Bajeczne Hawaje (3)

0
ciąg dalszy z ubiegłego tygodnia Wyspa Hawaii, czyli Wielka Wyspa Ta największa wyspa Archipelagu Hawajskiego, ciągle jeszcze dymiąca i pachnąca siarkowodorem z czynnych kraterów wulkanicznych, jest geologicznie najmłodsza. Jedyna wyspa z czynnymi wulkanami Dużo tu czarnej lawy, dużo czarnych plaż, choć też znaleźć tu można plaże białe, niebieską, a nawet czerwoną: niebieską tworzą minerały o tym kolorze, czerwoną – maleńkie skorupiaki. Czerni, szczególnie w jej południowych obszarach, jest najwięcej. Wiele domów pobudowanych jest z lawy, a główne lotnisko na wyspie, Kona, ma nawet pasy lotniskowe wykute w oryginalnej lawie. Ponieważ lawa dość szybko wietrzeje i jest bardzo bogata w składniki odżywcze, w ciągu kilkuset lat staje się żyzną glebą, więc większość wyspy to tereny zielone. Zadziwiającą rzeczą na Hawaii jest to, że są tu prawie wszystkie typy klimatyczne Ziemi, a mówiąc ściślej jest ich tu dwanaście, od tropikalnych lasów deszczowych poprzez tundrę na stokach najwyższego wulkanu Mauna Kea, aż po wypaloną słońcem pustynię na południu. Większość wyspy to dwa największe wulkany na świecie, wspomniana Mauna Kea (Biała Góra), wysoka na 4207m n.p.m (wulkan drzemiący) i Mauna Loa (Długa Góra) – 4170 m n.p.m. (wulkan czynny). Oba szczyty razem z częściami zanurzonymi w oceanie są dwiema najwyższymi górami na świecie, o kilkaset metrów wyższymi od Ewerestu. Na Białej Górze, pokrytej często śniegiem, znajduje się jedno z najlepszych obserwatoriów astronomicznych świata, a to z racji jego wysokiego położenia, czystego powietrza i braku jakichkolwiek świateł. W nim bliźniacze teleskopy w formie globusów Keck I i Keck II, zbudowane w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, mają czterokrotnie wyższą zdolność obserwacyjną niż największy w owym czasie teleskop na świecie w Kalifornii. Wyspa Hawaii ma także trzy inne mniejsze wulkany (czy samodzielne, czy to odpryski od wymienionych gigantó tego nie wiemy): Kilauea (czynny), Haulalai (drzemiący) i Kahala (wygasły). Upraszczając nieco sprawy można wulkany podzielić na dwie kategorie: te co wyrzucają lawę, kamienie, gazy, wysoko w górę niszcząc niekiedy całą górę wulkaniczną, pobliskie tereny, powodując duże straty w ludziach i mieniu, jak na przykład słynny Krakatau, inne powodują powstawanie jezior wulkanicznych – lawa wypełnia krater, niekiedy tam gęstnieje lub przelewa się ich wierzchem, a także może swym gorącem przebić ścianę swego pojemnika, rozlewając się po okolicy. Wulkany na Hawajach są tego drugiego typu – są mniej groźne. Mauna Loa nie jest zagrożeniem dla ludzi, to przestrzennie największa góra świata długa na 95 km, szeroka na 50 km – do osad ludzkich w każdą stronę daleko. Inna jest historia z wulkanem Kilauea. Od roku 1983 wulkan ten “pluje” lawą co kilka lat. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza jego lawa wlewająca się do oceanu powiększyła wyspę o ponad dwa kilometry kwadratowe i ciągle powiększa; zalała trzy miejscowości i drogę na obszarze kilkunastu kilometrów – droga nie była dostępna dla pojazdów gdy tam byłem. W obecnym roku 2017 lawa wyżłobiła w skale korytarze i zaczną się przemieszczać w innym kierunku w stronę miasteczka Pahoa. Faktycznie wybrała dwie trasy i zakończyła swą “podróż” tuż przed dwoma domami miasteczka. Tak się przedstawiała sytuacja w połowie kwietnia tego roku. Co wcale nie znaczy, że zagrożenie się skończyło: krater Pu’u’ O’o’ jest bardzo czynny, każdego dnia może zniszczyć całe miasto. Wklęsłość wulkanu jest bardzo obszerna, to ogromna kaldera czyli zagłębienie na jego szczycie. Na jej terenie, lub stykając się z nią, są trzy kratery. Moja żona i pani Zofia sforsowały tę kalderę w poprzek pieszo w ciągu dwu godzin. Ja i Florian mieliśmy w tym czasie o wiele ciekawsze zajęcie – w pobliżu znajduje się bardzo sympatyczna knajpka! Cały ten wulkan i okolica to największy park narodowy Hawajów. Do tego parku należy także dość oddalony szczyt Mauna Loa. W parku jest muzeum, nawet hotel, a także różne twory naturalne, jak głębokie wgłębienia w ziemi po zapadającej się lawie dymiące parą wodną, bo tam gromadzi się woda z deszczów, czy potężny tunel wyżłobiony w ścianie krateru przez ustępującą gorącą lawę. Kilka razy dziennie turyści oprowadzani są po najciekawszych obszarach parku przez przewodników zatrudnionych przez zarząd parku. Nas oprowadzał rodowity Hawajczyk. Żalił się, że nie zna swego rodowitego języka, bo jego używanie i nauczanie w czasach jego dzieciństwa było surowa zakazane i obwarowane karami. Jak każda wyspa na Hawajach, tak i ta ma swój wyjątkowy magnes przyciągający najwięcej turystów: jej największą atrakcją jest właśnie ten Narodowy Park Wulkanów Hawaii. Inne atrakcje wyspy Wyspa jest duża. Objechać ją naokoło to prawie 600 km. Jest tu dużo atrakcji. Darować sobie można oglądanie miasteczek, warto jednak wstąpić do Puuhonua o Honaunau i odwiedzić Park Wodospadów. Puuhonua to religijne miejsce ucieczki. Zbudowane było kilkaset lat przed erą królewską, czyli przed XIX w., przez wodzów grupy Hawajczyków zamieszkujących południowo- zachodnią część Wyspy. Ci wodzowie, czyli alii, byli bezpośrednimi przodkami Kamehamehy Wielkiego. Puuhonua, odgrodzona murem od terenów pałacowych, była miejscem spoczynku zmarłych wodzów, a ich kości miały mana, czyli duchową siłę oczyszczania wszystkich, kto się na tym terenie znalazł. W tej części Hawaii okrutne prawo kapu, o którym pisałem wcześniej, było rygorystycznie przestrzegane. Kobiety, nawet żony i matki, nie mogły nie tylko jadać w towarzystwie wodza, ale nawet przygotowywać dla niego posiłków. Nie tylko cień rzucony na wodza był karany śmiercią, ale obecność na terenie pałacowym, czy przypadkowe przycumowanie łódki osoby obcej na plaży królewskiej kończyła się jej uśmierceniem. Na terenie pałacowym nie budowano żadnego pałacu, lecz kilka lub kilkanaście skromnych chatek krytych liśćmi kokosowymi. W czasie licznych plemiennych wojen prawo nakazywało zabijać bez litości nie tylko wrogich wojowników, ale całe ich rodziny: kobiety, dzieci i starców. Hawajczycy nie byli z zasady ludem okrutnym; byli radośni, lubili się bawić jak dzieci, więc otwarto furtkę, by omijać to prawo ile się da. W czasie wojny przymykano oczy na pielgrzymkę w to miejsce nie tylko wrogich rodzin, ale i pokonanych wojowników. Tu przypłynęła wpław przez zatokę słynna Kaahumanu, główna żona założyciela dynastii królewskiej, po kłótni z mężem. Oczywiście zgodnie z przepisami kapu musiałaby zginąć w mękach. Ucieszyło to króla, że tak mądrze i dzielnie ominęła przepis. Małżonek jej wybaczył, a ona żyła jeszcze długo po jego śmierci. Dopiero, jak już wcześniej wspomniałem, zaproszenie przez Kamehamehę III do swego stołu dwu kobiet obaliło to okrutne prawo. Jedną z najsympatyczniejszych przejażdżek po wyspie jest droga z największego miasteczka Hawaii Hilo w stronę chyba największego na świecie prywatnego rancza położonego przy miasteczku Waimea. Cała droga po tym wybrzeżu jest ciekawa, niekiedy zaskakująca. Po jednej stronie góry, po drugiej fantazyjne zatoczki, huk fal rozbijających się o skaliste brzegi, mikroskopijne plaże z pochylonymi nad nimi drzewami olbrzymami. Dość bajeczny był początek tego rancza, jak zresztą wielu innych spraw na Hawajach. W 1809 r. niejaki John Palmer Parker, marynarz, zeszedł ze statku i zatrudnił się jako osoba czyszcząca stawy rybne najpotężniejszego władcy Hawajów króla Kamehamehy Wielkiego. Wpadła mu w oko wnuczka króla, i z wzajemnością. Miała piękne imię Keliikipikaneokaloahaka (współczuję marynarzowi, musiał się natrudzić by się nauczyć wymawiania tego imienia), pobrali się, a dumny z swej wnuczki dziadek obdarował młodą parę jedną szóstą Wielkiej Wyspy. Wyjątkowo piękny park W pobliżu Waimea można wjechać do wyjątkowo pięknego i widowiskowego Parku Wodospadu Akaka. Sam wodospad to tylko 130-metrowy spadek wody, ale w otoczeniu leśnego bogactwa bambusów, fantazyjnych pnączy, orchidei i dziesiątków innych drzew i i roślin: tego wszystkiego co las tropikalny ma do zaofiarowania. Wszystko to tworzy widok niesamowity. Kto już się nasyci tym widokiem, może popatrzeć na inny wodospad, tylko 10 m krótszy, Kahuna, w kompletnie innej majestatycznej, może nieco ponurej oprawie, bo zacieniony potężnymi koronami drzew. Na Wyspie Hawaii, tym podzwrotnikowym raju, jest dużo innych miejsc których opis można zaczynać od przymiotnika z przedrostkiem naj. Nie wystarczyłoby miesiąca, by to wszystko zobaczyć. Nie ma tu tłumów turystów, nie ma surferów najeżdżających swymi deskami na głowy zażywających kąpieli. Prawie nie ma prymitywnego komercjalizmu. Można się tu zachwycać naturą, a równocześnie dobrze odpoczywać. Turystyka powoli staje się jedynym “przemysłem” na Hawajach Zanim turyści odkryli wyspę była już bogata i samowystarczalna. Bogactwem jej był przede wszystkim przemysł cukrowniczy – tu trzcina cukrowa rośnie i rozprzestrzenia się sama jak bardzo żywotny chwast. Przez ponad sto lat było to główne źródło dochodów na wyspie, korzystali z tego biali, najczęściej synowie czy wnukowie dawnych misjonarzy. Były tu także pola kawowe, sadzono drzewa orzecha macadamia, tu i na innych wyspach zakładano plantacje ananasów i innych owoców klimatu podzwrotnikowego. Siła robocza była tania, prawie darmowa; ściągali tu z Azji, Oceanii, Ameryki Północnej i z Europy ci, którym paliło się pod stopami na skutek wojen i innych tym podobnych tragedii. Azjaci pracowali za przysłowiową garstkę ryżu. Dzisiaj jedynym przemysłem opłacalnym jest turystyka, więc dawne nieliczne już farmy mogą funkcjonować ofiarowując usługi i swoje produkty turystom. Znikły cukrownie – tak na pokaz zachowano jedną na wyspie Maui. Uprawę kawy zachowano tylko w okolicach miasta i lotniska Kona, jej cena są bardzo zawyżona, sprzedawana jest w małych torebkach, by dla wszystkich wystarczyło. Podliczyłem, że za kilogram takiej kawy trzeba zapłacić tam 63 dolary, gdy tu w London kupiłem tę ilość za jedyne 18 dolarów. Kawa ta jest owszem dobra, ale piłem lepsze. Byłem w ogrodzie orzecha macadamia. To owoce dużego kilkunastometrowego drzewa. Rośnie ich dziesiątki tysięcy na każdym drzewie. Ceny tego produktu są też wyższe niż tu w Kanadzie, bo turyści wszystko wykupią bez wyględu na cenę, wszystko, co mogą potraktować jak pamiątkę z wyspy, a więc i te orzeszki. Za kilka lat znikną uprawy bananów, winogron, nieco później ananasów, a w dalszej przyszłości rancza hodowlane, może nawet ogrody orzechowe. Wieżowce zawojują nieboskłon, będą się wdzierały w lasy tropikalne, zohydzą naturę. Ten, kto planuje odwiedzić Hawaje niech to robi teraz, bo z biegiem czasu nie będzie tam piękniej. Będzie gorzej; możliwe że będzie tam większy jeszcze luksus, ale luksus niezbyt ciekawy, bo skomercjalizowany. Ciąg dalszy za tydzień
Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie.

Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.