Gdańskie muzeum ostrzega

4

W sierpniu odwiedziłem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Muszę powiedzieć, że zrobiło ono na mnie ogromne wrażenie.

This slideshow requires JavaScript.

Opowieść zaczyna się od pierwszej wojny, od odradzania się będących dotąd częścią wielkich mocarstw narodów, opowiadając o tworzeniu się demokracji parlamentarnych, ale zaraz potem o tym jak te demokracje wyłoniły demagogów Mussoliniego, Hitlera, Franco i regionalnych naśladowców w wielu krajach Europy, jak ich machiny propagandy zdobywały pogłos u mas populistycznymi hasłami, o tym jak cegiełka po cegiełce rozmontowywały młode demokracje, jak u mas stymulowały klimaks patriotyczno-narodowy i nacjonalistyczne uniesienie. Równolegle pokazany jest stalinizm, zaszczucie czerwonym terrorem i podobna do skrajnego faszyzmu retoryka nienawiści. Całe ściany plakatów, włoskich, niemieckich i sowieckich, oddają najlepiej ten klimat.

Cała opowieść, bardzo spójna i czytelna, skupia się na cierpieniu zwykłych ludzi, na ofiarach, a nie bohaterach, na tragedii ludności cywilnej, czy to warszawiaków podczas wrześniowych bombardowań, czy Żydów czasu zagłady, czy zagłodzonych na śmierć leningradczyków w czasie niemieckiego oblężenia.

This slideshow requires JavaScript.

Byłem tam tylko ponad trzy godziny, a powinienem był być przynajmniej sześć by wszystko zarejestrować, ale prawie nie zauważyłem typowej dla muzeów wojen historii militarnej, map zmieniających się frontów, opisów wielkich bitew i spektakularnych zwycięstw czy sylwetek słynnych dowódców. Przesłanie jest raczej takie, że nie było zwycięzców, że wszyscy przegrali, że każda wojna to przede wszystkim niezliczone ofiary i niezmierzone zniszczenia. Muzeum nie woła “zwyciężyliśmy!”, a ostrzega “nigdy więcej wojny”.

Pośród wielkich galerii tematycznych zauważyłem kąciki jednego człowieka. I tak w takim kąciku, jakby w proporcji do skromności przedstawionej sylwetki, jest pokazana Irena Sendlerowa, która z malutkiego ekranu mówi zresztą raczej o zasługach innych niż o samej sobie. Podobny malutki kącik poświęcono rosyjskiej dziewczynie, Tani Sawieczewie. Rówieśniczka Anny Frank, w swoim dziecięcym pamiętniku opisuje głodową śmierć kolejnych członków rodziny w czasie niemieckiego oblężenia, które spowodowało milion śmiertelnych ofiar jednego miasta. W końcu zostaje sama i ona też ginie pozostawiając urwany niemal w pół słowa pamiętnik. Inny kącik, poświęcony tragedii Hiroszimy i Nagasaki, pozwala na skupienie i osobistą refleksję. Na ścianach muzeum pokazanych jest też wiele pojedynczych tragedii, jak ta ilustrowana zdjęciem Kazimiery Miki, młodej dziewczyny pogrążonej w nieopisanym bólu, pochylonej nad zastrzeloną z niemieckiego samolotu i zbroczoną krwią siostrą, z którą poszukiwały ziemniaków na podmiejskim kartoflisku zagłodzonej ale wciąż broniącej się Warszawy.

Kazimiera Mika

Muzeum jest ostrzeżeniem do czego prowadzą najpierw słowa, potem pojedyncze czyny, a następnie przyzwolenie na formowanie się i działalność skrajnych nacjonalistycznych ugrupowań. Pokazuje jak demagogia narodowego patriotyzmu i posługiwanie się strachem przed innymi prowadzi do niekontrolowanej lawiny historii. Wszystko to nie mogło nie wzbudzić refleksji i nie przypomnieć o demagogii serwowanej obecnie przez wielu polskich polityków będących u steru władzy, o ich stosunku do uchodźców, wreszcie o nowej polityce historycznej, dla której wojna to jedynie wspaniała okazja do wykazania się bohaterstwem, miłością ojczyzny, do jednoczenia narodu. Mimo tragedii, jaką była dla Polski, jawi się im wielkim zwycięstwem i raczej powodem do dumy narodowej, niż do głębokiej żałoby i zadumy.

Jedna z ostatnich ekspozycji, w sali podzielonej na dwie równe części wysokim murem, pokazuje dwa światy powojenne – ten wolny, na zachód od żelaznej kurtyny, i ten zniewolony po jej wschodniej stronie. Tragedia podzielonej Europy przywołuje kolejną refleksję, tę o długiej i trudnej drodze do jedności Europy, o Solidarności, Okrągłym Stole, ugodzie w imię wspólnego dobra, o wywalczonej nowej demokratycznej Polsce, wreszcie o skruszeniu muru berlińskiego, kolejnych wyzwoleniach i o innych rodzących się demokracjach, a na koniec o zjednoczeniu Europy i przyjęciu do niej dawnych niewolników systemu totalitarnego. W tym kontekście powracająca antyzachodnia i eurosceptyczna retoryka, wypisz-wymaluj peerelowska, jeśli nie endecka, wydaje się czymś obłąkańczym i trudnym do pojęcia w dzisiejszych czasach.

Muzeum II Wojny Światowej, w odróżnieniu od warszawskiego muzeum Polin, zawiera mnóstwo autentycznych przedmiotów z czasu wojny, łącznie z czołgiem, samolotem, ale też fartuchem sanitariuszki warszawskiej. Dekoracje są bardzo realistyczne. Na ulicy zburzonej Warszawy Polański mógłby bez retuszu kręcić “Pianistę”. Galeria zagłady nie skupia się wyłącznie na ostatecznym rozwiązaniu i jego mechanizmach. Tragiczny koniec pokazuje symboliczna ściana bezimiennych walizek. Na niebotycznie wysokich szklanych panelach piętrzą się przedwojenne zdjęcia setek późniejszych ofiar, które można poznać z bliska, ale są to portrety sprzed kataklizmu, zdjęcia ludzi, którzy mieli swoje rodziny, zawody, domy, a przede wszystkim przyszłość. Świadomość, że po nich wszystkich pozostał jedynie popiół jest porażająca.

This slideshow requires JavaScript.

Śpieszyłem się do tego muzeum, bo po zdymisjonowaniu dyrektora Machcewicza i odebraniu muzeum jego twórcom, mały majsterkowicz Gliński i jego skauci już pracują nad jego przemeblowaniem, jak dzieci bawiące się beztrosko klockami Lego. Czy pozostaną w nim mądre słowa Lecha Wałęsy wypowiedziane w jedną z rocznic wojny, lub wypowiedź zmarłego niedawno, a wcześniej krytycznego wobec obecnej ekipy władzy, Andrzeja Wajdy o Katyniu? Czy pozostanie na jednej ze ścian, zapewne uwierająca, wzmianka o Jedwabnem? Wątpię, ale nie mam złudzeń o co będzie muzeum uzupełnione. Zatem zalecam spieszyć się do jego zwiedzania bo jest to, póki co, szczera i mądra placówka światowej klasy, pozbawiona tendencyjności i niepotrzebnego triumfalizmu.

Piotr Jassem

Zdjęcia Elżbieta Jassem i Piotr Jassem

Strona internetowa Muzeum 

Poleć:

O Autorze:

Contributor

Materiał nadesłany do redakcji.

4 Comments

  1. Prezydent Gdańska Adamowicz ( były członek PO) jest właścicielem siedmiu mieszkań, których łączna wartość to ponad 2 miliony złotych. Ciekawe czy jako zwolennik przyjmowania tak zwanych uchodźców będzie je udostępniał na potrzeby przybyszów z Afryki i Azji?

    • Iwanka T. – o mieszkaniach Adamowicza w Muzeum wspominają?! No to faktycznie, trzeba natychmiast zmienić ekspozycję!

  2. Nagle sie martwie ze, planujac odwiedzic Polske w Marcu 2018, nie zdaże.

    Wspanialy reportaz. Tak jak autor zauwaza, muzea wojny zwykle chyla czola przed weteranami i ich dowodcami, analizuja przebieg, i holduja zwycieskiej strategii. Wychodzimy wzbogaceni o daty, miejsca bitw, nazwiska, i fakty. I czujemy, mocno czujemy ze zolnierze zaplacili najwieksza cene, ze “dali wszystko”. Ale ludzkim ofiarom ZABRANO wszystko, i najwazniejszym przekazem takiego muzeum powinna byc przestroga…

    Widzialam takie muzuem w Ho Chi Minh City. I w Kigali, w Rwandzie. W Phnom Penh nie bylo muzeum, ale chodzilismy po Polach Śmierci potykajac sie od czasu do czasu o kosci i zeby… To oni dali wszystko. Brakowalo takiego muzuem w Polsce.

    Mam nadzieje ze zdażę.

  3. Katarzyna Rosiak on

    Najlepiej pokazywać historię właśnie w taki właśnie sposób – bo znacznie łatwiej ludziom, szczególnie młodym, utożsamiać się ze zwykłym człowiekiem, a nie z bohaterami. Moim zdaniem, to znakomita idea muzeum. Ale też się obawiam, że długo się takim nie ostanie.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.