Taniec z kulami

3

“Tworzyliśmy ten spektakl po to, by zobaczyć, czy osoba niepełnosprawna sprawdza się na scenie. I nagle stał się cud! Poczułam, że już nie chcę tańczyć “Jeziora łabędziego”. Chcę tańczyć samą siebie! Wiem, że istnieje przeznaczenie i że nic nie dzieje się bez przyczyny. Pewnie trudno w to uwierzyć, ale czasami przeraża mnie myśl, kim bym była, gdyby nie choroba. Może jakąś złą istotą.
Fragment wywiadu Beaty Jajkowskiej z Pią Libicką “Dziennik Bałtycki”

15 grudnia odbyło się kolejne spotkanie Montrealskiej Kawiarni Literackiej, tym razem poświęcone baletowi i…dyplomacji. Wtorek był ostatnim dniem pełnienia funkcji konsula RP przez Pię Libicką, która następnego dnia miała wrócić, po zakończeniu misji, do Polski. Ujmująco uśmiechnięta blondynka, opierająca się na kuli, tak niepasującej do jej młodego wieku, jakże często spotyka się z pytaniami zadawanymi zależnie od pór roku: zimą – “pewnie na nartach złamana noga?, a latem – “może na wrotkach lub konna jazda?” Historia Pii Libickiej jest równie intrygująca jak jej imię. I to właśnie od pytania – “skąd takie imię?” zaczęła się rozmowa poprowadzona przez montrealską dziennikarkę – Bożenę Szarą.

“To imię wybrał mój ojciec (Marcin Libicki), który zaproponował, że skoro trójka mojego starszego rodzeństwa nosi bardzo popularne imiona, to przy ostatnim dziecku można zaszaleć i obdarować mnie żeńską wersją Piusa, czyli Pią. Dodatkowo w naszej rodzinie była krewna o takim imieniu. Mama nie chciała o tym słyszeć, marzyła o Joannie, ale gdy w szpitalu prawie każda nowonarodzona dziewczynka miała zostać Asią, zdecydowała się na wybór ojca.”

Mała Pia dorastała w nietuzinkowej rodzinie: ojciec polityk, eurodeputowany, a matka (Anna Deręgowska) niezwykle utalentowana tancerka baletowa, która w Operze Poznańskiej jako solistka zatańczyła wszystkie główne role. Gdy była u szczytu sławy, po urodzeniu pierwszego dziecka, nagle postanowiła zakończyć karierę.

This slideshow requires JavaScript.

– “Zajmę się rodziną” – oznajmiła zszokowanemu dyrektorowi Opery Poznańskiej i nie mniej zdumionym członkom rodziny. Dotrzymała słowa. Tymczasem jej najmłodsza córka z zafascynowaniem oglądała piękne zdjęcia matki tańczącej role Białego i Czarnego Łabędzia, Giselle i wiele innych. Była świadkiem domowych spotkań z artystami baletu i w wieku 9 lat postanowiła, że wstąpi do szkoły baletowej.

Nikt lepiej niż mama Pii nie znał ciernistej drogi, porównywalnej do katorżniczej pracy, której niejeden dorosły by nie wytrzymał, a co dopiero dziecko skazane na codzienną, wielogodzinną rutynę ćwiczeń, zamieszkanie w internacie oraz wyrzeczenie się jakichkolwiek rozrywek, stanowiących tak ważny element każdego dzieciństwa.

Sprzeciwy matki zostały przerwane jednym pytaniem małej Pii – “Mamo, a czy ty żałujesz, że byłaś tancerką?” . – “Nie” – padła odpowiedź.

Przez pierwsze 9 lat szkoły baletowej nic nie wskazywało, że obrana droga nagle zmieni swój bieg. Zaczęło się od trudności ze zrobieniem szpagatu, potem przyszły bóle, potem fałszywe diagnozy, ciągłe zwolnienia lekarskie, a potem rozpoznanie: “włókniak” i sześć operacji, które nie przyniosły żadnej poprawy. Dopiero specjaliści we Francji rozpoznali nowotwór złośliwy i przeprowadzili pionierską operację, drugą tego typu w tym kraju. Operacja się udała, ale wymagała poprawek, więc były następne. Pacjentka otrzymała nową miednicę, biodro i kość udową.

“Co czuje człowiek, a szczególnie tak młody, gdy nagle wali mu się cały świat?” – pytanie, które zadała Bożena Szara, cisnęło się na usta niemal każdemu uczestnikowi Kawiarni Literackiej.

Tymczasem Pia, której rak zabrał 14 lat życia, uśmiechając się, odpowiedziała spokojnie:

“Gdy przyszły pierwsze bóle a potem operacje, myślałam – żebym mogła wrócić do tańca. Później – żebym przestała nosić kule, a potem – żebym mogła żyć. Każdy z tych etapów był trudny, każdy wymagał innego nastawienia.

– “Co jest najważniejsze w życiu? – padło kolejne pytanie i błyskawiczna odpowiedź:

“Ludzie. Moja rodzina i wsparcie, które od niej otrzymałam. Nie chcę tutaj szafować słowem miłość” – kontynuowała Libicka. “Moja rodzina jest nadzwyczajna, partner również, ale ludzie, życzliwi, mili, przyjaciele i znajomi są równie ważni.”

A może równie ważne są geny? – zastanawiam się jako były biolog.

Kobiety w rodzinie Pii były silne. Mama, babcia… Szczególnie historia babci, matki ojca, jest poruszająca. Jej mąż zginął w Katyniu, kiedy ojciec Pii dopiero przyszedł na świat. Babcia, po śmierci męża nie szukała innego partnera, poświęciła się pracy zawodowej – była prawnikiem – i opiece nad sześciorgiem wnucząt. Umarła, gdy Pia miała 10 lat i wnuczka nie zdążyła zadać jej pytania, co czuje kobieta, gdy dowiaduje się, że zamordowano jej ukochanego mężczyznę? Babcia Pii pamiętała o nim do końca życia, a u jego schyłku kazała włożyć do swojej trumny jego dwa ostatnie listy wysłane z obozu. Przy jej mężu, podczas ekshumacji, znaleziona dwa listy od niej.

Pia Libicka marzyła o choreografii i po skończeniu szkoły baletowej planowała studia w Londynie.

– “Zawsze pragnęłam coś stworzyć.” Jej marzenie spełniło się w nieoczekiwany sposób. W 2003 Janusz Orlik, przyjaciel ze szkoły baletowej, zaproponował stworzenie spektaklu – “Exerese monobloc”, co w terminie medycznym oznacza “wycięcie jednoczęściowe”.

– “Planował przedstawiać moją historię, ale nie chcieliśmy, by wzbudzało litość. Chciałam pokazać, że z chorobą można żyć, że nie musi nas unieszczęśliwiać, a może nas zmieniać, kształtować, ulepszać.”

W wywiadzie, który przeprowadziła z nią Beata Jajkowska z “Dziennika Bałtyckiego” Pia Libicka tak oto mówi o spektaklu: “Ludzie pytali, po co mi to wszystko. A ja wiedziałam, że muszę udowodnić, że choroba to jest to, co dotyczyć może każdego i trzeba nauczyć się z nią żyć. To dlatego taniec w “Exerese monobloc” mówi o przezwyciężaniu trudności, przekraczaniu granic wysiłku, bólu i ryzyka. Już sama scenografia szokuje – to dwie ustawione po bokach ściany, sterylnie czysta podłoga, na której stoi łóżko rehabilitacyjne, a po drugiej rząd szpitalnych krzeseł. Do tego taki mój “złamany” ruch, próby siadania na krześle z unieruchomioną kończyną, taniec z asekuracją kul inwalidzkich, wspomnienia utraconych marzeń, odczuć, przeżyć i reakcji podczas hospitalizacji. Ten spektakl mnie zmienił, bo choroba niesamowicie kształtuje człowieka. Ta dziewczyna, która leżała chora na szpitalnym łóżku, jest już dla mnie kimś obcym. Po sześciu latach przerwy i dziewięciu operacjach wróciłam na scenę, tylko po to, by opowiedzieć o swojej chorobie ruchem. Ostatnio występowałam w Gdyni na zaproszenie Akademii Walki z Rakiem, by powiedzieć ludziom będącym w podobnej sytuacji, że z ciężką chorobą można wygrać, pokazać im to przedstawienie i udowodnić, że jak się chce – to można!”

Premiera spekatklu odbyła się w poznańskim Starym Browarze, w miejscu stworzonym przez Grażynę Kulczyk. Publiczność otrzymała przekaz, że w każdej sytuacji życiowej, nawet z pozoru tak strasznej jak choroba, można odnaleźć swoją drogę. Pia Libicka odnalazła swoją. Jest nią droga dyplomacji. Była konsulem we Francji, Belgii, Kanadzie. Zajmowała niemal wszystkie funkcje konsularne, ale te najbliższe jej sercu związane są bezpośrednio z ludźmi. Spełnia więc to, co jest dla niej w życiu najważniejsze.

Podczas spotkania zostały wyświetlone dwa fragmenty spektaklu “Exerese monobloc”. Jeden z nich można obejrzeć na Vimeo

inny na YouTube –

Beata Gołembiowska
www.beatagolembiowska.studiobim.ca

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

3 Comments

  1. Co za wspaniala postac! Ilez samozaparcia! Czlowiek przez duze C. Gdybym mogla, przytulilabym Pia do siebie.

  2. Osoby, które walczą z chorobą są godne współczucia, ale te, które walczą z uśmiechem na ustach i jeszcze potrafią rozdawać uśmiech innym, są cichymi bohaterami. Boli nas głowa i już mamy zły humor. A kiedy ktoś żyje w ciągłym bólu? Zgadzam się z Panem, Panie Witoldzie. Takie osoby powinno się dekorować medalami.

  3. Witold Liliental on

    W naszej polskiej tradycji, opartej na wielowiekowych dziejach, bohaterami zwie się zazwyczaj ludzi odznaczających się szczególną odwagą w obliczu wroga. Ale są wśród nas też wielcy bohaterowie czasu pokoju. Bo jak inaczej nazwać osobę, która pokonała samą siebie, przezwyciężyła piekło operacji i rehabilitacji, żeby móc spełnić swoje marzenie, a swoim tańcem ludziom dać radość? Pani konsul Pia Libicka zasługuje na najwyższe uznanie i jakąś formę oficjalnego uhonorowania. Może powinno się ustanowić jakieś odznaczenie dla ludzi, którzy w wybitny sposób pokonują swoją niesprawność?

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.