Rzut bażantem

0

Kiedyś pewien mężczyzna jak zwykle zeskoczył z chodnika, żeby przekroczyć jezdnię, ale wtedy do lotu poderwał się nadjeżdżajacy samochód. Facet wyrwał do przoduauto też. Spanikowany gnał jak mógł najszybciej, klucząc po jezdni, zmieniając pasy, ale to samo robił jego prześladowca. Wreszcie zastygł bez tchu, bez ruchu, w przerażeniu… Samochód zahamował tuż, tuż z piskiem opon, szyba zaczęła się opuszczać i zdumiony gość zobaczył za kierownicą wiewiórkę, która uśmiechając się szyderczo, zapytała złośliwie: “Nie jest łatwo, co?”

I tu aż się prosi, żeby zacytować często ostatnio używane w życiu publicznym porzekadło, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Zatem nasze poglądy, opinie, stanowisko, czyli to, co stanowi treść ludzkiego umysłu, zależy bezpośrednio od miejsca, w którym usytuowane są nasze cztery litery, literalnie i w przenośni.

Przekonał się o tym swojego czasu Walter Palmer, stomatolog, a jednocześnie milioner z Minnesoty, który 1 lipca 2015 r w Zimbabwe ustrzelił z kuszy słynnego lwa Cecila, a zdjęcie ofiary i uśmiechniętego szeroko mordercy umieścił na fejsbuku. W ciągu paru dni stał się najbardziej znienawidzonym dentystą na świecie, co nie było łatwe, bo przedstawiciele tego zawodu generalnie nie są szczególnie lubiani. Przez portale społecznościowe przetoczyła się fala hejtu. Miliony ludzi publicznie napiętnowały faceta, którzy zapłacił 55 tysięcy dolarów, aby wynajęci przewodnicy padliną wywabili Cecila, który był objęty programem naukowym uniwersytetu w Oksfordzie i nosił na szyi obrożę z GPS, z bezpiecznego terenu parku narodowego. Tam postrzelił lwa z kuszy, ciężko rannego tropił z przewodnikami 40 godzin i dobił strzałem z karabinu, odcinając jako trofeum piękną, dumną, królewską głowę… Zebyś ty, Palmer, z piekła nie wyszedł!

Zimbabwe wystąpiło o ekstradycję, niestety bez skutku, ale Palmera zaczęli ścigać internauci, w tym wiele znanych postaci. Fala nienawiści i gróźb była tak potężna, że Palmer, który próbował przepraszać opinię publiczną i swoich pacjentów, zamknął swój gabinet, w drzwi domu skobel wsadził i zaszył się gdzieś z rodziną, czekając aż sprawa przycichnie. Nie wiemy czy nadal poluje. Jeśli tak, to starannie to ukrywa, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ręka Opatrzności takiego nikczemnika trzaśnie, aż iskry pójdą…

Całkiem niedawno bo 15 grudnia 2016 roku polował na ptaki koło Turynu inny morderca lwów, weterynarz (!) Luciano Ponzetto. Widocznie podpadł św. Franciszkowi, a św. Hubert też jakoś przymknał oczy bo wyrodny doktor zwierząt poturlał się w dół z 30 metrów i skręcił sobie kark, ku radości internetu. Usatysfakcjonowani obserwatorzy myśliwskich osiągnięć Włocha komentowali to zdarzenie jednoznacznie: “What goes around comes around”, a ktoś o wrażliwej duszy napisał: “Now is never nice to laugh at the deceased… but… sometimes…

” Świętemu Hubertowi to ja się nie dziwię: od małego hulał i polował zawzięcie ale kiedyś w lesie, w Wielki Piątek to było, stanął przed nim jeleń z krzyżem międy rogami i zapowiedział, że da mu po krzyżu, jeśli nie przestanie szlachtować Bogu ducha winnej zwierzyny. Hubert przejął się, porzucił krwawe łowy i poszedł na służbę Bożą. Został biskupem, a potem awansował na świętego. A że człowiek jest istotą nielogiczna i przewrotną, czczący św. Huberta wierni uczynili go patronem myśliwych, strzelców, łowczych i i innych zabójców naszych braci mniejszych, nie wiadomo przecież dlaczego, skoro od łowiectwa sam odstąpił i innym to zalecał, a nawet nakazywał. Nie dziwota więc, że czasami świętą cierpliwość tracił i biskupim pastorałem jakiegoś niefortunnego strzelca trącił, jak nie przymierzając owego włoskiego huncwota.

Nie od rzeczy byłoby podpowiedzieć św. Hubertowi aby baczniej przyjrzał się osobie ministra Zagłady Środowiska Jana Szyszki i jakieś małe ostrzeżonko dla niego sprokurował. No, chyba że uznamy za takowy fakt, że na skutek wielu enuncjacji prasowych skarbówka nie mogła już dłużej przymykać oczu i została zmuszona do przetrzepania majątku profesora we wszystkich jego dziwnych pionowo-poziomych powiązaniach.

Otóż minister nie dość, że wycina drzewa (starzy ludzie pamiętają, że kiedyś Sahara była zalesiona, dopóki się Szyszko nie pojawił), to jeszcze zabija zwierzęta. Zarządza sprawami środowiska, podśpiewując wesoło starą lwowską piosenkę: “Kamień na kamieniu, na kamieniu kamień…”, której motto ustawił sobie jako cel do osiągnięcia. Jak wszyscy wiemy, 11 lutego w Ośrodku Hodowli Zwierzyny w Grodnie odbyło się bardzo dziwne polowanie z udziałem ministra Szyszki i szefa Polskiego Związku łowieckiego Lecha Blocha. Polegało ono na tym, że z klatek wypuszczono 500 hodowlanych bażantów w 6 turach i naganiacze podrzucali je w górę, żeby “myśliwi” mogli sobie postrzelać. Ptaki od urodzenia trzymane były w klatkach, nie umiały nawet fruwać i biegały na oślep, prosto na rzeź. Ustrzelono ponad 400 bażantów, reszta ogłupiała lub ranna gdzieś się zapodziała w okolicy. Minister środowiska i naczelny łowczy kraju propagują metody polowania takie więcej rzeźnickie. Podobno sprawa jest w Komisji Etyki ale rzeczona komisja nie zrobi przecież krzywdy takim prominentom, może im najwyżej na piórko w kapelutku nadmuchać.

A pamiętacie jeszcze Państwo prezydencką kampanię wyborczą, kiedy to ze wszystkich stron atakowano Bronisława Komorowskiego za jego myśliwską pasję? Do tego stopnia, że jego sztab wyborczy zakazał mu polowań, uznając, że Polakom jego myśliwskie hobby źle się kojarzy. Słusznie zresztą, bo łatwiej zrozumieć kłusownika, który zabija, żeby zjeść, niż myśliwego, który poluje, żeby zabić. Redaktor Cezary Gmyz wylewał kubły pomyj na kandydata PO, zaciekłym “wrogiem zabijania” był Joachim Brudziński, a teraz okazuje się, że polowanie z nagonką to ulubiona rozrywka prominentów PiS.

Polski Związek Łowiecki czuje się pewnie, bo wie, że może liczyć na wsparcie parlamentarzystów. Organizuje dla nich polowania, urządza uczty, obdarowuje trofeami myśliwskimi… A najsilniejsze lobby myśliwskie jest skupione właśnie wokół ministra środowiska. Dlatego też ostatni projekt prawa łowieckiego (poselski, a więc niewymagający konsultacji) przygotowany był przez myśliwego dla myśliwych, którzy stali się uprzywilejowaną grupą społeczną i są już poza wszelką kontrolą. Mogą polować na prywatnych terenach, a za utrudnianie łowów właściciele nieruchomości karani bedą mandatami, mogą zastrzelić kota lub psa domowego bez smyczy. Nadal będą organizowane okrutne polownia z nagonką, myśliwi będą mogli używać broni i nabojów zabronionych w Europie, psy myśliwskie będą uczone szczucia. Tym haniebnym praktykom będą przyglądać się dzieci – niech patrzą jak tatuś bezpiecznie z ambony strzela do bezbronnego, zwabionego oszustwem stworzenia, bo na nęcisku zwierzę ma takie same szanse na przeżycie jak w rzeźni czyli żadne. Więc niech się dzieci uczą zabijać.

Jedyną zaletą posła PiS Marka Suskiego, obok niewątpliwej, porażającej urody, jest jego aktywna działalność w Parlamentarnym Zespole Przyjaciół Zwierząt. Tenże poseł próbował wprowadzić ustawowy zakaz picia alkoholu na polowaniach: zarząd PZL i kierownictwo PiS zareagowały zgodnym chórem: “Wycofaj, k….., tę poprawkę” – warknęły. No i myśliwi piją legalnie do dziś, bo kto by zwracał uwagę na regulamin Związku. Poseł Suski musiał nieźle się wpienić, skoro uchylił rąbka tajemnicy z tych konsultacji.

Psychika myśliwych i polityków jest podobna – do władzy i do broni pchali się zawsze ludzie agresywni i pozbawieni skrupułów. W tej formule świetnie mieści się spostrzeżenie, że zawsze polowali księża: przed wojną, w PRL i teraz. Pod tym względem władza i aparat partyjny nadwyczaj gładko bratała się z klerem. Obecnie też wspólnie zabijają zwierzęta, deklamując w przerwach poezję Jana Pawła II. No, nie tylko zwierzęta, bo co roku ginie z broni cywilnej około 40 osób, ostatnio ten słynny myśliwy, który na polowanie na lisa założył czapkę z lisa… św. Hubert podobno obserwował te łowy zza obłoczka, a jego nieprzeniknione oblicze ubarwiał enigmatyczny uśmieszek….

Kościół polski sankcjonuje moralnie i formalnie łowiectwo, odprawia hubertowskie msze i uroczyste apele, święcąc upolowaną zwierzynę, każdy okręg łowiecki ma swojego kapelana, który, jeśli nie strzelbą, to przynajmniej modlitwą i błogosławieństwem, wspiera zabójców zwierząt. Nic to, że w Ewangelii św. Mateusz naucza: “Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnie uczyniliście”.

Ale jesteśmy jeszcze my, ludzie dobrej woli. Nie tylko ekolodzy, formalni przyjaciele natury, zrzeszeni w odpowiednich organizacjach pozarządowych, związkach i fundacjach. Polskie społeczeństwo coraz mniej przychylnie postrzega myśliwych, a stosunek do polowań staje się coraz bardziej krytyczny. Rośnie liczba obrońców zwierząt. Ciemna strona natury ludzkiej, której wyrazem jest zabijanie, zawstydza nas i wprawia w zakłopotanie. W Polskim Związku Łowieckim członków nie przybywa, działają głównie emeryci, młodzi do zabijania się nie garną. Ale trzeba jeszcze co najmniej jednego, dwóch pokoleń aby polowania stały się społecznie nieakceptowalne. Taka jest tendencja światowa. W Polsce przebicie się świadomości, że przedstawianie zabijania jako wartości jest niemoralne, może potrwać dłużej, skoro wszelkie próby ucywilizowania prawa łowieckiego spaliły na panewce, że użyję tematycznej terminologii.

A zwierzęta same już się nie obronią. Chociaż… Cosmo Monkhouse stworzył kiedyś taki cudny limeryk:

There was a young lady of Niger,
Who smiled as she rode on a tiger,
They returned from the ride
With the lady inside –
And the smile on the face of the tiger!

Ja słyszałam kiedyś taką oto opowiastkę: pewien słynny myśliwy wracał do obozowiska, aż tu z dżungli wyskoczył olbrzymi lew, dosłownie dziesięć metrów od niego. Kiedy lew szykował się do skoku myśliwy wystrzelił swój ostatni nabój i chybił. Lew się odbił tak potężnie, że minął swój cel i wylądował za myśliwym, który naturalnie poderwał się wściekle do biegu i dopadł bezpiecznie obozowiska. Następnego ranka, zdegustowany swoim nieudanym strzałem, poszedł poćwiczyć celność ale po pewnym czasie uwagę jego zwróciły jakieś dziwne odgłosy: wyjrzał dyskretnie zza zarośli i zobaczył, że to lew ćwiczy krótsze skoki!

Poleć:

O Autorze:

Danuta Owczarz Kowal

Danuta Owczarz-Kowal-absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (Filologia Orientalna, Wydział Prawa i Administracji). W Kanadzie od 1988 roku. Mieszka w Montrealu. Interesuje się polityką i literaturą, lubi zwierzęta i muzykę rosyjską.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.

Read previous post:
74. rocznica Akcji pod Arsenałem

74 lata temu, 26 marca 1943 r. u zbiegu ulic Długiej i Bielańskiej w Warszawie w pobliżu budynku Arsenału członkowie...

Close