Ja tylko tak patrzałam…

3

Dwa razy zdarzyło mi się być świadkiem wypadku drogowego. Było to w Polsce, jeszcze za komuny. Jechałam autobusem, pełnym pasażerów. Milicja nas zatrzymała, a na środku drogi, w kałuży krwi leżało ciało kierowcy motocykla. Zrobiło mi się słabo i zasłoniłam twarz rękoma. Ludzie obok mnie wykrzykiwali jeden przez drugiego, a potem ich głosy oddaliły się i nastała cisza. Rozejrzałam się dookoła. W autobusie nie było nikogo, natomiast przy człowieku leżącym na szosie kłębił się tłum ludzi. Jedni przez drugich cisnęli się jak najbliżej ofiary wypadku. Widzia- Ja tylko tak patrzałam… łam nawet matkę, która podniosła kilkuletnie dziecko do góry, “aby sobie popatrzyło”. Po kilkunastu minutach milicja odegnała ciekawskich, którzy z ociąganiem ruszyli w stronę autobusu. Reszta podróży upłynęła wśród ożywionej rozmowy przerywanej wykrzyknikami – “Ale go rąbnęło”, “łeb miał całkiem rozwalony”, “krew wszędzie…”.

Drugi raz byłam świadkiem, jak samochód potrącił starszego mężczyznę na pasach dla pieszych. Ze wszystkich stron nadbiegli ludzie, tak jak wtedy, z tego autobusu.

W 1982 roku, gdy szłam zatłoczoną ulicą Radomia, grupa nastolatków zastąpiła mi drogę. Jeden z nich popchnął mnie tak mocno, że upadłam. Ulica nagle opustoszała, nikt nie ruszył mi na pomoc.

Przez następne lata starałam się zrozumieć te skrajnie różne reakcje, świadczące o niezbyt szlachetnej stronie natury ludzkiej. Dlaczego większość ludzi lubi “mocne przeżycia” w postaci oglądania ofiar wypadków, czy niegdyś, w dawnych czasach zbiegali się na główne place miast, aby przyjrzeć się egzekucjom? Dlaczego, jeżeli trzeba stanąć w obronie nieznajomej osoby, nie ruszamy z pomocą? Szukając odpowiedzi na te pytania przypominają mi się słowa Chrystusa: “Kto z was jest bez winy, niech rzuci na nią kamieniem”. Czy i ja też “jestem nie bez winy?”

Będąc już w Kanadzie byłam świadkiem, jak mój mieszkający naprzeciwko sąsiad bił swojego dwunastoletniego syna. Nie było to zwykłe wymierzanie klapsów, ale okładanie pięściami po głowie, po brzuchu. Całą scenę obserwowałam z okna. Spieszyłam się do pracy, a tu trzeba by było prawdopodobnie wezwać policję, złożyć raport, narazić się sąsiadowi, pijakowi, który potem mógłby się mścić. Wtedy nie analizowałam sytuacji tak szczegółowo. Po prostu spieszyłam się do pracy, musiałam wyszykować dzieci do szkoły, a ponadto sąsiad był znany z agresji, nie tylko wobec syna. Nie zareagowałam i do tej pory czuję wyrzuty sumienia.

W piękną polską wiosnę 2001 roku mój szwagier, szwedzki dziennikarz zaproponował mi wyjazd do Jedwabnego w charakterze fotografa. Abym zapoznała się bliżej z moim zadaniem, dał mi do przeczytania książkę Jana Grossa “Sąsiedzi”, która wtedy tak wzburzyła polską opinię publiczną. Nie będę w tym felietonie opisywać mojej reakcji na lekturę książki i na ile ona mija się z prawdą, gdyż jest to już znane w świetle dalszych badań.

Pojechałam do Jedwabnego. Rozmawialiśmy z kilkoma osobami, nielicznymi, gdyż większość ludzi nie wyraziło zgody na wywiad. Szczególnie utkwiła mi w pamięci rozmowa z kobietą, która w czasie tych tragicznych wypadków miała 15 lat. Oczywiście nie miała nic wspólnego z mordowaniem Żydów, ale była świadkiem “ostatniej drogi” ponad trzystu mieszkańców Jedwabnego mojżeszowego wyznania. Wśród nich były jej koleżanki. Ta młodziutka wtedy dziewczyna szła w tłumie “chrześcijańskich sąsiadów”, aż do miejsca pamiętnej stodoły. Co wtedy myślała? Czy współczuła ofiarom? Czy wiedziała, co się stanie? A kiedy już była świadkiem tragedii, czy ogarnęło ją przerażenie?

W czasie rozmowy nie potrafiliśmy wydobyć z niej tego typu wspomnień. – Ja nic złego nie zrobiłam, tylko patrzałam – powtarzała wielokrotnie.

O Jedwabnem przeczytałam wiele książek, a w końcu, kilka dni temu, odważyłam się na obejrzenie filmu “Pokłosie”. Pod koniec filmu pojawia się stara kobieta, którą gra Danuta Szaflarska. Ona też “patrzała”. Wprawdzie przerażona, chciała bronić ofiary, ale bała się przeciwstawić tłumowi. Dlaczego się w nim znalazła? Przecież nikt jej nie zmuszał, aby poszła razem z innymi.

Kiedy “patrzenie” staje się zbrodnią? I od razu stawiam sobie następne pytanie: Co ja bym zrobiła? Czy stać by mnie było na bohaterstwo, bo w takich sytuacjach możliwe, że odmówienie udziału w “patrzeniu” było czynem heroicznym. Ostatni nasz rozmówca z Jedwabnego, schorowany staruszek, zdobył się na taki akt w pamiętny dzień 10 lipca 1941 roku. Nie poszedł z kolegami, którzy go namawiali. – Niech pan o tym nie pisze. Chcę umrzeć spokojnie – pożegnał nas tymi słowami.

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

3 Comments

  1. Witold Liliental on

    Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w dzisiejszej Polsce, w której działa tylu wspaniałych, uczciwych ludzi, jest tyle przyzwolenia dla rasizmu, antysemityzmu i nietolerancji w stosunku do osób o innej orientacji seksualnej. Dlaczego wybryki kiboli stadionowych pozostają często bezkarne, dlaczego swastyki malowane na murach tłumaczone są jako „hinduski symbol szczęścia”? Dlaczego kościół uczący miłości często toleruje, a nawet popiera głoszących nienawiść? Dlaczego z trybuny sejmowej potrafią padać słowa rasistowskie i jakoś wszyscy się do tego „przyzwyczaili”?
    Wiemy, że w każdym narodzie są nietolerancyjni bigoci i ich istnienie musimy, chcąc nie chcąc, tolerować. Ale czy powinniśmy tolerować obojętność wobec ich czynów i haseł? Ich czyny są haniebne, ale jeszcze gorsza jest nasza obojętność na zło.
    Bardzo dobrze, że Pani ten temat poruszyła.

  2. Felieton jest o biernym przypatrywaniu się, a nie o Żydach. Opisuję w nim
    zjawisko, które istnieje, z którym wielu z nas się spotkało, i kto wie, czy
    nie zareagowało podobnie ja w przypadku bitego chłopca. To co stało się w
    Jedwabnem zostało potwierdzone przez badania wielu historyków, więc akurat
    nie jest kłamstwem. Opisałam Jedwabne, bo tam byłam. Równie dobrze mogłabym
    opisać Wołyń, czy inne miejsce, gdzie ginęli Polacy. Zarówno jedni jak i
    drudzy są ludźmi. I o nich pisałam felieton.

  3. Helena Jasinska on

    Oh jaka wzruszajaca historia. I znowu to samo-biedni zydzi przesladowani przez Polakow. Ale to stara historyjka z tym Jedwabienskim klamstwem. Nie macie nic nowego zeby utyskiwac?

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.

Read previous post:
Uchodźcy córeczkę nazwali… Serbia Merkel

Serbia Merkel al-Mustafa - tak nazywa się córeczka pary syryjskich uchodźców, urodzona w Serbii. Serbia - bo tam się urodziła,...

Close