Polowanie na czarownice

4
Skazywanie na spłonięcie na stosie (lub utopienie) za czary, głównie kobiet, panoszyło się poprzez stulecia w Europie, a liczba niewinnych ofiar jest szacowana od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy. Ponieważ we wczesnych wiekach – począwszy nawet od XII, nie prowadzano dokładnych rejestrów, ta liczba rzeczywiście mogła być ogromna. Zdawałoby się, że mamy te ponure lata za sobą, kiedy wystarczyło jedno pomówienie, aby zapaliły się stosy. Obecnie, przynajmniej w Europie już ich nie ma, chociaż ostatnie płonęły jeszcze nie tak dawno, bo w wieku XIX. Polska miała ich stosunkowo mało i teoretycznie powinniśmy być z tego dumni, ale czego prawie nie było, nie oznacza, że nigdy nie będzie. Ostatnio nastała moda na podobnego typu polowania na czarownice, które na szczęście nie kończą się stosami czy torturami, ale często zadają ogromne cierpienia psychiczne. Tego typu polowania nie oszczędzają tym razem i mężczyzn. Tak jak niegdyś, wystarczy pomówienie, ludzka zawiść i złośliwość i wreszcie pogrzebanie w teczkach, żeby publicznie wskazać palcem ofiarę. Gdy dawniej wieść o wyroku na czarownicę roznosiła się po najbliższej okolicy, to kilkadziesiąt czy kilkaset ludzi dowiadywało się o rzekomym jej pakcie z czartem. Dzisiaj, dzięki internetowi, gdy doniesie się na kogoś, że “zawarł pakt z…” dowiaduje się o tym cała Polska jak również i świat Polonii, który liczy sobie 21mln. rodaków. Bardzo intensywne polowanie zaczęło się niedawno, powiedzmy od kilku lat, a w ostatnich może dwóch po prostu osiągnęło apogeum. I nie tylko wskazujemy palcem na “tych co podpisali i donosili”, ale już i “czarownicami” są pracujący za komuny: strażnicy graniczni, urzędnicy w biurach paszportowych, milicjanci, nawet ci z drogówki, strażacy, wojskowi – bo to im teraz okraja się emerytury. Zabiera się im pieniądze, ale przynajmniej nie opluwa na wszelki możliwy sposób. Najbardziej gorliwi w opluwaniu są ci, którzy za komuny siedzieli cicho albo jeszcze trzymali koszulę w zębach. Teraz oni czują się tymi “kto jest bez winy” i rzucają przysłowiowe, biblijne kamienie. A tak naprawdę, kto z tych, co żył w czasie komuny “jest bez winy”? Owszem, są tacy. Żołnierze wyklęci, a szczególnie ci, którzy zostali zabici. Tych się czci, tych daje się za przykład, no bo nic nie podpisali i dali się zabić. A że niektórzy z nich dopuścili się czynów haniebnych? Nieważne. Zginęli przecież z rąk UB. I należą się im pomniki. Natomiast do szeregu “czarownic” możemy zaliczyć całą plejadę szacownych, znanych, wybitnych osób z obojgiem noblistów na czele. Nawet możemy lekko opluć Wańkowicza, bo jakąś tam lojalkę podpisał. Przypomniało mi się jeszcze jedno bardzo znane nazwisko. Jan Dobraczyński. Ten to naprawdę donosił. Na rodzinę o znanym, arystokratycznym nazwisku. Na pewno jest to w jego teczce. Ale już w jego teczce nie ma, że te pieniądze, które dostał za donosy, potem “donosił” tejże rodzinie, która była w bardzo ciężkiej sytuacji materialnej. Lista czarownic właściwie jest przeogromna, dlatego łowcy mają pełne ręce roboty. Aby im trochę ułatwić pracę, to podam im dwie osoby z mojej rodziny. Jedna – w latach czterdziestych stała się ubekiem – zagrozili jej, że inaczej wykonają wyrok śmierci na ojcu i bracie. Ta osoba prawdopodobnie potem na nikogo nie doniosła, a może i doniosła, w każdym razie i tak długo nie pożyła, bo zapiła się na śmierć. Ale splunąć na nią trzeba. Druga osoba chciała wyjechać na zachód. Był to naukowiec, który dostał stypendium. Marzenie dla wielu polskich ludzi nauki. Podpisał. Wyjechał. Na nikogo nie doniósł. Ale w papierach ma – podpisał. Opluć trzeba. Niedawno, podczas pobytu w Polsce spotkałam się z wieloma osobami z kręgów opozycji jeszcze z lat 60-tych oraz z okresu Solidarności. Przeprowadziłam z nimi wywiady, które chcę użyć w mojej powieści “Oporniki”. Jak tytuł sugeruje, będzie to powieść o pięknym okresie lat 76 – 89, kiedy rodził się i powstał potężny ruch Solidarność, jedyny okres w historii Polski, kiedy nasza ojczyzna była na ustach całego świata, a nikomu przedtem nieznany, wąsaty robotnik stał się międzynarodowym idolem. Do tej pory, gdy zadaję pytanie obcokrajowcom, z czym kojarzy im się Polska – odpowiadają: “kiełbasa, wódka, Walesa”. Oj, nie podoba się to “łowczym”! Przecież podpisał, podpisał, podpisał, i jeszcze brał “wielkie pieniądze” – o czym świadczyło jego ciasne mieszkanko, w którym upchał swoją żonę i sześcioro dzieci. Oprócz tego mieszkanka “w prezencie” za tę “współpracę” posiedział sobie wiele razy w więzieniu, powyrzucali go ileś tam razy z pracy, szantażowali go i straszyli. Gdyby w czasie strajku w stoczni w 1980 wjechali na czołgach Sowieci (a z tą możliwością wszyscy się liczyli) i na pewno z przywódcą by się nie cackali, i gdyby zginął zamordowany, a jeszcze lepiej przedtem torturowany, to Naród Polski czciłby swojego herosa. Ulice, skwery, parki byłyby nazwane jego imieniem, nie wspominając o licznych pomnikach, gdyż my kochamy umarłych bohaterów. Co więcej, my kochamy tylko takich. Ale Wałęsa nie zginął i “na pewno” donosił, tylko jakoś nikt z tej “jego listy” nie był prześladowany, a raczej na odwrót. Widocznie esbekom się pomyliło. Takich “czarownic” było bardzo, bardzo dużo. Mogę sypać nazwiskami jak z rękawa. Sprzedali Polskę, byli czerwoni, o zgrozo – niektórzy nie byli katolikami, a na pewno większość z nich była Żydami. A że co poniektórzy to nawet zaliczyli za kratkami po kilka lat, brali udział w głodówkach, narażali siebie i bliskich, byli bici, stracili zdrowie, że potrafili sprzeciwić się reżimowi, kiedy takich jak oni była garstka, bo reszta uganiała się za dobrami materialnymi i miała gdzieś walkę o demokrację – to jest nieważne. Na każde ich nawet najmniejsze potknięcie, nawet wieku młodzieńczego, “łowcy” polują. Zostawmy jednak ikony opozycji i skupmy się na trochę mniej znanych “czarownicach”. Tam dopiero jest na co polować! Iluż z nich przecież podpisało coś tam dla świętego spokoju! A nawet, jeśli nie podpisali, no to na pewno chcieli podpisać. Warto też na nich splunąć, na wszelki wypadek. Tak rośnie lista “czarownic” i niedługo okaże się, że oprócz łowców “nikt nie jest bez winy”. To nic, że oskarżeni cierpią. Nawet bardzo. To nic, że często są to ludzie, którzy zrobili dla Polski i dla ludzkości milion razy więcej, niż ci, którzy na nich polują. Bo PRAWDA musi wyjść na jaw. A łowcy są jedyni, którzy tę PRAWDĘ mają. Inna prawda ich nie obchodzi. Co tam jakieś skandale pedofilskie, podejrzane bogacenie się, niszczenie środowiska i tym podobne dyrdymały. Najważniejsze jest, “czy podpisał?”. Bo to jest Polowanie na czarownice zbrodnia wręcz niesłychana i o takich trzeba mówić, pisać, tworzyć listy, dopatrywać się podejrzanego pochodzenia delikwentów. Wtedy dowie się o nich cały świat. A gdyby rzeczywiście świat był tym zainteresowany, to jaki wyciągnąłby z tego wniosek? Że Polacy to naród kanalii. Ci z nagrodami Nobla też. Łącznie z tą pokojową.

Beata Gołembiowska

PS Dla wyjaśnienia. Ja nie podpisałam. I wcale nie wywyższam się z tego powodu. Po prostu mnie nie wezwali. Nie wiem, jakbym się zachowała, gdyby to się stało. Możliwe, że dla świętego spokoju coś tam bym podpisała. Szczególnie, gdyby w odpowiedni sposób mnie zaszantażowali, na przykład rodziną. Natomiast mam inne doświadczenia z SB. Gdy była rewizja w naszym mieszkaniu, poprosiliśmy funkcjonariuszy, żeby nie wchodzili do pokoju ciężko chorej teściowej. Nie chcieliśmy jej przestraszyć. Wszyscy trzej esbecy przychylnie ustosunkowali się do naszej prośby. W innych pokojach zachowywali się specjalnie cicho, żeby chora ich nie usłyszała. Podziękowaliśmy im. Chciałabym znać nazwiska tych ludzi, żeby im jeszcze raz powiedzieć, jak bardzo jestem im wdzięczna. Podobnych przykładów o ludzkim zachowaniu esbeków, milicjantów, sędziów, prokuratorów, wojskowych słyszałam wiele. Ale przecież, stosując kryteria “łowców”, należy ich wszystkich wrzucić do jednego worka i skazać na stos.
Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

Beata Gołembiowska – pisarka, autorka powieści Żółta sukienka, Malowanki na szkle, Lista Olafa, Droga do Wilenii oraz książek–albumów – W jednej walizce i Teatr bez granic. Kocha przyrodę, ceni ciszę, a w ludziach – tolerancję.

4 Comments

  1. Marek Maciolowski on

    Zapewne autorka podczas ostatniego pobytu w Warszawie zlozyla wiazanke kwiatow na grobie sowieckiego generala ubecji Czeslawa Kiszczaka – demonstrujac tym swa niebezpodstawna a szczera i wyrazona z glebi swego proletariackiego serca wdziecznosc.
    Bledem byloby niedocenienie tak szczerych uczuc wdziecznosci do ubecji, badz co badz honorowy patron czesci podobnie myslacego spoleczenstwa polskiego pan Michnik obwiescil ze general Kiszczak by czlowiekiem honoru. Pan Michnik dobrze wie, i niemadrze bylo by sie z nim nie zgadzac, badz co badz znal generala od dawien dawna wiec mowi na podstawie osobistych z nim kontaktow, czyli z pierwszej reki.
    Czytelnikom, przynajmniej tej ich czesci podobnie nierozgarnietej jak ja sam, nie przyszlo by do glowy by z glebi emigracyjnej duszy wyskrobac wdziecznosc i szacunek dla ubekow, milicjantow czy ormowcow z zomowcami, nie wspominajac o pezetpeerowcach .
    Nie czytamy, ciemniacy , Gazety Wyborczej ktora te ukryte prawdy historyczne wyciaga na swiatlo dziennie by ten obecny lepszy sort nie zapomnial ze byl gorszym sortem.
    Nie zapominajmy ! by historia sie nie powtorzyla. Na szczescie mamy Gazete, ktora bedzie nam nieomylnie te prawdy i dziejowe prawa przypominala.

    • Szanowny Panie Marku. Felieton nie jest o okrutnych, bezwzględnych ubekach czy postaciach typu Kiszczak. Jest o osobach, które podpisały “akt współpracy” albo w dramatycznych okolicznościach, zaszantażowane, albo podpisały i nie współpracowały, albo, tak jak w przypadku Dobraczyńskiego zrobiły z tego dobry użytek dla poszkodowanych przez komunizm. Mój felieton, jak mam nadzieję Pan się zorientował, jest o tym, jak nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka i nie patrzeć na świat w czarno-białych kolorach. Wreszcie jest o tym, że wiele osób nieprawdziwie posądza się o współpracę. Ja sama niegdyś bardzo pochopnie podejrzewałam mojego znajomego o donoszenie na SB. Musiałam go potem przepraszać. Okres komuny był bardzo zagmatwany i nie wszyscy, którzy ginęli z bronią w ręku byli bohaterami i nie wszyscy, którzy coś podpisali, czy współpracowali z reżimem byli kanaliami.

  2. Ewuniu, niestety. Można się “pocieszyć”, że gdzie “indziej” też się to zdarza. Kiedyś porównywaliśmy się do Albanii mówiąc, że tam jest gorzej. A teraz? Do kogo mamy się porównać?

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.