Jest przecież jeszcze Panna Hela…

0
Rozmowa z Arturem Andrusem Lepszej gwiazdy na jubileuszowy 20. Kabareton nie można było zaprosić (chapeau bas, Bańka!!!). Artur Andrus uwiódł torontońską publiczność, rozbawił do łez i pozostawił nienasyconą. Trzech facetów na scenie (przyjechał ze znakomitymi muzykami – Wojtkiem Stecem i Łukaszem Borowieckim), zero fajerwerków. Artur Andrus o wyglądzie skromnego, nieśmiałego chłoptasia w garniturku. Fajerwerki jednak były, ale intelektualne, bo w jego głowie rodzą się skojarzenia i pomysły, które powalają swoją oryginalnością i nie pozwalają złapać oddechu między wybuchami śmiechu. Andrus potrafi wziąć kilka niepowiązanych ze sobą w żaden sposób spraw, zbudować wokół nich przezabawne opowieści, a potem stworzyć na ich kanwie poemat czy piosenkę, np. balladę dziadowską. Mogą to być znalezione gdzieś na wyjazdach wycinki z lokalnej prasy, maile do niego skierowane, a mogą być newsy zaczerpnięte z naszej “Gazety” i paru innych czasopism polonijnych. Jak sam deklaruje, jest zbieraczem – kolekcjonuje śmiesznostki życia codziennego, ale nie szydzi z nich boleśnie, lecz bawi się nimi i traktuje jak inspirację do dalszych opowieści, które prowadzą widza dalej i głębiej w świat absurdu i groteski. Artur Andrus jest oszczędny w środkach ekspresji, a jeśli już prezentuje coś więcej poza słowem, ma to charakter autoironii. Śmieje się ze swoich eksperymentalnych układów choreograficznych (prawa noga nieco do przodu, albo ręce w bok) – i ta umiejętność kpienia z siebie, tego ciepłego, niezłośliwego dowcipu zdobywa mu wielką sympatię widzów. To kabaret wykwintnego języka (Artur Andrus jest Mistrzem Mowy Polskiej, co słychać w jego monologach) i absurdalnych sytuacji, bez natrętnej polityki i ordynarnego języka.

This slideshow requires JavaScript.

Owacje na stojąco, widzowie Kabaretonu, którzy nie chcieli puścić go ze sceny, zachwyty w kuluarach, żale, że za mało, za krótko – to reakcje na to, czym poczęstował nas gość z Polski na 20. Kabaretonie.

This slideshow requires JavaScript.

A ja miałam wielką przyjemność porozmawiać z Arturem Andrusem dzień po obu jego występach w Mississaudze.

This slideshow requires JavaScript.

Małgorzata P. Bonikowska: Pana program był zupełnie niepolityczny, czego się nie spodziewaliśmy, chociaż myślę, że to bardzo dobrze. Ale ciekawi mnie dlaczego? Czy zawsze jest tak niepolitycznie? Artur Andrus: Tak, bo ja uważam, że, przynajmniej w Polsce, mamy tyle polityki na co dzień, nawet w towarzyskich sytuacjach, że jak mogę nawet na chwilę odejść od tego, to z przyjemnością sam odchodzę i biorę ze sobą ludzi, którzy przyszli na mój występ. W sytuacjach, kiedy już mi coś bardzo dopieka i na coś politycznego się zdenerwuję, przywołują sobie za motto piosenkę Wojtka Młynarskiego “Jest jeszcze panna Hela” – że oprócz polityki jest jeszcze parę innych spraw, dużo ważniejszych, jak właśnie ta “panna Hela, która oczkiem strzela, jest jeszcze śledź w śmietanie metafizyczne danie”. Tak śpiewa Młynarski. Ja staram się właśnie takiego “śledzia w śmietanie” ludziom proponować, a nie jakieś kolejne rozważania czy ten jest lepszy, czy tamten, czy ten jest śmieszny czy tamten. M.P.B.: Jest pan w programie Szkło Kontaktowe w TVN, który jest jednoznaczny politycznie, czyli nie jest tak, że we wszystkim tak całkowicie się pan od tej polityki izoluje, prawda? A.A.: Może tylko mnie się tak wydaje, że ja się izoluję, może ludzie inaczej to odbierają. Ja wiem, że Szkło Kontaktowe jest odbierane politycznie, bo przecież to jest komentowanie polityki. Ja jednak traktuję mój udział w nim jako zdarzenie towarzyskie. Tam mnie zaprosili moi koledzy z radia czyli Miecugow i Sianecki, ja tam sobie przychodzę i na bardzo towarzyskim poziomie komentuję to co się wydarzyło w polityce. Mnie interesują sytuacje kiedy kto coś śmiesznego powiedział, ktoś się przejęzyczył, ktoś się zabawnie uczesał i na takim poziomie to jest komentarz polityczny. Ja nigdy w życiu nie wygłosiłem tam poważnego komentarza politycznego. M.P.B.: Poważnego to tam chyba nikt nigdy nic nie wygłosił. A.A.: No właśnie, o to chodzi. Ja parę razy zastanawiałem się nad tym. Czasem mi przeszkadzają histeryczne telefony, które w Szkle się pojawiają, jak na przykład ktoś dzwoni i mówi: “Boże, co to jest za kraj, tu się żyć nie da bo ci są tacy i owacy”. Ja sobie myślę, po pierwsze pojedźcie trochę gdzieś w świat i zobaczcie czy to na pewno jest tak, że tutaj jest najgorsza polityka, bo nie jest. Po drugie, po co w taką histerię wpadać od razu – są wybory co jakiś czas, można w czasie tych wyborów zdecydować, a jeżeli większość uważa, że jest inaczej, to trudno, jest się częścią tego społeczeństwa, takie są zasady trzeba się do tych zasad jakoś dopasować, ewentualnie próbować coś zmienić ale w sposób cywilizowany, a nie od razu podcinać sobie żyły. Ja się parę razy zastanawiałem nad tym czy mnie się chce dotykać w ogóle polityki ale wtedy sobie uświadomiłem, że rezygnacja ze Szkła Kontaktowego byłaby właściwie przyznaniem, że ci, którzy oskarżają Szkło Kontaktowe, że jest tubą propagandową Platformy, mają rację. Moim zdaniem nie mają racji, bo po pierwsze, mało kto pamięta, że Szkło Kontaktowe powstało jeszcze za czasów rządów SLD. Wtedy toczyły się słynne afery SLD i wokół polityki panował tak ponury nastrój, że panowie Sianecki z Miecugowem i zdaje się pan Pieczyński – szef TVN 24 wymyślili, żeby właśnie trochę spuścić powietrza z tego nadętego klimatu wokół polityki. Oczywiście, potem się zaczęły czasy pierwszych rządów PiS-u, a teraz jest powrót do władzy PiS-u. Ja wiem, że niektórzy będą traktowali Szkło Kontaktowe jako antypisowski program ale ja pamiętam jak za pierwszej władzy PiS-u w Polsce, pracując w Radiu Trójce, dostawałem maile do Trójki, że jak ja mogę pracować w takim PiSowskim radiu, bo zarządzał nim wtedy Krzysztof Skowroński. A poza tym dostawałem pytania jak ja mogę pracować w takiej platformerskiej audycji jaką jest Szkło Kontaktowe. Każdy widzi jak chce. Podział jest wyraźny, wszystko się podzieliło, ale też nie uważam, że podziały są tylko w naszym kraju. M.P.B.: W USA jest identycznie. A.A.: Oczywiście, wszyscy są podzieleni. Może to jest taki czas, że tak musi być, a może przyjdziemy kiedyś po rozum do głowy i zaczniemy się zastanawiać, że podział podziałem ale jakaś równowaga by się przydała, jakieś spojrzenie. M.P.B.: Myśli pan, że te doły i te są jeszcze do zagrzebania? A.A.: Nie wiem, ale kiedy ludzie sobie uświadomią, że polityka to jest po prostu ważna część życia społecznego ale nie jedyna, że jest parę rzeczy ważniejszych od polityki – to może uda się je zakopać. M.P.B.: W całej swoje działalności – radiowej, publicystycznej, literackiej, estradowej – czy w pana ocenie, udaje się panu przebić z tym pomysłem, że jest parę ważniejszych rzeczy niż polityka? A.A.: Tak, mam takie poczucie bo mam taki szczęśliwy okres w życiu zawodowym, że nie muszę być np. ciągłym gościem wszystkich programów rozrywkowych. Może właśnie to, że jestem w radiu stale i to w takim radiu jak Trójka, które ma bardzo przywiązanych do siebie słuchaczy, pozwala mi to na to, że mogę jeździć po Polsce, występować ze swoimi programami i wszędzie przychodzi sporo ludzi. Oczywiście to nie są hale na 5-10 tys. ludzi, ale jak przyjeżdżam do jakiegoś miasta i na mój występ przychodzi 500 osób, to jestem bardzo zadowolony i uważam, że trafiłem do ludzi, do których chciałbym trafić i dobrze, że są. Mam taką komfortową sytuację, że oni przychodzą na moje występy, bo wiedzą kto to jest Andrus i dlaczego idą na jego występ. Staram się ich nie zawieść. Odnoszę wrażenie, że do jakieś grupy ludzi docieram i to są właśnie tacy ludzie, którzy polityki starają się nie wpuszczać za daleko do swojego domu i właśnie po to przychodzą na te dwie godziny spotkania z Andrusem żeby niekoniecznie się tym zajmować. M.P.B.: Co pan sądzi o tym co się dzieje w polskim kabarecie? W tej chwili zdaje mi się, że bardzo zmieniła się scena kabaretowa. A.A.: Ona się zmienia regularnie. Obserwuję to od kiedy zacząłem pracować w radiu w 1994 roku i widzę jakie mody po kolei się pojawiają. Początek lat 90. w kabarecie polskim to była celowa apolityczność – wszystkie młode kabarety wchodzące na scenę, zdobywające sobie popularność, zupełnie nie dotykały tematów politycznych. To była reakcja na to, co się działo parę lat wcześniej, bo przecież wcześniej wszystkie kabarety były polityczne, każdy musiał zabrać jakoś głos. Później zaczęły się takie akcenty pojawiać w kabaretowych programach i dobrze, bo jak ktoś potrafi robić fajną satyrę polityczną, to niech robi. To co teraz zrobił Robert Górski – “Ucho prezesa” to fantastyczna rzecz, moim zdaniem, świetnie zrobione, zabawne, pokazujące, że o polityce można w śmieszny sposób bez jakiegoś obrażania, bez zalewania jadem. Był taki momoment, kiedy kabaret poszedł w zabawy parateatralne, taka była moda. Teraz bardzo popularną formą w Polsce stał się standup – coś, czego u nas przez lata nie było, bo to taki typowo amerykański sposób zabawy, a teraz znalazł sobie swoje miejsce i takich standuperów jest coraz więcej i mają naprawdę bardzo dużą publiczność. Ludzie chodzą chętnie na ich występy i ten gatunek jest żywy cały czas. M.P.B.: Ale czy polityka wróciła do kabaretu? A.A.: Tak, wróciła do kabaretu. Kabarety młodszego pokolenia zajmują się tą tematyką, nie stronią od tego i bardzo dobrze – jeżeli ktoś się w tym dobrze czuje, to niech to robi. Coś co mnie np. bardzo cieszy to jest to, że wraca pomysł na piosenkę kabaretową. To była forma w odwrocie przez wiele lat, młode kabarety się tym w ogóle nie zajmowały bo stwierdzały po co takiego pianistę trzymać jak on będzie tylko jingle grał. Przez dłuższy czas piosenka w kabarecie była przerywnikiem, a teraz widzę, że ludzie zwracają uwagę na to, że jak się pisało takie piosenki jak Młynarski, Przybora, Osiecka, Kaczmarek czy Kofta to te piosenki działają, mimo że mają kilkadziesiąt lat i to jest coś fantastycznego. Cieszę się, że ten ruch powraca. M.P.B.: A najwięksi pana mistrzowie? A.A.: Od razu na pierwszym miejscu wymieniam Wojciecha Młynarskiego. M.P.B.: To z nim zrobił pan ten sławetny debiutancki wywiad wierszem… A.A: Tak, dzięki temu dostałem pracę w radiu ale to była konsekwencja mojej fascynacji. Ja po prostu tak marzyłem żeby go poznać, że skorzystałem z okazji i taki wywiad z nim przeprowadziłem. Wojciech Młynarski jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Ale też bym raczej miejsc nie ustalał, bo miałem takie szczęście, że spotkałem parę osób, których twórczość, kiedy ją bliżej poznałem, też mnie zafascynowała. Na przykład Janek Kaczmarek z kabaretu Elita, niedoceniona postać, bo on głównie tworzył dla radia i to dla audycji satyrycznych więc to nie było coś tak bardzo rozpowszechnionego, a fantastyczne rzeczy pisał. Andrzej Poniedzielski, z którym stanąłem na scenie i uważam, że to nasze bycie na scenie to jedna z ważniejszych części mojego życia zawodowego. Mimo że się zakumplowaliśmy i na inny poziom weszła ta nasza znajomość, to nie minęła mi fascynacja jego twórczością, bo ja nadal uważam, że jest świetny. I pojawiają się co jakiś czas tacy np. Piotrek Bukartyk to jest bardzo ciekawe zjawisko. Uważam, że jest w galopie twórczym i fantastycznie rzeczy robi. Niedawno Jerzy Satanowski zrobił spektakl złożony z jego tekstów “Kaszana zdalnie sterowana” – precyzyjne, fantastycznie napisane. Ja się cieszę, że takie rzeczy są. M.P.B.: A Robert Górski? A.A.: Górski też, tylko że Robert jest oczywiście w zupełnie innych rejonach. Bo Robert jest kabareciarzem, jest świetnym tekściarzem kabaretowym, pisze takie rzeczy, których ja nie potrafię napisać czyli potrafi napisać skecz, a nawet scenariusz dłuższej formy. Jest jednym z najbardziej twórczych artystów kabaretowych w naszym kraju. Jest parę takich zjawisk fantastycznych, np. kabaret Hrabi, który wyrósł z kabaretu Potem. To też jest fenomen bo to jest kabaret, który pojawia się w telewizji, np. w programach raz na pół roku, a ma swoją publiczność – gdzie nie pojadą mają tłumy ludzi na swoich występach. I jak widać są teraz takie czasy, że naprawdę nie trzeba koniecznie zabiegać o łaskę telewizji, można się z ludźmi kontaktować w inny sposób. Można ich powiadomić, że tu i tu gram i jeżeli ludzie uważają, że to jest warte ich pieniędzy i czasu, to przyjdą. M.P.B.: A jak z wyjazdami? Czy często wyjeżdża pan za granicę? Bo teraz już chyba nie musicie wyjeżdżać z powodów finansowych? A.A.: To prawda, jeżeli chodzi o finanse to na pewno nie jest to co było w latach 80., a nawet 90., ale ja też to trochę inaczej traktuję. Uważam, że jeżeli jest jakaś publiczność, która chce przyjść na mój występ to trzeba zrobić tak żeby była szansa się z tą publicznością spotkać. M.P.B.: Czyli przyjechał pan do nas bo chciał pan zobaczyć jak jest w Kanadzie? A.A.: To nie jest mój pierwszy raz w Kanadzie, więc już wiem jak może być. Trzy lata temu, na tournée, także w Stanach, byliśmy z koncertem, w którym był też Jurek Kryszak i Piotrek Bałtroczyk. Teraz się częściej występuje oczywiście w Wielkiej Brytanii, Irlandii, bo tam mnóstwo Polaków mieszka, to najmłodsze pokolenie imigracji ale tutaj też póki są takie zaproszenia to chętnie przyjeżdżam. Oczywiście, tu jest większy wysiłek organizacyjny. M.P.B.: A jak tu panu było? A.A.: Bardzo dobrze mi było. Podejrzewam, że każdy kto występuje na scenie i czuje się akceptowany, wie, że ludzie z sympatią odbierają to co robi, jest zadowolony. Jak może być inaczej? A jeszcze dodatkowo jest to jakaś forma wycieczki, jadę w dosyć odległą podróż i po to żeby jeszcze coś zobaczyć, połazić. M.P.B.: Często pan wyjeżdża? A.A.: Takie zagraniczne wyjazdy nie zdarzają się bardzo często, kilka razy w roku, częściej w Europie oczywiście. M.P.B.: A te umiejętności nieprawdopodobnego kojarzenia i tworzenia natychmiastowych połączeń – kiedy się to panu zaczęło? A.A.: Nie mam pojęcia czy jako dzieciak miałem takie umiejętności. Oczywiście, bawiłem się. M.P.B.: Umiejętność improwizacji też… A.A.: No oczywiście, ja sobie zawsze zostawiam jakiś margines na improwizację, bo lubię reagować na to co się dzieje. Oczywiście to nie jest tak, że mam 90 proc. improwizowanych rzeczy. To są umiejętności warsztatowe, które się zdobywa z czasem ale musi to być też jakiś sposób patrzenia na świat. Ja raczej w świecie (podejrzewam, że dla własnego komfortu psychicznego) wyszukuję sobie takie rzeczy, które mnie po prostu bawią, a nie denerwują. Jakbym się koncentrował na tych, które mnie denerwują to bym gorzkniał z dnia na dzień i bym się tylko wściekał, że jest jak jest. Ja wiem, że świat nie jest cudowny, nie mam hiper optymistycznego spojrzenia na świat, że jest cudownie, a będzie jeszcze lepiej, bo jak będzie to nie wiem. Może być cudownie, może być fajnie, ale też bywa różnie. Staram się koncentrować na tych rzeczach, które są przyjemniejsze w życiu, a nie tych które nie są przyjemne, zwłaszcza jeżeli nie mam na nie wpływu. M.P.B.: Jest pan spokojnym człowiekiem? A.A.: Raczej tak. M.P.B.: I lubi się pan z siebie śmiać? A.A.: Moim zdaniem, jest to podstawa w tym zawodzie, tzn. jeżeli ktoś wychodzi na scenę i nie ma do siebie dystansu, a próbuje rozśmieszać ludzi, to się szybko skończy bo ludzie od razu to widzą czy to jest udawane, czy facet się sam z siebie śmieje czy nie. M.P.B.: A czego pan nie próbował jeszcze, a chciałby pan spróbować – i nie mówię tu o jedzeniu? A.A.: W jedzeniu to już chyba wszystko mam za sobą ale jeżeli chodzi o zawodowe sprawy czego nie próbowałem? Nie próbowałem nigdy napisać większej formy scenicznej. Przypuszczam, że dlatego nie próbowałem, że boję się na tym etapie zawodowym, że nagle taki facet, któremu fajnie wychodzi w miarę to jego występowanie, który raz na jakiś czas napisze jakąś piosenkę, jakbym się zabrał za pisanie spektaklu muzycznego i byłaby porażka, to byłoby mi chyba przykro. Ja niedobrze znoszę własne porażki. Także czegoś takiego nie robiłem i czasem korci mnie, żeby coś takiego zrobić. W radiu np. pamiętam, że parę razy sobie myślałem o tym, żeby zrobić porządny reportaż radiowy. Uważam w ogóle reportaż, nie tylko zresztą radiowy bo prasowy również, za najwyższą formę dziennikarstwa i to jest coś co najprecyzyjniej dokumentuje świat takim, jaki on jest. My w Polskim Radiu mamy świetne Studio Reportażu i Dokumentu, fantastycznych ludzi, którzy robią reportaże i czasem z zazdrością słucham jakie to jest ważne co oni robią. Taki reportaż by mi się marzył. A czy jeszcze coś takiego chodzi mi po głowie czego jeszcze nie próbowałem, a chciałbym? Chciałbym tramwaj poprowadzić! Kiedyś sobie myślałem, że mogłoby być fajnie być motorniczym na pół etatu. M.P.B.: Jeden kabareciarz już był listonoszem… A.A.: Zenek Laskowik. Tak, to może ja teraz poprowadzę tramwaj… Artur Andrus – dziennikarz radiowy i telewizyjny, pisarz, tekściarz, poeta, konferansjer – artysta multimedialny. Filantrop, Mistrz Mowy Polskiej. Nagrywa, pisze, prowadzi koncerty i imprezy kabaretowe, pomaga innym, pobudza do refleksji i rozśmiesza. Czekamy na niego znowu w Toronto i okolicach.

Małgorzata P. Bonikowska Fot: Małgorzata P. Bonikowska i Paweł Grześkowiak

Wykonawcy XX Kabaretonu

O XX Kabaretonie:

Wywiad z Wojtkiem Gawendą przed Kabaretonem

O Kabarecie pod Bańką w “Gazecie”

Tuż przed wylotem ekipy do Polski. Od prawej: Artur Andrus, menedżer Małgorzata Borzym,
Wojtek Stec, Ilona Urbianiak, Wojtek Gawenda, Magda Papierz, Łukasz Borowiecki

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.