale Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Stał się jednym z najzdolniejszych wychowanków profesora Kazimierza Michałowskiego, któryskierował go na studia doktoranckie na Uniwersytecie w Calgary. W 1981 roku Krzysztof Grzymski podejmuje decyzję, aby pozostać w Kanadzie i oddać się pracy naukowej. Trzy lata później opuszcza Uniwersytet wCalgary i przenosi się do Toronto, gdzie w Royal Ontario Museum obejmuje funkcję kustosza Działu Cywilizacji Bliskiego Wschodu i Azji. Placówka ta stanowi wówczas część uniwersytetu, gdzie młody archeolog uzyskuje profesurę, prowadząc studia doktoranckie i magisterskie z zakresu archeologii Starożytnego Egiptu i Nubii. Jest autorem wielu wypraw i rozpraw naukowych i światowym autorytetem w dziedzinie prahistorii Nubii. Prowadził badania archeologiczne w Kanadzie, Aleksandrii, ale najczęściej pojawiał się w Sudanie, w okolicach Dongoli, gdzie co roku przez trzy miesiące pracował spełniając swe dziecięce marzenia, a światowe wydawnictwa poświęcone odkryciom archeologicznym publikowały jego artykuły. Wystawą swego życia nazywa Krzysztof Grzymski monumentalną ekspozycję milenijną w Paryżu, którą wspólnie z Christianą Ziegler z Muzeum w Luwrze oraz Doroteą Arnold z Metropolitan Museum of Art, zorganizował w Nowym Jorku. “Sztuka egipska w czasach piramid” skupiła ponad trzysta eksponatów z 30 muzeów świata. Wystawę eksponowano w Grand Palaise, gdzie obejrzano ją ponad 300 tysięcy osób. Jeszcze większą publiczność – pół miliona ludzi – zgromadziła w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Wystawa była też pokazywana w Toronto. W 2004 roku temat egipski miał swoją kontynuacje, również w Toronto. Oprócz badań archeologicznych Krzysztof Grzymski pełnił funkcję Head of Department of World Cultures w Royal Ontario Museum, jest również głównym kustoszem Egiptu i Nubii w ROM, profesorem archeologii Egiptu i Nubii na Uniwersytecie Torontońskim, wiceprezydentem Canadian Institute in Egypt oraz sekretarzem komitetu egiptologicznego Światowej Rady Muzeów (ICOM – International Council of Museums) i szefem komitetu w UNESCO.

Poleć:

O Autorze:

Joanna Sokołowska-Gwizdka

Pisarka, dziennikarka, członek Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, były pracownik Katedry Literatury Staropolskiej Uniwersytetu Łódzkiego. Jej artykuły, recenzje i wywiady publikowane były w wielu pismach w Polsce: „Rzeczpospolita”, „Pani”, „Dziennik Łódzki”, „Odgłosy”, „Jazz Forum” i za granicą: „Gazeta” (Toronto), „Nowy Dziennik” (Nowy Jork), „Polonia Kalifornijska” (San Diego), „Teraz” (Filadelfia), „Polonez” (Kair, Egipt), „Kurier Zachodni” (Perth, Zachodnia Australia), „Tygodnik Polski” (Sydney, Australia), „Pro Polonicum” (Fryburg, Szwajcaria). Autorka książki o Helenie Modrzejewskiej „Co otrzymałam od Boga i ludzi”. Obecnie mieszka w Austin w Teksasie.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.