Alexander Graham Bell niezwykły człowiek (dokończenie)

0

Alexander Graham Bell (1847-1922), Szkot z Edynburga, to jeden z największych wynalazców przełomu XIX i XX wieku, a równocześmie niezwykle sympatyczny i opiekuńczy człowiek. W Kanadzie znalazł się z tego powodu, że kilka osób z jego rodziny zmarło na gruźlicę płuc, między innymi jego dwaj bracia, a gdy sam został zagrożony tą chorobą, dowiedzi ł się od ojca, że klimat Kanady pomoże wygrzebać mu się z tej przypadłości i głównie z tego powodu cała rodzina tu się przeniosła. Aleksander zmarł w wieku 75 lat nie na gruźlicę, lecz na cukrzycę. To był niezwykły dzieciak i potem genialny dojrzały człowiek. To nie tylko wielki wynalazca, ale człowiek oddany innym, człowiek którego nie da się nie polubić i podziwiać, gdy się dokładniej przyjrzy jego biografii. To umysł uniwersalny: wszystko naokoło niego interesowało go, ale jego podstawowym zajęciem życiowym, nazwijmy to powołaniem, była troska by ulżyć doli głuchoniemym. Był zawsze pełen entuzjazmu i optymizmu, choć życie nie szczędziło mu kłopotów. Miał wielką pasję by poznać i zmieniać świat, uczynić go bardziej
przyjaznym dla człowieka.

Pomysły twórcze już od 10. roku życia
Jednym z pierwszych jego wynalazków byłs wspomniana obrotowa tarcza oddzielająca ziarno od plew ułatwiająca życie jego przyjaciela Bena, syna młynarza. Jeszcze jako dzieciak, razem z bratem, skonstruował głowę robota, który wydawał dźwięki nieco podobne do głosu ludzkiego, co więcej, manipulował strunami głosowymi swego pieska (musiał mu chyba wkładać rękę do pyska, czego psiak chyba nie lubił), a ten poza szczekaniem wydawał jakieś inne dźwięki niezbyt podobne do ludzkich, ale to nie przeszkadzało, by razem z pieskiem w roli głównej dawać popisy. Widownia (znajomi i rodzina) uruchamiała wyobraźnię i słyszała, lub udawała że słyszy, wypowiadane przez kundla słowa jak na przykład “goodbye grandma”. Chłopiec chodził dumny jak paw, bo przecież był jedynym na świecie posiadaczem psa, który mówił ludzkim głosem. Kontakt głosem i mimiką z osobami niesłyszącymi interesowały go od młodego wieku chyba dlatego, że jego ukochana matka powoli traciła słuch, a później żył przez prawie przez pół wieku w szczęśliwym związku małżeńskim z osobą głuchoniemą – całe swoje twórcze lata poświęcił poszukiwaniom metody komunikacji prostszej niż komunikacja migowa z głuchoniemymi i ich między sobą.

Telefon Bella
Bell jest znany przede wszystkim jako wynalazca telefonu, ale to jedno z wielu jego wynalazków i odkryć, choć nad nim spędził najwięcej czasu i wysiłku niż nad innymi. Była to bardzo długa i mozolna droga. Bell nie był geniuszem tego typu, że sam wymyślał coś wielkiego, epokowego, prawie zawsze korzystał z pomysłów innych, udoskonalał je, często mocno zmieniał, dostosowywał do aktualnych potrzeb ludzi. Prawie w każdym jego odkryciu uczestniczyli inni, on przerabiał hobbystyczne pomysły na wartościowe i pożyteczne dla życia wynalazki. Z książki niemieckiego naukowca, podarowanej mu przez przyjaciela ojca, dowiedział się, że tylko aparat, w którym przenośnikiem głosu jest energia elektryczna, będzie mógł przesłać głos na duże odległości. Już w XVII w. posługiwano się tak zwanym telefonem akustycznym – była to metalowa rurka w której głos się nie rozpraszał, często zakończona z obu stron jakimiś kubeczkami cynowymi lub zrobionymi z innego metalu. Zwano je niekiedy telefonem kochanków, ale ci musieli być dość blisko siebie, nie dalej niż kilkadziesiąt metrów, by móc wymieniać słodkie słowa miłosne. Myśl o tym by stworzyć aparat, którym dwoje ludzi może komunikować się nawet na dużą odległość zrodziła się w głowie Bella, gdy zainteresował się i wprowadził bardzo istotne ulepszenia w telegrafie. Inni odkryli, że proste, nieskomplikowane dźwięki można elektrycznie przesłać na odległość w formie znaków graficznych czy dźwiękowych, a w stacji odbiorczej można z nich odczytać treść przesłania.

Najczęstszą metodą tego typu przekazywania wiadomości był w owym czasie alfabet Morsa składający się faktycznie z jednego dźwięku, raz czasowo krótszego, raz trzykrotnie dłuższego. Dźwięki te, krótkie i długie, odpowiednio połączone ze sobą reprezentowały litery alfabetu, litery składano w słowa. Krótki dźwięk zapisywano jako kropkę, dłuższy jako krótką linię poziomą. Zasługą Bella były nie tylko sugestie, że każda stacja telegraficzna może równocześnie pełnić funkcję nadawczą i odbiorczą, ale przede wszystkim odkrycie, że jednym kablem można przesyłać równocześnie kilka treści naraz, jeśli są nadawane na różnych częstotliwościach. By stacja odbiorcza wychwyciła te różnice w dźwiękach, trzeba było wymyślić sposób na różnicowanie napięcia elektrycznego. Był to bardzo trudny próg do pokonania.

Obok Bella pracowało nad tym problemem przynajmniej kilku naukowców i hobbystów. Najbardziej znanym i zasłużonym w rozwikłaniu tego problemu obok Bella był Elisha Grey. Gdy problem został rozwiązany, gdy telegraf unowocześniono i uczyniono bardziej funkcjonalnym, zaczęto zastanawiać się nad jego zminiaturyzowaniem i wypracowaniem lepszej przekazywalności dźwięków bardziej skomplikowanych i różnorodnych, jak głos ludzki i muzyka. Prace w tej dziedzinie poszły w dwóch kierunkach: jedni pracowali nad tym, by stworzyć aparat nagrywający i odtwarzający ludzki głos i muzykę, inni pracowali nad urządzeniem nazwanym telefonem. E. de Martiville chyba pierwszy wpadł na pomysł, jak przy pomocy zmiany napięcia prądu zapisać graficznie fale głosowe. Niestety nie potrafił tych zapisów odtworzyć. Dopiero w XXI wieku przy pomocy specjalistycznego komputera odczytano te graficzne zapisy i usłyszano głos i śpiewkę Au clair de la lune nagrane przez Leona Scotta. Aparaturę tę nazwano fonautografem i opatentowano ją w Paryżu w 1857 roku. Kilkakrotnie ulepszano ją, aż wreszcie Tomasz Edison stworzył pierwszy fonograf, który zapisywał fale dźwiękowe i je odtwarzał, a stąd już dość prosta droga do gramofonu i wszystkich późniejszych aparatów rejestrujących i odtwarzających wszelkie dźwięki.

Inni jak Grey i Bell zaczęli pracować nad aparatem, który umożliwiłby dwojgu ludziom kontaktowanie się na odległość ze sobą własnymi głosami. Korzystali ze wspomnianych udoskonaleń telegrafu, jakim było odkrycie sposobu przekazywania wielu dźwięków równocześnie w obie strony, gdy były nadawane w różnej amplitudzie akustycznej. W głowach tych odkrywców telefon był uważany za mały domowy telegraf. Kto był pierwszy, kto wynalazł praktyczny nowoczesny telefon elektryczny nie wiemy z pewnością do dziś, mimo upływu 150 lat od opatentowania go. Kłótni patentowych i procesów sądowych w tej sprawie w samych Stanach było setki. Ostatecznie pierwszeństwo przyznano Bellowi, ale może dlatego, że miał bogatego teścia adwokata oraz adwokata od patentów, a teść nie żałował pieniędzy, by jak najszybciej i najsprawniej zdobywać patenty jako wynalazki zięcia. Wiadomo, że każdy odkrywca korzystał z pomysłów innych, gdy do nich dotarł. Tak też było z Bellem. Nabył aparat Martinville’a i po swojemu próbował ustalić relacje między napięciem elektrycznym i specyfiką poszczególnego dźwięku, rylec rejestrował na okopconej szybce zapis głosu, a równocześnie zamieniał go na elektryczny przekaz, by potem odtworzyć go w formie głosu. Głos ten trzeba było jakoś wzmocnić, być może Bell od Greya dowiedział się, że dostosowanie wibracji głosu lub muzyki do zmian w napięciach prądu daje dobre rezultaty w wodzie – pracował nad tym wodnym mikrofonem i próbował go udoskonalić.

Zrezygnował z niego ostatecznie i jego firma Bell Company zakupiła mikrofon z wkładką węglową, wynalazek Edisona, od właściciela tego patentu Western Union. Podobnie krok po kroku, korzystając z ulepszanych przez siebie odkryć innych pomysłodawców, Bell doszedł do stworzenia aparatu odbiorczego, czyli głośnika. Kilkanaście patentów na całość pomysłu i na poszczególne jego elementy składowe odcięło konkurencję. Nie tylko w Północnej Ameryce, ale i w krajach Europy Zachodniej z wyjątkiem Niemiec, gdzie firma Siemens & Halske opatentowała wynalazek Bella jako własny, zadbano o patenty dla Bella. Triumfalnym dniem dla wynalazcy oraz konstruktora Tomasza Watsona była nagłośniona w mediach rozmowa telefoniczna między nimi: Bell był w Nowym Jorku, Watson w San Francisco – odległość kilka tysięcy kilometrów – słyszeli się jakby rozmawiali znajdując się w jednym pokoju.

Konkludując trzeba powiedzieć, że choć telefon oficjalnie uznany został za wynalazek Bella, miał przynajmniej trzech ojców: Aleksandra Bella, Elishę Greya i Tomasza Edisona, a na dodatek wykorzystano w nim kilka pomysłów innych naukowców i hobbystów. Może dlatego Bell nie lubił go mieć na swoim biurku – to może taki trochę wyrzut sumienia, że przepisano mu więcej, niż na to zasługiwał.

Fotofon i ulepszenie fonografu Edisona
Ciągłe ulepszanie aparatu Bell zostawił swoim pomocnikom technicznym. Najzdolniejszym z nich i najbardziej znanym był wspomniany Tomasz Watson. Sam zajął się pracą nad innymi wynalazkami. Niezbyt zadowolony z telefonu elektrycznego zaczął szukać innego rozwiązania dla tego instrumentu. W roku 1880 opatentował nowy telefon, który nazwał fotofonem, w którym przenośnikiem głosu była nie elektryczność, ale fala światła. Fotofon nie wyszedł poza stadium eksperymentalne, bo rozmowę za pomocą tego aparatu przeprowadzono w przestrzeni tylko 213-metrowej, ale jeszcze tuż przed śmiercią, czterdzieści lat później, Bell uważał ten wynalazek za największe swoje osiągnięcie odkrywcze. Faktycznie był prekursorem komunikacji światłowodowej, która praktycznie zawojowała świat dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku, w sto lat po wynalazku Bella. Bell po uporaniu się z rozprawami sądowymi, w których musiał uczestniczyć, odnoszącymi się do spraw patentowych, przeniósł się z żoną i dziećmi na stałe do ich “raju na ziemi” na wyspę Cape Breton. Tu wynalazki zaczęły się sypać jak z rogu obfitości. Pracując nad innymi swymi pomysłami, w wolnych chwilach przyjrzał się fonografowi Edisona, ulepszył go, nie zapominając ulepszenia opatentować. W muzeum Bella na wyspie koło miasteczka Baddeck można te wynalazki prawie wszystkie zobaczyć.

Silver Dart
W Stanach dwaj bracia Orville i Wilbur Wrightowie po raz pierwszy w historii zbudowali i wzbili się “maszyną cięższą od powietrze” w powietrze (faktycznie jeden z nich) w grudniu 1903 roku . Ten pierwszy aeroplan, jak go wtedy nazywano, był nad ziemią tylko 3 sekundy, uległ awarii, ale nietrudno go było odbudować, bo była to prosta konstrukcja drewniana obciągnięta materiałem – silnik nie uległ zniszczeniu. Wiele razy się rozbijał, w czasie jednej z tych katastrof jeden z braci pilotujący ten samolot o mało nie postradał życia. Bell miał pomysł zbudowania takiej maszyny szybującej po niebie jeszcze zanim wspomniany aeroplan Wrightów wzbił się nad ziemię. Będąc człowiek praktycznym i dociekliwym podszedł do problemu systematycznie: budował wielkie, cięższe od powietrza lotnie, potem latawiec w rodzaju skrzyni obłożonej czterościennymi słupkami trójkątnymi z lekkiego materiału. Ciekawostką jest, że latawiec ten zerwał się w powietrze w czasie montowania go i uniósł montera na wysokość 15 metrów. Skończyło się tylko na strachu. Dla Bella był to idealny eksperyment, bo przekonał go, że nawet niedokończony obiekt cięższy od powietrza potrafi w powietrzu fruwać. Mabel wiedziała, że jej mąż jest zdolny zbudować lepszy aeroplan niż bracia Wright. Sama zorganizowała drużynę 5 inżynierów i budowniczych. Jednym z nich był jej mąż. Na szefa projektu i późniejszego pilota nominowała Johna McCurdy’ego, choć jej mąż był mózgiem przedsięwzięcia. Tak powstał pierwszy kanadyjski samolot o nazwie Silver Dart. Odczekano na dzień wietrzny by pokazać światu, że to produkt lepszy od amerykańskiego i 23 lutego 1909 roku zainicjowano pierwszy lot nad zamarzniętym jeziorem Bras d’Or. Niestety i ta próba nie była całkiem udana – samolot przeleciał 800 metrów na wysokości do 9 metrów i lądował awaryjnie. Pilotowi nic się nie stało. Od tej pory miał on jeszcze około 500 udanych pokazowych lotów, wreszcie rozbił się na poligonie wojskowym w Camp Patawawa, bo pas startowy, a równocześnie lądowania, był miękki, piaszczysty, a samolocik miał małe i bardzo wąskie koła. Była to maszyna ważąca tylko 150 kilogramów, długa prawie na 9 metrów, ale była zbudowana z lepszych materiałów, niż pierwsze samolociki Wrightów. Wyposażona była w kabinę pilota i miała zainstalowany ster kierunkowy i lotki na skrzydłach regulujące wysokość lotu – element będący od tej pory stałym wyposażeniem wszystkich samolotów. Silnik tego samolociku znajduje się w jednym z muzeów w Ottawie. Dziś muzeum w Baddeck prezentuje dokładną kopię oryginalnego Silver Dart. W dzień przed stuleciem pierwszego lotu oryginalnego aeroplanu wystawiono jego kopię na zamarzniętą taflę jeziora, by dla zebranych tysięcy widzów dał pięć pokazów lotu, tym razem bez żadnych przykrych niespodzianek.

Wodolot
Już pod koniec życia Bell był twórcą innego większego obiektu – wodolotu. Początkowo rozwijał on prędkość 30 kilometrów na godzinę, następny egzemplarz był szybszy, a gdy władze wojskowe Kanady w czasie pierwszej wojny światowej zainteresowały się tym wynalazkiem i zrobili zamówienie na tę łódź, która miała patrolować wody nadbrzeżne, Bell zbudował nowy wodolot, czwarty z kolei, nazwany H4, który zwodowano w 1919 roku. Rozwijał prędkość do 114 km/godz. Ta szybkość nie została pobita przez inne wodoloty w ciągu następnych 10. lat. Kadłub tej łodzi można obejrzeć we wspomnianym, nowoczesnym muzeum na Cape Breton.

Inne, mniej znane wynalazki
Bella Nawet w dość zaawansowanym wieku Bella interesowało wszystko z czym się stykał. Wszystko co dotknęły jego ręce wychodziło z nich ulepszone, unowocześnione. Był wizjonerem. Wiedział, że kiedyś zabraknie na Ziemi źródeł energii, pracował więc nad wytwarzanie metanu z odpadów organicznych. W swym domu zainstalował centralne ochładzanie, był to bardzo prosty lecz dość skuteczny pomysł – wdmuchiwał do domu powietrze ochładzane naturalnie przez kawałki lodu.

Był chyba pierwszym, który skonstruował wykrywacz metali, przy pomocy którego próbował zlokalizować kulę w ciele zastrzelonego przez terrorystę prezydenta Stanów Zjednoczonych Jamesa Garfielda. Jego najważniejszym zajęciem w życiu była praca nad wynalezieniem najbardziej skutecznej metody porozumiewania się, tak zwaną “mową wizualną” z głuchoniemymi, lub ich między sobą. Tu dokonał wiele, połączył wszelkie pomysły z tej dziedziny swego ojca profesora, dziadka i stryja ze swoimi. Uczenie tej “mowy” głuchoniemych i ich nauczycieli było jego pierwszym powołaniem życiowym.

Był człowiekiem czynnym w różnych dziedzinach życia, między innymi był współzałożycielem słynnego i bardzo cenionego do dnia dzisiejszego National Geographic Society. Był członkiem kilku innych stowarzyszeń naukowych. Nie wszystkie wynalazki były udane, jak na przykład stworzenie kaftana metalowego, który miał pomóc gruźlikom w oddychaniu. Skutek był raczej odwrotny do zamierzonego. Niezbyt dobrze popisał się w Towarzystwie Eugenicznym. Najpierw próbował znaleźć sposób, by owce wydawały na świat nie po jednym potomku, ale po kilka na raz. Owce go nie usłuchały.

Rzeczą trochę wstydliwą, którą niektóre biografie pomijają czy lekceważą, było jego kategoryczne naleganie, by gwałcicieli i innych, których nazywał “nieudaną odmianą rasy ludzkiej” kastrować. Nie było mowy o leczeniu tych ludzi i nie zdawano sobie sprawy, że ta operacje nie zmieni ich natury. Towarzystwo to wymogło na administracji połowy stanów w U.S.A, by wprowadzono eugeniczne restrykcyjne uchwały w ich prawodawstwach, a ustawa w Kalifornii o przymusowej sterylizacji nie tylko gwałcicieli, była ustawą podaną niejako na tacy hitlerowcom.

Wrażliwy na ludzkie nieszczęścia
Jako człowiek był miły, serdeczny, trochę uparty, bardzo czynny, podobnie jak jego żona, w pomaganiu innym. Wspierał różne organizacje charytatywne, a gdy w grudniu 1917 roku w pobliżu portu w Halifaksie po zderzeniu się z innym okrętem wyleciał w powietrze statek załadowany tysiącami ton materiałów wybuchowych, kiedy to zginęło około dwa tysiące ludzi, okaleczonych zostało dziewięć tysięcy i została zrównana z ziemią część miasta portowego, a także Dartmouth i kilka innych mniejszych miejscowości – on i żona, oraz dziesiątki ich bogatych znajomych, zachęconych przez nich do niesienia pomocy pokrzywdzonym, w sposón znaczący przyczynili się do ulżenia ich doli.

Jeden z dwóch największych geniuszy Kanady
Kanada, do niedawna kolonia eksploatowana przez jej właścicieli Brytyjczyków i przez bogatego sąsiada z południa, nie tylko stała się wyspą schronienia i ucieczki wielu ludzi z kilkudziesięciu krajów i jest obecnie jednym z niewielu na świecie krajów zintegrowanych, bezpiecznych, ale także może pochwalić się swymi wspaniałymi obywatelami, bez których trudno wyobrazić sobie dzisiejszy świat. Było ich wielu, ale jednym z najsłynniejszych i najbardziej zasłużonych był Bell, który swymi wynalazkami, a szczególnie aparatem telefonicznym, popchnął postęp cywilizacji technicznej do przodu. Innym był mieszkaniec mego miasta London, gdzie odkrył pierwszy antybiotyk penicylinę, ciągle dziś powszechnie stosowany, co skierowało medycynę na nowe tory, ochroniło i ciągle chroni miliony ludzi od śmierci – to Aleksander Fleming.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.