Z powrotem w Ontario (7)

0

Wróciłem z Polski po dziewięciu miesiącach pobytu w roku 2008 do Calgary. Teraz mieszkam z powrotem w Ontario, gdzie w roku 1988 zaczęła się moja kanadyjska przygoda. W Ontario mieszkałem dłużej niż gdziekolwiek indziej, włączając to czasy przed Kanadą. Teraz więc będzie o Ontario, pięknej prowincji, której wielu tak naprawdę nie zna, mimo że tu mieszkają.

Wizyta z Polski -3

Z Polski przyleciała koleżanka Elzy. Chce zobaczyć Kanadę od dzikiej strony. Elza poprosiła mnie o zorganizowanie dziesięciodniowej wyprawy na północ Ontario. Dzisiaj dalszy ciąg z poprzedniego numeru Gazety

Jest późne popołudnie. Dojeżdżamy do Wawa nad Lake Superior. Asia zachwycona jeziorem, pływaniew na canoe i kiełbaskami z ogniska. Przed samą Wawa po lewej stronie motel Kiniwabee. Prowadzą go moi znajomi jeszcze z czasów, gdy mieszkali w Mississauga i z Markiem jeździliśmy razem na polowania. Zajeżdżamy na parking. Marek i Tereska, jego żona, wiedzą, że mieliśmy przyjechać. Czka na nas mały domek. No może nie taki mały. Ma dwie sypialnie, łazienkę i salonik. Z tyłu mały taras i widok na zejście do rzeki. Samej rzeki nie widać przez gęste zarośla. Nie widać też jeziora, chociaż wiadomo, że tam jest. Marek i Tereska przyjęli nas obiadem i wieczór zszedł na opowieściach o życiu na Północy i Kanadzie dla zaspokojenia niezgłębionej ciekawości Asi. Rano wstałem wcześnie, dużo przed szóstą i razem z Markiem podczepiliśmy przyczepę z canoe do jego półciężarówki. Obudziłem dziewczyny i po szybkim śniadaniu ruszyliśmy w drogę. Ta droga to tym razem dziurawa szutrowa tzw. „ log Road” Po ok. 15 km dojeżdżamy do zapory na rzece. Poniżej zapory zejście w dół po skałach do małej zatoczki ze spokojną wodą. Poza tą zatoczką woda rwie po kamieniach z szumem odrzutowca. Elza to odważna dziewczyna. Asi trochę zrzedła mina jak zobaczyła, że stawiamy z Markiem canoe na wodę zatoczki i ładujemy do środka dwa plecaki, kamizelki ratunkowe i broń. Czy to ma być ta niespodzianka? Pyta Elza trochę zmienionym głosem. Jesteś pewny, że to my mamy płynąć a nie ty z Markiem? Ja z Asią możemy wrócić samochodem do motelu i poczekamy na was. Nic z tego – mówię – Asia chciała przygodę w Kanadzie to będzie ją miała. Ta rzeka dopływa do Lake Superior, a jej odnoga do samego motelu. Po drodze może być trochę ostro i będziemy mieli przeładowane canoe, ale samych was nie puszczę. A po co nam karabin? Pyta jeszcze z niepewną miną. No cóż, Asia chciała zobaczyć niedźwiedzia i tu jest na to duża szansa. Problem w tym że misiu może nie tylko chcieć nam pomachać ale również zawrzeć z nami bliższą znajomość. Muszę mieć dla niego jakiś argument, że nie warto.

This slideshow requires JavaScript.

Marek przytrzymał nam canoe. Pierwsza wsiadła bardzo niepewnie Asia, potem Elza. Na końcu na rufę ja z pagajem. Przy nogach miałem plecak, na nim położyłem sztucer. To taki kowbojski karabinek kalibru 30.30 leaver action jakie widzimy na westernach. Wygodny, szybki do użycia. Padły z niego już trzy niedźwiedzie, więc powinien wystarczyć. Poza tym to i tak trochę dla szpanu, bo żaden niedźwiedź przy zdrowych zmysłach nie podejdzie do ludzi na canoe. Zdarzały się co prawda wyjątki jak tej parze młodych w Algonquin Park. Znaleziono ich na wyspie tuż przy canoe, którym przypłynęli by rozbić biwak. Nie zdążyli nawet rozpakować namiotu. Zabił ich niedźwiedź. To byli Polacy. Kanada to miejsce gdzie ciągle jeszcze rządzą prawa natury i trzeba sobie zdawać sobie z tego sprawę. Nie ważne jak rzadko zdarzają się takie przypadki, jeśli się to zdarzy nam to nie ma znaczenia czy to jest raz na 100 milionów. No więc karabin miałem, z nabojami w magazynku.

Marek rzucił mi cumę i kilkoma zamachami pagaja skierowałem canoe w rwący nurt. Elza na dziobie trzymała drugi pagaj i porwani szybkim nurtem ruszyliśmy w podróż przez kanadyjską puszczę. Po kilkuset metrach rzeka zwolniła, nie trzeba było już tak mocno pracować wiosłami i można było rozkoszować się widokami. Nad głowami nagle pojawił się ogromny „Bold Eagel”. Amerykański orzeł, który jest symbolem USA. Krążył majestatycznie nad nami polując na ryby. Nagle spadł w wodę i poderwał się z powrotem machając ciężko ogromnymi skrzydłami. Asia zaniemówiła z wrażenia. Niestety nie mogłem użyć aparatu fotograficznego, bo rzeka znowu zrobiła się rwąca. Obie dziewczyny wołały o zdjęcie, ja próbowałem oponować, w końcu wbrew sobie odłożyłem pagaj i sięgnąłem po aparat. Oczywiście w tym momencie woda wzniosła się na zanurzonych głazach, canoe odwróciło się bokiem, dziewczyny krzyknęły, ja rzuciłem aparat i chwyciłem za pagaj, ale było już za późno. Odwrócone bokiem do rwącego nurtu canoe zahaczyło o nagłą płyciznę, przechyliło ostro i szybki prąd przewrócił je wysypując nas do wody. Na szczęście było płytko i szybka stanęliśmy wszyscy na nogi, plecaki były przywiązane do canoe, więc nie popłynęły, sztucer i aparat zdążyłem chwycić i trzymałem je wysoko nad głową. Tuż obok znajdowała się kamienista wysepka (stąd ta płycizna). Aparat już miałem na szyi, trzymając jedną ręką karabin, drugą zdołałem pochwycić długą cumę canoe i uratować je przed odpłynięciem w siną dal. Dziewczyny już brodziły do wysepki, podtrzymując się nawzajem. Podałem im cumę, wyciągnąłem plecaki na suche miejsce. Były wodoodporne, więc zawartość była sucha. Odwróciliśmy canoe do góry dnem wylewając wodę. Zacząłem zbierać suche gałęzie naniesione przez wodę. Mimo lata woda była lodowato zimna i trzeba się było szybko osuszyć. Rozpaliłem ogień. Strach dziewczynom minął i zaczęły się zachwycać przygodą, zwłaszcza Asia. Do czasu, gdy w zaroślach na drugim brzegu pokazałem im prawdziwego żywego niedźwiedzia, który przyglądał się nam z dużą niechęcią w odległości może 30 metrów…

Cdn.

Marek Mańkowski

 

Poleć:

O Autorze:

Marek Mańkowski

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.