Kolejne eksplozje wokół Smoleńska

37

10 kwietnia był dniem 7. rocznicy katastrofy samolotu TU-154 lecącego na obchody 70. rocznicy rzezi polskich oficerów w Katyniu. Ta przerażająca tragedia nie tylko pozbawiła życia 96 osób, w tym parę prezydencką i ostatniego prezydenta na uchodźstwie – Ryszarda Kaczorowskiego, ale spowodowała najpoważniejszy w historii Polski kryzys w społeczeństwie, w którym podziały nie tylko nie zacierają się z upływem czasu, ale pogłębiają się.

This slideshow requires JavaScript.

Hipotezy, komisje i podkomisje
Pierwszy raport wydano już w lipcu 2011 roku. Szef MSWiA Jerzy Miller stał na czele Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. W ocenie komisji nie było potwierdzenia tezy o wybuchu. Przyczyny katastrofy opisano tak: “zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, przy nadmiernej prędkości opadania, w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg. Doprowadziło to do zderzenia z przeszkodą terenową, oderwania fragmentu lewego skrzydła wraz z lotką, a w konsekwencji do utraty sterowności samolotu i zderzenia z ziemią”. Wspomniano też nieprawidłowe szkolenie lotnicze załóg w 36. Specjalnym Pułku na samolotach Tu-154M”. Z tymi wnioskami nigdy nie zgodziła się opcja polityczna obecnie sprawująca władzę w Polsce. Głównym rzecznikiem wyjaśnienia tzw. prawdy na temat tragedii z dnia 10 kwietnia 2010 roku stał się Antoni Macierewicz.

Antoni Macierewicz aż do końca ostatniej kadencji Sejmu stał na czele parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej. Zespół ten złożony był z posłów PiS.

Antoni Macierewicz

Macierewicz i jego współpracownicy przedstawili kilkanaście hipotez przyczyn katastrofy smoleńskiej, niejednokrotnie nawzajem się wykluczających. Spisek Tuska z Putinem, aby się pozbyć prezydenta Lecha Kaczyńskiego; trzy osoby przeżyły katastrofę; smoleńskiej brzozy nigdy nie było; Rosjanie rozpylili sztuczną mgłę; samolot zniszczyła seria wybuchów m.in. na lewym skrzydle, w kadłubie i prezydenckiej salonce. Zgłaszano tezy, że szczątki samolotu zostały wbite w brzozę już po katastrofie, zaś skrzydło mogło zostać odcięte piłą albo oderwane detonacją oraz że samolot w słynną smoleńską brzozę w ogóle nie uderzył, bo została ona złamana jeszcze przed katastrofą.

“Naukowcy smoleńscy eksperymentowali na parówkach i puszkach” (“Wszystkie zamachy Antoniego Macierewicza”, Andrzej Stankiewicz, Wiadomosci.onet.pl).

Gdy PiS wygrał wybory jesienią 2015 r. Antoni Macierewicz został szefem MON i ze swych ekspertów stworzył własną, rządową podkomisję smoleńską w ramach Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego do ponownego zbadania katastrofy. Na jej czele stanął dr Wacław Berczyński.

This slideshow requires JavaScript.

Prawda już tuż, tuż
Sprawa wyjaśnienia przyczyn katastrofy rządowego tupolewa stała się przez te lata okazją do miotania najdzikszych oskarżeń i zarzutów, do sterowania emocjami Polaków i utrzymywania ich w ciągłym napięciu poprzez obietnice przedstawienia dowodów na kolejne hipotezy.

W 2013 roku podczas spotkania z mieszkańcami Kielc w auli Wyższego Seminarium DuchownegoAntoni Macierewicz powiedział: “Po tych blisko trzech latach badań mogę powiedzieć z olbrzymią dozą pewności i prawdopodobieństwa, że relacje o tym, że trzy osoby przeżyły, są wiarygodne. Mamy te informacje z trzech różnych, niezależnych źródeł”. I na tym koniec. W zeszłym roku Macierewicz zapowiedział na łamach “Rzeczpospolitej”: “Wkrótce ujawnimy nowe nagrania załogi tupolewa, które dotąd nie były znane.” Nikt ich do dzisiaj nie widział. Za każdym razem “prawda” była już tuż, tuż…

Najnowsza hipoteza
W tym roku w 7. rocznicę tragedii eksperci z podkomisji przedstawili kolejną hipotezę. Według słów Antoniego Macierewicza, “Najbardziej prawdopodobną przyczyną eksplozji był ładunek termobaryczny inicjujący silną falę uderzeniową.” Podkomisja MON wskazała też na błędne naprowadzanie przez rosyjskich kontrolerów,

•••

W tym czasie w Polsce przebywał dr hab. Paweł Artymowicz, astrofizyk z University of Toronto, który wielokrotnie wypowiadał się jako ekspert na temat smoleńskiej katastrofy i przeprowadził wiele badań w tej sprawie.

10 kwietnia został zaproszony jako niezależny ekspert na sesję Parlamentarnego Zespołu Platformy Obywatelskiej powołanego “do zbadania przypadków manipulowania przyczynami katastrofy Tu-154M z dnia 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, w celu osiągnięcia korzyści politycznych”. Przedstawił tam krytykę najnowszej koncepcji wybuchu ładunku termobarycznego dementując ją używając argumentów, iż nie ma śladów na wraku (podłoga byłaby rozerwana lub silnie wygięta, a nie była), a sekcje zwłok wykazały, że płuca ofiar i ich bębenki uszne nie były uszkodzone w sposob wskazujący na wybuch.

M.P.B.: Wrócił Pan właśnie z Polski. Która to Pana wizyta w Polsce w sprawie Smoleńska?
P.A.: Chyba to już piąty albo szósty raz. Nie jeżdżę do Polski tylko po to żeby występować w sprawie smoleńskiej, to jest raczej przy okazji. Akurat w tym okresie kończę wykłady tutaj i mogę odwiedzić rodzinę w Polsce.

M.P.B.: Jaka jest sytuacja obecnie? Z tego co słyszymy w tej chwili są sugerowane znowu kolejne koncepcje eksplozji. Ja jestem kompletnym laikiem ale często przychodzi mi do głowy, że ustalenie czy była eksplozja czy nie chyba jest bardzo proste, w oparciu o to co zostało z samolotu, o stan ciał. Czy to wymaga siedmioletniej dyskusji i siedmioletnich badań?
P.A.: Zależy jaką się ma motywację i co się chce udowadniać.

M.P.B.: Zapomnijmy przez chwilę o motywacjach i udowadnianiu. Mówię o czysto naukowym podejściu do sprawy. Czy mam rację, że jeżeli byłaby eksplozja to prawdopodobnie szczątki samolotu wyglądałyby inaczej niż gdyby jej nie było?
P.A.: Tak, oczywiście. Hipoteza zamachu bombowego jest jedną z naturalnych hipotez, które komisje badania wypadków stawiają i jest to jedna z pierwszych rzeczy, którą sprawdzają specjaliści wojskowi, pirotechnicy, chemicy i inni eksperci. I to zostało zrobione, nie tylko przez komisję Millera ale także przez wojskową prokuraturę w Warszawie. Obecnie, nadal, jest jeszcze niezamknięte śledztwo, które prowadzi prokuratura krajowa bo prokuratura wojskowa została rozwiązana i śledztwo przeszło do prokuratury krajowej. Nie ma w tych śledztwach, już nie wspomnę o rosyjskim, najmniejszego wskazania na jakiekolwiek działanie bomby. Jest wręcz bardzo, bardzo wiele dowodów, że bomby żadnej nie odpalono w tupolewie i że przyczyna wypadku była zupełnie inna.

M.P.B.: Czy fakt, że do tej pory nie odzyskano wraku, że były jakieś zaniedbania, jakieś niedokładności, czy to wszystko może prowadzić do hipotezy, że jednak mogło tam rzeczywiście dojść do eksplozji?
P.A.: To są zupełnie niezwiązane z dochodzeniem fakty. To że wrak nie wrócił, że skrzynki są w Moskwie, a nie w Warszawie to dla dochodzenia nie ma zasadniczego znaczenia ponieważ w takich przypadkach, kiedy polski samolot spada w innym kraju, prokuratury tych dwóch krajów współpracują ze sobą i udostępniają sobie nawzajem dokumenty oraz dowody rzeczowe. Na każdą prośbę skierowaną do Rosjan o dostęp do wraku czy skrzynek (a takich próśb było bardzo wiele) Rosjanie odpowiadali pozytywnie i ten dostęp był. Nawet w tej chwili, troszeczkę paradoksalnie, ponieważ fachowcy pana Macierewicza rzucają bardzo poważne oskarżenia przeciwko kontrolerom, właściwie przeciw każdemu, polska strona jest podejrzewana i krążą fantazje bombowe. Mimo to, o dziwo, Rosjanie ustami rzeczniczki MSZ powiedzieli, że zapraszają, że wrak i dowody rzeczowe są do badania u nich na miejscu. Oczywiście oni mają wymówkę, że nie oddają wraku ponieważ nie skończyli swojego śledztwa. Taka jest procedura prawna, że dopóki oni nie zakończą śledztwa nie mogą oddać dowodów. Byłoby to sprzeczne z ich prawem. Natomiast oczywiście dwie prokuratury blokują się nawzajem i nie wiadomo kiedy to śledztwo się zakończy.

M.P.B.: Czy patrząc na historię katastrof lotniczych, można powiedzieć, że to jest normalne, iż śledztwo ze strony Rosji nie zostało skończone po siedmiu latach?
P.A.: Bywało, że śledztwa trwały dłużej, np. śledztwo w sprawie katastrofy Concorda trwało o ile pamiętam dziesięć lat. Śledztwa czasami trwają bardzo długo, ale w tym przypadku pewnie mogłoby się skończyć, dlatego że Rosjanie sami już chyba dwa lata temu mówili, że w zasadzie po stronie technicznej jest zakończone, że ich biegli wykonali pracę. Ale to jest geopolityka – oni prawdopodobnie mają z tego korzyść, że sprawa jest ciągnięta, że w Polsce działa pan Macierewicz i że nastroje są takie, iż prowadzi to do konfliktu wewnątrz Polski. To jest na rękę Rosjanom, to oczywiste.

M.P.B.: Wróćmy teraz do sprawy wraku. Widzieliśmy na różnych filmach, że wrak był niszczony, że zdaniem ekspertów międzynarodowych nie zachowano jednak zasad, które powinny być zachowane zaraz po katastrofie, że trzeba było bardzo uważać, że trzeba było zabezpieczyć miejsce wypadku itd. Widzieliśmy zdjęcia, jak dźwigi rozwalały wrak. Czy taki brak dochowania pewnych procedur mógłby spowodować, że można by przyjąć, iż nie było eksplozji podczas gdy ona de facto miała miejsce?
P.A.: Nie było żadnych ekspertów światowej sławy, którzy coś takiego mówili. Prawdopodobnie pani redaktor ma na myśli wypowiedzi osób, do których zwracał się pan Macierewicz z prośbą o poparcie jego tezy. Jest Frank Taylor z Cardiff, który tak mówi, ale to są ludzie Macierewicza, a nie żadni eksperci. Organizacje światowe takie jak ICAO (International Civil Aviation Organization) czyli Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego i inne, np. International Society of Air Safety Investigators (ISASI), międzynarodowa organizacja skupiająca specjalistów badających zdarzenia lotnicze, wypowiadają się o raporcie Millera – dokumencie znanym w świecie – bardzo pozytywnie. Wszyscy mówią, że został on sporządzony bardzo profesjonalnie. Czy to może prowadzić do domysłów u ludzi, którzy nie są fachowcami, tego nie wiem. Pewnie tak. Ale hipotezy zamachowe wiadomo było, że się pojawią. Mniej więcej półtorej godziny po katastrofie włączyłem BBC i dziennikarze BBC mówili, że nieuniknione jest, iż powstaną teorie spiskowe.

M.P.B.: Jeżeli mamy nagrania ze skrzynki, czyli ostatnie słowa załogi w momencie kiedy już wiadomo było, że samolot spada, to jak można dalej się upierać przy teorii eksplozji?
P.A.: Chodzi tu nie tylko o jedną skrzynkę ale praktycznie o wszystkie rejestratory, a było ich w tupolewie pięć – więcej niż w jakimkolwiek samolocie rejsowym linii lotniczych, dlatego, że to był najważniejszy samolot w państwie. Zapisy potwierdzają się ale najważniejszy jest rzeczywiście, tak jak pani mówi, rejestrator głosu. Dlaczego? Nie tylko ze względu na to, co się w nim zapisało ale dlatego, że on działał bez przerwy od początku lotu do samego końca, kiedy samolot uderzał w ziemię. Skąd to wiemy? Stąd, że można zestawić dźwięk i zdarzenia głosowe z rekonstrukcją lotu wykonaną według parametrów zapisanych w innej czarnej skrzynce. Stąd wiadomo gdzie samolot znajdował się w chwili kiedy pewne frazy i pewne dźwięki słyszane miały miejsce na taśmie. Stąd wiadomo, że ten rejestrator w sposób ciągły zapisywał cały lot. A zatem pomysł z eksplozją jest kompletnie nielogiczny ale to już jest taka ostatnia deska ratunku – naprawdę wszystkie pomysły grupy pana Macierewicza już się kończą, oni już “skrobią po dnie beczki”. W tej chwili mówią o tym, że wybuch nastąpił po tym jak samolot był już kilka metrów nad ziemią, jak uderzał o ziemię w pozycji odwróconej. Czyli katastrofa już zaszła tylko musiała się dokończyć. Przewodniczący tej podkomisji Macierewicza, pan Berczyński (1) mówi, że ktoś mógł dać sygnał telefonem komórkowym i wysadził z taką dużą dokładnością samolot. To absurd i kompletny brak logiki, no ale ja logiki od początku nie widziałem w tych zmieniających się jak w kalejdoskopie hipotezach wybuchowych i zamachowych.

M.P.B.: Może przypomnijmy najbardziej kluczowe hipotezy.
P.A.: Jedną z pierwszych hipotez było to, że coś dziwnego było z mgłą, może sztuczna mgła czy coś takiego. Ta hipoteza była popularna do pewnego momentu, a później została rozwiana przez polskich meteorologów i fizyków. Powiedzieli, że nie da się zrobić mgły na takim dużym obszarze, bo to był obszar całego miasta i okolic, zupełnie naturalne zjawisko chociaż rzadkie. Nie zdarza się codziennie żeby mgła wychodziła o godzinie 9-10 lokalnego czasu. Natomiast później mówiono o tak dziwnych hipotezach, że aż trudno to spamiętać. Było zamrożenie i obezwładnienie samolotu na wysokości 15 metrów, jak to pan Macierewicz referował. Było to już wiele lat temu, ale echa tego są nadal powtarzane. W rocznicę katastrofy w Polsce była z wielką pompą zorganizowana konferencja prasowa, na której został pokazany 40-minutowy film – podsumowanie wszystkich tych hipotez zamachowych. Tam też wspomniano, że podobno zasilanie podzespołu samolotu wyłączyło się 15 metrów nad ziemią ale nie wspomniano o tym, że 15 metrów nad ziemią to było w tym miejscu, w którym samolot już kosił lasy, wyciął przecinkę w lesie, już mu odpadło skrzydło, już przerwana była ciągłość połączeń hydraulicznych, niektóre obwody elektryczne były zwarte na linii energetycznej, którą samolot ściął. Mieszana jest prawda i fałsz, tak jak to się zwykle robi jeżeli manipuluje się faktami. Przedstawia się część faktów, które faktycznie zaszły ale jako wynik spisku, zamachu, a były to jak najbardziej naturalne konsekwencje tego, że już doszło do katastrofy. Przyczyny katastrofy były oczywiście dużo, dużo wcześniej. Później były jeszcze takie hipotezy, że samolot jakby w ogóle nie uderzył w brzozę, a przeleciał wysoko nad nią. Dowodem tego miały być prace pana profesora Biniendy z Akron w Ohio, który liczył na komputerze zderzenie brzozy i skrzydła i stwierdził autorytatywnie używając sformułowania “moja praca jest perfect”, że jest niemożliwe aby skrzydło odpadło, złamało się na brzozie. Prawda tymczasem jest zupełnie inna i wielu naukowców badało to, ja też. Robiliśmy wspólnie obliczenia i modele, które były znacznie lepsze i zawierały lepsze dane wyjściowe niż profesora Biniendy. Stwierdziliśmy, że potrafimy zrozumieć i odtworzyć dokładnie – milisekunda po milisekundzie – proces zderzenia skrzydła i brzozy. Skrzydło pęka i urywa się, brzoza pod wpływem uderzenia siły 27-30 ton wygina się tak, że chwilę później łamie się, składa się. Zresztą dokładnie to właśnie zeznał świadek katastrofy – właściciel działki, na której stoi brzoza. Komisje badania wypadków miały mnóstwo dowodów rzeczowych, zeznań świadków, są też rekonstrukcje fizyczne, w których ja brałem udział. Wszystko to pasuje do siebie, natomiast wszystkie hipotezy zamachowe to są jakieś wymysły, domysły i szczerze mówiąc 90 proc. pomysłów tego typu jest wzięte z forum internetowego Salon24.

M.P.B.: A co będzie teraz?
P.A.: Wydaje mi się, że podkomisja, którą ja nazywam podkomisją Misiewiczów, czyli ludzi niekompetentnych, którzy dostali się do Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i Lotnictwa Państwowego mimo braku kwalifikacji i doświadczenia w badaniu wypadków samolotowych, gra na przetrwanie do końca kadencji i później zostanie rozwiązana. Jeżeli układ polityczny się zmieni oni natychmiast znikną ze sceny, a teraz po prostu próbują dotrwać do końca i biorą wysokie pensje z kieszeni podatnika.

M.P.B.: Czy znane są koszty wszystkich tych działań, błądzenia, chybionych hipotez i kolejnych zmian koncepcji?
P.A.: Na listy wystosowywane przez zespół parlamentarny partii PO, która dopytuje się o te szczegóły, na ogół nie ma odpowiedzi ale wiadomo z tego, co mówi sama podkomisja Macierewicza, że są to grube miliony. Same płace pewnie zjadają półtora miliona lub dwa miliony rocznie, natomiast na dodatkowe tzw. badania asygnowane są sumy rzędu trzech, trzech i pół miliona. Na przykład ostatnio słyszeliśmy o projekcie badania bliźniaczego tupolewa, który pozostał. Stoi on w Mińsku Mazowieckim i ma numer 102. Ten, który się rozbił, miał numer 101. Tupolew 154 M o numerze bocznym 102 ma być bardzo dokładnie skanowany, jak to się mówi, czyli cała jego geometria łącznie z grubościami blach wewnątrz ma być odtworzona. Ale za to Wojskowa Akademia Techniczna lub ktoś inny chce wziąć za to 3,5 mln zł. To są niebagatelne koszta, a w dodatku nieuzasadnione dlatego, że tego typu badania nie są potrzebne bo polscy śledczy w Smoleńsku na miejscu mierzyli grubości wszystkich blach, żeby odtworzyć komputerowo te zderzenia np. brzozy i skrzydła. Te dane są więc znane. Trochę to jest dziwne, że takie sumy są wydawane.

M.P.B.: Była mowa o tym, że pan Macierewicz próbował uzyskać jakieś wsparcie międzynarodowe dla swoich wysiłków. Była mowa o apelowaniu do, o ile pamiętam, prezydenta Stanów Zjednoczonych, wszędzie gdzie się tylko dało. Jakie były efekty tych wysiłków?
P.A.: W kręgach fachowych uważa się sprawę za zamkniętą. Co będzie jeżeli rzeczywiście Macierewicz zgłosi się do prezydenta Trumpa – nie wiadomo, ponieważ prezydent Trump jest nieprzewidywalny, tak jak pan Macierewicz ale nie sądzę żeby to spotkało się z jakimkolwiek odzewem. Tak jak za kadencji Obamy tak i teraz nie ma żadnego zainteresowania żeby mieszać się w wewnętrzne sprawy polityki Polski, a sprawa Smoleńska to jest sprawa polityczna. Jeśli chodzi o Rosję natomiast, to sytuacja jest paradoksalna dlatego, że w zeszłym roku przewodniczący komisji Macierewicza dr Berczyński zwrócił się, jak się okazało, z prośbą do szefowej komitetu MAK pani Anodiny o zgodę na wizytę i przeprowadzenie pewnych badań na wraku. Podkomisja udawała zresztąAw niewiadomym celu, że nie starała się o wizytę, tylko została zaproszona. Rosjanie w mediach zapowiedzieli, że w związku a z prośbą omówią z Berczyńskim termin i wydadzą zaproszenie. Wówczas polska prośba o wizytę została wycofana.ADlaczego nie doszło do wizyty? Po prostu stchórzono. Nikt z podkomisji nie chce pojechać do Rosji obejrzeć wraku, zrobić jakichkolwiek zdjęć, zebrać jakichkolwiek dowodów. I tak jest już od siedmiu lat – zespół Macierewicza, który teraz w wielkiej części wszedł po prostu do umocowanej prawnie Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, nigdy nie chciał kontaktu z rzeczywistością, nie chciał kontaktu z dowodami faktycznymi, nie chciał pojechać zrobić zdjęć gdzie stoi ta brzoza, jak to wszystko było, mimo że w tej chwili mają pełną możliwość. Mogą swobodnie wystosować prośbę, a Rosjanie jak widać zgadzają się jeszcze na te wizyty, ale oni tego nie robią – dlaczego tak jest to trudno zrozumieć. To już jest moment przesilenia – ostatnia rocznica była urządzona z wielką oprawą i wielką pompą, dużo bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, więc ludzie pamiętają o sprawie, jednak popularność teorii zamachowych spada. W tej chwili niektóre badania pokazują, że tylko 14 proc. Polaków wierzy w teorie zamochowe. Tylko połowa wyborców PiS wierzy w te teorie no i oczywiście bardzo znikoma część wyborców innych partii. To już jest jakiś optymistyczny akcent. Ja myślę, że już w tej chwili epoka tych dziwnych teorii spiskowych dobiega końca. Kiedy to się skończy na pewno nikt nie wie – to jeszcze potrwa wiele lat, ale na szczęście powolutku odzyskujemy rozum.

•••

Co dalej? Nie ustają oskarżenia, słowa, za które nikt od lat nie bierze odpowiedzialności. Pojawiają się najbardziej szalone hipotezy, a wszystko to w mgle domysłów, insynuacji, rzekomo posiadanych i mających się już zaraz objawić dodatkowych dowodów…

A tymczasem Polacy zostali skłóceni w sposób trudny do naprawienia. Jadąc kolejką z Radości do Warszawy w słoneczną niedzielę słuchałam rozmowy o Smoleńsku trzech chłopaków w wieku 13-14 lat. Dyskutowali o ekshumacjach, parówkach, pomnikach i miesięcznicach. Ciekawe, czy kiedy dorosną sprawa będzie już uznana za wyjaśnioną i pozostanie po niej to, co należy się jej ofiarom i ich bliskim – pamięć o życiu i osiągnięciach tych, którzy zginęli (a nie polegli). Na pewno woleliby oni to niż używanie ich do dzielenia Polaków na lepszych i gorszych, bo wszyscy 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem stracili część (ale nie całą) elity ważnych dla Polski i trudnych do zastąpienia Polaków.

Małgorzata P. Bonikowska

(1) Wacław Berczyński ustąpił ze stanowiska szefa podkomisji w czwartek. Nadal pozostanie członkiem podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej, ale nie będzie wykonywał funkcji administracyjno-reprezentacyjnych – poinformował w czwartek minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.


A tutaj nagrania z pociągu – fragment dyskusji młodych chłopców i mojej rozmowy z ich rodzicami. I fotka. To dla pana, który oczywiście nie wierzył… (patrz komentarze pod artykułem). Oj, nieładnie…

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

37 Comments

  1. Włodek Jedrzejczyk on

    tak na deser;
    Panie Witoldzie panie Pawle!
    Katastrofy smoleńskiej nie da się dla części społeczeństwa opisac w racjonalny sposób tłumacząc że białe jest białe, a czarne jest czarne, bo oni za głosem Kaczyńskiego uparli się że nikt im tego nie wmówi.
    Ich prorok na miare Mahometa Kaczyński przy pomocy Mecierewicza nakazał im ze stołka na comiesięcznych spacerach wierzyć, że dochodzą do mitycznej PRAWDY i …wierzą na ile ich szare komórki wydolą.
    Będą się łapać każdej bzdury, każdego wydechu spreparowanego przez dowolnego maniaka żeby utwierdzić się w tym, że prawda i sprawiedliwość jest ich.
    Najsmieszniejsza w tym wszystkim jest rola prokuratury, która -nawet pod rządami Ziobry – ze śmietnikiem sporządzonym przez umysłowych biedaków – do sądu nie pójdzie, bo każdy normalny sąd padłby z smiechu przy rozstrzyganiu tych jawnych bzdetów.
    Stąd jakieś próbki w zagranicznych labolatoriach i jacyś spece z Argentyny mający z gardła Putina wyrwac wrak. Inaczej mówiąc wizje tak, ale rozprawa przed sądem w ….następnym stuleciu.

    Pozdrawiam WJ

    • Panie Włodzimierzu, pisze Pan o Mahomecie, którym nazywa Pan prezesa Kaczyńskiego lub ministra Macierewicza i chyba większość czytelników dostrzeże w tym poście Pana osobistą fobię czarno na białym. Ten artykuł jest poświecony katastrofie pod Smoleńskiem. Na zdjęciach satalitarnych widać ciągnące sie cały kilometr pasmo odłamków samolotu. W oczywisty sposób samolot lecąc gubił za sobą części poszycia. Wniosek ten jest zupełnie niezależny ani od tego czy prezes Kaczyński jest mahometem, czy cesarzem chińskim. Po prostu w przedstawionym rozumowaniu w ogóle nie pada jego nazwisko, nikt się na niego w żadnej tezie dotyczącej katastrofy nie powołuje. Nie ma też żadnej wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego, która interpretuje ten widoczny na zadjęciach satalitarnych ślad. Nikt nie odwołuje się w próbach wyjaśnienia katastrofy do żadnej wiary, ani w Boga, ani w Mahometa, lecz sugeruje tylko przyjrzeć się tym dostępnym w sieci zdjęciom z zaznaczonymi odłamkami, gdzie który upadł.

      Skąd więc ta Pana fobia i kojarzenie wiatraka z piernikiem ? Moim zdaniem wniosek o praniu mózgu wydaje się nieunikniony. Czy potrafi Pan może ten efekt kojarzenia z mahometem wytłumaczyć inaczej ? Pozdrawiam, Zbigniew Lisiecki

  2. Marek Maciolowski on

    @ prof Artymowicz
    Byc moze wymaga to doktoratu z fizyki by udowodnic ze balonem na ksiezyc sie nie doleci, lecz to taki dowod raczej z kategorii zdrowego rozsadku.
    Nie watpie w panskie zdolnosci obliczenia sily
    fali uderzeniowej , moja watpliwosc jednak nie maleje poniewaz wartosc takiego obliczenia
    zalezy od danych wprowadzanych do obliczen. A te nie sa znane skoro nikt ” naukowo” nie przebadal wraku samolotu. Pan rownie wiarygodnie obliczyl ze to brzoza spowodowala katastrofe.
    A juz tak ogolnie, warto pamietac ze ” dowod” ze cos sie nie wydazylo w/g obliczen wzorow Newtona nie jest dowodem na brak wydarzenia
    a tylko stwierdzeniem ze w/g takich wzorow
    zdarzenie bylo nie mozliwe. Nauka obala hipotezy natomiast nic NIE UDAWADNIA.
    To jest istota nauki w jej wlasciwym znaczeniu. Tak zwane ” dowody naukowe” to tylko propaganda .

  3. Kalina Jóźwiak on

    Ja parę zdań na temat tej i innych “dyskusji”. Przypadkowo się tak zdarza, że śledziłam i śledzę wystąpienia pana Artymowicza, który jest nie tylko astrofizykiem, ale i niezwykle doświadczonym pilotem. Panowie Herbetko et al. rzucacie się na niego, zarzucając mu brak kompetencji. A popatrzcie na tę tzw. drugą stronę. Broniony przez jednego dyskutanta tutaj pan Berczyński już się wykruszył, bo okazał się ignorantem i manipulatorem, któremu “parcie na szkło” kazało opwiadaać bzdury na temat własnych pracodawców czyli MON. Itp, itd. Ręce opadają. Jak pada kolejna szalona teoria, to dorabia sie druga, wszystko po to, aby utrzymywać wrzenie i sterować ludzkimi emocjami w kierunku PiS. Ciekawe, co bedzie dalej jak znowu obali się kojeną teorię spiskową. Wy ludzie-spiskowcy wierzący w zmowy, zamachy, strzały i zaginięcia ludzi, powinniście udać się do psychoanalityka, bo wyraźnie coś z wami nie tak na całej linii. Życie uczy, że ludzie węszący wszędzie spiski, to przeważnie frustraci, którzy mają problemy sami ze sobą. Bo każdy sądzi po sobie najczęściej.

    • Nie da się Pani Kalino wymazać błędów merytorycznych p.Artymowicza ani doświadczeniem w pilotażu, ani postawą innych ludzi, jak p.Berczyński, ani odwołaniem do spisków i spiskowców, ani poprzez żadną inną sugestię, że p.Artymowicz musi rzekomo mieć rację, bo kto inny jej nie ma. Pan Artymowicz sam się tu wypowiedział, każdy może to przeczytać i samemu ocenić naukową wartość tych słów.

  4. herbetkobogdan@gmail.com on

    Wstrząsające wyznania oficera polskiego wywiadu. „10 kwietnia został zaplanowany”

    Data publikacji: 2015-06-23 21:16

    Data aktualizacji: 2015-06-24 08:18:00

    Wstrząsające wyznania oficera polskiego wywiadu. „10 kwietnia został zaplanowany”

    Masz wolny dzień, jest ładna pogoda, idź na spacer – usłyszał od swoich przełożonych w dniu katastrofy smoleńskiej oficer Agencji Wywiadu Piotr Wroński, gdy próbował dowiedzieć się czy obowiązuje stan podwyższonej gotowości. Wraz z upływem czasu jest coraz bardziej przekonany o możliwości zamachu.

    10 kwietnia 2010 roku we wszystkich polskich służbach specjalnych panował chaos połączony z biernością. Zadzwonił do mnie kolega z ABW zdziwiony, że u nich właściwie też nic się nie dzieje – mówi pułkownik Piotr Wroński. W poniedziałek z kolegą, z którym razem jeździliśmy do pracy, włożyliśmy czarne krawaty. Ktoś powiedział mi na korytarzu, żebym się nie wygłupiał i nie robił demonstracji politycznych (…). Zszokował mnie – dodaje oficer.

    Zdaniem byłego pracownika Agencji Wywiadu wszystkie polskie służby powinny być postawione w stan gotowości już 10 kwietnia. – Jeżeli mamy nadzwyczajną sytuację, a taką jest tragiczna śmierć prezydenta i 95 towarzyszących mu nietuzinkowych osób, to każda służba na świecie a priori zakłada, że doszło do zamachu – mówi. Wszelkie teorie powinny być badane, a nie odrzucane od razu z przyczyn politycznych. Piotr Wroński podkreśla, że w katastrofie smoleńskiej zginął między innymi wiceminister odpowiedzialny za zakup uzbrojenia dla polskiej armii, a jego śmierć opóźniła nasze negocjacje z USA i dała czas Rosji.

    Scelus in fecit cui prodest – zbrodnię popełnił ten, kto odniósł z niej korzyść. A kto odniósł? Rosjanie i obóz władzy w Polsce – z przykrością stwierdza polski oficer, który ma żal do Donalda Tuska, że w dniu tragedii smoleńskiej obściskiwał się z ówczesnym premierem Rosji. – Putin przejął inicjatywę. Widziałem jego zimną twarz. Dobrze wiedział, co robi. (…) Dzięki nieobecności służb, skreśleniu od razu tezy o zamachu, można dojść do wniosku, że polski rząd był szczerze zainteresowany pozbyciem się niektórych ludzi – mówi Wroński, który przez sześć lat pracował w polskiej placówce dyplomatycznej w Londynie i ochraniał wiele wizyt zagranicznych Prezydenta oraz premierów RP. Jego zdaniem funkcjonujące wtedy procedury sprawdzały się, a 10 kwietnia w ogóle nie zostały dopełnione. – Jak to możliwe, że lotnisko nie wiedziało o lądowaniu niespełna dwa dni przed?! O prywatnej wizycie prezydenta Kwaśniewskiego dowiadywałem się z depeszy prawie miesiąc wcześniej – mówi oburzony przygotowaniem wizyty oficer.

    Bardzo znamienne są różnice, jakie zauważył były pracownik AW w mediach relacjonujących lotniczą katastrofę z 10 kwietnia. – Miałem dwa telewizory i dwa komputery. Jednocześnie oglądałem Rossija1, TVN24, BBC i CNN. (…) Cóż zobaczyłem? Niespełna godzinę po katastrofie Rosjanie mówili o błędzie pilotów. Zdumiałem się, gdy jakieś dwie minuty później powtarzał to TVN24. Ze znakiem zapytania, ale powtarzał. Tymczasem na BBC i CNN widziałem, że rozpatrywane były różne warianty, w tym zamach – mówi. – Zauważyłem też, że Rosjanie zaczynają blokować lotnisko. 20 lat pracowałem „na tym kraju”. Znam ich. Wiem, jaki mają bałagan. Nie byliby w stanie w ciągu 15 min. podciągnąć w takim Smoleńsku tak licznych jednostek do zabezpieczenia lotniska po katastrofie. Stwierdziłem, że nie chodzi o zabezpieczenie śladów, ale ich izolowanie. Od razu zadałem sobie pytanie: gdzie są nasi ludzie? Gdzie jest ambasada? Wiem, że trochę czasu musiało minąć, ale natychmiast na miejsce powinna wyruszyć grupa oficerów służb specjalnych – dodaje Wroński, którego zdaniem miejsce katastrofy nie zostało należycie zabezpieczone. Jego zdaniem w sensie kryminalistycznym Rosjanie je zniszczyli. Oficer twierdzi także, że w każdej polskiej ambasadzie są oficerowie wywiadu i powinni zostać oni wysłali do Smoleńska, czy to z Mińska, Moskwy, Kijowa czy Wilna. I to nawet za cenę ich dekonspiracji. Gdy cały świat patrzył na Smoleńsk Rosjanie nie mogli by nie wpuścić polskich służb. Niestety ludzie Putina przejęli inicjatywę w sprawie. Zdaniem Wrońskiego wszyscy, z ambasadorem RP w Moskwie Jerzym Bahrem na czele, powinni korzystając ze statusu dyplomatycznego nie wpuścić Rosjan na teren katastrofy. Tak się nie stało.

    Poważne obawy budzi u podpułkownika obecność na miejscu rosyjskich służb specjalnych, w tym OMONu i Specnazu. – Specnaz najprawdopodobniej miał za zadanie błyskawicznie zebrać rzeczy ważne dla służb, czyli dokumenty osobiste, służbowe, ale przede wszystkim telefony i inne środki łączności (…). No i czarne skrzynki. Rosjanie de facto je ukradli. W efekcie dysponujemy wyłącznie kopiami. Po katastrofie Germanwings we francuskich Alpach Niemcy polecieli po rejestratory, które odplombowali oraz zbadali dopiero u siebie. Po Lackerbie było tak samo. A w naszym przypadku? – pyta ironicznie Wroński. Laptop szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego do dzisiaj nie został odnaleziony.

    Pracujący 30 lat w służbach oficer zauważa także niezwykle pospieszne przejęcie pomieszczeń zajmowanych poprzednio przez tragicznie zmarłego prezydenta Kaczyńskiego przez ówcześnie p.o. głowy państwa – Bronisława Komorowskiego. Ma też żal do Antoniego Macierewicza, że wdał się w skomplikowaną dyskusję, zamiast ujawniać fakty możliwe do zrozumienia przez opinię publiczną oraz mówić o zaniedbaniach w procedurach i przygotowaniach wizyty. Macierewicz został wepchnięty przez stronę rządową w debatę, która męczy Polaków i zamazuje obraz wydarzeń. Wroński nie ma o to pretensji do posła, ale uważa to za jego błąd. Nie bez winy są też tutaj media, które solidarnie z obozem PO występowały przeciwko Macierewiczowi.

    Mówiąc o zamachu, nie wyrażam swoich prywatnych poglądów. Analizuję dostępne informacje. Pamiętajmy też, że katastrofy nie trzeba powodować wybuchem. Można stworzyć takie okoliczności, które doprowadzą do tragedii. Od zmęczonej załogi, przez nieaktualne mapy podejścia, złą prognozę pogody, po nieprzygotowane lotnisko i „odpowiednią” obsługę na wieży. (…) Trudno myśleć, by nie było to zorganizowane specjalnie. Nie jest możliwe, by nie działał monitoring, radar nieprecyzyjnie pokazywał pozycję samolotu, radiolatarnia działała nieprawidłowo, brakowało oświetlenia, a kontrolerzy wprowadzali załogę w błąd. Za dużo tego. (…) Podejrzane jest również to, że strona rosyjska szybko tych kontrolerów „schowała” – wylicza wszystkie podejrzane okoliczności katastrofy smoleńskiej Wroński.

    Zdaniem oficera prokuratura ma świadomość ogromnej liczby zaniedbań polskich służb specjalnych, ale nie ujawnia tego gdyż obawia się ogromnej awantury. Ma też nadzieje, że powstanie w służbach zespół operacyjny zajmujący się wyjaśnianiem wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku. – Niech to potrwa następne 15 lat, ale to trzeba wyjaśnić – konkluduje.

    Moja analiza jest zbieżna z podobnymi, przeprowadzonymi przez emerytowanego oficera CIA, a także BND, o których mogliśmy już czytać. Służby na całym świecie widzą to podobnie. A im więcej mija czasu, tym więcej mamy poszlak, które prowadzą w stronę hipotezy o zamachu – podsumowuje emerytowany pułkownik.
    P.S. Jezeli wywiady to ten jest zabojczy dla wyznawow teorii,ze tak wlasciwie w Smolensku nic sie nie stalo. Warto przeczytac , wlasciwie zrozumiec i wyciagnac odpowiednie wnioski. Wyznawcy”religii smolenskiej”sa niezlomni w dochodzeniu do prawdy a prawda w oczy kole tych ktorym jest ona nie na reke.

    Źródło: wSieci

  5. Pawel Artymowicz on

    Dlaczego Polonia Torontońska tak haniebnie nie wspomina o uczestnictwie “wybitnego eksperta”, pana Bujnowskiego, w podkomisji oszusta smoleńskiego Macierewicza?
    Przecież ten pan tu mieszka lub mieszkał, lub może jak Berczyński mieszka tymczasowo w Wwie az do osobistej kompromitacji lub rozwiązania podkomisji. Muszę państwu opowiedzić co o tym wybitnym ekspercie. Kilka lat temu wydzwanial do wszystkich mozliwych torontońskich Polaków, na UofT głownie, i pewnie też poza, pytając o ich opinię o mnie i moje kompetencje. Nie był szczęśliwy gdy słyszał coś dobrego. Czyli jest to taki gość, który digs dirt on people. Wszyscy Polacy na UofT mieli o mnie dobre zdanie i nie udało mu się nic napisać o mnie złego. Gdyby wrócił, proszę podać mu pomocną dłoń, dobrze? W jego wieku nie jest łatwo tak kopać błoto.

    P. Artymowicz
    Full tenured Prof of Physics and Astrophysics, UofT

    • Odpowiedź na Pana pytanie jest prosta. – Bo artykuł dotyczy katastrofy, a nie Pana Bujnowskiego ! Skoro Pan Bujnowski nic nie wniósł do wyjaśnienia – nie wiem, czy ta jest, czy nie – to nie ma co o nim wspominać. Nikt poważny nie będzie przecież zajmował się oczernianiem Pana Bujnowskiego w celu udowodnienia rzekomej słuszności Pana racji, bo związek jednego z drugim jest wątpliwy i działa tylko w zakresie propagandy.

  6. Marek Maciolowski on

    @ red-aktor Liliental
    To ze prof. Artymowicz stwierdzil ze wolant nalezy odepchnac podal porucznik Artur Wosztyl , pilot Jaka-40, ktory 10 kwietnia 2010 ladowal w Smolensku przed Tu-154M.
    Wywiad z porucznikiem Wosztylem mozna znalezc w internecie wPolityce.pl
    Powstrzymam sie od kwalifikowania panskich metod aktorskich i braku obyczaju.

    • Włodek Jedrzejczyk on

      Ten sam por Wosztyl złamał wszystkie procedury jakie obowiązywały przy przewozie pasażerów.
      Sam -co uwiecznione jest na taśmach, że meldował koledze, że niewiele widać i że “piz8a jest”
      a on nie wiózł tego kalibru świty jaka była w tupolewie.
      No i nie da się ukryc, że broni własnego zadu jako dyżurny opowiadacz prawdy.
      szczególnie w takim źródle jakim jest wpolityce.

  7. Agnieszka Poryn on

    @red. Bonikowska
    No prosze, 12 latek rozwiazal wszystkie problemy polskiego rzadu! Czy ja dobrze uslyszalem: “ludzie rodza dzieci, biora 500+ a potem oddaja dzieci do adopcji.” Przepradzam, ze spytam, ale czy te dzieci byly uposledzone, bo napewno ich poziom inteligencji jest ponizej przecietnej.
    Nie jestem pewiem, co pani udowodnila prezentujac te nagrania, poza tym, ze to nowy poziom upadku, gdy prezentuje sie takie bzdury jako argument.

  8. herbetkobogdan@gmail.com on

    Bogdan Herbetko

    To pewne! Destrukcja Tupolewa rozpoczęła się w powietrzu!

    Według danych podkomisji smoleńskiej rozpad samolotu rozpoczął się w powietrzu jeszcze przed zderzeniem z „pancerną brzozą”. Drzewo to było pierwszą istotną przeszkodą terenową, na którą trafił Tu-154M – czytamy w dzisiejszej “Gazecie Polskiej Codziennie”.

    Mimo że załoga polskiego tupolewa nie otrzymała odpowiednich komend, to pilot kpt. Arkadiusz Protasiuk zdołał po chwili poderwać samolot, który przeleciał nad bliższą radiolatarnią na wysokości 10 m i wznosił się dalej. W tym samym momencie polska czarna skrzynka zapisująca parametry pracy silników zarejestrowała nagły wzrost wibracji w prawym, a potem w lewym silniku. Wówczas, jeszcze przed zderzeniem z brzozą, rozpoczęła się destrukcja lewego skrzydła. Świadczą o tym odłamki le- żące kilkadziesiąt metrów wcześniej. Dlatego brzozę na działce Bodina (tę, o któ- rą zdaniem komisji Jerzego Millera miał się rozbić tupolew), mogły złamać fragmenty samolotu odpadające od skrzydła. Pierwszy z odnalezionych fragmentów le- żał 45 m od „pancernego” drzewa. Odłamek ten został zmierzony i opisany już w 2012 r. Jego oderwanie nie mogło być spowodowane uderzeniem w przeszkodę terenową, gdyż pierwszą z nich była brzoza na działce Bodina. Wszystkie inne zaro- śla nie przekraczały 4 m wysokości. Tymczasem dane, które ma komisja, wskazują, że samolot nie zszedł poniżej 6 m. Odłamujące się szczątki samolotu utworzyły tzw. blaszane ptaki, które były odnajdywane na drzewach. To cecha charakterystyczna katastrof lotniczych, w któ- rych do rozpadu samolotu doszło w powietrzu. W toku eksperymentów podkomisja ustaliła, na jakiej wysokości musiały się odłamać części samolotu, aby mogły wytracić prędkość i spokojnie osiąść na gałęziach i ich nie przeciąć.

    • polowa “faktow” przez pana podanych jest zmyslona. sorry. przejrzalem jeszcze raz. 85% pana “faktow” to przepisane z GazPola idiotyzmy.
      pozdrawiam,

      Pawel Artymowicz

  9. Marek Maciolowski on

    O poziomie naukowym prof. Artymowicza nie swiadcza jego wypowiedzi , ktore z nauka nic wspolnego nie maja. Niewiele profesor ten wnosi do kategorii prawdy natomiast wiele doklada do kategorii manipulacji politycznej.
    Pierwszy z brzegu kwiatek, mowi profesor ekspert ” Jest wiec bardzo, bardzo duzo dowodow ze bomby zadnej nie odpalono w tupolewie .,.. ” .
    Nie jest to naukowe stwierdzenie , zaden ” naukowiec” warty swego doktoratu by tak sie nie wyrazil. Rownie ” naukowo” a logicznie podobny profesor np. ornitolog, moglby stwierdzic ze jest wiele a wiele dowodow ze nie ma bialych krukow. Nie mozna ” udowodnic” ze czegos nie ma . No , chyba ze samemu jest sie czarnym krukiem. Tak rozumowac moga 13 letni chlopcy w podmiejskim pociagu, lecz akademik ?
    Jakie kwalifikacje formalne ma akademik astrofizyk odnosnie badania katastrof samolotowych ?’ Mysle ze zero takich kwalifikacji.
    Ciekawszym bylby wywiad z tym astrofizykiem o kosmologii np. o Big Bang, tylko tak moglibysmy poznac prawdziwy poziom naukowy owego profesora.

    • bardzo mi przykro ze wynikło u Pana to zamieszanie pojęciowe. My fizycy umiemy jednoznacznie udowodnić, że np. nie można dolecieć balonem na Księżyc, który nota bene nie jest zrobiony z żółtego sera. Serio. W tym przypadku nie tylko moge, ale udowodnilem dajac 3-minutowy wyklad z fizyki wybuchow na posiedzeniu zespolu parlamentarnego w naszym sejmie (ok, przynajmniej w moim sejmie) dnia 11.04.2017, iż proponowany przez pseudoeksperta Nowaczyka i in. wybuch bomby ktory uformowal falę uderzeniową, która z kolei wybiła z samolotu drzwi z framugą z prędkością 120-150 m/s czyli ponad 500 kmh,
      nie zaszedl. policzylem w obecnosci kamer, na żywo, przekaz pędu fali uderzeniowej drzwiom smolotowym. Okazał się za mały co najmniej kilkadziesiąt razy. Jeśli pan ma jakąś alternatywę wobec zasady zachowania pędu sformułowanej przez Izaaka Newtona, to bardzo proszę się nią tutaj z czytelnikami Gazety podzielić.

      Pawel Artymowicz
      Professor of Physics and Astrophysics,
      University of Toronto.

  10. Komisja Anodiny przypominała komisje Burdenki badająca po 1943 sprawe mordu katynskiego. Najpierw ustala się tezę a pod nią dopasowywuje sie wszelkie badania i dowody. Nie przypadkiem w obydwu komisjach było zbliżone miejsce akcji choć działania dzieliła 70 -letnia cezura czasowa metody pozostały te same.

    • Pawel Artymowicz on

      w tej chwili komisja Burdenki przyjęła nazwę Podkomisja Macierewicza.
      smutne.

  11. Przykro, że Pani Bonikowska bierze udział w budowaniu dziwacznych tez w oparciu o oczernianie innych. O “podkomisji Misiewiczów, czyli ludzi niekompetentnych”, wspomina artykuł. Autorka nie zadała sobie zapewne pytania o kompetencje astrofizyka, dr.Artymowicza, który zajmował się do tej pory bardziej pracą propagandową – czy badał kiedykolwiek wcześniej jakąś katastrofę. Jego słowa odnoszą się przecież do setki profesorów – specjalistów – każdy w swojej dziedzienie, którzy współpracują z podkomisją. Są w tej grupie także uznani międzynarodowi eksperci, którzy zajmują się badaniem katastrof i ich dyskwalifikowanie, jako “ludzi Macierewicza” to budowanie, nie rzetelnej wiedzy, lecz przekonań w oparciu o oczernianie innych.

    Zwróćmy uwagę, że autorka nie wspomniała przy tym ani słowem o wynikach pracy podkomisji, czyli faktach, które mogłyby czytelników zainteresować podsuwając tu hipotezę o wybuchu termobarycznym. Przypomnijmy, że wynikiem pracy było udokumentowanie w niezbity sposób faktu, że samolot był nieprawidłowo naprowadzany. Już ten dowód wystarcza, żeby przestać mówić o nieszczęśliwym wypadku. Drugim wynikiem pracy podokomisji było udokumentowanie tezy, że piloci nie popełnili żadnego błędu. Decyzyja o odejściu od lądowania była prawidłowa i w prawidłowym momencie. Samolot nie zareagował na nią w prawidłowy sposób. Udokumentowany został fakt, że przed jakimkolwiek zetknięciem samolotu z ziemią, brzozą lub jakąkolwiek inną przeszkodą już nie działały podstawowe podzespoły, w tym cała hydraulika – co oznacza, że samolot nie mógł już zareagować prawidłowo na działania pilotów. Sprawny samolot musiałby nawet w najcięższej mgle po poderwaniu sterów odlecieć do góry, co nie nastąpiło. Seria drobnych wybuchów to jedno z możliwych wytłumaczeń, choć nie jedyne. Przypomnijmy, że tupolew nie przeszedł żadnej procedury sprawdzającej po jego renowacji w Rosji. Jeśli w zakładach w Samarze ktoś zainstalowałby w nim aparaturę przejmującą kontrolę nad steowaniem nikt nie mógłby tego stwierdzić.

    Co dla mnie wskazuje na serię drobnych wybuchów ? Proszę spojrzeć samemu na zdjęcia satlitarne. Dokumentują one w niezbity sposób fakt, że samolot leciał i gubił części za sobą, części poszycia, na długo przed brzozą ! Oczywiście można postawić inną hipotezę, wg. której samolot był tak skonstruowany, że miał rozkładać się w powietrzu na części – to są oczywiście tylko hipotezy. Fakty są natomioast takie, że samolot jeszcze w powietrzu już był w kawałkach !

    Panu Lilientalowi przypomnę, że nie mamy pełnego zapisu ze skrzynek, w jednej z nich brak dwóch końcowych sekund, w innej pięciu. Ich zawartość była także manipulowana ! Skąd to wiemy ? Przedstawiono nam kilka różnych zapisów, z których jeden nie zgadza się z drugim, a porównania świadczą o tym że jeden zapis został rozciągnięty w czasie tak żeby pokryć brakujące sekundy pod jego koniec. Z samego faktu dwóch różnych zapisów wynika, że jeden z nich musi być nieprawdziwy.

    Zgodzić powinniśmy się jednak wszyscy, że obowiązkiem państwa polskiego jest pełne wyjaśnienie przyczyn katastrofy. Skoro takiego wyjaśnienia na razie brak muszą pracę podejmować eksperci – zapewne będą się spierać, przy czym decydować powinny argumenty, a nie autorytet, a najmniej oczernianie innych. Musi działać także odpowiednia komisja, która zbierać będzie wyniki tych prac. Zwrócę Państwa oraz pani redaktor uwagę, że nie ma do tej pory żadnego dokumentu wagi państwowej, który stwierdzaiłby przyczynę katastrofy. W celach fałszywej propagandy podstawiany bywa tu zwykle Raport Komisji Millera, proszę jednak do niego samamu zajrzeć – Samolot uległ katastrofie, bo za bardzo zbliżył się do ziemi. OK, ale dlaczego zbliżył się do ziemi i to w nieprawidłowym miejscu ? Odpowiedzi na to pytanie państwo w nim nie znajdziecie ! Przecież setki samolotów lądując zbliża się dzinne do ziemi także we mgle – z samego faktu zbiliżenia nie wynika koniecznośc katastrofy ! Raport Millera zawiera co prawda dokładną weryfikację szkoleń pilotów, rzeczywiście niektóre z nich był zapewne wpisane do dokumentów w nieprawidłowej kolejności. Jednak nie wynika z nich żaden związek przyczynowo-skutkowy z katastrofą.

    Ani hipotetyczny kopletny brak szkoleń, ani pijana cała załoga wraz z pijanymi pasażerami, ani najgęstrze mgły, a nawet brak wieży kontrolnej na lotnisku to nie jest związek przyczynowo – skutkowy z katrastrofą, który przedłożyć ma komisja ! Także pijana załoga mogłaby przecież odlecieć ! Wykazać trzeba jednak pełny ciąg przyczyn i wypływających z nich w nieunikniony sposób skutków, na końcu którego stoi katastrofa. To jest obowiązek nas, którzy przeżyliśmy, więc nie oczerniajmy siebie nawzajem w takiej pracy.

    • P. Artymowicz on

      muszę zaprzeczyć, ale nie mam czasu robić tego punkt po punkcie, tyle pan nakopiował CTRL+C CTRL+V z podłych pisemek.

      >> Raport Millera zawiera co prawda dokładną weryfikację szkoleń pilotów, rzeczywiście niektóre z nich był zapewne wpisane do dokumentów w nieprawidłowej kolejności. Jednak nie wynika z nich żaden związek przyczynowo-skutkowy z katastrofą.

      niech pan w takim razie, lecąc następnym razem samolotem, poprosi o następującą załogę:
      (i) gdzie tylko jeden pilot potrafi latać samolotem danego typu,
      (ii) nigdy nie ćwiczył podejść nieprecyzyjnych przy bardzo słabej pogodzie ani w tym rodzaju samolotu którym ma pan z rodziną lecieć, ale też ostatnie ćwiczenie tego rodzaju na INNYM typie przeszedl 5 lat przed katastrofą. Powinien co 4 miesiące.
      (iii) reszta załogi mabyć “z łapanki”, niech pan sprawdzi że są uczniami na typie. Tylko mechanik pokładowy, który nic nie miał bezpośrednio do powiedzenia w tym locie, może mieć legalne uprawnienia.
      (iv) niech się pan upewni że nie przechodzili nigdy szkoleń we frazeologii radiowej, w szczególności co do podejść nieprecyzyjnych w trudnych warunkach meteo, w języku kraju gdzie będzie pan lądował i tam kontrolerzy mowią tylko w swoim języku. Gdyby tamten ktraj proponował pilota-nawigatora znającego teren, przepisy i język, niech pan wzorem plk. Stroinskiego z 36. SPLT na Okęciu w Wwie ODMOWI i podziekuje za takiego pilota poprzez MSZ pana kraju. to wszystko zagwarantuje ze pana piloci nie zrozumieja poprawnie polecen wieży, będą myśleli że dostali CLEAR TO LAND podczas gdy w rzeczywistosci dostaną pozwolenie warunkowe na zejscie do MDH = minimum descent height= wysokosc decyzji,
      gdzie maja zameldowac czy widza ziemie.
      (v) niech pilot sterujący pana samolotem rozstroi sobie poprawny wysokościomierz barometryczny i niech załoga tylko zwraca uwagę na nieprzepisowy i niebezpieczny w nierównym terenie wysokościomierz radiowy. Tak samo rozbila sie zreszta zaloga samolotu CASA 295 w Miroslawcu dwa lata przed Smoleńskiem – patrzyli na zły wysokościomierz.

      nie bede kontynuowal – lista strasznych, fatalnych w skutkach bledow zalogi jest duzo dluzsza.
      nieustabilizowane podejscie, nieznajomosc przepisow EU zabraniajacych tej zalodze schodzenie ponizej 300 m (1000ft) nad pasem, maly gaz silnikow zamiast wymaganych 75% maksymalnych obrotow sprezarki, no i glownie — bezposrednia przyczyna katastrofy — nielegalen zejscie bez zezwolenia wieży ponizej MDH na dwu-trzykrotnie za dużym opadaniu (do 8.5 m/s wzgl. poziomu pasa, dwa piętra na sekundę, prawidłowo 3.5 m/s).

    • Do P. Artymowicza: sugeruje Pan, że to nie byli jedni z najlepszych polskich pilotów ? Zupełnie niezależnie od tego, czy znajdzie znajdzie Pan na to poszlaki, czy nie, Pana post wydaje się nie odróżniać procedur doboru pilotów od związku przyczynowego, który spowodował katastrofę. Zadanie komisji wyjaśniającej katastrofę to nie porady, czy takich czy innych pilotów należało wybrać do lotu, lecz przedstawienie ciągu przyczynowo-skutkowego. Nawet pilot kompletnie bez wykształcenia mógłby przycież nie spodować katastrofy, a w raporcie chodzi o katastrofę i o nic innego. Dostrzega Pan różnicę, czy nie za bardzo ?

  12. Leon Góral on

    To HerbetkoBogdan – I co jeszcze? Nikt nie mówi, że brzoza była przyczyną katastrofy. Samolot zszedł za nisko, proste. To słychać na nagraniach na skrzynkach. Niech Pan napije się wody i usiądzie w cieniu. Te Pańskie teorie spiskowe to taka bzdura, że szkoda na nie miejsca. Niech Pan pisze to na tych nawiedzonych portalach, gdzie aż sę prześcigają w podobnych paranojach. Samolot nbie rozpadł si na żdne miliony kawałeczków. Każdy widział zdjęcia po katastrofie. Lepiej niech Pan słucha mądrzejszych od siebie ludzi, a nie żaraża ludzi wymysłami chorych umysłów.

  13. adąc kolejką z Radości do Warszawy w słoneczną niedzielę słuchałam rozmowy o Smoleńsku trzech chłopaków w wieku 13-14 lat. Dyskutowali o ekshumacjach, parówkach, pomnikach i miesięcznicach.
    Pani Małgorzato jest Pani mistrzynią w koloryzacji no bo gdzie można spotkać 13 letnich rozmawiających o Smoleńsku. Reszta zgodna z opcją który znamy.

    • Malgorzata P. Bonikowska

      @ Andy Oj, nieładnie oskarżać o mówienie nieprawdy… Służę nagraniem – dołączam dwa nagrania z pociągu na końcu tego artykułu. Jedno to owa dyskusja chłopaków (fragment), a druga to moja rozmowa z ich rodzicami. I jeszcze fotka młodych dyskutantów. I co – nie głupio Panu?

  14. Marek Maciolowski on

    @ red-aktor Liliental
    wzajemnie, prosze przeczytac powoli , uwaznie, a napisze rownie prostym jezykiem:
    Rejestratory ( czarne sktzynki) rejestruja tylko to co podaja czujniki a te bywaja zawodne z przyczyn losowych ( np. oblodzenie) lub z powodu malfunkcji lub manipulacji.
    Nie ma powodu sadzic ze rejestratory byly w tym przypadku zawodne. Natomiast co wiadomo to to ze z pierwszego rejestratora ktos wycial 3 ostatnie sekundy rejestru przed rozbiciem sie samolotu, a z drugiego rejestratora az 5 ostatnich sekund. Nie trzeba byc az inzynierem by wnioski z tej manipulacji wyciagnac.
    Dodac nalezy ze w samolocie byl rowniez rejestrator mechaniczny tj. taki z ktorego nie da sie nic wyciac elektronicznie. Oczywiscie tego na miejscu katastrofy nie odnaleziono.
    Podkreslic koniecznie trzeba ze koronne rzeczowe dowody dla sledztwa tj. te wlasnie czarne skrzynki i wrak samolotu NIE zostaly do dzis przekazane Polsce. Pytanie cisnie sie na usta : Dlaczego? O czym moze to swiadczyc? Ci co znaja sowietow i maja swoje groby rodzine w Katyniu wiedza co to znaczy.
    Opinia prof. Artymowicza twierdzaca ze na malej wysokosci i przy duzych katach natarcia pilot powinien odepchnac wolant jest bezkresna bzdura swiadczaca o ignorancji odnosnie wiedzy o pilotowaniu samolotem.
    Teza o brzozie jako przyczynie katastrofy kompromituje owego eksperta PO.
    W faktograficznym materiale ( zdjecia) z miejsca katastrofy widac odksztalcenie metalu kadluba czesci pasazerskiej w kierunku ” na zewnatrz” . A to sugeruje wysokie cisnienie w kabinie. Czyli wybuch.

    • Witold LILIENTAL on

      No to widzimy metody, jakimi sie posluguja wyznawcy „religii smolenskiej” usilujacy przekonac do swoich teorii ludzi racjonalnie myslacych Wstawianie malych klamstewek w tekst. Liczac, ze nie zostana zauwazone. Prof. Artymoicz w zaden sposob nie mogl powiedziec, ze pilot widzac ,z e jest zbyt nisko powinien “odepchnac” wolant (czyli skierowac samolot jeszcze bardziej w dol). Mogl tylko powiedziec, ze pilot powinien sciagnac wolant (czyli skierowac samolot w gore). Prof. Artymowicz ma licencje pilota i doswiadczenie w lataniu. Wiem, bo sam z nim osobiscie latalem. Imputowanie mu powiedzenia totalnej bzdury i oskarzanei o brak wiadomsoci na temat latania jest nieuczciwe, ale przynajmniej odslania metody „argumentacji” strony wyznajacej teorie spiskowe.

    • Pawel Artymowicz on

      Panie Witku,

      To ten pan przekopiowal z Gapola lub portaliku Karnowskich (teraz zreszta te dwa szmatłwce bardzo ze sobą walczą, z jakichś powodów). Wyjaśniam: pilot Wosztyl, któremu natychmniast po bezprawnym lądowaniu w Smoleńsku z narażeniem życia pasażerów i załogi powinno się odebrać licencję pilota, złośliwie udawal że nie zrozumial o czym mowilem w Sejmie:
      że jedyną metodą NIE zrobienia beczki samolotem na podejsciu (przy duzym kącie natarcia) jest zmniejszenie nierownowagi sil nosnych na skrzydle urwanym i calym, poprzez zmnieszenie sily nosnej – ergo – kata natarcia. robi sie to odpychajac wolant, ale naturalnie nic w Smolensku by to nie dalo, byloby to tylko spektakulane zanurkowanie dziobem w ziemie.

      Nie byla to jedyna manipulacja pisowska dot. tego co mowilem. Nastepny w kolejce był niejaki redaktor TVP Rachoń, który ze zdania wycial tylko te pierwsza czesc ktora mu pasowala i tym samym przeklamal sens mojej wypowiedzi. Mowilem o tym, ze chociaz czesc pracy pseudoeksperci Macierewicza zrobili poprawnie, to jednak zaraz potem z drugiej czesci obliczen zaprzeczyli fizyce ze szkoly sredniej.

      Zatem pan okazal sie bardzo naiwny sądząc ze wie o co chodzilo — po prostu czyta pan szmatlawe media.

      pzdr

      YKW, P. Artymowicz

      http://fizyka-smolenska.salon24.pl/535503,40-jak-niezalezny-dziennikarz-pereira-kompetencje-pilota-badal

    • P. Artymowicz on

      na koncu poprzedniego kometarza naturalnie nie zwracam sie juz do p. Lilientala tylko do p. Maciolowskiego

  15. Lech Jaworski on

    Gratuluję dobrze zrobionego wywiadu. Nie odpowiedziane pytania, też są odpowiedzią. Wygląda na to, że pan Berczyński broni Rosji. Ignoruje fakt, że Tupolew został rozsiany na kilkuset metrach, co dowodzi, że rozleciał się w powietrzu. Dziennikarz Cezary Gmyz został zwolniony z pracy, bo wspomniał, że polska prokuratura wiedziała o… trotylu. Wybijanie okien miało zapobiec wykryciu napięć wewnątrz szyb po wybuchu. A co z tym filmem z rozkazem: ZABIĆ?
    Zamykanie trumien w zalutowanych metalowych pudłach i podmiana ciał to brzydki uczynek. Kradzież telefonów satelitarnych i kart kredytowych to zwykłe złodziejstwo.
    Nie można całej winy zwalać na Rosjan, bo w Polsce dokonano też brzydkich uczynków, za które chyba ktoś odpowie. Może dlatego Tusk uciekł z Polski?
    Jak kilka lat temu w Rumunii rozbił się izraelski helikopter wojskowy (co on tam robił?), to Żydzi teren otoczyli, przyleciał wielki samolot, zabrano wszystkie szczątki i nikt się nic więcej o tym nie dowiedział. Interesujmy się takimi sprawami dalej. Niektórzy sprawcy dopiero przed śmiercią przyznają się do zbrodni, bo chcą iść do… nieba. Dopiero teraz wiadomo kto zabił Prezydenta Kennediego a ciągle nie wiemy dlaczego. Szczegóły zamordowania Prezydenta Sikorskiego są ciągle ukrywane przez Anglików. Poczekajmy jeszcze 50 lat.

    • Witold Liliental on

      No to jeszcze raz, powtorze powoli, prostym jezykiem, tylko tym razem prosze uwaznie czytac. Rejestratory czarnej skrzynki NIE zanotowaly zadnego wybuchu, co MUSIALYBY zrobic, gdyby byla tam jakakolwiek ekspozja. To calkowicie wyklucza jakikolwiek wybuch na pokladzie. Nawet tzw. “ekseprci” z tej grupy do niedawna pod wodza Berczynskiego NIE kwestionowali tego faktu, bo kwestionowac sie nie da. Oni tylko usilowali zalosnie w jakis sposob “wytlumaczyc” fakt, ze nie ma takiego zapisu na rejestratorze cisnienia, ani na rejestratorze dzwieku i ich “tlumaczenia” wywolywaly smiech i politowanie ze strony ludzi racjonalnie myslalych.

    • herbetkobogdan@gmail.com on

      Leszek-brawo za opinie.Mysle,ze czesciowo na te niewiadome odpowiedzial Prof.Kazimierz Nowaczyk w ponizszym skopiowanym wywiadzie.Wg pana Lilientala i wielu mu podobnym 33 cm brzoza oraz wina zalogi
      spowodowala katastrofe prezydenckiego samolotu.Nic bardziej blednego panie Liliental.Zobaczymy czy pan bedzie zaprzeczal tym prawdziwym faktom po kompletnym wyjasnieniu tej haniebnej katastrofy.Chyba,ze dla pana wzorem do nasladowania sa wyjasnienia skandalicznych komisji-Anodiny,Millera oraz Laska?.Nie rozumiem jak mozna tak slepo wierzyc ruskim nawigatorom czy rzadowi Tuska.ktory popelnil kardynalne bledy zaraz po katastrofie.Rowniez na filmie przypadkowego swiadka,ktory obiegl internet wyraznie slychac 3(trzy) strzalyz karabinu(pistoletu) ,chyba,ze sie jest gluchym.Ponadto co stalo sie z bezposrednimi swiadkami,ktorzy widzieli(rejestrowali) rozpad samolotu?.Odpowiedz jest jedna-nigdzie nie mozna ich znalezc bo zostali gdzies zeslani albo zgineli z reki seryjnego zabojcy.A moze pamieta pa panie Liliental wypadek samolotu ktory uderzyl w Las Kabacki?.Tamten samololot zniszczyl dwa hektary lasu i rozpadl sie tylko na kilkadziesiat kawalkow.Tupolew nie zostawil nawet glebszego dolka a rozlecial sie na miliony czesci.

    • Włodek Jedrzejczyk on

      Lechu Jaworski:
      Nie można całej winy zwalać na Rosjan, bo w Polsce dokonano też brzydkich uczynków, za które chyba ktoś odpowie. Może dlatego Tusk uciekł z Polski?
      ………………………………………………………………………………………………………………………………………….
      Tusk UCIEKŁ Z POLSKI????
      W taki sam sposób z POLSKI UCIEKŁ taki jeden co nazywał się KAROL WOJTYŁA.:):)
      jest pewien poziom biedy umysłowej, którego przekraczać się wśród cywilizowanych ludzi nie powinno.

      A co do trumien, to jedynie ci o wyrafinowanym poczuciu estetyki chcą oglądać zmasakrowane i nie kompletne szczątki wydobyte ze szczątków wraku.
      Wspomnę jedynie, że kilka setek kg niezidentyfikowanych szczatków uczestników katastrofy pogrzebano na Powązkach.

      I żeby nie zakłócać spokoju Lechowi Jaworskiemu i podobnym powiem, że w świecie zajmującym się wypadkami lotniczymi żadne fanstamagorie snute przez speców od puszek po piwie, wybuchowych parówek i garaży nie funkcjonują.

      Istnieje jedynie raport ROSJAN i uzupełniający go raport Millera co zapewne potwierdzi p.Paweł Artymowicz, który dzielnie wraz z M. Laskiem odpiera kretyństwa snute przez biedactwa zwerbowane przez Macierewicza za niezły szmal, wikt i opierunek.

  16. herbetkobogdan@gmail.com on

    .
    kazimierz nowaczyk

    oprac. Adam Przegaliński,1h temu

    Prokuratura bada, czy nie było sfałszowania danych z rejestratora Tu-154M

    Podejrzenie ewentualnego sfałszowania danych z polskiej “czarnej skrzynki” ATM QAR jest badane w ramach głównego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. To jedyne zawiadomienie, jakie skierowała do prokuratury podkomisja do ponownego zbadania tego wypadku.

    Kazimierz Nowaczyk

    Kazimierz Nowaczyk (Forum, Fot: Adam Chełstowski)

    Naukowcy, którzy wchodzą w skład powołanej w lutym 2016 r. podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej, a wcześniej wspierali parlamentarny zespół smoleński kierowany przez obecnego szefa MON Antoniego Macierewicza, niejednokrotnie mówili, że zapisy ATM QAR mogły zostać sfałszowane przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP), którą kierował ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller. Pół roku po tym, jak szef MON powołał podkomisję, jej członkowie skierowali w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

    – Podkomisja do Ponownego Zbadania Katastrofy Lotniczej (…) skierowała do Prokuratury Krajowej w dniu 12 sierpnia 2016 r. zawiadomienie w sprawie podejrzenia sfałszowania danych zapisanych przez rejestrator ATM QAR – poinformował sekretariat podkomisji w odpowiedzi na pytanie PAP o złożone do tej pory w prokuraturze zawiadomienia. Z odpowiedzi wynika, że jest to jedyna sprawa skierowana do prokuratury.

    wp

    Odnaleźli dokumenty

    Jednocześnie podkomisja wyjaśniła, że zawiadomienie powstało “w związku z ujawnieniem się nowej okoliczności, jaką było odnalezienie w archiwach KBWL LP dokumentów potwierdzających okoliczność, że odczyt polskiego rejestratora ATM QAR kończy się o godz. 8:41.05” czasu warszawskiego. Komisja Millera korzystała z danych do godz. 8.41:02,5, bo wtedy – jak napisano w ekspertyzie producenta – kończą się “ostatnie poprawne dane”. Jednak zdaniem podkomisji “w przypadku polskiego rejestratora ATM QAR, zachodziło duże prawdopodobieństwo zamierzonego działania w celu zniekształcenia zapisów parametrów”.

    Jak poinformował prokurator Maciej Kujawski z zespołu prasowego Prokuratury Krajowej, ten wątek badany jest w ramach głównego śledztwa dot. katastrofy smoleńskiej.

    Ani podkomisja, ani prokuratura nie podały bliższych szczegółów na temat zawiadomienia i jego badania przez śledczych. Podkomisja wyjaśniła jedynie, że jej badania mają na celu poznanie okoliczności katastrofy smoleńskiej i do czasu zakończenia badań jest za wcześnie, by formułować ostateczne konkluzje, “które mogłyby skutkować stawianiem zarzutów konkretnym osobom przez uprawnione do tego instytucje”.

    Katastrofę samolotu przetrwały dwa rosyjskie rejestratory parametrów lotu – katastroficzny MŁP-14-5 i eksploatacyjny KBN-1-1 oraz jeden polski – eksploatacyjny ATM QAR, a także magnetofon pokładowy MARS-BM.

    “Z polskiej “czarnej skrzynki” wycięto ok. 3 sekund nagrania”

    W połowie września 2016 r. obecny p.o. przewodniczący podkomisji dr Kazimierz Nowaczyk powiedział, że z polskiej “czarnej skrzynki” wycięto ok. 3 sekund nagrania, a z rosyjskiej – ok. 5 sekund. Kilka dni później media donosiły, że do prokuratury wpłynęło zawiadomienie dotyczące nieprawidłowości w odczytaniu czarnych skrzynek Tu-154M.

    W lutym 2016 r. w uzasadnieniu powołania podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej napisało, że pełen, odtworzony w kwietniu 2010 r., zapis polskiej czarnej skrzynki ATM QAR jest dłuży od analizowanego i opublikowanego przez komisję Millera.

    Przed rokiem w wywiadzie dla PAP Nowaczyk kwestionował sformułowanie o tym, że ostatnie poprawne dane kończą się o godz. 8.41:02,5 przyjęte przez komisję Millera za ekspertyzą producenta. – W profesjonalnym raporcie podaje się taki przebieg lotu, jaki się uzyskało z rejestratorów, i ewentualnie pisze się, że coś jest nieprawidłowe i dlaczego, a w raporcie komisji Millera nigdzie nie podano całkowitego zapisu ATM! Podano od razu z fragmentem zastąpionym zapisem z rosyjskiego rejestratora. To jest zafałszowanie danych – powiedział Nowaczyk.

    – Ten jeden fakt powinien spowodować, że raport Millera można podrzeć. W raporcie można znaleźć tylko i wyłącznie odczyt ATM, który się kończy o 8:41:02 i potem jest – nawet niewyróżniony w żaden sposób – odczyt z MŁP. I to jest nazywane raportem z odczytu polskiej czarnej skrzynki ATM QAR – dodał

    • P. Artymowicz on

      pan Nowaczyk jest Lgarzem smoleńskim, komisja PKBWLLP (Millera) nie wycinala 3 s nagrania.
      To uzupelnienie 1.5 s które kazda komisja w takim przypadku by wykonala, ze wzgl na buforowanie danych i dlatego brakujaca koncowke danych w podrecznym rejestratorze ATM QAR, bylo w pelni wyjasnione i opisane poprawnie w raporcie Millera. Polecam goraco lekturę,
      mniej szmatławców, więcej faktow..

  17. Wladek Zagojski on

    Tak, wszystkiemu jest winna pancerna brzoza i PiS. A o skłóceniu Polaków to pani wie najlepiej, jest przez pani ekspertem w tej dziedzinie.

  18. W.Berczynski zrezygnowal takze z czlonkostwa w podkomisji “ze względów osobistych”, wcześniej wrócił do USA i zapewne już się w Polsce nie pojawi.
    Dziękuję za znakomity wywiad.

    • herbetkobogdan@gmail.com on

      Pani Iwono-prosze sie przedstawic a potem dyskutowac.Najlepsza jest takowa dzialalnosc z ukrycia.Zalosne!

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.

Read previous post:
Co się dzieje? Szybkie newsy – poniedziałek, 24 kwietnia

Imieniny obchodzą: Aleksander, Horacy, Grzegorz oraz Marian. 103 lata temu w Łodzi urodził się Jan Karski, właściwie Jan Kozielewski, legendarny...

Close