Wieczni tułacze

5

Dwa lata temu Leszek Miller zapragnął zostać Pigmalionem i w gonitwie do najważniejszego urzędu w państwie wystawił młodą i urodziwą Magdalenę Ogórek. Co się będzie kisić w domu, pomyślał, niech wyjdzie do ludzi. Kandydatka SLD kampanię prezydencką przerżnęła koncertowo, ale parę razy udało jej się poruszyć opinię publiczną, na przykład obietnicą, że prawo zostanie po prostu napisane od nowa. Gotowa była nawet “podnieść słuchawkę”, by zadzwonić do prezydenta Federacji Rosyjskiej, żeby przeprowadzić “normalizację stosunków z Rosją”. Podobno Putin bardzo się cieszył, że ta sprawa zostanie wreszcie załatwiona, a on i Ogórek przejdą do historii obu państw. Kiedy już wiadomo było, jaki będzie finał kampanii wyborczej, kopnęła w podbrzusze swojego protektora. Leszkowi Millerowi, staremu wyjadaczowi, cwaniakowi, chytremu lisowi, który z niejednego pieca chleb jadł, szczęka opadła, kiedy wystawiona przez SLD kandydatka wystąpiła przeciwko “tym samym ludziom, którzy rządzą od 30 lat i betonują scenę polityczną”.

Prawo i Sprawiedliwość wybory wygrało, a lewicowa kandydatka znowu nas zadziwiła – tempem zmiany poglądów. Sprytna blondynka natychmiast wywęszyła gdzie stoją konfitury i wykonała imponujący skok z lewej strony sceny politycznej na prawą i to pod samą ścianę. Najpierw miały miejsce szczere, z serca płynące gratulacje dla nowowybranego prezydenta. Magdalena Ogórek wyznała, że Andrzej Duda ujął ją swoją bogatą osobowością. Patrzcie Państwo, góra z górą się nie zejdzie, a osobowość z osobowością zawsze!

Następnym krokiem machiavellicznej Magdy była korekta poglądów, co nie dziwi, bo zarówno towarzysze z SLD jaki koledzy z Platformy Obywatelskiej twierdzą, że zawsze starała się być blisko tych, którzy dużo mogą, więc teraz po drodze jej z PiSem.

Właściwie, jak dobrze się przyjrzeć, jej program wyborczy był pokrewny pisowskiemu: co prawda teraz już nie popiera in vitro i konwencji antyprzemocowej, ale za to jest przeciwna “grupkom z KOD, które deklarują obalenie demokratycznie wybranego rządu” i kobietom z “czarnego marszu”, które nazywa “komitetem wzajemnej adoracji”.

Andrzej Duda to “bardzo aktywna prezydentura”, “świetny prezydent”, a premier Szydło “świetnie sobie radzi w trudnej sytuacji nieustannych ataków na rząd”. Największy entuzjazm budzi jednak w rozgrywającej Ogórek Jarosław Kaczyński. “Jest wybitnym politycznym strategiem… który ma całościową wizję Polski… potrafi w kilku krótkich zdaniach sprowadzić opozycję do parteru i wykazać jej indolencję intelektualną” – pieje Ogórek (skoro śpiewać nie może) i użala się nad prezesem, którego “atakuje rozwścieczona dzicz, skandująca obrzydliwe hasła”.

Teraz Magdalena Ogórek została prawicową publicystką, brylującą w TVP Info i TV Republika. Jej dziennikarska specjalność to krzyki, awantury, inwektywy i obelgi pod adresem opozycji oraz lepka wazelina w kierunku jedynie słusznej władzy, prawej i sprawiedliwej. Pani Ogórek, pierwsza naiwna, przewraca oczami i wdzięcznie szczebioce: “Nie rozumiem, dlaczego opozycja nie pozwala PiS rządzić”.

Dlaczego więc zajmujemy się tą panią, która, mimo osiągnięcia wysokiej rozpoznawalności, była i jest przecież tylko politycznym planktonem, mizerią publicystyczną, która może bzykać i brzęczeć, ale i tak rozpłynie się w ludzkiej niepamięci? Bo takich jak ona paralotniarzy politycznych bez honoru i sumienia, którzy wielokrotnie i radykalnie zmieniali swoje przekonania i poglądy jest wielu. Wśród nich łeb podnoszą wilczury większego niż pani Ogórek kalibru, które mogą mieć lub już mają rzeczywisty wpływ na nasze życie, prawa i wolności.

Nie będę powtarzać truizmu o tej krowie, która rzekomo nigdy nie zmienia poglądów, zresztą nigdy nie trafiłam na żadne wiarygodne źródła naukowe, potwierdzające autentyczność tego stwierdzenia. Ale ostatnio słyszałam dowcip, tak przecudownie absurdalny, że muszę go Państwu opowiedzieć: ścigany przez wilki koń ostatkiem sił wskakuje na drzewo. Patrzy, a obok na gałęzi siedzi krowa. A ty co tu robisz? – pyta zdumiony. A wisienki sobie jem. Ale to jest przecież grusza, skąd wisienki? W słoiczku przyniosłam!.

W plejadzie ludzi-chorągiewek, karierowiczów i serwilistów czołowe miejsce zajmuje oczywiście Stanisław Piotrowicz, prokurator z epoki PRL-u, chwalony i nagradzany w poprzednim ustroju, wysoko ceniony przez Prawo i Sprawiedliwość. W stanie wojennym ścigał opozycję, a dziś przewodniczy Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Premiowanie cynizmu i służalczości w życiu publicznym jest charakterystyczne dla polityki PiS. Partia ta bez skrupułów posługuje się ludźmi, którzy wysługiwali się staremu systemowi i podobną postawę przyjmują wobec obecnej władzy. PiS zdaje się mówić: to my decydujemy o tym, kto był komunistą. Niektórzy mówią, że pierwsze prawo polityki brzmi: “Im większy czopek, tym łatwiej wchodzi”. Coś w tym jest. Satyryk Krzysztof Daukszewicz pisał o Ryszardzie Czarneckim: “Normalny człowiek składa się w 90% z wody, a Ryszard Czarnecki w 90% z wazeliny”. “Obatel” też partyjny tułacz, skakał z partii do partii ruchem konika szachowego: NZS, Unia Polityki Realnej, ZChN, “Ojczyzna”, AWS, Samoobrona, no i PiS, niezły wachlarzyk.

PiS przygarnął wielu byłych komunistów. Krzysztof Czabański przeskoczył jednym susem ze “Sztandaru Młodych” do Tygodnika “Solidarność”, Stanisław Kostrzewski, skarbnik PiS był w PZPR do końca, do dnia rozwiązania partii zaufany prezesa. Maciej Łopiński podobnie. No, ale to są politycy, istoty śliskie i pokrętne, wiele się od nich nie wymaga.

Zabawniejsi są ludzie kultury i sztuki. Podający się dotąd za lewicowcą i uchodzący za rozsądnego dr hab. Kazimierz Kik właśnie pokajał się publicznie, “że przez wiele lat wspierał siły, które niszczyły kraj. I gdyby utrzymały się u władzy jeszcze 10-15 lat, doprowadziłyby do całkowitego upadku Polski”. Dr Kik należał do PZPR (był nawet lektorem KC PZPR), Socjaldemokratycznej Unii Pracy, Polskiej Unii Pracy, SLD,PO, “Porozumienie dla Przyszłośći”. Teraz z całego serca popiera “dobrą zmianę”. Koledzy mówią, że jego nawrócenie spowodowane zostało pragnieniem uzyskania tytułu profesora belwederskiego. Najbardziej widoczne są oczywiście wolty nagłaśniaczy, czyli ludzi propagandy, którzy robią dobrze nowej władzy, tak jak dogadzali poprzednim rządzącym. Taki na przykład Wojciech Reszczyński, popularny prezenter TVP, pracował w “Sygnałach dnia” Polskiego Radia, podczas stanu wojennego w radiowej Trójce. A teraz zachwyca się ideą stworzenia Społecznego Trybunału Narodowego, który piętnowałby i skazywał na infamię “sprzedajnych dziennikarzy, którzy kłamali, słuchając zaleceń swoich komunistycznych przełożonych”. A my redaktora Reszczyńskiego świetnie pamiętamy z “Teleexpressu”.

 

A były satyryk Jan Pietrzak? Były, bo komuna się skończyła, a pan Janek ciągle z niej się śmiał, chociaż mu była jak matka rodzona. Tata Pietrzaka był działaczem Komunistycznej Partii Polski, mama posłanką na Sejm w latach 1947-52. Sam odszedł z Ludowego Wojska Polskiego jako porucznik rezerwy w 1957 r. aby kształcić się w Wyższej Szkole Nauk Politycznych przy KC PZPR. Swoją partyjną przynależność ukrywał. Występował dużo, a ostatnie lata socjalizmu były dla Kabaretu pod Egidą latami obfitości i dobrobytu. Niestety w nowej Polsce esbecy wciąż próbują go uciszać i bronią dostępu do telewizji. Dopiero szlachetny Jacek Kurski zaczął go tam wpuszczać w niedzielne wieczory. Niedziela wieczór – już nie weekend, a jeszcze nie poniedziałek. Podobnie jak sam Jan Pietrzak – już nie satyryk, a jeszcze nie wieszcz narodowy.

Aktorka Katarzyna Łaniewska, diva “dobrej zmiany” czyli babcia Józia z “Plebanii”. Żyła w doskonałej symbiozie z każdą władzą, o czym świadczą liczne odznaczenia i medale. W latach 1966-2007 została doceniona aż 11 razy. Na uwagę zasługuje fakt, że Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski dostała w 1970 r., a następny – w 1998. W ostatnich latach aktorka deklamuje patriotyczne utwory na imprezach PiS, widać ją też jak kurcgalopkiem przecina smoleńskie pola. Ostatnio zabrała głos w sprawie manifestacji opozycji pod Sejmem: “To ostatni ruch rozdeptanego robaka, który jeszcze rusza czułkami”. Babcia Józia była w ZMP, PZPR, zdobyła też odznakę Zasłużony Działacz Frontu Jedności Narodu, więc wie, jak to jest być bezkręgowcem. No i wisienka na torcie cynizmu, służalczości i włazidupstwa: Marcin Wolski – zawsze w obozie zwycięzców. Za czasów PZPR po marcowych czystkach opublikował w “Żołnierzu Wolności” antysemicką szopkę noworoczną. Pracował w radio, był nawet sekretarzem POP PZPR programu III Polskiego Radia. Wieczny koniunkturalista, za Wałęsy był w jego radzie do spraw mediów i bezlitośnie wyśmiewał dwa identyczne chomiki w “Polskim Zoo”, gdzie Wałęsa był królem-lwem.

W 2005 r. już popierał Lecha Kaczyńskiego i został nagrodzony posadą dyrektora Programu I PR. Teraz jest dyrektorem TVP2, wali czołem przed prezesem i uzasadnia jego pomysły. Czasy się zmieniają, a pan zawsze w komisjach…. Ale tworzy nadal. Bardzo podobał mi utwór Marcina Wolskiego opiewający sukcesy prezydenta Dudy w Nowym Jorku, ze szczególnym uwzględnieniem trzęsącego przed nim portkami prezydenta Rosji:

Przekąski pyszne, trunki zacne,
Obama białe zęby szczerzy,
Ktoś się zakrztusił przy toaście, a cały świat na stole leży.

Nastrój wytworny, nienachalny,
Władimir ma nadzieje szczere,
Że się podzieli tort globalny między przystawką a deserem.

Myślami jest przy innych rautach,
Chętnie by zaczął swój teatrzyk,

Lecz to nie Poczdam ani Jałta i Duda mu na ręce patrzy.

A co mówią oni wszyscy, tułacze światopoglądowi, przepytywani przez wścibskich dziennikarzy ze swojej przeszłości? Mniej więcej tak:
– Dziadku, czy w czasie wojny byłeś dzielny?
– Tak, dokarmiałem partyzantów!
– A oni byli ci wdzięczni, dziękowali ci?
– Tak, mówili “Gut, gut”.
– Dziadku, przecież to Niemcy byli!
– Ale z NRD!

Poleć:

O Autorze:

Danuta Owczarz Kowal

Danuta Owczarz-Kowal-absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (Filologia Orientalna, Wydział Prawa i Administracji). W Kanadzie od 1988 roku. Mieszka w Montrealu. Interesuje się polityką i literaturą, lubi zwierzęta i muzykę rosyjską.

5 Comments

  1. Danuta Kowal on

    Panie Witoldzie, obawiam sie, ze przyszłość dostarczy nam wielu zdziwień ale i okazji do serdecznego śmiechu, co jeszcze nie jest najgorszą perspektywą. Zyczę optymizmu Panu i sobie

  2. Lech Marek Jaworski on

    Bardzo ładnie napisane. Ja bym opuścił kilka wyrazów związanych z anatomią. Ja pozwalam ludziom ujrzeć światło. Aby otrzymać chrześcijańskie przebaczenie trzeba
    1. Okazać skruchę przyznając się do błędu
    2. Wyznać winę
    3. Obiecać poprawę
    4. Zadośćuczynić Bogu i bliźniemu = oddaj co ukradłeś!
    Nawet łotr na krzyżu dostał rozgrzeszenie
    W innych religiach nie ma takich reguł.

    • Danuta Kowal on

      Czasami wyrazy faktycznie pchaja sie pod pióro ale pozwalam sie wyslizgnac tym, ktore są absolutnie niezbedne dla zaakcentowania mysli, pogłębienia nastroju lub zastosowania skrótu myslowego. Pozwole sobie mrugnać do Pana porozumiewawczo: jakaś sympatyczna przecież a całkiem nieszkodliwa dupa jeszcze nikomu nie zaszkodziła…..Pozdrawiam serdecznie

  3. Witold Liliental on

    Pani Danuto! Cóż można innego wyrazić werbalnie po lekturze tego felietonu: tylko długą i entuzjastyczną owację na stojąco! Dokładnie tak! Główną nagrodę w kategorii szybkości „elastyczności” poglądów przyznałbym bezapelacyjnie pani Ogórek. Pozostałej grupie wymienionych ex aequo nagrodę drugą. A tak sobie myślę, jak dobrze byłoby dla Polski, gdyby pan prezes zechciał, przy okazji następnych wyborów wystawić ją jako kandydata na prezydenta…

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.