Jedwabny Szlak (1)

2

Szlak ten to drogi kontaktów handlowych między Europą a krajami azjatyckimi w przestrzeni czasowej od starożytności do czasów nowożytnych. Faktycznie kierunek obustronny był mniej więcej ten sam, ale drogi różne w różnych epokach. Najpóźniejsza z tras, po zawojowaniu ogromnych terenów Azji i części wschodniej Europy przez Mongołów, prowadziła z Chin przez płaskie tereny południowej Syberii, Ukrainę, Polskę, Niemcy, aż do Francji. Są realne plany by ten szlak reaktywować, by był główną lądową drogą wymiany dóbr między Europą a krajami azjatyckimi, w szczególności z Chinami. Prezydent Duda szczyci się, że to jego pomysł – to raczej jego jedna z wielu przechwałek, jak i ta, że zainicjowana przez niego nowa konstytucja zapoczątkuje nową erę w historii Polski zwaną Czwartą Rzeczpospolitą.

Szlaki lądowy i morski w czasach starożytnych

Nazwa tej drogi handlowej jest dość nowa – wymyślił ją jeden z niemieckich podróżników w roku 1877. Jedwab był jednym z wielu dóbr sprzedawanych i kupowanych, ale nie zawsze najważniejszym. Po terenach Azji Centralnej, Indii, Chin, Afganistanu no i prawie całej Azji Mniejszej bezustannie przemieszczały się karawany handlowe. Handel ożywił się od czasów powstania pierwszego w historii świata potężnego i terytorialnie ogromnego imperium perskiego, istniejącego w latach 550-330 p.n.e. za panowania dynastii Achemenidów. Było ono świetnie zarządzane przez członków tej dynastii, szczególnie przez trzech najsłynniejszych władców: Cyrusa Wielkiego, Dariusza Wielkiego i Kserksesa. Pierwszy z nich zdobył cały półwysep Azji Mniejszej podbijając potężne w swoim czasie królestwo Lidii, a na wschodzie zajął Afganistan i część Indii, aż do doliny Indusu. Dla usprawnienia zarządzania zbudował świetne jak na owe czasy drogi między ważniejszymi ośrodkami imperium. Najbardziej znaną była Droga Królewska od ówczesnej stolicy imperium perskiego Suzy do dawnej stolicy Lidii, miasta śródlądowego Sardes, znajdującego się w pobliżu innych słynnych miast Smyrny i Efezu położonymi nad Morzem Egejskim. Była to pierwsza zbliżona do autostrady droga na świecie: szeroka, dwupasmowa, brukowana w miejscach gdzie grunt był niestabilny, miała 2575 kilometrów długości. Zbudowano przy niej 111 stacji pocztowych zaopatrzonych we wszystko czego podróżny potrzebował, a przede wszystkim w wypoczęte konie do wymiany. Była patrolowana przez oddziały zbrojne. Kurier mógł przebyć ją w ciągu 7 dni, czyli ponad 350 km każdego dnia. Był to prototyp już prawdziwych autostrad rzymskich, których odcinki istnieją do dziś, a które już na przełomie egęsto przecinały całe Imperium Rzymskie.

This slideshow requires JavaScript.

Jednym z głównych produktów sprzedawanych i kupowanych w owych czasach były kamienie półszlachetne: lapis lazuli, nefryt, szczególnie jego odmiana – bardzo rzadki dlatego bardzo cenny jadeit. Ten ostatni był poszukiwany nie tylko ze względu na jego rzadkość, ale i dlatego, że występuje w wielu kolorach i odcieniach, a więc to kamień bardzo dekoracyjny. Popyt był ogromny nie tylko ze strony żon i nałożnic władców, ale oni sami używali go do upiększania swych pałaców, niekiedy służyły jako środki płatnicze – jedne z najstarszych monet na świecie produkowano z jadeitu. Imperium upadło, nie tylko z tego powodu, że upokorzyły je i ich najpotężniejszych władców Dariusza Wielkiego i Kserksesa miasta greckie w bitwach pod Maratonem w roku 490 p.n.e. w roku 480 pod Salaminą i ostatecznie w następnym roku pod Platejami, ale przede wszystkim z racji rozgrywek dynastycznych. Przejął je Aleksander Wielki, ale w ciągu niewielu lat po tym fakcie i to nowe Imperium upadło po jego śmierci. Imperia padały, nie ustawał jednak handel.

Zaraz po zajęciu Egiptu pod koniec starej ery, Rzymianie stworzyli nowy szlak jedwabny na wschód. Był to szlak morski zaczynający się od Morza Czerwonego poprzez Ocean Indyjski, wiodący wokół południowych wybrzeży Indii, przez Cieśninę Malakka, aż do Morza Południowochińskiego. Jeden z historyków rzymskich donosi, że tą drogą płynęło w ciągu roku aż 120 żaglowców rzymskich. Handlowano różnymi dobrami: z zachodu eksportowano wyroby biżuteryjne ze złota i srebra, perfumy, rośliny, winogrona; na zachód przewożono papier, żelazo, a w owych czasach przede wszystkim jedwab.

Jedwab
Produkcja tej tkaniny była przez długie wieki trzymana w głębokiej tajemnicy przez Chińczyków. Wmówiono obcokrajowcom, że materiał rośnie na drzewach i w to powszechnie wierzono. Po upadku Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego coraz trudniej było o ten luksus, a ceny były niebotyczne, więc z Bizancjum wysłano dwóch mnichów do Chin dla “zbadania sprawy”. Dowiedzieli się, że jedwab produkuje się z kokonów jedwabników. Następny krok to wykradnięcie jajeczek jedwabnika i rozkręcenie produkcji jedwabiu we Wschodnim Imperium Rzymskim. Jajeczka i nasiona drzew morwowych mnisi przemycili w zabezpieczonych i zakamuflowanych otworach swych lasek podróżnych.

Od II wieku p.n.e. w Imperium Rzymskim wśród kobiet notabli rzymskich zapanował szał jedwabiany. Ponieważ podaż nie nadążała za popytem ceny ciągle rosły, a państwo biedniało, bo płacono złotem za ten produkt. Senat swymi dekretami kilkakrotnie próbował bezskutecznie wyhamować ten szał. Zaczęto odwoływać się do kryteriów obyczajowo- moralnych by zapanować nad tym wszystkim. Seneka Młodszy tak się wypowiada na ten temat: “Widuję odzienie z jedwabiu, jeśli materiał, który nie zakrywa ciała, a nawet ludzkiej przyzwoitości, można nazwać odzieniem. Nędzne stado służebnic pracuje (chodzi chyba tu o szycie stroju), by rozpustnica mogła być oglądana tak przez to cienkie wdzianko, że nawet mąż nie ma lepszej znajomości ciała żony niż ktoś inny, nawet obcy” (tłumaczenie z łaciny moje). Głównym portem docelowym statków rzymskich staje się Guangzhou, nazywany w Europie od XIX wieku Kantonem. Gdy droga morska była od czasu do czasu zamykana dla statków europejskich, ożywiał się wtedy handel lądowy.

Całe plemiona azjatyckie stawały się specjalistami w wymianie handlowej i w zapewnieniu bezpieczeństwa na drogach. Dla przykładu podam, że głównymi dostawcami dóbr do Bizancjum w okresie od IV do VIII wieku byli Sogdyjczycy, lud żyjący między rzekami Amu-darią i Syr-darią w państwie Sogdiana ze stolicą w jednym z najpiękniejszych miast środkowej Azji, Samarkandrą. Chociaż kupcy z terenów Cesarstwa Rzymskiego docierali do Chin, nie mamy dowodów, że Chińczycy postawili nogę w Europie. W źródłach historycznych Państwa Środka jest kilka opisów Cesarstwa Rzymskiego, są to źródła nieścisłe, zaczerpnięte z drugich rąk od kupców z zachodu. W czasie tak zwanej Wędrówki Ludów we wczesnym średniowieczu, kiedy to zachodnia część Cesarstwa została wchłonięta przez ludy germańskie, handel na tych terenach z dalekim wschodem zamarł, nie zamarł jednak w Cesarstwie Wschodnim. Kontakty handlowe wzbogacały to państwo, co czyniło je silnym militarnie, dlatego przetrwało ono o tysiąc lat dłużej od swej dawnej zachodniej połowy.

Do XIV wieku wymiana handlowa ciągle trwała, mimo że Bliski Wschód i cała Azja Centralna były podbijane przez coraz to nowe plemiona. Choć niewiele pozostało z tych czasów informacji o niej, ale wiemy z pewnością, że nigdy nie ustała. Nie tylko dobra materialne były wymieniane. Było także dość żywe przenikanie się kultur, nawet religii: kilku władców na terenach Azji próbowało stworzyć z wielu jedną religię obowiązującą w ich państwach, ale były to zawsze wysiłki bez żadnych widocznych rezultatów. Pamiętajmy, że wielu ludzi Zachodu z konieczności przeniosło się na Wschód na skutek prześladowań religijnych w państwach chrześcijańskich – tworzyli nawet w pewnych okresach historii własne księstwa, czy małe królestwa. Rasy się mieszały. Nawet słynny Chingis-chan nie był człowiekiem o typowej urodzie mongolskiej, był dość wysokim rudzielcem.

Drogi jedwabne w czasach Imperium Mongolskiego
Wspomniany chan, jego synowie i wnukowie w XIII w. stworzyli największe imperium w historii świata. W latach siedemdziesiątych tego wieku miało obszar ok. 30 milionów kilometrów kwadratowych, czyli było prawie sto razy większe od obecnego terytorium Polski. Powstaje teraz wiele nowych szlaków handlowych na północ od tradycyjnych, kupcy już nie muszą się przedzierać przez przełęcze dzikich gór Afganistanu, wyniosłych obrzeżay Himalajów i innych pasm górskich. Teraz drogi prowadziły przeważnie przez równiny, niektóre omijały teraz morza Kaspijskie i Czarne po ich północnej stronie. Handel był konieczny nie tylko ze względu na potrzebę bogacenia się krajów wymieniających dobra, ale był to także łatwy sposób zdobywania informacji o wrogach i państwach które planowano podbić i ujarzmić. Nowe drogi służyły także wojsku do szybkiego przemieszczania się z miejsca na miejsce.

Rozrost Imperium Mongolskiego i kłopoty w Europie
Wiek XIII to jeden z najbardziej nieszczęśliwych wieków czasów średniowiecznych zarówno w Europie jak i w Azji. W Azji mongolska dynastia wielkich chanów (kaganów) konsolidowała swą potęgę, opanowała większość Azji, część Azji Mniejszej i ostatecznie całe Chiny, stworzyła największe w dziejach świata imperium, mordując ludność całych plemion i narodów które próbowały broniąc się zachować swą niezależność.

W Europie od końca XI wieku przez prawie 200 lat trwały wojny krzyżowe, faktycznie nie chodziło tu tylko o dostęp pielgrzymów do miejsc świętych w Palestynie, ale o zademonstrowanie Europie, że papiestwo jest jedyną siłą, która potrafi jednoczyć Europę, że papieże są hegemonami Europy. Włoskim republikom kupieckim, szczególnie Wenecji i Genui, chodziło też o wywalczenie dostępu do intratnych rynków wymiany handlowej między Azją a Europą. Równocześnie z wyprawami krzyżowymi trwała prawie nieustanna wojna o przywództwo Europy między papiestwem i niemieckimi cesarzami Hohensztaufenami. Wygrali ją ostatecznie papieże i dla zaznaczenie tej hegemonii zamienili swe urzędowe nakrycie głowy na tiary, rodzaj kołpaka z trzema koronami symbolizujące papieża jako władcę Państwa Kościelnego, władcę świata i władcę dusz – musieli mieć mocne mięśnie szyi, by taki ciężar udźwignąć!

Następne nieszczęście XIII wieku to manipulacja tronem papieskim między władcami Francji i rodami rzymskimi. I chociaż papieże stawali się coraz silniejsi, bo mieli potężny oręż w ręku, czyli ekskomunikę, którą często nakładali nie tylko na swych indywidualnych przeciwników, ale i na całe narody (nosiła wtedy nazwę interdyktu), to szafując nią szczodrze tracili powoli posłuch u wiernych.

Uratowały chrześcijaństwo na jakiś czas oddolne ruchy religijne, szczególnie powstanie dwóch zakonów żebraczych: braci mniejszych czyli franciszkanów i dominikanów. Dominikanie dość szybko zapomnieli o swej misji stając się zakonem inkwizytorów oddających w ręce władz świeckich dziesiątki tysięcy ludzi na spalenie żywcem. Bracia mniejsi przez kilka wieków pozostali wierni regułom ich założyciela św. Franciszka z Asyżu, czyli pracy wśród najbiedniejszych, ale rozbicie na różne grupy wewnątrzzakonne i utrata pierwotnego entuzjazmu pomocy najuboższym obniżyły ich rolę w społeczeństwach. Ten upadek autorytetu moralnego papiestwa i odejście od swych pierwotnych misji zakonów żebraczych były jednymi z powodów przejścia Europy ze średniowiecza w dość zlaicyzowaną epokę Odrodzenia.

Gdy w latach czterdziestych XIII wieku wnuk Czyngis-chana Batu-chan stworzył swój potężny chanat zwany później Złotą Ordą w Zachodniej Syberii, Azji Centralnej i na terenach państw ruskich i ruszył na podbój centralnej Europy, papieże i królowie francuscy uznali, że trzeba Mongołów jakoś oswoić i użyć do swoich celów. Papież Innocenty IV, który wysłał aż cztery poselstwa na tereny wielkiego chanatu, zapraszał władców poszczególnych krajów w tym imperium by się nawrócili na chrześcijaństwo. Nietrudno domyśleć się reakcji chanów: to wy się nawróćcie na naszą, jedyną prawdziwą religię. Królowie francuscy byli bardziej praktyczni i mniej bujali w obłokach próbując skłonić Mongołów do współudziału w pokonaniu nowopowstałego imperium islamskiego. W tym celu słano na wschód różne delegacje. Na przestrzeni jednego wieku było ich kilkanaście, a może i więcej, bo nie po każdej z nich pozostały ślady historyczne. Moim zdaniem najciekawsze, po których pozostały dokumenty historyczne, były dwie: dwóch franciszkanów i rodziny Polo. Na nich się tu skoncentruję.

Franciszkanie u kagana
Pierwszą lepiej znaną taką delegację papieską do kagana, czyli wielkiego chana, wysłał Innocenty IV z Lyonu, gdzie aktualnie odbywał się Sobór Powszechny. Stanowił ją franciszkanin Giovanni da Pian de Carpine (Jan z Doliny Grabów). Jechał z Lyonu przez Pragę. Dobrał sobie za towarzysza podróży we Wrocławiu Polaka, którego znamy tylko z imienia – był to brat Benedykt – i prawdopodobnie przynajmniej jeszcze dwóch innych zakonników. Ruszyli na wschód utartą drogą handlową, drogą, którą cztery lata wcześniej powracał z Europy Batu-chan na zjazd wszystkich chanów w celu wybrania następnego głównego władcy. Gdy Batu-chan podbijał Polskę i Bałkany w roku 1241, w Mongolii, jak wspomniałem, umierał drugi kagan, syn Czyngis- chana, Ugedej. Zakonnik z Doliny Grabów – będę dla uproszczenia nazywał go odtąd bratem Janem – wybrał Polaka za towarzysza podróży, a głównym powodem tego wyboru była jego znajomość języka ruskiego, który nie tylko w Złotej Ordzie był znany, ale można się było nim porozumieć w całym imperium. Jest także możliwe, że Benedykt jako jeszcze młody człowiek był w niewoli mongolskiej, mógł więc znać język mongolski lub tatarski. W Polsce rozbitej na dzielnice panował wtedy szok po klęsce legnickiej i po ograbieniu i spustoszeniu południowej Polski, przede wszystkim Lublina, Sandomierza i Krakowa, oraz wzięcie w jasyr dziesiątek tysięcy ludzi przez ordę Batu-chana. Nie wiemy, czy inni książęta dzielnicowi obarczyli zakonników darami hołdowniczymi dla chanów, wiemy z pewnością, że Konrad Mazowiecki w Łęczycy przekazał przez nich dla władców mongolskich futra z borsuków i bobrów, chyba po to, by przy następnym najeździe na Polskę nie zahaczali o jego księstwo. To ten sam Konrad, który zaprosił Krzyżaków do Polski.

Wyprawa papieska podróżowała, jak wspomniałem, utartym szlakiem handlowym przez dzisiejszą Ukrainę. W Kijowie wymieniono konie na bardziej odporne na trudy podróży małe konie mongolskie i na nich zakonnicy dotarli do Saraj Batu, stolicy Złotej Ordy położonej przy ujściu Wołgi. Tu braciszkowie, którzy towarzyszyli Janowi i Benedyktowi, zostali zawróceni z drogi; tylko im dwom pozwolono na kontynuowanie podróży w głąb Azji. Była to uciążliwa, pełna przygód podróż licząca dziewiętnaście tysięcy kilometrów w obie strony. Przejechali stepy nadwołżańskie, tereny nad morzem Kaspijskim i jeziorem Aralskim, przejechali przez Chorezm, stepy na pograniczu Turkiestanu i stanęli przed nowym kaganem Gujukiem w jego letniej rezydencji w pobliżu nowozbudowanej stolicy imperium Karakorum położonej na południe od jeziora Bajkał. Padając na kolana wręczyli nowemu wielkiemu chanowi pismo papieskie Cum non solus nakazujące mu by zaprzestał najazdów na państwa chrześcijańskie, by się nawrócił na jedyną prawdziwą wiarę i razem ze swymi poddanymi wszedł pod opiekuńcze skrzydła Kościoła. Gujuk odłożył na kilka miesięcy oficjalną odpowiedź na ten list, bo był w trakcie długotrwałych i bardzo uroczystych ceremonii intronizacyjnych. Zakonników umieścił w pałacu swej matki. Po zakończeniu ceremonii przyjął ich na audiencji i wręczył własne pismo do papieża zredagowane w czterech językach: mongolskim, tureckim, perskim i po łacinie, instruując papieża, że raczej on i cała Europa powinna stać się poddanymi jedynego władcy świata, czyli jego. Tyle dyplomacji.

Ważniejszymi osiągnięciami tej wyprawy były obserwacje poczynione przez franciszkanów, bo faktycznie były to pierwsze opisane bezpośrednie spotkanie Europejczyków ze światem mongolskim, włączając w to wizytę na dworze kagana, poznanie jego otoczenia, zapoznanie się z obyczajami w imperium, rozpoznanie siły militarnej Mongołów i przynajmniej szczątkowe zapoznanie się z ich historią. Bracia Jan i Benedykt uważnie śledzili i zapamiętywali wszystko, bo Innocenty IV czekał na dokładne relacje z podróży. Ich powrót do chrześcijańskiej Europy stał się podróżą triumfalną: pokorni zakonnicy byli zatrzymywani na dworach i w bogatszych klasztorach, musieli uczestniczyć w ucztach, musieli opowiadać w najdrobniejszych szczegółach o tym wszystkim co widzieli – dla słuchaczy był to świat tak inny i niesamowity, ciekawszy niż baśnie z tysiąca i jednej nocy.

Cała wyprawa począwszy od wyruszenia z Lyonu brata Jana do jego powrotu do tego miasta trwała od kwietnia 1245 roku do listopada 1247 roku. Wiemy, że Benedykt własne szczegółowe sprawozdanie z podróży złożył w Kolonii i tam zostało dokładnie spisane. Jest bardzo cenne z tego przede wszystkim powodu, że zawierało pismo Gujuk-chana do papieża, które tylko w tym sprawozdaniu dochowało się do naszych czasów. O tym przesłuchaniu wiemy z kroniki Annales s. Pantaleonis Colonensis. Zacytuję dwa zdania z tego źródła: “Bracia Mniejsi, wysłani przez papieża do Tatarów, powracali mając przy sobie list, który władca Tatarów skierował do Papieża. Jeden z tych Braci Mniejszych o imieniu Benedykt, Polak rodem, w czasie przejścia przez Kolonię przedstawił ustnie i jasno, jak widział i słyszał, pewnemu prałatowi, niegdyś scholastykowi kolońskiemu, w naukach bardzo biegłemu, treść tego listu i przebieg całej podróży odbytej z bardzo wielkim trudem i wśród niebezpieczeństw”. Na podstawie tych opowiadań powstało dzieło zwane Itinerarium (Podróż), nie wiemy czy spisane własnoręcznie przez brata Benedykta. Wiemy z pewnością, że inne dzieło zwane Historia Tartarorum napisał jego towarzysz do stolicy Złotej Ordy, którego znamy tylko z inicjału imienia i miejsca pochodzenia lub położenia jego klasztoru. Był nim C. de Bridia (z Brzegu). Brat Benedykt uczestniczył w przygotowaniu oficjalnego sprawozdania o podróży dla papieża Innocentego IV. Szef misji brat Jan był także autorem dzieła znanego i bardzo poczytnego w Europie pod tytułem Historia Mongaloru. Z tytułów tych dzieł i innych źródeł wiemy, że ludność tego ogromnego imperium nazywana była wtedy w Europie Mongołami, Tartarami lub Tatarami.

Brat Jan, z pochodzenia Włoch, przez udaniem się z misją na Wschód był bliskim towarzyszem św. Franciszka z Asyżu. Po zatwierdzeniu reguły zakonnej przez papieża w 1221 roku przemierzał Europę zakładając zakony w kilku krajach, prawdopodobnie był założycielem zakonu w Pradze i we Wrocławiu. Papież docenił zasługi tego człowieka, który w podeszłym wieku (miał wtedy ok. 65 lat) wybrał się do stolicy Mongołów i po jego powrocie z podróży mianował go biskupem Baru, a potem prymasem Serbii. Znamy datę jego śmierci. Był to rok 1252. Nasz polski zakonnik nie doszedł tak wysoko w hierarchii kościelnej; wiemy, że został przełożonym, czyli gwardianem franciszkanów w Krakowie lub Inowrocławiu. Zmarł prawdopodobnie w 1280 roku.

Jest rzeczą niezwykle dziwną, że źródła polskie nie wspominają o tej podróży, nawet w kronikach zakonu franciszkanów nie ma ani jednego słowa o bracie Benedykcie i jego przygodach. Prawie wszystko co wiemy o nim pochodzi ze źródeł niepolskich. Faktycznie znajdujemy jedno krótkie zdanie o nim w Kronice Długosza przy okazji kanonizacji przez Innocentego IV biskupa Krakowa Stanisława. Miał być on świadkiem cudu spowodowanego za wstawiennictwem kanonizowanego. Długosz mówi o nim, że to “…gwardian zakonu braci mniejszych, który był u Tatarów”. Tak jak o niezwykłym podróżniku afrykańskim, Kazimierzu Nowaku, który dokonał rzeczy wprost nieprawdopodobnej przemierzając Afrykę z północy na południe i z powrotem na północ pieszo, na rowerze w łódce, na grzbiecie wielbłąda w latach trzydziestych XX wieku, Polska i świat dowiedziały się na nowo dopiero pod koniec tego wieku dzięki kilku jego entuzjastom, tak też się stało z bratem Benedyktem. Znalazła się grupa entuzjastów, którzy nie na drewnianych siodłach końskich ale dżipami podążyli w jego ślady dwa razy, w latach 2004 i 2007. Wrocław nazwał uliczkę między ulicą Szczytnicką i placem Grunwaldzkim jego imieniem, wmurowano także na frontonie kościoła św. Wincentego tablicę pamiątkową, a mała Łęczyca poszła nieco dalej, bo raz w roku organizuje popularną imprezę zwaną Jarmarkiem Benedykta Polaka.

Dzieła dotyczące tej podróży przetłumaczono na język polski dopiero pod koniec XX wieku i one oraz te gesty Wrocławia i Łęczycy to jest wszystko, co nam pozostało po tym niesamowitym podróżniku.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie.

Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

2 Comments

  1. Artykuł bardzo ciekawy ale ten wstęp psuje go bo świadczy o służalczości wobec sponsorów nieprzychylnych Polsce. Przykre to ale prawdziwe.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.