Niezwykła perspektywa

2

Nowe cykle w “Gazecie”

Iwonę Majewską-Opiełka znam od ponad ćwierćwiecza, ale przez dużą część tego czasu poznana w Toronto psycholog była w Polsce. To historia, jaka zdarza się nieczęsto – wyjazd z Polski do Kanady na stałe, a po wielu latach – powrót do Polski. Takich jest nieco więcej, ale to ostatni etap tej historii czyni ją tak niezwykłą – po kilkunastu spędzonych w Polsce latach, pełnych ogromnych sukcesów zawodowych, Iwona powraca do Kanady. Na stałe.

Iwona Majewska-Opiełka jest psychologiem, mentorem, trenerem, autorką 24 książek z zakresu rozwoju osobistego i biznesowego, osobą, której wszędzie zawsze było pełno i o której głośno było w polskich mediach. Stworzyła własną teorię logodydaktyki i na tej podstawie własny ośrodek, w którym realizowała ją w praktyce. Przez jej ręce przewinęły się setki, a może i tysiące osób, którym pomogła żyć i rozwijać się w dziedzinie zarówno życia prywatnego jak i zawodowego. To wszystko zostawiła, aby wiosną tego roku spakować się i przyjechać (wrócić?) do Kanady.

Od przyjazdu opisuje w swoim blogu swoje wrażenia, obserwacje i refleksje.
To właśnie zainspirowało mnie do odbycia z nią rozmowy o jej niezwykłym życiu, a w czasie spotkania omówiłyśmy współpracę, której efektem będą dwa nowe i na pewno bardzo ciekawe cykle w “Gazecie”. Strona internetowa Iwony Majewskiej-Opiełka – www.majewska-opiełka.pl

This slideshow requires JavaScript.

Małgorzata P. Bonikowska: Imigrowałaś z Polski do Kanady, a po 12 latach wróciłaś do Polski. I znowu, kiedy minęło 18 lat, jesteś tu z powrotem. Czy to już ostatnia przeprowadzka między tymi dwoma krajami? I czym były spowodowane te zmiany?
Iwona Majewska-Opiełka: Nauczyłam się już, aby nie mówić, że coś jest na zawsze albo ostatnie. Tyle rzeczy w moim życiu, które takie miały być, okazały się jednak dłuższym lub krótszym doświadczeniem. 🙂 W tej chwili jednak tak o tym myślę. Nawet zastanawiam się czasem czy dam radę umierać po angielsku… to raczej moment, w którym chce się być sobą tak z wnętrza, a tam jestem Polką i to się nigdy nie zmieni.

Pierwszy raz przyjechałam do Kanady po przygodę. W tamtym czasie miałam dość małą świadomość polityczną, a życia w Polsce nie potrafiłam do niczego porównać, zatem bardzo je lubiłam. Okazało się jednak, że Kanada porwała mnie swoją innością i nowymi doznaniami.

Wróciłam do Polski, ponieważ poznałam tutaj inne zastosowanie psychologii niż to, które znałam dotąd. Sama zapanowałam nad swoim życiem, zdobyłam dzięki pracy nad charakterem siłę, której nie miałam, zbudowałam poczucie własnej wartości, nauczyłam się jak wspierać innych w rozwoju… i zaczęłam realizować swoje marzenia. Czułam jak bardzo przydałoby się Polakom to wszystko, co tutaj zrozumiałam, a czego nie uczono nas wtedy na studiach psychologicznych. Trzy lata mieszkałam w Stanach i tam nauczyłam się jak wspierać firmy. Zaproponowałam pierwsze szkolenie polskiej firmie. To był LOT. I poszło. Przez kilka lat latałam do Polski czasem trzy razy w roku. Pasjonowało mnie to, co robiłam i pobyt w Kanadzie traktowałam jak przydługi urlop. Niekoniecznie zachwycało to moją rodzinę. W końcu doszłam do wniosku, że muszę osiąść na stałe. Moje serce zdecydowanie opowiedziało się za Polską.

A wróciłam teraz do Kanady, bo moje spełnione, znacznie starsze serce potrzebuje dziś mniej ekscytacji i działania, a więcej dawania miłości najbliższym. A tutaj są moje córki. Mam nadzieję, że jeszcze dam im z siebie sporo miłości i bezwarunkowego wsparcia. Wróciłam też dlatego, że zaczęłam niebezpiecznie oscylować w kierunku życia plastikowego, nieprawdziwego… No cóż, było mi za dobrze. Może dziwnie to zabrzmi, bo ludzie przeważnie przyjeżdżają do Kanady żeby sobie życie polepszyć, ja przyjechałam żeby… sobie pogorszyć.

M.P.B.: Twój kilkunastoletni pobyt w Polsce był bardzo ważny dla Ciebie zawodowo. Opowiedz o swojej działalności tam.
I.M-O: Był ważny, choć jak patrzę na moje życie, to widzę, że równie ważne było to, co go poprzedzało. Przygotowywało mnie do tego, bym mogła dobrze służyć swoją wiedzą. W wielkim skrócie to tak: Byłam jedną z pierwszych osób, które po polsku mówiły i pisały na temat rozwoju osobistego. Temat był na tyle ciekawy, że interesował niemal wszystkich, czasem bulwersował. Kiedy wróciłam do Polski miałam już trzy wydane książki, co było wtedy ewenementem. Oprócz mnie tylko Tadeusz Niwiński (również z Kanady) pisał po polsku. Zapraszano mnie do wszystkich stacji telewizyjnych i radiowych, pisałam do wielu miesięczników i tygodników, robiono ze mną wywiady w kolorowych magazynach i miałam bardzo dużo chętnych firm do korzystania z moich szkoleń. W pewnym momencie zaczęłam bardzo ostrożnie do tego podchodzić, często odmawiałam. Nie chciałam być kolejnym “dyżurnym psychologiem Polski”. Chciałam skupić się na tym, co uważałam za najważniejsze – na budowaniu nowej świadomości. Najlepiej robi się to poprzez szkolenie liderów wszelkich organizacji. I raczej jest oczywiste, że jednej osobie łatwo nie będzie. Stworzyłam własny system wspierania rozwoju osobistego i firm, nazwałam to logodydaktyką, nawiązując do logoterapii Viktora Frankla. Wykształciłam kilkunastu trenerów, z których znaczna część teraz szkoli i pisze, a inni realizują się fantastycznie w firmach na odpowiedzialnych, kluczowych stanowiskach, często w roli wiceprezesów i prezesów. W tym czasie sama przeszkoliłam setki firm, tysiące ludzi. Bywałam i bywam osobistym konsultantem, czasem powszechnie znanych osób. W październiku wyjdzie moja dwudziesta piąta książka, bardzo osobista i – wierzę – bardzo przydatna – “Najważniejszy związek”. Większość książek jest wciąż na rynku, co nie jest normą. Często to tylko jedno wydanie, nawet bez dodruków. Dumna jestem też z tego, że przetłumaczyłam “7 nawyków skutecznego działania” Stephena R. Coveya. Ta książka również w Polsce cieszy się wielką i zasłużoną popularnością. Żeby tak jeszcze Czytelnicy wcielali w życie to, co proponuje Autor…

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: I nagle decyzja: przerywam to wszystko! Mimo takich sukcesów? W takim momencie? To niezwykła decyzja. Piszesz, że córki, wyciszenie… Ale czy to oznacza pożegnanie się z tym, co robiłaś dotychczas?
I.M-O: Ta decyzja nie była taka nagła, choć oczywiście zwerbalizowałam ją pewnego dnia. Shirley MacLaine napisała w swojej książce Out on a Limb: “Kiedy odnosisz sukces za sukcesem, wciąż jesteś zajęta, odpowiedzialna i twórcza, nie jest ci łatwo poczuć, że głęboko w środku czegoś ci brakuje”. To święta prawda. Nawet jak ci brakuje, to nie wiesz do końca co to jest i wypełniasz pustkę na przykład jedzeniem, zakupami albo pozorami działania. Tak było ze mną. Trzeba było solidnego załamania nastroju, żebym mogła zastanowić się nad tym, czego teraz potrzebuje moje ciało i dusza. Przecież w różnym czasie potrzebujemy różnych rzeczy, nieco innych bodźców, inaczej rozumiemy sens życia. Ja już zrobiłam w życiu tyle, że kolejna książka niczego nie wniesie, podobnie jak kolejne szkolenie, spotkanie… Moja dusza potrzebowała innego wkładu, innych przeżyć, a umysł – rozwoju. Pewnie tylko dlatego nie dopadła mnie depresja, że się za to szybko zabrałam, no i że wiem co robić, żeby sobie radzić. Stworzyłam nową misję swojego życia i zaczęłam ją wcielać w życie. Ot i efekt!

Im jesteś starsza, tym bardziej potrzebujesz siebie, zwykłej krzątaniny wokół ciała i bliskich ludzi. Moi bliscy ludzie to dzieci mieszkające w Toronto. Dawanie im siebie, bycie dla nich to dla mnie dzisiaj najistotniejszy element poczucia sensu. Codzienna samodzielna troska o siebie i dom to także coś, czego potrzebowałam. Za dużo miałam w Polsce pomocy wszelakiej. Od lat nie doświadczałam radości i znoju codziennego prowadzenia domu. Ostatnio chorowałam. Znajoma zaprzyjaźniona z energiami poradziła abym na jakiś czas opuściła Polskę, bo absorbuję niedobrą energię. Nie muszę Ci mówić, że w naszej Ojczyźnie sporo dziś niechęci, wręcz nienawiści, ale też żalu, bólu I niepokoju. Jak jesteś taka, że to wciągasz i filtrujesz, jak ja… to masz kłopot. W Toronto czuję się zdrowsza i cudownie spokojna.

I wreszcie ostatnia sprawa – nowe życie zmusza mnie do rozwoju intelektualnego: codziennie się czegoś uczę, do tego w obcym języku. Czytam po angielsku, oglądam filmy, podlegam innemu programowaniu społecznemu, które moje szare komórki muszą przetrawiać. To zmusza mózg do pracy. W Polsce było dla niego za łatwo. 🙂 Naprawdę uważam, że czasem najlepsze co można zrobić dla starszego (bo takie całkiem stare, to jeszcze nie) drzewa, to je przesadzić.

M.P.B.: No doskonale, ale ja nalegam na bardziej konkretną odpowiedź na moje pytanie: czy to koniec tego, co robiłaś? Kompletnie nowe otwarcie? Znając Cię sprzed lat i śledząc Twoją karierą przez te “polskie lata”, trudno mi uwierzyć, że skupisz się na córkach i na odpoznawaniu Kanady…
I.M-O: “Odpoznawanie Kanady” – świetne określenie, nie znałam go, a znakomicie pasuje do tego, co faktycznie teraz robię. Choć okazuje się, że wielu rzeczy wówczas nie zauważałam czy nie doceniałam, a są też takie, których zwyczajnie nie było. No cóż… Ciągle piszę. Realizuję wcześniejsze zamówienia ale mam też pomysły na nowe książki. Wciąż też płyną zamówienia na szkolenia w Polsce i pewnie niektóre z nich dojdą do skutku. Bardzo poważnie traktuję pisanie bloga oraz swoją pracę na Facebooku. Głęboko wierzę, że można w ten sposób wywierać dobry wpływ na rzeczywistość. Ponadto jestem częścią firmy o profilu marketingu sieciowego i to także wymaga mojego czasu i energii. Prowadzę coaching i konsultacje przez Skype’a, ale chętnie będę to robić na żywo w Toronto, jeśli tylko będą chętni. I kto wie… może kiedyś zorganizuję znowu szkolenie w Toronto? To w końcu tutaj były moje pierwsze spotkania szkoleniowe. Dziś czuję się w tym znacznie lepiej. Bob Proctor, także torontończyk, wciąż przysyła mi zaproszenia na swoje szkolenia, ale dziś mnie nie porywa. A kiedyś był dla mnie… marzeniem. Od tego czasu wiele się nauczyłam.

M.P.B.: W czasie naszego spotkania po wielu latach (w Toronto, bo w Warszawie widziałyśmy się nie tak dawno) ustaliłyśmy, że zaczniemy współpracować. Mówimy o dwóch cyklach w “Gazecie” – psychologicznym i takim o “odpoznawaniu” Toronto. Czego możemy się w nich spodziewać?
I.M-O: Myślałam o krótkich migawkach z mojego nowego życia w Toronto; czasem wesołe, czasem melancholijne, pokazywałyby różnice pomiędzy tym, do czego jestem przyzwyczajona, a tym co mam teraz. Raz w moim spojrzeniu może się lepiej prezentować Toronto, raz Warszawa… Moim zamiarem nie jest jednak porównywanie – chodzi mi raczej o zwrócenie uwagi na pewne sprawy, które być może, mieszkając tu od dawna, przyjmuje się jako oczywiste. Dla mnie samej będzie to pewna niespodzianka, wszak nie wiem co mnie jeszcze spotka.

Jestem psychologiem z wykształcenia i z zamiłowania, zatem moje psychologizujące wtręty często są widoczne są zarówno w tym, co mówię, jak i w tym, co piszę. Nie wszyscy zresztą za tym przepadają, tym bardziej że wymagam od ludzi znacznie więcej niż zwykle wymaga psycholog i czasem dość ostro to brzmi. 🙂 Zwykle psycholog kojarzy się z kimś bardzo ciepłym, pełnym zrozumienia i akceptacji, gotowym słuchać godzinami, jak to świat nas krzywdzi. To nie ja! Rozumiem, akceptuję, nawet jestem ciepława, ale nie ma we mnie gotowości do wysłuchiwania skarg. Wierzę, że człowiek ma siłę. Bardzo stawiam na troskę o własną świadomość i… podświadomość, na pisanie sobie własnych programów na życie, a nie realizowanie tego, co napiszą inni, na ciągłą naukę z doświadczeń własnych i cudzych i na pełne przejmowanie odpowiedzialności za swoje życie. Uważam, że każdy człowiek może być szczęśliwy i podpowiadam od prawie 30 lat jak to najlepiej robić. I to działa!

I w takim duchu chciałabym pisać. Chętnie sama przedstawię niektóre tematy, ale będę też wdzięczna za podpowiedzi czy wręcz życzenia Czytelników. Myślę, że taka formuła jest najbardziej wartościowa. I co? Cieszę się, że mogę znów pracować w Toronto. Jakby zamknęło się koło…

Kanada na bis.
O życiu… z psychologią w tle.

•••

No to zaczynamy! Już wkrótce Czytelnicy “Gazety” będą mogli czytać felietony Iwony Majewskiej- Opiełka, w których dzielić się będzie z nami swoimi wrażeniami i refleksjami z przeżycia, jakie zdarza się bardzo niewielu ludziom – odpoznawania Kanady po długich latach nieobecności. To unikalna perspektywa oglądania miejsca, w którym żyjemy…

A drugim cyklem, którego tytułu także jeszcze nie znamy, będą artykuły Iwony jako psychologa z ogromnym, wieloletnim doświadczeniem z obu kontynentów. Wiemy, że nasi Czytelnicy z zainteresowaniem przyjmują tego rodzaju teksty, które mogą przydać im się w codziennym życiu i pomagają żyć dobrze, efektywnie i w zgodzie z sobą samym.

Iwonie życzymy udanego kolejnego etapu życia i fascynującej przygody – numer dwa – z Kanadą.

Zdjęcia z archiwum Iwony Majewskiej-Opiełka

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

2 Comments

  1. Z dużym zainteresowaniem oczekuję na artykuły Pani Iwony. Zgadam się w zupełności z jej wypowiedzią –
    “Wierzę, że człowiek ma siłę. Bardzo stawiam na troskę o własną świadomość i… podświadomość, na pisanie sobie własnych programów na życie, a nie realizowanie tego, co napiszą inni, na ciągłą naukę z doświadczeń własnych i cudzych i na pełne przejmowanie odpowiedzialności za swoje życie. Uważam, że każdy człowiek może być szczęśliwy”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.