Czy byłam agentką SB TW “Maria”, czyli jak walczący o “prawdę” wierzą SB

39

TU JEST OSTATNI PEŁNY ARTYKUŁ, KTÓRY JEST PODSUMOWANIEM DALSZYCH MIESIĘCY BADAŃ NAD SPRAWĄ – TO PROSZĘ PRZECZYTAĆ

Poniższy tekst jest z maja i od tego czasu wiele się wydarzyło, co można przeczytać w artykule powyżej.

•••

Redaktor naczelny pewnego tygodnika torontońskiego na pierwszej stronie swojej gazety obwieścił, że byłam agentem SB o pseudonimie “Maria”.

Tak to w panakumorowej gazecie dziwnie jest, że z 1. strony czytelnik jest kierowany na ostatnią stronę (numer 48), którą łatwo przeczytać nie kupując jego pisma, a dopiero potem z niej – do wnętrza numeru, na stronę 45. I dopiero tam autor tego materiału, czyli redaktor naczelny Kumor, pisze, że odmówiłam współpracy, ba, nawet mi gratuluje: “Pani Pogorzelskiej-Bonikowskiej zaś wypada pogratulować odwagi zerwania współpracy z MSW; w 1985 roku powiedzieć “nie” ubekowi wciąż coś znaczyło.”

Tyle że to zupełnie nie tak, o czym obszernie poniżej. Najpierw nieco o samej metodzie.

Po pierwsze, kto w ogóle przeczytał ten fragment artykułu na stronie 45? Na pewno niewielki procent tych, którzy zapamiętali ze str. 1, że “znana polonijna dziennikarka Małgorzata Pogorzelska-Bonikowska”, jak pisze mnie potem, była agentem. Skąd my znamy takie metody?

Po drugie, ciekawe, że pan Kumor akurat taki przykład sobie wybrał, zamiast skorzystać ze sporego zbioru ludzi, którzy donosili, sprzedawali kolegów i dokonali wielkich spustoszeń w Polonii albo w swoich środowiskach w Polsce. Może zamiast takiej perfidii warto byłoby ujawniać oszustów, którzy nadal działają w naszej społeczności? Proszę bardzo, służę nazwiskami, a znaleźć ich łatwo, bo są to tzw, osoby publiczne, bywające na polonijnych spotkaniach i zaprzyjaźnione na Facebooku z polonijną elitą.

Po trzecie, pan Kumor (wieloletni pracownik “Gazery”, gdzie zaczynał, gdzie uczył się od zera), wielki ujawniacz prawdy, jakoś dziwnie ślepo wierzy tymże SB-kom, których rzekomo tak odważnie i uparcie tropi. Może zamiast stosować tę bez wątpienia doskonale przemyślaną strategię, w wyniku której chciał mnie skompromitować, w ramach swojej krucjaty i walki o prawdę powinien zadzwonić do mnie i zadać mi szereg pytań. Dowiedziałby się tego, co wiemy wszyscy – że ubecja kłamała, fabrykowała, bo każdy szeregowy Ziutek z MSW chciał się wykazać przed szefami. Poniżej dowody na to, jak kłamali ubecy.

Czy byłam agentem?

Otóż nie, panie Kumor i czytelnicy pana gazety.

Pracowałam od 1981 roku na Anglistyce UW, a nasze środowisko, z racji ożywionych kontaktów z obcokrajowcami z British Council i Ambasady Amerykańskiej oraz z zagranicznymi wykładowcami, było oczywiście inwigilowane przez SB. Ta inwigilacja środowisk akademickich nasiliła się na w latach 1983-1984, co można sobie przeczytać w materiałach IPN.

Jak to wyglądało? Wszyscy wyjeżdżaliśmy na stypendia do Anglii, niektórzy do USA. To była okazja dla SB, aby naciskać, szantażować. Naszym Instytutem zajmował się pan Irek, znany nam wszystkim SB-ek. Na przesłuchania wzywano wielu.

W 1984 roku dostałam roczne stypendium z British Council. Miałam jechać na rok do Lancaster University na kurs Master of Arts in Language Studies, jako krok do mojego doktoratu. Kurs miał się zaczynać we wrześniu i trwać rok.

Taki wyjazd wymagał paszportu służbowego, który wydawała jednostka paszportowa uniwersytetu.

Co jest w mojej teczce?

W czasie pobytu w Polsce na przełomie marca i kwietnia br., kiedy jechałam do Wiednia odebrać nagrodę Złotej Sowy, tzw. Polonijnego Oscara w dziedzinie mediów, dostałam z IPN kopię swojej teczki. Mogłam nareszcie przeczytać w szczegółach i przywieźć ze sobą do Kanady wszystko, co oglądał informator “Gońca”, który zacierając ręce postanowił zrobić ze mnie agenta.

Okazało się, że pan Irek nie był panem Irkiem, za którego się podawał, ale SB-kiem podchorążym Zbigniewem Marciniakiem z wydziału II Departamentu II MSW. O nikim takim wtedy nigdy nie słyszałam – ani ja ani koledzy z anglistyki. Ów SB-ek przedstawił się jako “Irek” i mnie, i mojemu mężowi, kiedy raz postanowił odwiedzić mnie w domu i został poinformowany przez męża, że mnie nie ma.

Zrozumiałam też, dlaczego tak późno dostałam paszport na wyjazd do Anglii, co niosło ze sobą ryzyko odwołania stypendium. W dokumentach w mojej teczce jest polecenie, aby nie wydawać mi paszportu do połowy listopada.

Szkoda też, że pan Irek nie zechciał opisać prawdziwego przebiegu mojego przesłuchania w komendzie na ul. Malczewskiego. Jego wersja ma się tak do rzeczywistości jak opisy znajdowane we wszystkich raportach gestapo czy UB: „przesłuchiwany dobrowolnie i bez przymusu zeznał, że…“

I to nie jedyna – delikatnie to ujmując – “nieścisłość” w tych materiałach. Oto kolejna ich garść:

  1. Liczba spotkań

Po “zwerbowaniu” mnie, pan Irek napisał w swoim raporcie, że spotykał się ze mną razy kilka po… moich telefonach do niego (nigdy nie miałam do niego żadnego numeru telefonu)! Co prawda opisywał te spotkania jako bezużyteczne, ale szkopuł w tym, że spotkanie było jedno, a właściwie półtora.

Po tym jak na koniec przesłuchania pan Irek wydał mi polecenie przyniesienia mu idiotycznej (bo ogólnie dostępnej) informacji o planie zajęć uczącego w moim instytucie Anglika Toma Wachtela (jasne było, że chodziło o to, abym doniosła choćby raz cokolwiek), przyszłam na wyznaczone mi spotkanie w kawiarni Nowy Świat. Nie po to, aby zameldować o wykonaniu zdania, ale po to, aby powiedzieć mu, że nie interesuje mnie kontakt z nim ani z nikim innym z SB. Spotkanie trwało krótko – po mojej deklaracji, pan Irek próbował jeszcze swoich “normalnych” metod, ale ja wstałam i wyszłam. Z mojego punktu widzenia, sprawa została zakończona.

Oczywiście, jasne było, że SB nie odpuści tak łatwo. I faktycznie, pan Irek pojawił się na moim wydziale, tuż przed moimi zajęciami na ulicy Browarnej. Kiedy podszedł do mnie, powtórzyłam to co powiedziałam w Nowym Świecie, że nie zamierzam się z nim widywać. Powiedziałam mu też, że umarła mi właśnie babcia i jestem w żałobie. To było to ostatnie “pół spotkania”.

Więcej pana Irka nie widziałam. Jak wspomniałam, widział go jeszcze mój mąż, bo przyszedł do naszego mieszkania, ale mąż nie wpuścił go oczywiście i powiedział, że mnie nie ma i nie będzie.

  1. Wyjazd do Anglii

Po tych incydentach byłam pewna, że z wyjazdem będą trudności. I naturalnie były… Paszportu ciągle nie było, a czas leciał. Od początku roku akademickiego 1984/1985 byłam na urlopie naukowym w związku z mającym nastąpić we wrześniu wyjazdem, a zatem nie prowadziłam zajęć ze studentami. Czekałam na paszport. Codziennie dzwoniłam, a odpowiedź była zawsze ta sama: “Nie ma żadnej nowej wiadomości o paszporcie”. Kiedy pojawiałam się co tydzień w Instytucie, mój kochany dyrektor Jerzy Rubach mówił coraz bardziej zniecierpliwiony sytuacją: “Małgosia, ja nie wiem, co się dzieje, ale tak nie może być w nieskończoność. Nie wyjeżdżasz, nie uczysz… Coś trzeba postanowić, rozumiesz”.

Siedziałam na walizkach, gotowa w każdej chwili do wyjazdu, cała w nerwach, przekładając daty wylotu o kolejny tydzień. W końcu w połowie listopada dyrektor Rubach stracił cierpliwość i w mojej obecności zadzwonił do komórki paszportowej, krzycząc prawie do słuchawki: “Nie możemy jej dłużej trzymać na urlopie. Albo dajecie paszport i jedzie, albo musi wracać do pracy”…

Była jeszcze strona brytyjska, a tam też pytania, kiedy wreszcie się pojawię. Jechałam wszak na kurs, który zaczął się we wrześniu. Mogłam się trochę spóźnić, ale nie o dwa miesiące. W listopadzie dostałam uprzejme ultimatum: albo przyjeżdżam natychmiast, albo ten przyjazd nie ma już sensu, bo nie nadrobię tego, co opuściłam.

Telefon dyr. Rubacha do komórki paszportowej wydawał się tym, co przesądziło sprawę. Dostałam paszport i wyjechałam. Wiedziałam, że jest to zemsta SB za odmowę współpracy. Teraz wiem, że takie zostały wydane instrukcje. Przecież gdybym była ich informatorem, nie utrudnialiby mi wyjazdu – zależałoby im na tym, żebym pojechała do Anglii i przekazywała im informacje! A tak bardzo opóźniany wyjazd mógł w ogóle nie dojść do skutku bo uniwersytet w Lancaster był dosłownie o krok od decyzji, że jest już za późno.

  1. Pobyt w Anglii

Gdyby prawdą było, że będąc w Anglii byłam ich agentem, byłyby przecież w teczce moje doniesienia i raporty. Nie tylko ich nie ma, ale w mojej teczce zawarta jest, poza wieloma bzdurami, nieprawdziwa informacja o moim powrocie. Otóż:

  1. Powrót z Anglii

Kiedy mimo późniejszego przyjazdu ukończyłam kurs na czas, wraz z innymi jego uczestnikami, i w dodatku dostałam tytuł MA z wyróżnieniem (Master of Arts with Distinction), uzyskałam zgodę British Council i mojego Instytutu na pozostanie w Anglii przez cały rok, tak jak moje oryginalne stypendium przewidywało, a zatem na powrót do końca listopada.

Zdecydowałam zamienić bilet lotniczy na bilet na statek handlowy Inowrocław, bo kupiłam mnóstwo książek i nie chciałam płacić nadwagi. Uniwersytet, który organizował podróż, zgodził się. Kiedy pod koniec listopada zadzwoniłam do firmy przewozowej i zapytałam o to, kiedy dokładnie mam być w porcie pod Londynem, dowiedziałam się, że nie ma mnie w ogóle na liście pasażerów. To był szok, ale jeszcze większy szok przeżyłam, kiedy dowiedziałam się, że najbliższe wolne miejsce na statku jest… w czasie Świąt Bożego Narodzenia! Miałam urlop do końca listopada, a do tego po roku chciałam bardzo wracać do domu! Mój mąż znał kogoś, kto znał kogoś i tak udało się “załatwić” przez znajomości umieszczenie mnie na liście pasażerów rejsu, który miał dopływać do portu w Gdyni 13 grudnia. Trudno nie zapamiętać takiej daty…

Nie ma możliwości, aby nie wiedzieli w SB kiedy wróciłam, gdybym faktycznie była ich agentem. Ba, w mojej teczce jest informacja jakobym spotkała się z tym człowiekiem po powrocie (podaje datę spotkania 11 grudnia 1985) i poinformowała, że byłam w Anglii od listopada 1984 roku do września 1985. To kompletna bzdura, bo wróciłam z Anglii do Polski 13 grudnia 1985 roku (jak widać ze stempli w paszporcie, patrz poniżej). Trudno, żebym sama nie wiedziała, kiedy wróciłam, a SB, gdybym była ich współpracownikiem, doskonale wiedziałaby kiedy wróciła jej agentka. Tymczasem pan Irek miał starą informację, sprzed miesięcy, że stypendium miało być do września 1985 roku.

Tak więc bzdurą jest to, że zdecydowałam się na przerwanie współpracy po powrocie z Anglii. Mój opóźniony wyjazd był zemstą SB za odmowę współpracy, na którą to odmowę zdecydowałam się na długo przed wyjazdem, już w czasie przesłuchania w komendzie na Malczewskiego.

“Zobowiązanie”

Przesłuchanie prowadzone owego dnia 12 marca 1984 roku w komendzie Warszawa-Mokotów przez przebiegłego i antypatycznego SB-ka trwało wiele godzin. Zaczął od komplementów i oferowania mi różnego rodzaju korzyści. Już wiedział o planowanym wyjeździe i zapewnił mnie, że paszport „mam w kieszeni“. Potem oferował mi gratyfikacje finansowe, lepsze mieszkanie, książki itp. Kiedy to wszystko nie doprowadziło do celu, zmienił metody. Zirytowany powiedział, że nie wyjdę stąd długo i zapytał czy mam ze sobą szczoteczkę do zębów. Zaczęły się inwektywy i groźby. Mój mąż był w tym czasie w delegacji, a mały synek w przedszkolu. Nie pozwolił mi zadzwonić do nikogo aby poinformować, że nie będę mogła go odebrać. Siedziałam tam przez kilka godzin, a on groził mi i szantażował, nie szczędząc epitetów.

Podpisałam zobowiązanie do zachowania spotkania w tajemnicy i udzielania informacji. I tak wiedziałam, że nie zamierzam zrobić ani jednego ani drugiego, a wyjść musiałam. W końcu mnie wypuścił.

Oczywiście następnego dnia opowiedziałam o wszystkim swojemu szefowi. Jemu także znana była postać esbeckiego “opiekuna” anglistyki pana Irka. Powiedział, żebym się niczym nie martwiła, bo to drań, a przecież i tak nie zamierzam z nimi współpracować. „Wielu podpisuje na odczepnego i wypina się na nich“, powiedział.

Ani jednego ani drugiego “zobowiązania” (do zachowania w tajemnicy rozmowy i do udzielania informacji) nie zamierzałam dochować i nie dochowałam.

Kłamstwa w teczce “Marii”

Dokładnie przeczytałam całą – skąpą zresztą – zawartość swojej teczki. Jest tam masa kłamstw owego SB-ka, wyraźnie umieszczonych tam aby pokazać szefom swoje sukcesy. Fakty przeczą im wszystkim.

  • Mój kryptonim “Maria” został mi nadany przez niego i nie miałam o nim pojęcia.
  • Nigdy nie miałam z nim kontaktu telefonicznego. Kto zmusiłby mnie to dzwonienia do niego? Po wezwaniu na komendę i wyznaczeniu mi potem spotkania, na które przyszłam aby zerwać współpracę, nie miał już ze mną kontaktu i dlatego przyszedł tam, gdzie miałam zajęcia, a potem próbował się ze mną kontaktować przychodząc do mojego domu.
  • “Opiekunowie” faktycznie działających (a nie tylko zarejestrowanych i odmawiających współpracy) tajnych współpracowników mieli dokładne informacje o swoich podopiecznych. Pan Irek nie wiedział ani po co jadę na stypendium (w raporcie z rzekomego spotkania ze mną napisał, że ja sama powiedziałam, iż jadę studiować literaturę angielską, podczas gdy ja zajmowałam się językoznawstwem), ani na jak długo (rzekomo na 9 miesięcy, a de facto stypendium było roczne). Nie miał pojęcia kiedy wróciłam z Anglii, bo od ponad roku nie mieliśmy kontaktu po mojej odmowie kontaktów z nim.
  • Ostatnia notatka służbowa SB-ka ma datę 18 grudnia 1985 roku i mówi o spotkaniu ze mną, które, jak pisze, odbyło się 11 grudnia. A ja 11 grudnia płynęłam statkiem Inowrocław do Polski. Statek przybił do Gdyni 13 grudnia (poniżej scan strony z paszportu służbowego, który nadal posiadam, gdzie jest wbita data powrotu). To kolejny dowód na kłamstwa SB-ka.

Wnioski

I co, panie Kumor? Chce Pan tropić prawdę czy dyskredytować konkurencję? Jeśli to pierwsze (w co wątpię sądząc po Pana metodach działania), oto ma Pan fakty poparte dowodami. Nie lepiej było zapytać?

Tak Pan wierzy SB? My, ludzie przeciwni temu ustrojowi, mieliśmy i mamy do dzisiaj w sobie głęboko zakorzenioną nieufność i nienawiść do tego aparatu – jego istnienia, metod i pokłosia, którym są właśnie takie, jakże rozpowszechnione obecnie, metody „dochodzenia prawdy“.

Ciekawe, że wy wszyscy, “poszukiwacze prawdy” i fani rozliczeń, wierzycie draniom, którzy inwigilowali przyzwoitych ludzi, kłamali, kręcili, byli zwyczajnymi karierowiczami, czemu trudno się dziwić, skoro pracowali dla systemu i machiny nacisku. To oni są dla was wiarygodną stroną tego równania, bo jakże wygodnie jest oskarżać ludzi o współpracę!

A kolejny “dążący do prawdy”, tylko że nie lokalny, ale znany powszechnie, Bronisław Wildstein zrobił setkom ludzi krzywdę, sporządzając listę, gdzie pomieszał drani z przyzwoitymi ludźmi i dał pożywkę różnym chorym z nienawiści paranoikom do załatwiania własnych porachunków. OHYDA!

Nie mam sobie NIC do wyrzucenia. Może mi pan, panie Kumor, pogratulować na 1. stronie swojej gazety tego, że odmówiłam SB nie pod koniec 1985 roku, ale w 1984, natychmiast po traumatycznym przesłuchaniu, bo ani przez jedną sekundę nie miałam zamiaru pracować dla drańskiego SB. To co podpisałam i dzisiaj podpisałabym w takiej sytuacji, bo nie o puste gesty w życiu chodzi, ale o to, co się naprawdę robi.

PS. Jest jeszcze bardzo ciekawy kontekst tego zagrania pana Kumora, ale nie będę go tutaj zamieszczała, bo i po co…

Tak oceniła mnie SB – tyle, że daty są niezgodne z prawdą i wiele innych faktów zaprzecza ich “wersji”

 

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

39 Comments

  1. Kazik Polak on

    Oj, widzę, że będzie reakcja Pani na ohydne insynuacje lustratora z Tarnowa. Ten pan ma sporo za uszami. Polecam różne o nim teksty. Proszę się nie przejmować – ci wszyscy lustratorzy są głęboko uwikłani i mają wlasną “agendę”. Trochę o tym zbieram. Jak trzeba, mogę się podzielić. Pamiętamy wszyscy niejedną nagonkę. Pozdrawiam i jak zawsze wyrazy szacunku dla Pani i wszystkich z “Gazety”, jedynego otwartego i mądrego pisma na tym rynku. Trochę bark tekstów pana Lilientala, zle jest przynajmniej komentarzach, za to gratuluję nowych nabytków, szczególnie pani red. Ewy Henry.

  2. Boże, co za koszmarki. Żyjecie w szczęśliwym świecie, skoro nie macie innych zmartwień tylko jak zrobić świństwo drugiemu.
    Pani Małgorzato, proszę zignorować człowieka, na takich nie ma lepszej rady. On się w końcu udławi własnym jadem, więc na dobra sprawę powinna mu Pani współczuć 🙂
    Pozdrowienia.

  3. Elzbieta Świderska on

    Dopiero dziś mogłam przeczytać ten artykuł, i jestem poruszona, do jakich sztuczek posuwają się „dziennikarze”, żeby przysporzyć sobie poczytności. Przedstawione przez p. Bonikowską dowody dobitnie świadczą o tym, że nigdy nie podjęła współpracy z SB, co więcej – że mając małe dziecko nie bała się jej odmówić. Ciekawe, ilu spośród tych zapalczywych tropicieli agentów znalazło się w sytuacji, gdy szantażem i groźbą (zwłaszcza wobec bliskich) wymuszano podpisywanie zobowiązań. Oczernianie i nienawiść do bliźnich stało się nową ewangelią Polaków, zarówno tych w kraju, jak i na obczyźnie. Niestety skutki tego odczujemy my wszyscy, a zwłaszcza następne pokolenia, bardzo dotkliwie. Małgosiu, rób swoje nie bacząc na zawistne głosy – jesteś dzielna, a to co robisz ma ogromną wartość!

  4. Same akronymy. Szkoda ze ten wpis/blog/artykul to tylko dla wtajemniczonych.

  5. Adam Wroński on

    Moje doświadczenie życiciowe, z już żyję na tym świecie dosyć lat, żeby je posiadać obfite, ZAWSZE uczyło mnie, że podejrzliwi ludzie, zwolennicy teorii spiskowych, weszący wszędzie podstępy, to ludzie, którzy sami posługuhą się wąrpliwymi moralnie i etycznie metodami, które normalnym, uczciwym ludziom w ogóle nie przychodzą do głowy. Psychologia ma to opisane w szczegółach. Węszcie sobie dalej. A Pani niech dalej robi dla Polski i Polonii rtle, co dotychczas. Może zresztą warto byłoby to przypomnieć – czy nie zechciałaby opublikować swojej notki biograficznej? Niech poczytają i się wściekną z zazdrości i zawiści. Znam Pani działalność od samego początku w Kanadzie – chapeau bas! A tamto? Setki osób miały takie przygody i wielu poszło na to… Gratuluję, że Pani nie.

  6. Włodek Jedrzejczyk on

    Dla porządku chciałbym przypomnieć, że jeden wybitny heros antykomunistycznej opozycji, któremu z powodu heroizmu SB-ecy musieli fałszować lojalkę nazywa się Kaczyński. Ten sam Kaczyński który swoim wyznawcom przesłał proste wyznanie pt
    Nikt nam nie wmówi, że białe jest białe”.

    I ciemny lud to kupuje. Także na kanadyjskiej glebie.
    Od lat się zastanawiam co tacy kumorowaci tropiciele nadwiślańskiego zła robią w Kanadzie????
    Te wszystkie “patryjoty” gazetopolskie i podobne? Ci spece tropiące szpiega TW ? I te biedactwa od szechtera? Nie lepiej kupić bilet do ojczyzny nadwiślańskiej i dzielnie walczyć z europejskim kołchozem i “szechterami” i każdym innym posiadaczem teczki w IPN-ie.
    Nie polecą…. to pewne jak 2 a 2 =4.
    Będą ujadać w necie i pluć na tych których nie lubią, bo ci są mądrzejsi, bo im lepiej, bo sami nie potrafią, bo sami nie mogli robić to co niedouczony chłopek roztropek Wałęsa, bo trzęśli portkami przed sbekiem bo …kiedyś byli zwykłymi tchórzami, albo kiedy – w najlepszym razie – skasowało ich SB to podpisywali lojalki Kiszczakowi za bilet familijny w jedną stronę. Dziś mogą być za prawdziwych, odważnych patryjotów i jeszcze prawdziwszych…Polaków.
    To jest tylko kompleks umysłowego kurdupla i ormowca co był za głupi, żeby być milicjantem wiec kapował z własnej nieprzymuszonej woli i dla drobnych ochłapów.

    • Włodek Jedrzejczyk on

      i żeby o poranku nie smucić czytającego ludu to na dowód, że kapowanie i pochodne to jest sport ćwiczony przez element animalny lepszego sortu -że zacytuje jednego Kaczyńskiego – na dowód tegoż przywołam dzisiejsze pogwarki tzw. prawicowych i niepokornych krajowych gwiazdorów medialnych, którzy z “szechterami” niczego wspólnego nie mają.

      https://dorzeczy.pl/opinie/30950/Czym-jest-kolaboracja-W-odpowiedzi-na-tekst-Piotra-Zaremby.html

      Do Rzeczy” Lisickiego i “W sieci” to dwie gazety z tego samego kręgu..:)
      szczerze polecam, bo ten tekst ładnie wpisuje się w temat wywołany przez p. Małgorzatę B.

  7. Krzysztof Lewandowski on

    Ludzie, wy jesteście chorzy!!! Po co red. Bonikowska miałaby o tym wszystkim pisać, gdyby te Kumorowe bzdety były prawdą? Wtedy staraałaby się to wyciszyć, to jasne. Po drugie, “tylko winny się tłumaczy” – to nie jest tłumaczenie tylko pokazywanie jak działala SB. I słusznie pisze red. B. w tym artykule i w odpowiedziach na komentarze, że niby tacy antykomuniści, a wierzycie tym draniom. “Platny agent” – no, to już jest świńskie pomówienie. Każdy płatny agent pobierał pieniądze za pokwitowaniem i w teczce były te pokwitowania. A nie było. Ludzie, opamiętajcie się – jesteście straszni… Dla Polski ta dziennkarka robi sto razy więcej niż wy wszyscy razem wzięci.

    • Włodek Jedrzejczyk on

      Panie Krzysztofie!
      Na pytanie czy są chorzy? Odpowiedź brzmi TAK!!!!
      Bo przecież nikt zdrowy na umyśle …. w KANADZIE i w innym kawałku świata na widok teczki z IPN-u i jej zawartości – tym przypadku- nie doznaje radosnego orgazmu jak w przypadku tych ambitnych tropicieli kombinatorów.
      A jeszcze jak może dodać że “PŁATNY” to już jest w stanie absolutnej nirwany.

      I proszę zauważyć, ze tego typu “dolegliwości” spotykały właściwie wszystkich wielkich z naszych polskich cokołów.
      Jak się hołota nie mogła dobrać do nich inaczej to robiła z nich agenta …najlepiej płatnego.

  8. Włodek Jedrzejczyk on

    kiedyś Janda śpiewała …. “pokaż kotku, co masz w środku”
    Zawsze w podobnych sytuacjach zastanawiałem się co za czasów komuny robili tropiciele TW?
    Jakimiż to heroizmami w walce z komuną błysnęli oraz czy jedynie kłapać szczękami i doznawać orgazmu potrafią, bo zobaczyli teczkę założoną przez SB. Już osławiony tropiciel agentów Macierewicz za premierostwa Olszewskiego musiał się zderzyć z przykrą prawda, bo jego lista okazała się “fejkiem” w części co potem wyrokami potwierdziły sądy.

    Jak pamiętam to sam tropiciel KUMOR na łamach tejże “Gazety” zeznawał, że dał dyla z RP bo groził mu po maturze pobór do wojska. I wygląda na to, że ten bohaterski wyczyn plus własne rojenia dają mu prawo do tropienia TW na przyjaznej polonijnej przestrzeni w Kanadzie.
    Szczególnie kiedy weźmie się pod uwagę jego bliskie związki towarzyskie [:):):)] z kandydatem na prezydenta RP Tymińskim.

    Co oczywiście nie znaczy, że na kontynencie amerykańskim nie pojawiło się spore grono byłych funkcjonariuszy PZPR-u, SB i podobnych.
    A ci najczęściej siedzą cicho i udają, że ich nie ma licząc na to, że nikt ich nie wygrzebie.

    Tu zaś mamy typowy przykład wyhodowania grzechotnika na łonie Gazety, który najpierw ssał gazetowego cyca, a potem wygłodniały ukąsił.
    W stylu małego, wrednego ormowca z epoki wczesnego PRLu.

    Pozdrowienia dla Autorki!
    WEJ

  9. Niewątpliwie data na oświadczeniu jest niewłaściwa, stęplem w paszporcie p.M.B. udawadnia, że 11.XII nie mogła niczego podpisywać dla M.S.W. Jednak znając bałagan w tej instytucji raport mogli spisywać pózniej a następnie go antydatować. Należy więc sprawę głębiej przebadać.

    • Witold Liliental on

      Pisze się stempel a nie stępel . Taki „patriota” i “znawca” powinien znać język ojczysty.

  10. tow.Stefan_Szechter (tez niewinny i patriota) on

    Tylko winni sie tlumacza! LOL!

    No i wyszlo szydlo z worka. Nieprawdaz Bonikowska?

    • Witold LILIENTAL on

      Wiadomo bylo, ze zaraz sleca sie jak sepy tzw. “prawdziwi patrioci” (wedlug siebie) i wszelkiego typu trolle, zeby rozrabiac, jak ten , co to napisal. Bo ich tylko nienawisc zywi.

  11. Krystyna P. on

    Dzieki Bogu istnieje taka instytucja, jak IPN (Instytut Pamięci Narodowej), dzięki której możemy poznać prawdę o wielu publicznych osobach, które w istocie okazały być się płatnymi konfidentami na usługach komunistycznych UB, SB czy WSI, czyli SZUJAMI i ZDRAJCAMI narodu polskiego!
    Wcale nie dziwią mnie materiały na temat pani Małgorzaty B., to tłumaczy antypolski charakter tego pisma i ciągłe ataki na polski rząd oraz polskiego prezydenta RP. Teraz wszyscy rozumiemy dlaczego POstkomuna tak bardzo chce zlikwidować IPN.

    PS. 100% konfidentow b.SB(UB) nigdy nie współpracowało z SB, tak samo jak w więzieniach 100% skazanych to niewinni ludzie! Hahahaha!

    • Witold LILIENTAL on

      @Krystyna P.
      Prosze przytoczyc chociaz jedno slow z ktoregokolwiek wydania “Gazety”, ktore mialoby “antypolski” charakter. Takie klamstwa tylko kompromituja ich autorke.

  12. Małgosiu,ją Ci wierzę, nie przejmuj się. Wiem że jesteś dumną Półką.

  13. Jerzy Sędziak on

    Mnie mało obchodzi to, czy Pani była “Marią” i współpracowała, czy nie (nie znam Pani nawet osobiście), dlatego nie chce mi się wchodzić w szczegóły tej sprawy i zapewniam Panią, że nie tylko mnie. Pani tekst jest po prostu przydługi. Jeśli nawet była Pani podenerwowana pisząc to, to miała powody i nie dziwię się. A co do pp. Bełza i Szczepińskiego to nie napisałem że oni byli TeWulcami, tylko że gdzieś coś o tym wyczytałem, to znaczy że nie potraktowalem tego zbyt serio. Zarzucić komuś agenturalną przeszłość jest bardzo łatwo, ale udowodnić to, zwłaszcza teraz, po tylu latach od upadku komuny, to całkiem inna sprawa. Poważne oskarżenia trzeba poprzeć poważnymi dowodami, nawet pójść do sądu, inaczej jest to zwykłe opluwanie się na które nie warto zwracać uwagi. Szkoda że w naszej prasie polonijnej jest wciąż tyle oszołomstwa.
    Pozdrawiam

  14. Kiedy podczas wizyty Krystyny Pawłowicz w Toronto w polskiej parafii pod wezwaniem Maksymiliana Kolbe Redaktor naczelny Gońca zaprosił owa posłankę do wywiadu w swoim piśmie, w którym pisze po polsku rzeczy jakich nie ośmieliłby się napisać po angielsku zastanawiałam się co napędza tych ludzi. W nagłówku mają, “Silni wiarą” – to ja się pytam: wiarą w co?
    Pan Kumor to zwykła, mała nienawistna szuja. Inaczej się tego nie na określić.
    Wielki szacunek, dla Ciebie i “Gazety” za to co robicie dla Polonii i kultury polskiej. Podziwiam za wytrwałość

  15. @ TW Maria on

    bedac w Polsce , odwidzila pani IPN upewniajac sie co tez takiego moze tam byc na pania. I co mysli pani ze uwierzymy w pani wersje? Jest pani w tym zarowno “dobra” jak L Walesa. Prosze dalej isc w zaparte i do niczego sie nie przyznawac.

    • Malgorzata P. Bonikowska

      Wie Pan co – kompletnie mnie nie interesuje czy pan wierzy czy nie – to nie kwestia wiary ale konkretnych dowodow. Pan, znany nam “komentator” Gazety, który co chwila zmienia swoje nicki i adresy mailowe – klopot, że wiemy, że to ta sama osoba, bo mamy inne dane. Wie pan co – niech pan idzie gdzie indziej rozrabiac. Żegnam

  16. Jerzy Sędziak on

    Pani Małgorzato
    Może lepiej byłoby wytoczyć proces p.Kumorowi za naruszenie dóbr osobistych, zamiast tak obszernie dowodzić swojej niewinności na łamach polonijnego pisma. Wielu z nas po prostu nie ma czasu i ochoty zagłębiać się w szczegóły tej sprawy. Widać że była Pani podenerwowana pisząc to, bo jest tam sporo literówek. Panowie Zbigniew Bełz i Jacek Szczepiński też ponoć mają coś za uszami. Też gdzieś coś o tym wyczytałem. Ale przyznam że nie zrobiło to na mnie specjalnego wrażenia. Zresztą to sami poszkodowani powinni się bronić. Mają przecież ku temu środki lepsze od wielu innych – są publicystami i wydawcami. Pani też lepiej by zrobiła gdyby napisała książkę lub jakąś oddzielną pracę w swojej obronie. A Kumor musi mieć jakąś osobistą urazę do Pani skoro tak publicznie Panią oczernia. Zresztą u niego z etyką dziennikarską na bakier. Wiem o tym z własnego doświadczenia. Ten jego Goniec to pismo skrajnie prawicowe, a tacy ludzie upatrują wrogów gdzie się da. Tyle lat po upadku komunizmu a Polonusi tak się opluwają na łamach. Jest nad czym ubolewać.
    Pozdrawiam

    • Malgorzata P. Bonikowska

      Proces? Sądzi Pan, że nie szkoda mi pieniędzy? Nie udowadniam niewinności, bo nie muszę, tylko pokazuję jak działają tacy i inni ludzie. Czyli: bez tych dokumentów nie da się wykazać kłamstw SB, co właśnie zrobiłam. Red. Zbigniew Bełz, szanowny Panie, ma status pokrzywdzonego i order Polonia Restituta, a takich odznaczeń (i innych, które dostał) nie dostaje się jak się “coś ma za uaszami”. Książkę mogę napisać o ludzkim draństwie. Nie jestem podenerwowana – już nie takie już świństwa widziałam i doświadczyłam, Szanowny Panie.I to nie jest moja obrona, bo nie ma takiej potrzeby, ale wykazanie metody oponenta, a jak Panu się nie chce zaglębiać, to nic Pan z tego nie może pojąć. Bo w szczegółach diabeł siedzi.

  17. Joanna Makowicz on

    Małgosiu, przyznaję że jestem wstrząśnięta postawą wydawcy kumorgazety.
    Twój artykuł spowodował, iż przejdę się jutro do IPN zobaczyć moją teczkę.
    Zakładam, że treści w niej się zawarte będą podobne, jako że również ja miałam straszne problemy z otrzymaniem paszportu na roczny kontrakt (wygrałam tę pozycje na spec.egzaminie w PAGARCIE) do orkiestry p.Prezydentowej Meksyku.
    W pamieci pozostalo mi zwłaszcza ostatnie przedwyjazdowe “spotkanie” z dwoma SB-kami w instytucji zwaną swego czasu PAGART. I tak jak Ty, napisałam na odczepnego notatkę nawiązującą do współpracy po powrocie (rocznym) do kraju.
    Nie powróciłam do Polski.
    Moi rodzice i brat “zapłacili” sromotnie za moją decyzję.
    Prośba wielka- proszę, ujawnij nazwiska osób działających w Polonii a których należaloby się wystrzegać.
    Pozdrawiam serdecznie z Warszawy!

  18. Tomasz Szwed - Stępkowski on

    to przykre, że trzeba się tłumaczyć i potwierdzać swoją uczciwość. Chichot zza grobu komuny.

    • Malgorzata P. Bonikowska

      Prosze przeczytac moje inne odpowiedzi – zorzumie Pan, ze to nie tlumaczenie SIĘ, ale tllumaczenie różnym odmóżdżonym albo podłym ludziom jak działała SB. To nie o mnie chodzi w tym artykule, ale o zjawisko i metodę.

  19. Małgosiu, nie ty jedna jesteś ofiarą jakiegoś szaleństwa. Ludzie, którzy doszukują się na siłę tzw. współpracowników SB często sami mają nieczyste sumienie. To co zrobili z Wałęsą to jest zbrodnia – zniszczyli życie tego człowieka, który jest ikoną i symbolem walki o wolność. Dawanie wiary Esbekom? Przecież oni mogli sfabrykować każdy dokument, żeby potem ludzi kompromitować. Zbierając materiały do mojej nowej powieści “Oporniki” podczas tego pobytu w Polsce przeprowadziłam wywiady z 10-cioma byłymi działaczy opozycji m.in. takimi jak Wujec, Chojecki, Borowczak, Bujak. Z ich relacji wynika, że w SB nie działali sami durnie. Wielu z nich była świetnie przeszkolona w Moskwie. Mogli spreparować KAŻDY dokument. – to a propos Wałęsy. A jeśli chodzi o twój przypadek Małgosiu, to teoretycznie nie powinnaś się przejmować takimi idiotyzmami, ale wyobrażam sobie jak cię to boli. Osobę, która tyle lat działa na rzecz Polski. Co za cholerne świństwo. Są ludzie, którzy potrafią tylko nienawidzić i niszczyć.

    • Malgorzata P. Bonikowska

      Szczerze? Nie wiem czy “boli” mnie – przez lata pracy dziennikarskiej dla Polski i Polonii myślę, żę widziałam już wszystko – to temat na książkę. Byłam obiektem znacznie gorszych ataków i świństw (bo i tej opisywanej sprawie jest też dodatkowe dno i kontekst, ale po co się pastwić…) Ten artykuł ma na celu WYKAZANIE dokumentami, które zachowałam i teraz przedstawiłam, jak kłamali dranie z SB – wymyślali spotkania, których nie było (jeśli wróciłam do Polski 13 grudnia, jak mogla się spotkać z tym typem 11 grudnia, jak on napisał w swoim doniesieniu do szefów itp, itd) i wiele innych rzeczy. A celem mojego artykułu jest pokazanie paranoi tego zjawiska jak to poszukiwacze “prawdy” wierzą SB i jak posługują się owym poszukiwaniem do załatwiania swoich spraw. To bardziej artykuł o METODZIE, a żeby to pokazać musialam dokładnie pokazać fakty i dokuemnty. Nie mam sobie nic do zarzucenia, więc nie boli mnie to w takim sensie, a na pewno nie przejmuję się tym.

    • Marek Maciolowski on

      @ pani Golembiowska Nawrocki
      Pani sie kompromituje broniac Walesy.
      Zdzislaw Rurarz, ambassador PRL w Japonii
      po ucieczce z tej komunistycznej placowki w 1981 przekazal informacje o prawdziwym ubeckim obliczu Walesy. A Rurarz wiedzial co mowi, byl generalem wywiadu PRL.
      Nie polecam pisania historii opartej o wyznania takich ” opozycjonistow ” jak Chojecki czy Bujak. Rownie dobrze mogla by Pani pisac swoje opowiesci na podstawie wspomnien Kiszczaka.
      Walesa to cwierc inteligent, Kiszczak skonczyl tylko szkole podstawowa, Jaruzelski byl niedoszlym maturzysta. Rozni wplywowi generalowie Ludowego Wojska byli ledwo na
      poziomie stajennego.
      Kwasniewski podobnie.
      Obecna ” opozycja ” PO-KOD podobnie.
      Agenturalnosc tych miernych postaci jest drugorzedna do ich pospolitej glupoty.
      Na Wegrzech ubecja byla inteligientniejsza i poparla rzady Orbana, opowiedziala sie za Wegrami.
      W Polsce zupelnie odwrotnie. Walesa stal sie ponownie ” symbolem” – zdrady.
      Dla dopelnienia dodam ze w tz. wielkiej polityce , czy to w Wazyngtonie czy Londynie, Berlinie czy Paryzu elity polityczne smialy sie i gardzily plebejskim Walesa po to by gardzic tez Polska.

  20. Jennifer Gil on

    Za te klamstwa powinien Pania przeprosic kleczac na kolanch !! Palant a nie wydawca rzetelnego czasopisma! Pozdrawiam!

  21. Dorota Liliental on

    Faktycznie straszne czasy! Ile w tym człowieku nienawiści! Ten pan aż wychodził z siebie, żeby Cię zdyskredytować, Małgosiu. Zawistny i zazdrosny o to co robisz. Bo jesteś niedoścignioną konkurencją i masz ogromne zasługi.
    Dobrze, że odsłoniłaś mechanizmy procesu oczerniania niewinnych ludzi przez tzw.” poszukiwaczy prawdy”.
    Idź dalej z podniesioną głową. Robisz rzeczy piękne dla Polski.

  22. Jesli podala pani tyle dowodow, to wypadaloby otwarcie podac nazwe tego tygodnika; bo tajemnica Poliszynela jest, ze Andrzej Kumor jest “Naczelnym” tygodnika “Goniec”.
    Niedawno powrocilem z jednej “polskiej pielgrzymki i dowiedzialem sie, ze zle dzieje sie w Związku Polaków w Kanadzie przy 71 Judson St. Toronto . Na podstawie jednej opinii nie bede wydawal osadu, ale chetnie dowiedzialbym sie wiecej na ten temat.

    • Szanowny Panie J.Cz
      Na Judson 71 to jest Związek Narodowy Polski założony w 1931 a Związek Polaków w Kanadzie to inna o ćwierc wieków starsza organizacja. Natomiast ma pan racje, że w obydwu organizacjach zle się dzieje.

  23. Witold Liliental on

    Proceder chwalenia sie “Ziutkow” esbeckich na wyrost, w celu zyskania wzgledow przelozonych jest dobrze znany i dokladnie opisany przez Malgorzate Niezabitowska w jej ksiazce “Prawdy jak chleba” Ona tez byla umieszczona na “liscie” i posadzana o bycie TW. Na szczescie byly esbek zeznal w sadzie pod przysiega, ze opisy jej rzekomej dzialanosci byly po prostu zmyslone. Podobny los spotkal teczke red. M. Bonikowskiej. Ale jeszcze bardziej haniebne jest dzis umieszczanie falszywej informacji na pierwszej stronie i “wyjasnienie” na 45tej.

  24. Alina Krzemińska on

    Co za draństwo! Od dawna patrzę na to jak ludzie próbują załatwiać swoje interesy oskarżając innych, imputując im takie właśnie rzeczy. Każdy powinien przeczytać ten artykuł, żeby zobaczyć na własne oczy jak to działa. Bardzo Panią szanuję, znam od dawna Pani działalność i proszę się nie przejmować takimi małymi ludźmi, którzy Pani do pięt nie dorastają. Znakomicie napisane. Swoją drogą – koszmarne czasy…

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.