Bajeczne Hawaje – Maui (4)

0

Z ośmiu wysp tworzących Stan Hawaje wyspa Maui jest drugą co do wielkości (1884 km kw.) i nosi imię bożka, który, według legendy polinezyjskiej, miał wyciągnąć wszystkie wyspy oceaniczne nad powierzchnię wody. Cała wyspa to faktycznie dwa wulkany połączone dość obszerną zapadliną, dlatego wyspa ta nazywana jest Wyspą Dolinną. Ktoś nazwał ją żartobliwie biustonoszem niezbyt kształtnej Hawajki. Mniejsza zachodnia miseczka uformowała się dużo wcześniej, wulkan już dawno wygasł. Góry są pokryte wspaniałą zielenią, a erozja wyżłobiła w nich głębokie leje. Najwspanialszym na Maui, może nawet najpiękniejszym takim lejem w całych Hawajach, jest Dolina Iao. Wschodnie Maui – 75% całości wyspy – to faktycznie jeden potężny wulkan Haleakala. Razem z wyspami Lanai, Molokai i Kahoolawe wyspa ta tworzy samodzielną jednostkę administracyjną.

Około 200 tysięcy lat temu była to jedna wyspa. Wielka powódź rozdzieliła ją na cztery jednostki geograficzne. Kanały między nimi dochodzą do 500 m głębokości. Woda w nich jest cieplejsza niż w oceanie, dlatego wieloryby humpback tu od wieków zimują, płodzą i wychowują młode. To olbrzymy do 14 m długie, ważące do 40 ton. Przypływają na to zimowisko z Alaski oddalonej o 5600 km. Do mniej więcej połowy XIX w. była ich tu niezliczona ilość, dziś zostało ok. 3000 osobników chronionych prawem jako zagrożony gatunek. Ciągle jednak tysiące ludzi zjeżdża każdej jesieni do Lahainy, by delektować wzrok ich “baletem” w wodzie.

Lahaina
Lahaina to pierwsza stolica zjednoczonego królestwa Hawajów, a równocześnie, w przeszłości, światowa stolica łowców wielorybów. Olej wielorybi był w ogromnej cenie, pełnił rolę oleju napędowego w wielu dziedzinach szybko rozwijającej się gospodarki kapitalistycznej i to prawie do końca XIX w.; wtedy dopiero zaczęto zastępować go olejem petrochemicznym.

This slideshow requires JavaScript.

Lahaina, dzisiaj śpiąca mieścina na zachodnim wybrzeżu Maui, w XIX wieku, a szczególnie w latach 1840-1865, była najbardziej ruchliwym miastem Archipelagu. Wtedy to do jej portu zawijało do 100 statków wielorybniczych na raz. W ciągu roku odwiedzało ją kilkaset, a w niektórych latach kilka tysięcy okrętów. Załoga tych statków, dobrze opłacana, spędzała na oceanach kilka lat bez zawijania do portu rodzimego.W porcie połowów trzeba się było zabawić, ale jak? Oczywista: rozpustą i pijaństwem. Misjonarze o bardzo surowych zasadach moralnych, którzy w latach 20. XIX w. zjawili się na Wyspach, tu właśnie w Lahainie mieli swój największy ośrodek. Roboty było po łokcie. Trzeba było z jednej strony pilnować miejscowych panienek, by nie narażały swych duszyczek na potępienie przez okropny grzech rozpusty, a także czuwać, by nietrzeźwiejący wielorybnicy nie przewracali porządku moralno-społecznego do góry nogami, poprzez pakowanie do więzienia największych rozrabiaków. Do dziś jednym z naj- Dolina Iao na Maui Kolory Maui Mapa Maui Najstarszy hotel Hawaii w Lahainie większych i położonym w sercu miasteczka budynkiem jest dawne więzienie. Panienki ćwiczyły długodystansowawe pływanie, bo gdy tylko nowy statek pojawiał się na horyzoncie uciekały spod kurateli misjonarzy i płynęły do tego statku, goło, by szatki nie spowalniały szybkości, bo te co pierwsze dopływały do statku miały lepszą szansę wyboru partnera. Dla tych najmłodszych, jeszcze nie w pełni w szponach szatana, założono szkołę misyjną w 1831 roku, która do dzisiaj istnieje i jest jedną z najstarszych ciągle funkcjonujących szkół średnich w Stanach Zjednoczonych. Wielu wielorybników byli to Japończycy i inni Azjaci. W Lahainie założyli stałą kolonię i nawet dziś można podziwiać ich piękną pagodę i drugie co do wielkości w świecie popiersie Buddy. Niektóre budynki jak dom misjonarza Balwina czy jeden z pierwszych hoteli na Wyspach – Pioneer Inn – odrestaurowano i przywrócono im wygląd pierwotny. Można się i dzisiaj tam zatrzymać, trzeba jednak podporządkować się regulaminowi pierwotnemu, a więc nie można podpalać łóżka i wprowadzać do pokoju pań nieco lżejszych obyczajów.

Dziwnym może się to wydać, ale Lahaina dzisiaj przyciąga najwięcej turystów, by ci mogli obejrzeć jedno drzewo. To figa zwana banyan. Nazwa łacińska ficus benghalensis zdradza jej miejsce pochodzenia, czyli Bengal. To przestrzennie chyba największe drzewo świata. Wyrasta z jednego pnia, gdy urośnie na tyle, że ten pień nie dostacza mu wystaczająco pokarmu, wypuszcza z konarów w stronę ziemi liany, które zakorzeniają się i stają się pniami. Dziś tych głównych pni ma kilkanaście, razem mają 402 metry w obwodzie, drzewo wyrosło do 18 metrów w górę i zajmuje powierzchnię 2700 metrów kwadratowych. Rośnie na głównym placu miasta tuż przy wspomnianym więzieniu.

Ośrodki turystyczne
Na tym samym wybrzeżu kilkanaście kilometrów na północ od Lahainy zaczyna się największa na wyspie kolonia turystyczna: masa wielopiętrowych wielkich hoteli, jedne przy drugich, przy ładnych, białych plażach. Zmieniają się nazwy miasteczek, ale sznur hoteli się nie przerywa. Największym zbiorowiskiem tych hoteli na wyspie jest Kanaapali. Trudno dziwić się temu zagęszczeniu: wyspa, która ma sto dwadzieścia tysięcy mieszkańców, musi zakwaterować co roku około dwa i pół miliona turystów. Drugi, dużo mniejszy ośrodek turystyczny jest w stolicy Wyspy, w Kihei i w jej okolicach na wybrzeżu Wschodniego Maui.

Haleakala
Tu najczęściej zatrzymują się turyści, którzy muszą przynajmniej raz w życiu zobaczyć najpiękniejsze na świecie (tak przynajmniej podają przewodniki turystyczne) wschody słońca obserwowane z krawędzi wulkanu Haleakala. Stąd niezbyt daleko od szczytu wulkanu do miejscowości Kahana, gdzie się zatrzymaliśmy. Na wschód słońca nie zdążyliśmy, bo droga na jego szczyt kręta i długa, ale wulkan dość dokładnie obejrzeliśmy. Nie było wyjścia, to atrakcja numer jeden na Maui. To jedna z trzech najwyższych gór na świecie, ustępująca wysokością tylko dwom wulkanom na Wielkiej Wyspie. Ma 3055 metrów nad poziomem oceanu i 6000 metrów w oceanie, a więc i ona bije wysokością górę Everest. To jedyne dziewięciotysięczniki na świecie. Jest widowiskowo najciekawszym wulkanem na Hawajach, bo można dojechać na sam jego szczyt dwupasmową, ale bardzo wąską drogą z kilkudziesięcioma zakrętami, niekiedy większymi niż 90 stopni. Inny powód, dla którego musiałem piąć się na szczyt, było to, że najwyższa krawędź wulkanu zwana Puuulaula ma w sobie imię mojej żony (Ula) i to podwójnie – czy może być bardziej przynaglający powód, by się tam wybrać?

Sama droga na tę niesamowitą górę była bardzo ciekawa. Wjeżdża się w piękne białe chmury, które wprost pieszczą podróżujących w samochodach z otwartymi oknami i kończą żywot rozbijając się o wóz i o ścianę góry tuż przy szosie. Za jakiś czas wyjeżdża się ponad chmury: tak czystego, choć mocno rozrzedzonego powietrza, trudno znaleźć gdziekolwiek indziej na świecie. I ta góra ma na szczycie obserwatorium. Jest wielkie, majestatyczne, oddalone nieco od ruchu turystycznego. Ponieważ to obserwatorium jest finansowane głównie przez rząd i armię Stanów, nie ogląda się tu gwiazd, ale robi się tu praktyczne badania dotyczące atmosfery ziemskiej i różnych zjawisk, przeważnie pogodowych, w niej zachodzących. Na krawędzi wulkanu temperatura powietrza dość niska od 5 do 16 stopni Celsjusza, podczas gdy u podnóża góry trzyma się na poziomie 30 stopni. Niesamowity to wulkan – to potężne zapadlisko ponad 11 km długie, ponad 3 km szerokie i do 800 m głębokie. To już nie krater, nawet nie kaldera; w nim znaleźć można kilkanaście kraterów, kalder i stożków wulkaniczych, ale do pierwszego takiego krateru trzeba iść dwie godziny od krawędzi wulkanu.

To wulkan uśpiony: przewodniki podają, że ostatnia erupcja była w 1790 r. W ostatnich kilku latach zakwestionowano tę datę – wybuch trzeba przesunąć w czasie do tyłu o ponad sto, może nawet do dwustu lat. To odkrycie niewiele uspokaja: ten kolos może jeszcze plunąć potężnym ogniem i lawą w każdej chwili.

Na wspomnianej krawędzi wulkanu rosną bardzo ciekawe rośliny, chyba nigdzie indziej niespotykane. Na szczycie wulkanu warunki przetrwania są bardzo trudne: lawa dość świeża, a więc jeszcze dość twarda, brak wody, palące destrukcyjne słońce nieosłaniane chmurami, mimo to rośnie tu silversword (srebrny miecz). To roślina dochodząca do wielkości człowieka, mocno i głęboko zakorzeniona, o licznych mieczowatych w wyglądzie liściach pokrytych tysiącami srebrnych włosków pomagających zatrzymać wodę w roślinie. To śliczna srebrna naturalna choinka bożonarodzeniowa, podwójnie piękna, gdy wypuści długi pęd pokryty setkami jasnobrązowych kwiatków. O takim cudzie natury pamięta się długo.

Droga w dół góry okazała się trudniejsza niż w górę: w połowie trasy przegrzane hamulce w wozie odmówiły posłuszeństwa. Jako kierowca poczułem się jak bohater filmu pędzącego po górzystej drodze, kończącego podróż w przepaści; ale ponieważ nie pędziłem i miałem na tyle w sobie zimnej krwi, by przypomnieć sobie manewr hamowania biegami wozu i delikatnym pompowaniem hamulców (mimo że przegrzane, nieco reagowały), udało mi się zatrzymać na drodze tarasując przejazd innym, bo nie było innego miejsca, by przycupnąć. Po piętnastu minutach hamulce zaczęły nieco kooperować, mogłem bezpiecznie dojechać do najbliższego punktu obserwacyjnego. Tam hamulce wychłodziły się kompletnie i tak, dość prozaicznie, skończyła się moja przygoda na Wschodnim Maui

Droga do miejscowości Hana
Drugą wielką atrakcją turystyczną na Wschodnim Maui jest długa droga od jedynego większego miasta na wyspie, Kahului (20 tys. mieszkańców) po obrzeżach wulkanu do miejscowości Hana. To mała zapyziała mieścina mająca jednak swoje lotnisko. Nie o miasteczko tu chodzi, ale o drogę do niego – jest bardzo pokręcona, zawiła, nawet niebezpieczna. To droga zaślubin wspomnianej góry z oceanem. Panorama zmienia się jak w kalejdoskopie: strome urwiska, czarne plaże, co chwila strumyki spływające do oceanu, niekiedy zmieniające się w wodospady. To wszystko w oprawie bujnej tropikalnej roślinności.

Jedna z najniebezpieczniejszych dróg na Wyspie
Podobną drogą, jeszcze bardziej spektakularną, jest objazd mniejszej “miseczki” półwyspu, szczególnie po jej północnej, a jeszcze bardziej, wschodniej stronie. To droga z numerem 320 na mapach, faktycznie to miejscami ścieżka górska nie wszędzie asfaltowana, na której z trudem mieści się jeden pojazd. Gdy z naprzeciwka pojawiał się inny wóz, trzeba było cofać się dziesiątki metrów, by w jakimś poszerzeniu można się wyminąć. Tu zapuszczają się tylko najodważniejsi turyści, więc droga przeważnie pusta. Gdybym wiedział jaka to trudna i niebezpieczna jazda, chyba odpuściłbym sobie tę przygodę. Bez najmniejszej przesady powiem, że widoki z niej to prawdziwy dziki raj na ziemi. Niech się schowa droga do Hany. Jeśli chce się szukać porównania, to chyba trzeba ich szukać na wyspie-ogrodzie Kauai. Tutaj natura przeszła samą siebie: wzgórza, każde inne, jedne pokryte zielenią, inne ciemne, ponure, czysty bazalt. Urwiska nawet na kilkaset metrów, ocean raz wzburzony, raz spokojny, tu i tam mała zaciszna plaża, żywej duży na nich nie widziałem. Strumyki szumią, bo spadek wody wielki. Ogromna różnorodność drzew i krzewów, niektórych nie udało nam się zidentyfikować w grubej biblii flory Wyspy oglądanej w bibliotece publicznej. Ta “droga przez mękę” kończy się na dobrej nowoczesnej drodze wiodącej do wspomnianej Doliny Iao.

Dolina znana jest nie tylko z tego, że jest jednym z najbardziej spektakularnych miejsc na Hawajach, ale i z tego, że właśnie tu odbyła się największa bitwa w historii Hawajów w 1790 r., kiedy to Kamehameha Wielki zmasakrował działami zarekwirowanymi ze statków przybijających do Wielkiej Wyspy prawie wszystkich obrońców Maui. Ciała tworzyły stosy, a woda w licznych strumykach przez kilka dni była czerwona. To także rok powstania Zjednoczonego Królestwa Hawajów – wspomniana Lahaina było jego pierwszą stolicą przez pół wieku. Piękno tej doliny polega na niezwykłej różnorodności terenu. Nad oceanem to rzecz spotykana, ale w środku lądu!? Mimo że wzgórza są wysokie, chyba wszystkie pokryte są roślinnością. Na dole dorodne drzewa różnorakie, najczęściej palmowe. W krajobrazie wyróżnia się bazaltowa spiczasta góra (ok. 700 m n.p.m.), tylko na szczycie pokryta lasem, zwana Iao Needle. To było miejsce kultu bóstwa rozrodczości, z niej obserwowali wojownicy Maui zbliżającą się armię Kamehamehy, a ponieważ niełatwo się na nią wdrapać, czy obstrzelać z armat, ci zachowali życie. Przez strumyki przerzucone są kolorowe nowoczesne mostki. Z nich za dolara lub mniej skaczą z wysokości kilku metrów do wody strumyka głębokiego po kolana miejscowi chłopcy, a nawet jedna czy druga dziewczyna hawajska. Ponieważ prawie wszyscy są obrośnięci tłuszczem, a lądują w wodzie wydatnymi tyłkami, nie ma obawy o wyrządzenie sobie krzywdy.

Wyspa Maui ze względu na swe piękno i cudowną pogodą przyciąga do siebie dużo przybyszów na pobyt stały, szczególnie ze Stanów i z Kanady. Wspomniane miasteczko Kihei jest jednym z najszybciej rozwijającym się miast Stanów – położone we Wschodnim Maui, jest osłonięte od wiatrów i nadmiernych opadów. Droga tam się kończy, więc tylko wytrawni turyści tam docierają i tam się zatrzymują.

Jedyny przemysł na Wyspie – turystyka
Do niedawna Maui była wyspą bogatą w produkty rolnicze eksportowane do wielu krajów świata: kawa, orzeszki macadamia, papaje, ananasy, kwiaty tropikalne, a przez wszystkim cukier. Gdy prawie 80% słodkiej wody na wyspie było kierowane do produkcji cukru, przemysł ten został zarzucony. Dzisiaj na Wyspie została tylko jedna cukrownia, bardziej jako obiekt turystyczny niż producent, i jest to jedyna cukrownia w całym stanie Hawaje. To samo dotyczy innych produktów rolnych. Nic się już nie opłaca, może z wyjątkiem uprawy drzew orzechowych. Rolnictwo wymiera. Tu i tam zostawia się małe poletka, nawet można znaleźć pokazową winnicę, ale to tylko ukłon w stronę turystów. Turystyka staje się więc, podobnie jak na Wyspie Oahu jedynem przemysłem stanu. Rząd Stanów Zjednoczonych, mając tu na wyspach kilka baz wojskowych, też sypie złotem. Hawaje to raj na ziemi, a w ostatnich kilkudziesięciu latach bardzo bogaty raj, bo w niektóre lata prawie osiem milionów turystów na wszystkich zamieszkanych wyspach zostawia góry pieniędzy: Amerykanie i Kanadyjczycy około stu dolarów dziennie, Japończycy około czterystu, a jest ich najwięcej na każdej z większych wysp wśród turystów innych narodowości, nawet chyba więcej niż turystów amerykańskich.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.

Read previous post:
Toronto hucznie wita nowych mieszkańców

Newcomer Day: Miasto podpowiada jak odnaleźć się w nowym domu Już po raz trzeci w Toronto zorganizowano "Newcomer Day". Była...

Close