Powstanie oczami Jacka

6

Ponad 10 lat temu poprzez Internet poznałam fotografika. Nazywał się Jacek Dziaczkowski. Fotografia wtedy była również i moją pasją, dlatego z “internetowym” znajomym łatwo nawiązałam kontakt. Skypowe rozmowy o naszych projektach ciągnęły się czasami godzinami. Jednym z projektów Jacka był album poświęcony warszawskim powstańcom. Jego matka wzięła udział w Powstaniu i może dlatego ten temat był Jackowi bliski. Miał zamiar przeprowadzić wywiady z sześćdziesięcioma trzema powstańcami – z tyloma, ile było dni powstania. Każdy z bohaterów miał być sfotografowany w miejscu, które najbardziej utkwiło mu w pamięci podczas tych “gorących” dni, a w wywiadzie miał opowiedzieć o jednym wydarzeniu. Jacek przesłał mi kilka tych wspomnień. Spodziewałam się, że będą pełne opisów ataków, walki, śmierci, zdobywania broni. Tymczasem były to reminiscencje prostych sytuacji, które nic nie miały wspólnego z wojną. Jeden z powstańców najbardziej zapamiętał moment dzielenia bochenka chleba. Został wyznaczony do tej funkcji i bardzo się bał, że nie podzieli chleba na równe kawałki. Młoda dziewczyna marzyła, żeby położyć się na leżaku i na moment wystawić twarz do słońca. Na opustoszałym podwórku stał taki leżak, ale ona nie mogła na nim spocząć. Krótkie opisy zwykłych marzeń, przyziemnych sytuacji. Jakże ludzkie i wzruszające.

This slideshow requires JavaScript.

Niestety Jacek nie dokończył swojego projektu. Zginął potrącony przez samochód na pasach dla pieszych. Jego syn, znany grafik Janek Dziaczkowski miał zamiar przejąć projekt w spuściźnie po ojcu. W rozmowie telefonicznej tak mi powiedział: “To będzie teraz mój projekt. Mój i taty”.

Janek Dziaczkowski, świetnie zapowiadający się artysta specjalizujący się w collage’u w wieku 28 lat zginął w Tatrach. Matka Jacka, babcia Janka, uczestniczka Powstania Warszawskiego – ta dziewczyna, która marzyła o leżaku, została bez jedynego syna i jedynego wnuka. Czy warto było przeżyć Powstanie, żeby dożyć takiej chwili?

Tyle zadaję sobie pytań, gdy myślę o Powstaniu… Znałam kobietę, mieszkankę Woli, która była świadkiem zabicia przez Niemców jej dzieci. Jedno z nich trzymała w ramionach. Mika Zamoyska, bohaterka mojej książki “W jednej walizce”, w czasie Powstania dziewięcioletnia dziewczynka, patrzyła na powolne konanie rannych żołnierzy ułożonych pokotem na piwnicznej podłodze. Nigdy nie mogła tych obrazów usunąć z pamięci. Czy Pomnik Małego Powstańca w za dużym hełmie i z karabinem nie wzbudza w nas uczucia grozy i nie nasuwa pytań “Po co?” “Dlaczego?”. W każdej odpowiedzi tkwi jakaś mądrość. Natomiast ja nie znajduję żadnej. Widzę tylko 200 tysięcy trupów, oszalałych z bólu tych, którzy przeżyli, i miasto w ruinie. Tylko jedna myśl uporczywie we mnie tkwi, gdy zbliża się sierpień i godzina “W”.

Obyśmy już nigdy nie musieli budować muzeów i pomników tego typu powstań.

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

6 Comments

  1. Wanda Barker on

    Bardzo ciekawy tekst. Myślę, że powstanie do wiecznie temat kontrowersyjny. Moj dziadek walczyl, a babcia zginela jako cywil z reszta rodziny. Uwazam, ze wszycy zasluguja na czesc do konca naszych dni. W mojej rodzinie to bohaterowie, o ktorych duzo się opowiada. Czy chcialabym zeby moje dzieci w takiej rzezi braly udzial i ginęly? NIE!!!!

    • Wando, tak jak kiedyś wspomniałam w dyskusji, kto wie, czy gdybym żyła w czasie okupacji , to nie wzięłabym udziału w Powstaniu. Byłby to tzw. zryw, który można nazwać bohaterskim, bo poświęca się swoje życie. Kiedyś nie miałam co do tego wątpliwości. A teraz mam ich coraz więcej, a w ogóle zmieniła mi się zupełnie definicja bohaterstwa. A na pewno nigdy bym nie chciała, aby moje dzieci jako małe dzieci walczyły. Dlatego ten pomnik- symbol mnie przeraża.

  2. Niestety. D-ca musi trzezwo myslec i nie ulegać…’nawiedzonym’ wspolpracownikom. Teoretycznie plan powstania byl wykonalny jak we Wilnie, gdyby….sytuacja na froncie nie zmienila sie w ostatnich dniach, kiedy to Hitler przerzucił do obrony W-wy dodatkowe świeże oddzialy. Rosjanie tez rzeczywiscie wzywali do powstania, ale nawet komunista, Z.Kliszko z AL im nie ufał, i kazal dokladnie sprawdzic (przez wywiad), czy tylko nie symulują wsparcia. Walki zaplanowano na kilka dni przy wylacznie ataku Sowietow,którzy niestety zostali odparci na przedpolach tracąc ok. 500 czolgow. D-ca AK nie sprawdzil dokladnie raportu od rzekomych czolgach sowieckich na Pradze. Pozniej Stalin, juz uzyl tylko Niemcow do wykonczenia przeciwnika politycznego i sam mordowal oddzialy probujące dotrzec na odsiecz Warszawie.
    Także Dieppe Raid 19 sierpnia,1942 kiedy to w kilka godzin zgjnelo ok. 5000 Aliantow, glownie Kanadyjczykow, to tez raczej błedne decyzje wskutek błędów wywiadu.
    Zmieniłem zdanie co do racjonalności decyzji o godz.W po zapoznaniu sie o szczegółach politycznych i militarnych., m.in. G.Bruce,Warsaw Uprising, 1965.

  3. Pani Beato, dlaczego tak Pani uważa? Trzeba posłuchać wypowiedzi wielu jeszcze żyjących powstańców – dla nich powstanie było oczywistością. Nie wszyscy uważali czy uważają, że to był błąd. Cena była wielka, ale…

    • Pani Karino, 200 tys. ofiar, w tym o ile się nie mylę 180 tys, cywilów to straszna cena. Nie mówię już o kompletnie zrujnowanym mieście, zaprzepaszczonych pamiątkach narodowych, cennych dokumentów, etc. Tak, powstańcy się rwali do walki, bo byli w przeważającej mierze młodzi i chcieli się bić. Lecz czy było warto? Nie zmienili losów Polski. Nie krytykuję Powstańców, krytykuję tych, którzy wydali takie rozkazy. Nie można posyłać ludzi na pewną śmierć. Na tym polega odpowiedzialne dowodzenie.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.