Dwie Ameryki

4

Z cyklu: Zapiski na gorąco

Wizyta w Stanach parę dni po prezydenckich wyborach, które na zawsze zostaną zapisane jako wyjątkowe w historii tego kraju, to okazja do tego, by obejrzeć z bliska i poczuć emocje ludzi, których ich wynik dotyczy bezpośrednio.

Boston to miasto uniwersyteckie, gdzie poparcie dla Donalda Trumpa było minimalne. Jego zwycięstwo było szokiem i powodem do głębokich depresji pracowników i studentów wszystkich bostońskich uczelni. Na wielu wydziałach profesorowie odłożyli programy swoich kursów na bok, aby rozmawiać ze swoimi studentami o tym, co się wydarzyło. Wielu młodych ludzi zareagowało za zwycięstwo wyborcze zdeklarowanego rasisty strachem – co będzie nami, pytali muzułmanie, studenci pochodzący z mniejszości etnicznych, młodzi ludzie o innej orientacji seksualnej czy dzieci nielegalnych imigrantów, czyli wszyscy ci, którzy przez ostatnie osiem lat czuli się bezpiecznie i mogli zajmować się zdobywaniem wiedzy. Dzisiaj nie wiedzą jak może zmienić się życie ich samych, ich rodzin, bliskich, przyjaciół. Na uniwersytecie Harvarda studenci nieudokumentowani zorganizowali wiec – trzymając się za ręce ujawnili swoje twarze, aby w ten sposób zmobilizować władze uczelni co działania na rzecz ich obrony w razie gdyby…

img_3861

Te rozmowy to także próby wspólnej analizy przyczyn niespodziewanego zwycięstwa kandydata, którego sukcesu do końca kampanii nikt się nie spodziewał. A nie było to takie zwykłe zwycięstwo kandydata partii, której się nie popiera, lecz sprawa znacznie poważniejsza. Pierwszy raz był to ktoś, kogo nie popierała spora część jego własnej partii, i zaledwie po raz piąty w historii ktoś, kto przegrał jeśli chodzi o “popular vote”, czyli głosy oddane przez Amerykanów-wyborców.

Przerażające jest zdanie sobie sprawy z tego, co niby jest oczywiste, ale dotychczas nigdy nie było aż tak jasne – że społeczeństwo jest tak strasznie podzielone, a jego grupy zmierzają w zupełnie odmiennych kierunkach i w zasadzie nie bardzo jest szansa na wzajemne porozumienie.

Wszystko w zasadzie sprowadza się do wartości.

zapiski na goraco ciemnyDla jednych są nimi poszanowanie drugiego człowieka, każdego, niezależnie od tego, kim jest, skąd pochodzi, jaki ma światopogląd, i zapewnienie mu bezpiecznego funkcjonowania w społeczeństwie, definiowanym jako wspólnota złożona z różnorodnych elementów i tę różnorodność szanująca. Nie ma tu mowy o wartościowaniu ludzi na lepszych i gorszych, o dzieleniu społeczeństwa na “my” i “oni”, o odgradzaniu się i dyskryminowaniu innych. Taka była Ameryka jeszcze dwa tygodnie temu. A przynajmniej tak się wydawało.

Dla drugich wartością jest chronienie własnego podwórka przed wszystkimi “innymi”, którzy ex definitione są wrogami i trzeba się przed nimi bronić. Własny kraj to nie kraj otwarty, gdzie silny pomaga słabszemu, ale kraj należący tylko do niektórych i dający tym właśnie szczególne prawa. To kraj, gdzie wolno publicznie znieważać innych. Taka jest nowa Ameryka, a to dopiero początek.

Kiedy wracam do Toronto, na lotnisku w Bostonie na zawieszonym wysoko telewizorze transmisja pierwszej po wyborach konferencji prasowej prezydenta Obamy. Na krzesłach gromadzą się ludzie, dochodzą co chwila nowi. Niektórzy robią sobie zdjęcia na tle tego ekranu – to historyczne chwile. Jacyś starsi Hiszpanie tłumaczą łamaną angielszczyzną, że przyjechali na długi weekend do córki, która studiuje na MIT. Kiedy poznali wynik, wszyscy ich znajomi i rodzina płakali…

W samolocie siedzę obok młodego człowieka, który okazuje się Amerykaninem. Leci do Toronto w odwiedziny do znajomych, których poznał na wakacjach na Florydzie. Jest załamany zwycięstwem, jak mówi, “faceta niespełna umysłu, który kłamie i obraża ludzi”. Pyta o Kanadę – jak wszyscy Amerykanie, z którymi rozmawiałam w czasie tej wizyty, mówi o tym, że może warto przeprowadzić się do Kanady. Niestety, to nie takie proste. Zaczyna zadawać mi pytania, z których jasno wynika, że poza bardzo ogólnym pojęciem o Kanadzie, jego wiedza jest bardzo ograniczona. Przyznaje, że do tej pory Kanada wydawała mu się wielkim i nieco dzikim krajem na północy, który niewiele się różni od Stanów. Teraz okazuje się, że różnic jest bardzo wiele i że to jakby oaza bezpieczeństwa i spokoju. Przegadujemy całą podróż.

Dokąd zmierza kraj, zawsze uważany za ziemię obiecaną dla wszystkich, którzy chcą zmienić swoje życie, gdzie drzwi są otwarte i wszystko jest możliwe, gdzie każdy może zrealizować swój “American dream”? Jaki będzie za rok, za dwa? Czy ludzie, którzy przyczynili się do jego rozwoju, nadal będą czuli się w nim jak w domu?

Dokąd zmierza świat, który buduje coraz więcej murów, mimo że jeszcze ćwierć wieku temu te właśnie mury burzył, wznosząc hasła równości, jedności, wspólnoty? Kiedy pacyfiści przed dziesięcioleciami protestowali przeciwko przemocy i wojnie, wydawało się, że świat pójdzie taką właśnie drogą pokoju, nauczony koszmarem wojen, nienawiści, linczów, niewolnictwa, apartheidu. Jeśli te lekcje nie przyniosły trwałych zmian w sposobie patrzenia na świat – nie wiem skąd czerpać nadzieję…

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

4 Comments

  1. @ Mirek Matuszewski Doprawdy, nie rozumiem o co Panu chodzi. Co za pycha. Koledzy Pana syna, humaniści, to jakaś gorsza kasta? Pana syn powinien zarabiać duże pieniądze po takim kierunku, jeśli jest dobry – takich komputerowców z Kanady w USA, w Silicon Valley, są setki. Z pana wypowiedzi jasno wyziera pogarda dla innych i do tego jeszcze typowy dla pewnej opcji politycznej antyintelektualizm. Ja darzę dużym respektem intelektualistów, bo to jest prawdziwa elita świata.

  2. Mirek matuszewski on

    Paranoicy mogą wzbudzać współczucie ale czasami, jak w wypadku bogatych uniwesyteckich elit, szczery śmiech. Ten cytat wzbudzil u mnie duży poziom wesołości: “Pyta o Kanadę – jak wszyscy Amerykanie, z którymi rozmawiałam w czasie tej wizyty, mówi o tym, że może warto przeprowadzić się do Kanady.” Połowa Amerykanów głosowala na Trumpa ale “WSZYSCY Amerykanie, z którymi rozmawiała” redaktor potrzebują lekarza psychiatry. W Kanadzie jest ich na szxczeście dużo. A Ameryce właśnie przybył jeden bardzo zdrowy na umyśle absolwent wydziału Compurer Science, Waterloo University. Mój syn zaraz po studiach zamiast sprzedawać frytki w MacDonnaldzie jak wielu z jego Kanadyjskich kolegów, absolwentow kierunków „humanistycznych”, wylądował na sześcio-cyfrowej posadzie w Silicon Valley. Ale ja bardziej zazdroszcze jego koledze, który po ukończeniu podobnego kierunku w Waterloo właśnie odnalazł się w Gdańsku. Tak to jest jak dzieci nie słuchają sie taty kiedy mówi: „pieniądze to nie wszystko”. W jednym się zgadzam z synem – Polki nad Wisłą są śliczne i to mam nadzieje, może przebije sześciocyfrową sume i widok na zatoke San Francisco.

    • Malgorzata P. Bonikowska

      Ma Pan prawo do śmiechu, chociaż naprawdę trudno mi zrozumieć skąd taki brak szacunku i przedziwne poczucie wyższości wobec ludzi, którzy są na światowym akademickim topie. Może Pan uważa, że łatwo dostać pracę na czołowych uczelniach świata. Zapewniam, że bardzo trudno. I jajoś się tak dzieje, że to wlaśnie z tych, Pana zdaniem, zasługujący na drwinę środowisk wywodzą się Nobliści, setki rewolucyjnych wynalazków i odkryć… No cóż, Polakom często brak szacunku dla autorytetów. I zupełnie nie rozumiem tej Pana historii rodzinnej w tym miejscu. Naukowcy rzekomo bogaci są be, ale syn z dobrym dochodem jest cacy? Może nie licytujmy się dziećmi. Cieszymy się sukcesem finansowym syna, tylko co to ma wspólnego z czymkolwiek w tej sprawie?

  3. jest cos takiego,pieknego zreszta droga pani redaktor, w czym mozna znalezc zawsze nadzieje. Mozemy burzyc mury, powolywac organizacje, budowac wspolnoty jednosci, rownosci ale na nic to wszystko jesli nie oprzemy tego na prawie, rozumie i milosierdziu. Nie pisze o zapisanych tysiacach stron legislacji, praw, polpraw przez rzady i przerozne organizacje. Prawo o ktorym pisze mozna zmiescic na jednej kartce papieru, a owe prawo, pani redaktor, porzadkuje nam swiat wokol; porzadkuje relacje miedzyludzkie, zabezpiecza godnosc osobista, wlasnosc prywatna, zabezpiecza zycie i lad moralny w rodzinie , dba o szacunek do rodzicow i uczy milosci do drugiego czlowieka bez wzgledu na kolor skory, pochodzenie spoleczne czy religie. Co to za prawo? Wy to nazywacie ciemnogrodem…… Pani sobie samo odpowie.
    Z wyrazami szacunku.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.

Read previous post:
Ptak-symbol Kanady wybrany

Royal Canadian Geographic Society wydał decyzję po długich obradach komisji, który ptak byłby zalecanym ptakiemsymbolem Kanady. Postanowiono wybrać ptaka, który...

Close