Alexander Graham Bell – niezwykły człowiek (cz. 1)

1

Alexander Graham Bell (1847-1922), Szkot z Edynburga, to jeden z największych wynalazców przełomu XIX i XX wieku, a równocześmie niezwykle sympatyczny i opiekuńczy człowiek. W Kanadzie znalazł się z tego powodu, że kilka osób z jego rodziny zmarło na gruźlicę płuc, między innymi jego dwaj bracia, a gdy sam został zagrożony tą chorobą, dowiedział się od ojca, że klimat Kanady pomoże wygrzebać mu się z tej przypadłości i głównie z tego powodu cała rodzina tu się przeniosła. Stało się tak jak przewidywano: Aleksander zmarł w wieku 75 lat nie na gruźlicę, lecz na cukrzycę.

Portret Aleksandra Bella

To był niezwykły dzieciak i genialny dojrzały człowiek. To nie tylko wielki wynalazca, ale człowiek oddany innym, człowiek którego nie da się nie polubić i podziwiać, gdy się dokładniej przyjrzy jego biografii. To umysł uniwersalny: wszystko naokoło niego interesowało go, ale jego podstawowym zajęciem życiowym, nazwijmy to powołaniem, była troska by ulżyć doli głuchoniemych. Był zawsze pełen entuzjazmu i optymizmu, choć życie nie szczędziło mu kłopotów. Miał wielką pasję by poznać i zmieniać świat oraz uczynić go bardziej przyjaznym dla człowieka.

Lata dziecięce i wczesna młodość
Jako dziecko był tylko Alkiem dla rodziny i kolegów. Poziom szkół podstawowych w Edynburgu był dość niski, więc rodzice sami stali się nauczycielami swoich dzieci. Ojciec był surowym nauczycielem, matka miała łagodniejsze podejście do dzieci (a mieli ich czwórkę). Zaszczepiła w duszy Alka umiłowanie do muzyki – od niej chyba przejął nawyk łatwości komunikowania się z innymi, serdeczność i zainteresowanie losem niepełnosprawnych. Choć był średnim uczniem i był trochę zamknięty w sobie, to jego nieco kpiarski stosunek do tego co go otaczało i fantazja chłopięca pozwoliły mu zostać zdolnym mimem, zdobył tajniki brzuchomówstwa i naśladowania mowy innych. Rozśmieszał tymi popisami członków rodziny i kolegów. Był niezwykle ciekawy świata. Jego chyba pierwszym wynalazkiem w wieku 10 lat było skonstruowanie narzędzia do oddzielania ziarna od plew. Zrobił to na prośbę przyjaciela Bena, który był synem młynarza i który musiał spędzać długie godziny łuszcząc ziarno ręcznie. Pomysł był prosty: była to obrotowa tarcza nabita gwoźdźmi, które pełniły rolę szczotki poruszającej się po kłosach. Tak oczyszczone ziarna, będąc cięższe od plew, gromadziły się razem na spodzie pojemnika, więc łatwo je było oddzielić od plew i pustych kłosów. Tata przyjaciela zachwycony tym pomysłem, dał chłopcom do użytku pustą szopę, aby tam eksperymentowali – może coś innego pożytecznego uda im się wymyślić.

W wieku 10 lat Alek zażądał od ojca, by mu nadał drugie imię: dwa imiona mieli nie tylko rodzice, ale obie siostry i obaj jego bracia, dlaczego nie on? Dlaczego ma się nazywać tylko Alexander Bell, identycznie jak jego dziadek? Ojciec się zgodził, pozwolił mu wybrać imię. Mieszkał u nich podopieczny ojca, głuchoniemy Kanadyjczyk Alexander Graham, lubiany i szanowany przez wszystkich w domu. Chłopiec wybrał jego nazwisko jako swoje drugie imię. Dla ojca pozostał zawsze jako Aleck, i choć się tym zżymał, nie miał odwagi powiedzieć mu, że już dawno wyrósł z krótkich spodenek chłopięcych.

Ze względu na matkę która coraz mniej słyszała, a kochała muzykę, nauczył się grać na fortepianie i koncertował dla niej i na zjazdach całej rodziny, a ponieważ wszystko, do czego się zabierał, traktował bardzo serio, stał się dobrym pianistą, poznał teorię, co przydało mu się później, gdy nie mając innej pracy udzielał lekcji muzyki. Już jako szesnastolatek zatrudniony został przez Weston House Academy w Elgin w Szkocji jako nauczyciel muzyki i nauczyciel “mowy” głuchoniemych. Prawie wszyscy jego uczniowie byli starsi od niego. Z matką, gdy była już prawie zupełnie głucha, porozumiewał się wystukiwaniem palcami po blacie mebli umówionymi znakami dźwiękowymi, lub siedząc przed nią blisko, przemawiał do niej prosto i wyraźnie, a ona czytała treść wypowiedzi prosto z jego warg i mimiki twarzy. Gdy dziadek w Londynie poczuł się gorzej, Aleksander zgłosił się na ochotnika by do niego jechać i zaopiekować się nim. Chciał się nie tylko wyrwać spod dość restrykcyjnej kurateli ojca, ale był to normalny u niego odruch chęci pomocy osobie potrzebującej, a także chęć poznania swego dziadka, wielkiego naukowca i profesora.

Wpływ dziadka na niego na progu dojrzałości był duży: nie było między nimi dystansu, rozmawiali z sobą jak równy z równym i dyskutowali nad nowymi pomysłami naukowymi i odkrywczymi.

Matka pianistka, ojciec profesor elokucji
Jego rodzice byli ludźmi wykształconymi. Matka – elegancka, kulturalna pani, pianistka, niestety, począwszy od 12. roku życiu powoli traciła słuch. Było to spowodowane komplikacjami po chorobie w dzieciństwie.

Ojciec był profesorem akustyki, dokładniej elokucji, czyli rodzaju mowy, z pomocą którego można się było łatwiej porozumieć z głuchoniemymi. Podstawowymi jej założeniami było by mówić jak najprostszym językiem, by w przekazywaniu jakiejś treści nie odchodzić od omawianego tematu. Trzeba pomijać rzeczy nieistotne, prostą drogą dążyć do celu. Język ten nie może być nudny, bo samo odbieranie jakiegokolwiek przekazu jest już ogromnym wysiłkiem dla głuchniemiego, dlatego powinien to być język “ozdobny”, czyli mieć siłę, blask, pomysłowość, płynność, staranność, a nawet niekiedy wzbogacić go trzeba dowcipem. Wprowadza się do niego pewne symbole zrozumiałe dla obu stron, gdzie układ i ruchy gardła, języka, podniebienia, warg, przekazują dźwięki językowe. Dzięki temu człowiek głuchy czy głuchoniemy nie słysząc słów rozumiał tę mowę.

Dopracowanie przez Aleksandra elokucji do poziomu dziedziny wiedzy
Te techniki przejął od ojca syn Aleksander. Na wykładach ojca służył jako model pokazujący swą twarzą, mimiką, układem warg, wymową jak należy przemawiać do głuchniemych by go mogli “czytać” i zrozumieć. Rozbudował później tę wiedzę. Stworzył zwarty język głuchoniemych złożony z 29 tonów, które oni potrafili wydobyć z siebie, 52 spółgłosek, 36 samogłosek i 12 dyftongów. Tych samogłosek i spółgłosek jest tu tak wiele, bo to język uniwersalny, pasujący nie tylko do języka angielskiego, ale do wielu innych języków. Ojciec i syn sprawdzili jego skuteczność w językach celtyckich, łacinie i nawet w jednym z najstarszych języków świata sanskrycie. Aleksander, podobnie jak ojciec i dziadek, był zdecydowanym zwolennikiem tego typu komunikacji z głuchoniemymi, czyli oralności, bardziej niż porozumiewania się w języku migowym: ten drugi typ komunikacji dopuszczano jako deskę ratunku, gdy głuchoniemy był skonfundowany, nie mógł wyczytać z mowy i mimiki rozmówcy treści przekazu. Ta tak zwana “mowa wizualna” stanowi bardziej personalny kontakt, niż zwyczajna komunikacja migowa.

W owym czasie było na świecie dużo ludzi głuchoniemych. Nie było antybiotyków, kilka różnych chorób dziecięcych z wysoką gorączką odbierało dzieciom słuch i mowę.

Cała rodzina Bellów stała się znana na świecie jako specjaliści od elokucji: poza Melvillem w Edynburgu – ojcem Aleksandra, znanym naukowcem w tej dziedzinie, był jego stryj w Dublinie i dziadek w Londynie, a także on sam i jego starszy brat Tadeusz – ten ostatni niezbyt długo, bo zmarł młodo. Korzystanie z dorobku naukowego ojca i dziadka były dobrą szkołą dla Aleksandra w osiąganiu dojrzałości intelektualnej. Ponieważ ojciec potrzebował go jako modelu ilustrującego w czasie wykładów i na zjazdach naukowych w prezentacji własnych pomysłów w akustyce mowy, Aleksander wrócił z Londynu do Edynburga. “Zaraził” się na dobre “wirusem rodzinnym” – głównym jego zajęciem od tej pory przez całe jego dorosłe życie po studiach w Edynburgu i Londynie, stało się uczenie komunikacji głuchoniemych między sobą i z osobami słyszącymi i mówiącymi.

Przeprowadzka rodziny do Londynu, a potem do Kanady
Lata 1865 do 1870 były latami trudnymi dla rodziny. Widząc większe szanse życiowe w Londynie rodzina tam się przenosi. Aleksander pozostaje w Szkocji, pracuje zarobkowo w trzech różnych szkołach ucząc przeważnie głuchoniemych. W dwa lata po przeprowadzce umiera jego młodszy brat na gruźlicę płuc, starszy się żeni, wyprowadza z domu, zakłada prywatną szkołę dla głuchoniemych, ale niestety u-miera na tę samą chorobę, co trzy lata wcześniej jego brat Edward. W owych czasach tuberkuloza była wyrokiem śmierci, jak w niedawnych czasach w pierwszych latach pojawienia się epidemia AIDS.

Ojciec Melville przypomniał sobie, że w młodości będąc zagrożony gruźlicą, jego ojciec wysłał go do Nowej Fundlandii i tam zagrożenie przeszło. Gdy Aleksander zaczął się źle czuć (może bardziej z przepracowania niż z choroby), rodzina przestraszona jego stanem podjęła decyzję przeniesienia się na stałe do Kanady. Osiedlili się w pięciohektarowej posiadłości tuż koło miasta Brantford w Ontario, na brzegu rzeki Grand. Zakupiony majątek to duży wiejski dom, budynki gospodarcze, a więc stodoła, kurnik, pomieszczenie dla świń i duży ogród. Ważnym dla Alka było pomieszczenie dla karocy, coś w rodzaju dawnego garażu – od razu zaadoptował je jako swoje “laboratorium”. Alek nie byłby sobą, gdyby nie spenetrował co się dzieje po drugiej stronie rzeki, tym bardziej że ojciec będąc już sławnym naukowcem, miał dużo zajęć poza domem i nie mógł hamować jego niezależności i dociekliwości. Przeprawił się na drugą stronę rzeki, a były to tereny rezerwatu indiańskiego.

Przyjaciel Indian Mohawk
Zaprzyjaźnił się z członkami plemienia Mohawk. Szybko nauczył się ich języka; język ten nie był językiem znanym w piśmie i nie miał pisanego słownika. Aleksander stworzył specjalny uproszczony słownik dla głuchoniemych członków plemienia. Ten młody, inteligentny i serdeczny człowiek mówiący płynnie ich językiem, który na wiele ich problemów i bolączek znajdował jakieś rozwiązanie, w oczach prostych Indian był kimś wyjątkowym. Mianowano go Honorowym Wodzem klanu, przyozdabiono w bogate pióropusze, uznawano za specjalny przywilej gdy razem z nimi uczestniczył w tradycyjnych, obrzędowych tańcach.

Melville, ojciec Aleksandra był nie tylko praktykiem, ale i naukowcem “mowy głuchoniemych”. Jego książka opisująca jego odkrycia w dziedzinie elokucji była znana w wielu krajach. Została sprzedana w samych tylko Stanach Zjednoczonych w przeogromnym jak na owe czasy ponad półmilionowym nakładzie i została szybko wyprzedana. Zaraz po osiedleniu się w Kanadzie był zapraszany na zjazdy i konferencje naukowe i dostał katedrę na uniwersytecie w Montrealu. Gdy przyszło zaproszenie z uniwersytetu w Bostonie na pozycję wizytującego profesora na okres jednego semestru, wysłał tam syna.

Aleksander w Bostonie
Pamiętajmy, że w owym czasie Boston i najsłynniejszy uniwersytet świata Harvard znajdujący się w pobliżu, były stolicą intelektualną całej Północnej Ameryki. Semestr upłynął szybko i trzeba się było zbierać do domu. Aleksander był tak zachwycony życiem intelektualnym miasta, że postanawił tu zostać i założył własną szkółkę dla głuchoniemych. Przypadek zrządził, że trafiły pod jego skrzydła głuchnieme córki dwóch bogatych i wpływowych obywateli miasta: Mabel, piętnatoletnia córka Gardinera Greena Hubbarda, znanego adwokata, i sześcioletnie dziecko “Georgi” Sandlers, córka bogatego przemysłowca Tomasza. Obaj panowie mieli ogromny wpływ na dalsze życie Aleksandra, finansując jego wynalazki, broniąc go przed ich kradzieżą przez opatentowanie ich w odpowiednim czasie. Rodzina Sandlersów udostępniła część swego ogromnego domu na szkołę prywatną Aleksandra, dołączając do tej oferty chatę, wikt i opierunek.

Miał początkowo 30 studentów. Nasłynniejszą z nich, znaną powszechnie, nie tylko w Stanach, była Helen Keller, nie tylko głuchoniema, ale także niewidoma. Pod dalszą opieką Anny Sullivan ukończyła uniwersytet i poświęciła całą resztę swego życia – jak się sama wyraziła – “penetracji tego ludzkiego milczenia, które dzieli i stawia ludzi na marginesie”, czyli pracy dla ludzi odsuniętych od społeczności brakiem mowy, słuchu, wzroku.

Mabel Hubbard w życiu Aleksandra
Aleksander spędzał wakacje w domu rodzinnym, ale każdego roku coraz trudniej było mu doczekać się początku roku szkolnego – po prostu zakochał się bez pamięci w swojej uczennicy Mabel Hubbard. To była miłość odwzajemniona, ale długo jej sobie nie wyznali: ona głuchoniema, jeszcze prawie dziecko, obawiała się że jej nie zaakceptuje, a on bez jakiegokowiek majątku bał się odrzucenia go przez jej rodziców. Ale początki lat siedemdziesiątych XIX wieku były dla niego bardzo pomyślne. Zaczął pracować nad poważnymi wynalazkami – odkrył jak usprawnić i unowocześnić telegraf. Wtedy jeszcze było to urządzenie kablowe, co naprowadziło go na odkrycie i zbudowanie elektrycznego telefonu, jeszcze dość prymitywnego, ale już wzbudzającego powszechny zachwyt.

This slideshow requires JavaScript.

Ojciec Mabel zadbał o to, by ktoś nie podkradł tego wynalazku, opatentował go, namówił odkrywcę by założyć Bell Telephone Company i by pozyskać fundusze publiczne wprowadzając firmę na giełdę. Akcjami giełdowymi podzielili się po równo i każdy zachował także dla siebie po około 1500 sztuk aparatu. W roku 1876 Mabel, już narzeczona, spakowała bagaż odkrywcy, zaprowadziła go na dworzec w Bostonie i dopiero przy pociągu odjeżdzającym w stronę Filadelfii powiedziała mu, że to nie będzie ich prywatna wycieczka, lecz ma się sam udać na Międzynarodową Wystawę, zaprezentować swoje osiągnięcia, a wszystko co będzie potrzebował w tych sprawach ma starannie spakowane w bagażu. Aleksander nie lubił się chwalić swymi osiągnięciami, więc zaczęła się ostra dyskusja, Mabel wręczyła mu bilet i odwróciła się do niego plecami, czym przerwała rozmowę. Narzeczony nie miał wyjścia – wsiadł do pociągu.

W owym czasie tego typu wystawy były jednymi z największych wydarzeń międzynarodowych. W Stanach była to pierwsza, zorganizowana w stuletnią rocznicę Deklaracji Niepodległości. Zwiedził ją co dziesiąty Amerykanin, czyli przewinęło się przez Filadelfię 10 milionów zwiedzających. Zapraszano najbardziej znane i poważane osobistości owych czasów z różnych krajów i kontynentów na sędziów przy rozdawaniu orderów i nagród za najciekawsze odkrycia i wynalazki tam prezentowane. Telefon, choć mały, przenośny, jeszcze bardzo niedoskonały, zachwycił wszystkich, między innymi honorowych gości i sędziów wystawy, między innymi cesarza Brazylii Pedro II i jego małżonkę. Bell otrzymał złoty order za ten wynalazek. Ośmielony tym, przedstawił swoje osiągnięcia w dziedzinie wizualnego języka dla głuchoniemych i dostał następny złoty order. Był po prostu cudownym dzieckiem tej wystawy, chociaż dziecko to miało już prawie 30 lat na karku.

Teść zarządcą majątku Bellów i prezydentem Bell Telephone Company
Teraz wydarzenia potoczyły się w błyskawicznym tempie. Nastąpiły oficjalne oświadczyny i ślub zakochanych. Bell w ramach prezentu ślubnego dla żony przepisał na nią prawie wszystkie swoje akcje (zachował dla siebie, tak na szczęście, tylko dziesięć). Mabel uczyniła ojca zarządcą ich majątku i w ten sposób stał się on właścicielem firmy i jej prezydentem. To było nawet na rękę Aleksandrowi, bo nie miał już potrzeby interesowania się zarządzaniem i rozwojem Bell Telephone Company. Skoncentrował się na pracy twórczej.

Bellowie w Europie
Zaraz po ślubie Aleksander wybrał się z małżonką na roczną podróż poślubną do Europy. Z jej pomocą propagował tu swoje metody nauczania głuchoniemych, demonstrował publicznie swój mały przenośny telefon, poznał wielu uczonych i wynalazców i ładował swoje baterie na nowe pomysły, które od tej pory posypały się jak z rogu obfitości.

W Europie zaprezentował swój telefon jednemu z najbardziej znanych naukowców owych czasów, Lordowi Kelvinowi. Władczyni jednej czwartej Ziemi, królowa Wiktoria, wezwała go do swej willi wypoczynkowej na wyspie Wight by zaprezentował telefon i cieszyła się jak dziecko bawiąc się tą “zabawką” dla dorosłych. W międzyczasie firma Bella wykupiła licencję od firmy mającej patent na wynalazek Edisona na słuchawkę z wkładem węglowym będącą równocześnie mikrofonem, która poprawiła nie tylko jakość głosu, ale już nie trzeba było krzyczeć do słuchawki, by głos dotarł do rozmówcy. W ciągu dziesięciolecia od wspomnianej prezentacji telefonu na Targach Międzynarodowych, jego dumnymi właścicielami zostało około 150 tysięcy Amerykanów. Po powrocie z Europy młoda para na krótko zamieszkała w domu rodzinnym Mabel.

Hubbard przejmuje pełną troskę nad opatentowaniem wynalazów zięcia
Zaczęły się ciężkie czasy dla firmy. Powstała wprost moda podawania jej do sądu o przywłaszczenie pomysłów innych. Takich spraw wpłynęło ponad pięćset. Wszystkie ostatecznie przesądzono na korzyść Bella. Ponieważ tymi sprawami interesowały się bardzo gazety, rozprawa z Bellem była rodzajem promocji osoby procesującej się z nim – to było dla niej przysłowiowe 5 minut rozgłosu medialnego. Jedną z nich był Włoch Antonio Meucci próbujący nie dopuścić do przyznania patentu aparatowi telefonicznemu Bella pod zarzutem, że był to jego pomysł. W rzeczywistości stworzył bardzo prymitywny aparat, którym komunikował się między piwnicą i parterem swego domu. Podobieństwa do elektrycznego aparatu Bella nie było żadnego, ale i do dziś niektórzy włoscy skrajni nacjonaliści twierdzą, że twórcą telefonu był ich rodak.

Ojciec Mabel kupił w Waszyngtonie dwa domy – jeden dla siebie, drugi dla młodej pary, bo w sądzie trzeba się było stawiać prawie codziennie, a sąd wzywał przed swe oblicze nie tylko zarządców firmy, ale niekiedy i twórcę aparatu. Zmęczony tym nękaniem Bell przekazał wszelkie plenipotencje zarządowi spółki i wyjechał z żoną do Nowej Fundlandii. Nie dojechali Bellowie w swej posiadłości na Cape Breton Dom Bellów na szczycie wzniesienia w Baddeck od strony jeziora Dom Bellów w Cape Breton od frontu tam, bo kapitan statku, skracając drogę nie jechał po oceanie wokół wyspy Cape Breton, tylko jeziorem Cap-d’Or, które razem z naturalnymi kanałami, jednym od południa łączącym jezioro z zatoką między wyspą i półwyspem Nowej Szkocji i drugim kończącym się przy ujściu rzeki Swiętego Wawrzyńca do Atlantyku.

This slideshow requires JavaScript.

Awaria statku turystycznego powodem zadomowienia Bellów na Cape Breton
Nie wiem dokładnie co się stało ze statkiem, była jakaś awaria, chyba spowodowana osadzeniem się statku na mieliźnie, i pasażerowie musieli odczekać na kontynuację podróży wiele dni. Zakochana para tu urządziła sobie wypoczynek. Oczarowało ich piękno tych terenów znajdujących się pobliżu centralnego miasteczka górali szkodzkich Baddeck – ci przyjęli ich jak swoich, choć Aleksander był Szkotem nizinnym, a język mieszkańców terenów nizinnych Szkocji różnił się od odmiany górskiej – gaelickiego. Być może znał już tę górską odmianę, a jeśli nie, to się jej szybko nauczył – miał fenomenalne zdolności językowe. Wiemy, że się nim posługiwał w kontaktach z miejscową ludnością, czym jeszcze bardziej zaskarbiał sobie jej przyjaźń. Kupili duży niezabudowany półwysep na jeziorze przy miasteczku, szybko zbudowali tam swój dom i laboratorium badawcze. Częścią tej posiadłości było wzniesienie zwane po gaelicku Beinn Bhreagh (szczęśliwa góra). Tak też Aleksander nazwał całą swą posiadłość. Tu od roku 1888 spędzał razem z rodziną każdą wolną chwilę, a w późniejszych latach było to ich stałe miejsce zamieszkania. Tu narodziło się wiele nowych pomysłów w głowie Bella. Tu były one konstruowane, tu testowane, tu ulepszane.

Dom Bellów w Cape Breton od frontu

Miłość tej trochę nietypowej pary nie powszedniała – nie mogli już funkcjonować bez siebie. Nie zapomnieli, że trzeba otoczyć się dziatkami. Już w Europie w czasie przedłużonego miesiąca miodowego urodziła im się córka, potem przyszła na świat jeszcze jedna dziewczynka i dwóch chłopców. Chłopcy umarli w dzieciństwie, a córki przyżyły rodziców. Mabel pilnowała, by mąż w zapamiętaniu twórczym nie zapominał o posiłkach i spaniu, pocieszała go, gdy coś się nie udaje, dodawała otuchy by trwać w eksperymentowaniu an nowymi pomysłami, nawet jak nie było natychmiastowych rezultatów.

Bellowie w swej posiadłości na Cape Breton

Tu w roku 1922 Aleksander Bell umarł i zgodnie z jego wolą, został pochowany na swej szczęśliwej górce. Mabel nie znalazła sił by funkcjonować bez niego. Jej “cisza” głuchoniemej potęgowała się stopniową utratą wzroku. Córka zabrała ją do swego domu do Stanów, gdzie ujawnił się rak trzustki. Nie miała siły i chyba nie chciała walczyć o przeżycie. Umarła w kilka miesięcy po odejściu ukochanego. Rok po śmierci męża, dokładnie w dniu i godzinie jego pochówku, jej prochy złożono we wspólnym grobie. To bardzo prosty grób, przykryty jednym potężnym odłamkiem skały piaskowca.

Nagrobek Bellów

dokończenie za tydzień

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

1 Comment

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.