Historyczny triumf Łukasza Kubota w Wimbledonie

0
Rozstawieni z “czwórką” Łukasz Kubot i brazylijski tenisista Marcelo Melo pokonali Austriaka Olivera Maracha i Chorwata Mate Pavica 5:7, 7:5, 7:6 (7-2), 3:6, 13:11 w finale Wimbledonu. To drugi wielkoszlemowy tytuł Polaka, który poprzednio również triumfował w deblu. W sobotnim spotkaniu nie zabrakło ani widowiskowych wymian, ani wielu zwrotów akcji. Rozstrzygnięcie nastąpiło dopiero po czterech godzinach i 39 minutach gry. Triumf Kubota z trybun obejrzały m.in. dawne gwiazdy tenisa – słynna Amerykanka czeskiego pochodzenia Martina Navratilova i Francuzka Marion Bartoli, ale i znana amerykańska aktorka Hilary Swank. W obu parach w pierwszym secie przez długi czas dobrze funkcjonował serwis, dzięki czemu wygrywały szybko swoje gemy serwisowe. Przełamanie na wagę objęcia prowadzenia w całym spotkaniu Marach i Pavic zanotowali przy stanie 5:5 przy podaniu Kubota. Ostatni gem kolejnej odsłony był popisem Polaka, który efektownym lobem w sam róg kortu przypieczętował “breaka”. Do wyłonienia zwycięzców trzeciej partii potrzebny był tie-break, a w nim zdecydowanie lepszy był polsko-brazylijski duet. W przerwie Marach wezwał fizjoterapeutę i wskazywał, że ma kłopoty z lewym udem. W trakcie kolejnego seta ponownie prosił o pomoc medyczną. Kibice zobaczyli w tej części spotkania trzy przełamania z rzędu – dwa zanotowali Austriak i Chorwat. Pierwszy z nich popełniał coraz więcej błędy, ale nadrabiał to świetnie spisujący się tego dnia tenisista z Bałkanów. W polu serwisowym pomyłki kosztujące utratę punktów notował też Kubot. Najwięcej emocji przyniosła decydująca partia. Na “breaka”, którego stawką był wielkoszlemowy triumf, czekano 23 gemy. Gdy lubinianin i jego partner wyszli na prowadzenie 5:4, osoby zasiadające w ich boksie – w tym Wojciech Fibak i Ryszard Krauze – podnieśli się i na stojąco mobilizowali brawami zawodników. Marach wyraźnie opadał z sił, ale wciąż sytuację ratował w ważnych momentach Chorwat. W 12. gemie Kubot z Melo nie wykorzystali dwóch piłek meczowych. Mimo narastającego zmęczenia tenisiści pokazali kilka wymian z imponującymi zagraniami. Kolejne podwójne błędy notował Polak. Przy jego podaniu – przy stanie 8:8 – wraz z partnerem wyszedł z dużych opresji. Przegrywali już 0:40, ale wówczas 35-letni zawodnik zaczął punktować dzięki serwisowi. Do zabawnej sytuacji doszło w 21. gemie – Pavic odbierając serwis rywala trafił Maracha prosto w pośladek. Ten – tak jak i publiczność – skwitował to śmiechem. Przy stanie 11:11 – po czterech i pół godziny gry – szef turniejowych sędziów zdecydował, że spotkanie zostanie przerwane, a w tym czasie zamknięto dach i włączono światło. W nowych warunkach rozegrano już tylko dwa gemy. Brazylijczyk szybko utrzymał podanie, a Chorwat, który wcześniej nie zawodził w tym elemencie, dał się przełamać na sam koniec do 0. Po ostatniej akcji Kubot i Melo padli szczęśliwi na kort. Polak tradycyjnie odtańczył kankana. Następnie obaj poszli ściskać bliskie osoby zasiadające w ich boksie. Nie zabrakło płaczu ze wzruszenia. Łzy, ale smutku, poleciały też Pavicowi. Polsko-brazylijski debel w tegorocznym Wimbledonie stoczył cztery pięciosetowe pojedynki. Za sobotnie zwycięstwo otrzyma czek na 400 tysięcy funtów. Ich rywale dostaną połowę tej sumy. Kubot i Melo jeszcze przed rozpoczęciem Wimbledonu byli wymieniani w gronie faworytów. W tym sezonie byli niepokonani na trawie. Triumfowali niedawno w ‘s-Hertogenbosch i Halle. Wcześniej wygrali dwa prestiżowe turnieje ATP Masters 1000 w Miami i Madrycie. Lubinianin trzy lata temu – w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem – zwyciężył w Australian Open. Młodszy o rok Melo również wcześniej miał w dorobku jeden wielkoszlemowy tytuł w grze podwójnej – razem z Chorwatem Ivanem Dodigiem cieszył się z sukcesu we French Open 2015. 35-letni Kubot jest trzecim reprezentantem Polski, który zagrał w finale londyńskiego turnieju, ale zarówno Jadwiga Jędrzejowska w 1937 roku, jak i Agnieszka Radwańska pięć lat temu musiały uznać wyższość swoich rywalek w singlu. Sukces w zawodach tej rangi – poza lubinianinem – z biało-czerwonych odnieśli jeszcze Jędrzejowska (French Open 1939) i Fibak (Australian Open 1978), którzy także wygrali w deblu. Kubot jako jedyny z Polaków może pochwalić się dwoma zwycięstwami w takich imprezach. Zarówno Marach, który w niedzielę będzie obchodził 37. urodziny, jak i młodszy o 13 lat Pavic, nigdy wcześniej nie dotarli do finału w zawodach tej rangi. W ćwierćfinale w Londynie wyeliminowali Marcina Matkowskiego i Białorusina Maksa Mirnego. Kubot i Austriak w przeszłości grali razem – w latach 2009-10 odnieśli pięć zwycięstw w turniejach ATP. Marcelo Melo ocenił, że kluczowa dla triumfu jego i Łukasza Kubota w finale debla w wielkoszlemowym Wimbledonie była siła mentalna. “Powiedziałem partnerowi, że po trzech wcześniejszych pięciosetowych bitwach wygramy i tą” – wspomniał brazylijski tenisista. Pojedynek trwał cztery godziny i 39 minut. Polsko-brazylijski duet po raz czwarty w Londynie potrzebował pięciu setów, by pokonać rywali. “Uważam, że kluczem było pozostanie silnym mentalnie, zwłaszcza po przerwie w piątej partii, gdy zasuwano dach. Trzeba być wtedy gotowym na to, by wrócić na kort i walczyć tak jak to zrobiliśmy. Nawet jeśli straciliśmy wcześniej dwie piłki meczowe, to potem wciąż walczyliśmy. Nie zablokowało nas to i nie przegraliśmy przez to. Dlatego uważam, że to była mentalna wojna, która zakończyła się naszym zwycięstwem. Myślę, że trzy wcześniejsze pięciosetowe mecze bardzo nam tu pomogły. Powiedziałem Łukaszowi, że to po prostu kolejna taka bitwa, trzy mamy już za sobą i kolejną również wygramy” – podkreślił na konferencji prasowej Melo. W rozmowie z mediami Marach uznał, że przełomowy był 17. gem decydującej odsłony, gdy przy serwisie lubinianina rywale prowadzili 40:0, ale polsko-brazylijska para wyszła z opresji. “To jest klucz do wygrywania takiej imprezy. Zwyciężyliśmy w trzech pięciosetowych spotkaniach, gdzie mieliśmy bardzo podobne sytuacje. Oczywiście, finał to co innego. Przy stanie 8:8 i 0:40, po niewykorzystaniu dwóch piłek meczowych, można było zobaczyć, jak silny psychicznie jest Łukasz. Ja wtedy nic nie miałem do powiedzenia, on serwował i zdobywał punkty. Wiem, że ma świadomość, jak mocny mentalnie jest i jak silny może być. Dziś wszyscy to widzieli. Zgadzasz się?” – zwrócił się do Polaka Melo, ale ten nic nie odpowiedział. To do zawodnika z Ameryki Południowej wyłącznie były kierowane pytania w części anglojęzycznej konferencji. Jeden z dziennikarzy poprosił, by opisał nieco siedzącego obok niego Kubota. W tym sezonie byli niepokonani na trawie. Triumfowali niedawno w ‘s-Hertogenbosch i Halle. Wcześniej wygrali dwa prestiżowe turnieje ATP Masters 1000 w Miami i Madrycie. W 2015 i 2016 roku świętowali razem sukces w Wiedniu. “To niesamowite, jakie wyniki zanotowaliśmy. Różnimy się pod wieloma względami. Kluczem jest znalezienie równowagi. Na początku sezonu na trawie powiedziałem mu, że ja mam zamiar być tym solidnym, a on ma wygrywać mecze. On ma znacznie bardziej agresywny styl gry niż ja. Zawsze starałem się stwarzać mu okazje do kończenia akcji. I to robił też dziś. Wszyscy wiedzą, na co go stać. Wygrał wcześniej Australian Open. – Kiedy po raz pierwszy połączyliśmy siły, to wygraliśmy w Wiedniu. Potem znów wystartowaliśmy razem w tej samej imprezie i ponownie w niej zwyciężyliśmy. Ten sezon układa się dla nas jak na razie naprawdę dobrze, od poniedziałku będę liderem w rankingu deblistów. Po raz pierwszy byłem nim w 2015 roku, też po wspólnej grze z Łukaszem. Teraz wrócę na fotel lidera również dzięki grze z nim. Widzicie więc, jak duży ma wkład w moje osiągnięcia” – podkreślił Melo. On w przeszłości wystąpił już w finale deble w Wimbledonie, który zakończył się jego porażką. Dzięki temu miał jednak doświadczenie w grze na korcie centralnym londyńskiego turnieju. Kubot miał z nim styczność po raz pierwszy dopiero w sobotę. “Przed dzisiejszym spotkaniem rozmawialiśmy o tym, jak zamierzamy podejść do tego meczu. Na koniec powiedziałem mu: +Zrobiliśmy wszystko, by tu się znaleźć. Nie ma powodu, by się denerwować. Musimy wyjść, cieszyć się chwilą i próbować zagrać swój najlepszy tenis” – zaznaczył. Jeden z przedstawicieli mediów poprosił Brazylijczyka o porównanie sobotniego pojedynku z innymi spotkaniami, jakie rozegrał w Londynie w przeszłości. W 2013 roku dotarł do finału, ale w nim musiał uznać wyższość rywali. “Miałem tu kiedyś seta, który zakończył się wynikiem 28:26 i również był bardzo ciężki. Nie byłem jednak wówczas tak silny mentalnie jak teraz. Tylko zawodnicy wiedzą, jak wielkiej wytrzymałości psychicznej to wymaga. Czasem masz szczęście tylko raz w życiu wygrać ten turniej. Dla mnie to była druga szansa na to, dla Łukasza – pierwsza. Mieliśmy piłki meczowe, musieliśmy ochłonąć potem. Łukasz powiedział mi »wierzę w ciebie«, ja odpowiedziałem mu to samo. To był najtrudniejszy pojedynek, jaki tu kiedykolwiek było mi dane zagrać. Minie sporo czasu zanim zasnę dziś” – przyznał. W dorobku ma też triumf deblowy we French Open, ale sukces odniesiony w tegorocznym Wimbledonie uważa za najcenniejszy w karierze. “Wszyscy, a zwłaszcza Brazylijczycy, wiedzą, jak bardzo chciałem wygrać ten turniej. Po sukcesie w Paryżu mówiłem, że koncentruję się na tym, by zwyciężyć w Londynie. Wimbledon to Wimbledon. Wszystko w tym roku podporządkowałem przygotowaniom do tej imprezy. Przed finałem powiedziałem Łukaszowi +człowieku, zrobiłem wszystko, by zagrać na tym korcie. Chcę się tym cieszy jak tylko mogę. Udało mi się wystąpić w finale wcześniej raz, ale teraz chcę wygrać i mogę to zrobić+” – wspominał Melo. Na pytanie, czy to on, czy też Polak jest szefem w tym deblu, odparł, że sytuacja jest zmienna. “W niektórych sprawach to ja rządzę, a w innych on. Kto będzie szefem podczas świętowania tytułu? Ja, nie martwcie się” – odparł Brazylijczyk. W kierunku zawodników posypały się gratulacje przekazywane za pośrednictwem portali społecznościowych. Na Twitterze sukcesu Kubotowi pogratulowała m.in. Agnieszka Radwańska. “Dzięki Melo, Kubotowi, Pavicowi i Marachowi za absolutnie epicki finał. To był zaszczyt oglądać spotkanie” – napisał z kolei Patrick McEnroe, były amerykański tenisista, zwycięzca French Open 1989 w grze podwójnej. Wojciech Fibak w samych superlatywach wypowiadał się na temat Łukasza Kubota, który w sobotni wieczór wygrał deblową rywalizację w wielkoszlemowym Wimbledonie. “Ten sukces to owoc jego ciężkiej pracy” – powiedział PAP słynny przed laty tenisista. “Dziś najlepszy na korcie był chyba Pavic. Przyznam szczerze, że nie znałem go zbytnio wcześniej. O Marachu wszyscy słyszeliśmy. Łukasz i Marcelo wygrali doświadczeniem. Byli faworytami, mieli wygrać i tak też zrobili. To też pewne pocieszenie dla Marcina Matkowskiego, który przegrał z austriacko-chorwackim duetem w ćwierćfinale” – zaznaczył Fibak, który finał obejrzał z trybun kortu centralnego. Lubinianin trzy lata temu – w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem – zwyciężył w Australian Open. Jako jedyny z Polaków ma w dorobku dwa tytuły wielkoszlemowe. Po jednym mają Jadwiga Jędrzejowska (French Open 1939) i Fibak (Australian Open 1978). “Łukasz nas przebił. Wyprzedzam go tylko pod względem liczby wygranych turniejów, choć triumf w Wielkim Szlemie liczy się jak 20 zwycięstw w innych zawodach. Cieszę się, że to właśnie jemu się udało. Ten sukces to nie jest dzieło przypadku. To owoc jego ciężkiej pracy. Mogę o nim mówić tylko w samych superlatywach. On jest wzorem profesjonalizmu – daje z siebie wszystko. To tytan pracy” – wyliczał były tenisista, który ma w dorobku 52 wygrane imprezy w deblu. Jak dodał, ma z Kubotem od wielu lat bliski kontakt i często rozmawia z 35-letnim graczem, mobilizuje go i doradza. “Dwa lata temu długo rozmawialiśmy o tym, by skupił się tylko na deblu. Decyzja o rezygnacji z singla nie była łatwa. Pod koniec ubiegłego roku z kolei omawialiśmy to, z kim powinien grać w parze, bo były różne opcje. Teraz już możemy o tym powiedzieć, był temat np. Czecha Radka Stepanka, powrotu do Austriaka Alexandra Peyi, chyba też zgłaszał się Serb Nenad Zimonjic. Ja wspierałem kandydaturę Melo. Teraz są numerem jeden na świecie” – podkreślił. Fibak zaznaczył, że to sam Kubot zadzwonił do niego w piątek rano i zaprosił na finał do Londynu. “Powiedział, że nie wyobraża sobie, by zabrakło w jego boksie mnie i Ryszarda Krauzego. Nie miałem więc wyjścia – kupiłem bilet i jeszcze w piątek wieczorem byłem na miejscu” – dodał. Na podstawie depesz Polskiej Agencji Prasowej opracował Zbigniew Bełz
Poleć:

O Autorze:

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.