“Duch Rotmistrza Pileckiego”

0

Rozmowa z Markiem Proboszem – odtwórcą głównej roli w filmie “Śmierć Rotmistrza Pileckiego”

Kolejna promocja filmu o Witoldzie Pileckim w Kanadzie odbyła się w Ottawie i w Montrealu przy współpracy Ambasady RP w Kanadzie, reprezentowanej przez Radcę Ambasady RP Zbigniewa Chmurę, Kanadyjskiej Fundacji Dziedzictwa PolskoŻydowskiego w Montrealu, reprezentowanej przez Prezesa Fundacji Jolantę Duniewicz i Polskiego Instytutu Naukowego w Kanadzie-Biblioteka Polska im. Wandy Stachiewicz, reprezentowanego przez Stefana Władysiuka.

Anna Ronij: Kiedy pierwszy raz dowiedział się Pan kto to był Rotmistrz Witold Pilecki?
Marek Probosz: Pilecki był wyklęty w Polsce, natomiast pojawiał się nieoczekiwanie jak duch, czy zjawa. Moje pierwsze z nim spotkanie było magiczne. Szedłem z Wiktorem, reżyserem sztuki, nad którą pracowaliśmy, na próbę do Teatru Stara Prochownia w Warszawie, był rok 1983, ostatni etap moich studiów. Ulica nazywała się Długa, zimowy wieczór, nagle po prawej stronie zobaczyliśmy łunę światła, która pochodziła od zapalonych świec postawionych pod drzwiami kościoła, do których przybita była jakaś ulotka. Spieszyliśmy się na próbę, lecz zatrzymaliśmy się na moment, aby zobaczyć, przeczytać kogo znów zabito lub aresztowano. Podniosłem szybko świecę, przystawiłem migoczący płomyk do wyzierających z ulotki “żarzących się oczu” Rotmistrza Pileckiego. Było to ksero z fotografii, którą teraz kończy się film “Śmierć Rotmistrza Pileckiego”, w tym samym mundurze… przeszył mnie do głębi jego przejrzysty wzrok, duch przenikający skały, kraty, mury, jak laser. Pilecki był wewnętrznie wolny, można go było fizycznie uwięzić… ale to nie mury tworzą więzienie tylko ludzie, on do końca pozostał wolny od środka.

This slideshow requires JavaScript.

Przeczytaliśmy w pośpiechu tekst: “ochotnik do obozu”, “wyklęty żołnierz”, “zamordowany przez ubecję”.

Poszliśmy na próbę, która dotyczyła zupełnie innej “bajki”, pracowaliśmy nad “Pokojówkami” Jeana Geneta. Reżyser mieszkał na Długiej, zastanawialiśmy się czy jak będziemy wracać, Pilecki tam jeszcze będzie. Niestety zniknął, nie było śladu po świecach i ulotce – takie było moje magiczne spotkanie z duchem Rotmistrza.

Nastąpiła komunikacja rodem z “Ikonostasu”, Pawła Aleksandrowicza Floreńskiego – wytworzył się pomost pomiędzy tym co zewnętrzne a tym co wewnętrzne. Floriański w swojej książce zwraca uwagę na sny wstępujące i zstępujące. Te ostatnie przepowiadają wizje czekającej nas przyszłości. Do nas należy wybór czy je ignorować, czy spać zamiast śnić. Dla przebudzonych, sny są przekazaną im wiadomością. Dziś wierzę, że zwieńczeniem mojego “spotkania” z Pileckim w 1983 roku był zrealizowany 22 lata później film Ryszarda Bugajskiego i moja w nim główna rola. Jak powtarza moja żona Gosia, “Pilecki cię sobie wybrał”. To nasze spotkanie przy świecy, przy drzwiach kościoła było zapowiedzią “To co było – będzie, a co jest – już było…”

Dalszy ciąg magii to aktorka, która świetnie zagrała w filmie moją żonę. Kiedy przyleciałem do Warszawy, zapytałem reżysera, kto zagra tę rolę – odpowiedział: “Małgorzata Muskała”- zdębiałem, “to niemożliwe, moja nieekranowa żona nazywała się Małgorzata Muskała!”, reżyser roześmiał się bo nie pamiętał panieńskiego nazwiska mojej żony, poleciał do domu jeszcze raz się upewnić. W nocy zadzwonił do mnie – “nazwisko się zgadza, ale pomyliłem imiona, chodzi o aktorkę Gabrysię Muskałę”. Numer obozowy wytatuowany na przedramieniu Witolda Pileckiego to: 4859 …ja się urodziłem w 1959 roku… Pilecki w momencie aresztowania przez Komunistów miał 46 lat, kiedy otrzymałem rolę od Bugajskiego byłem w tym samym wieku. Rotmistrz tak jak ja miał żonę, syna i córkę! Mój dziadek Jerzy Probosz zginął w obozie koncentracyjnym w Dachau, za to, że był poetą, patriotą, że nie podpisał listy Folksdeutscha. W czasie kiedy Niemcy przyszli go aresztować, zdążył jeszcze napisać kilka słów wiersza, który jest mottem mojego życia:

“Życzę ci z serca mocy,
abyś co dzień w nocy:
Wytrwał! Wytrwał!! Wytrwał!!!
Choćbyś miał ziemskie
ciało w proch spalić,
musisz ducha ocalić”

Dziadek był samoukiem, ukończył cztery klasy szkoły powszechnej. Jego polszczyzna jest jednak piękniejsza od mojej. Chociaż ukończyłem dwa fakultety, kiedy czytam mojego dziadka, po policzkach ciekną mi “krwawe” łzy, widzę niezwykłego człowieka, który uczy się języka, pracując od świtu do nocy, obserwując przyrodę, zwierzęta, niebo…

Za zarobione grosze mógł sobie kupić tylko jedną świecę na miesiąc, przy której po nocach pisał, nie było wtedy w górach elektryczności. W 1938 roku dziadek otrzymał Wawrzyna Literackiego od Akademii Literatury Polskiej, który do dzisiaj jest świadectwem jego niezłomnego ducha w naszym rodzinnym domu w Istebnej.

A.R.: I potem o Pileckim była długo cisza…
M.P.: W 1995 roku zagrałem w filmie “Gracze” Ryszarda Bugajskiego, o pierwszych demokratycznych wyborach w Polsce, po upadku komuny. Reżyser powiedział mi, “Będziemy na pewno jeszcze ze sobą pracować”.

Później przy jednej z rozmów wyznał mi, że napisał serię dziesięciu projektów o absurdach w komunistycznej Polsce – najważniejszym z nich był film o Pileckim. Wtedy nie było jeszcze propozycji rozpoczęcia filmu.

Bugajski przez osiem lat próbował zrealizować ten projekt i wciąż mu odmawiano. Któregoś dnia przeczytał artykuł w “Rzeczpospolitej” jakiegoś dziennikarza, który napisał: “dlaczego w wolnej, demokratycznej Polsce, ciągle pokazujemy: “Czterech pancernych i psa”, “Kapitana Klossa” i różne inne zakłamujące polską historię filmy, kiedy mamy wielkich, prawdziwych bohaterów, prawdziwe historie. Zacznijmy o nich opowiadać, niech powstanie film o Pileckim, jednym z największych bohaterów świata”. Bugajski natychmiast odpisał do “Rzeczpospolitej” – “przez osiem lat pukałem do “różnych drzwi” i nikt nie chciał ze mną na ten temat rozmawiać, powtarzają ciągle, że to nieciekawe, kto to będzie oglądał, nie ma w tym seksu, ani wyścigów samochodowych, ani strzelania – kogo to będzie interesować?”.

Ten list został w całości wydrukowany w “Rzeczpospolitej”; wkrótce po tym rozpoczęły się negocjacje z TVP. Ale jedyne pieniądze znalazły się w Dziale Teatru TV. Zaproponowano nam 6 dni zdjęciowych i 100 tysięcy złotych. Bugajski się nie zgodził. Po trzech miesiącach negocjacji przyszła propozycja dziesięciu dni zdjęciowych i kwota 250 tysięcy złotych. Tak więc nakręciliśmy cały film w ciągu dziesięciu dni! Pracowaliśmy “60 godzin na dobę” każdy z nas, jak szaleniec, walczył o to, aby powstał film o Pileckim. Mieliśmy świadomość, że była to jedyna szansa, jedyna możliwość na opowiedzenie światu bohaterskiej historii Ochotnika do Auschwitz.

Ponieważ film powstał w Dziale Teatru TV- nie był nigdy w Polsce wyświetlany na dużym ekranie, nie mógł być nawet pokazany na Festiwalu Filmów Polskich w Gdyni – bo był w Polsce rozpatrywany jako teatr TV! Światowa premiera filmu “Śmierć Rotmistrza Pileckiego” odbyła się przy wyprzedanej sali w Los Angeles, w kinie na Bulwarze Zachodzącego Słońca w 2006 roku. Film przyjęty był entuzjastycznie przez międzynarodową publiczność. Od dziesięciu lat jeżdżę z Pileckim po całym świecie i opowiadam o Rotmistrzu, zaświadczam o Jego istnieniu. Ludzie utożsamiają mnie z filmowym bohaterem. Ja nie jestem Pileckim – jestem Markiem Proboszem, chociaż duchowo jesteśmy na pewno spokrewnieni, zamieszkał w moim krwioobiegu.

A.R.: Wcielił się Pan z empatią w rolę Rotmistrza Pileckiego – to bardzo trudne, bo tego przecież nie doświadczył Pan na sobie i jeszcze tylko dziesięć dni na realizację filmu… to zupełny ewenement…
M.P.: Tak, ten film udowodnił “możliwe niemożliwego”. Bugajski napisał mi w e-mailu: “Znalazłem dla Ciebie idealną rolę, mam nadzieję, że spodoba Ci się scenariusz i nie powiesz – NIE!”. Po zapoznaniu się z tekstem, natychmiast zrozumiałem, że to wyzwanie mojego życia. Pileckiego nie można było grać, musiałem zupełnie się rozpłynąć w tej roli, poddać całkowitej metamorfozie, przejść katharsis, fizycznie, psychicznie i duchowo zamienić się w tę postać. Poniekąd było to przekleństwo i błogosławieństwo. Fakt, że realizacja filmu została przełożona o trzy miesiące, zapracował na moją korzyść, bo miałem więcej czasu na wniknięcie w Pileckiego.

A.R.: Z jakich źródłowych materiałów Pan korzystał?
M.P.: Najważniejsze były dla mnie teksty źródłowe, czyli raporty Pileckiego z KL Auschwitz, wyciągi z akt sądowych i scenariusz Bugajskiego. Korzystałem też z materiałów udostępnionych nam przez IPN. Kiedy poleciałem do Polski, otoczyłem się tymi wszystkimi dokumentami, wierszami, obrazami, fotografiami i całą dostępną historią Rotmistrza.

A.R.: To było dla Pana wyzwanie – nie wiadomo było, czy trafi się druga taka rola.
M.P.: Otrzymuję zewsząd wiele potwierdzeń, że jest to rola wyjątkowa. Jedno jest pewne – moja misja nie skończyła się po zagraniu w tym filmie, ani nie rozpoczęła się z chwilą, kiedy otrzymałem scenariusz. Proces budowania tej roli zaczął się dla mnie już w dzieciństwie. Patriotyzm i tragiczna historia Polski były mi przekazane przez mojego ojca Stanisława, któremu ojca Jerzego (mojego dziadka) zabrała wojna. Niemcy zamordowali go w Dachau, mój ojciec miał wtedy 10 lat, całe życie za nim tęsknił. Byłem świadkiem jego cierpień, dlatego w jakiś sposób może było mi łatwiej dotrzeć do tych najgłębszych pokładów człowieczeństwa i bohaterstwa Pileckiego.

A.R.: Czy rola Rotmistrza Pileckiego odmieniła Pana życie?
M.P.: Pilecki mnie podbudował jako człowieka, odmienił moje życie, dodał mi dobroci, odwagi, niezłomności, pogłębił moją przestrzeń duchową i umocnił życie w prawdzie. Za to jestem mu dozgonnie wdzięczny i wiem, że pójdę z nim do grobu.

A.R.: Czy były trudne momenty w odegraniu roli Pileckiego?
M.P.: Scena ostatniego widzenia, kiedy Pilecki jest już skazany na śmierć i żegna się z żoną, z dziećmi… z własnym życiem… nie żegna się jednak ze swoją wizją wolności Polski, ze swoją wiarą, godnością, z wiernością sobie samemu, ideałom swoich przodków – temu wszystkiemu pozostaje wierny do końca, dlatego jest żołnierzem niezłomnym, księciem niezłomnym, duchem wyzwolonym. Utrzymanie w ryzach swoich prywatnych emocji w tej scenie, bo reżyser nalegał bym się nie rozklejał, zachował kamienną twarz, siłę i spokój przed żoną, w obliczu totalnego zła. Tak, ta scena było emocjonalną katorgą. Żadna prywatność nie wchodziła tu w rachubę. Pilecki w pewnym sensie przypomina mi Hamleta na duńskim dworze. W tym filmie Polska była więzieniem. Zachowanie tajemnicy wewnętrznej, swojej samobójczej misji, którą Pilecki jak Hamlet musi dopełnić. Walka z intrygantami, potworami systemu, gdzie każdy chce go wykorzystać, wyszydzić, zamordować, a on musi w pojedynkę doprowadzić swoje przeznaczenie do końca i nie wie jak – to wielki Szekspirowski dramat. Widzowie na świecie porównują Rotmistrza do Spartakusa, Chrystusa, Gandhiego… ale to również polski Hamlet. W tej scenie nie wolno mi było ani przez moment zapomnieć się i być sobąmusiałem pozostać Pileckim, tak, aby to on, Pilecki grał Pileckiego.

A.R.: Jak Pan myśli: dlaczego Rotmistrz Pilecki prosił żonę, aby zapoznała się z książeczką Tomasza a Kempisa “O naśladowaniu Chrystusa”, którą Pilecki miał w Auschwitz i która pomagała mu w przetrwaniu? Czy tylko ze względu na cierpienia czy również zrozumieniem była miłość?
M.P.: Pilecki przez kraty “przeżegnał” żonę, całując jej ręce… prawdziwy pocałunek był już niemożliwy, okrutni strażnicy oderwali ich usta od zimnych krat, Maria nie znała tej książki, Pilecki walcząc o sens swojej ofiary mówił do niej w ostatnich słowach, rozkazywał jej, aby czytała ich dzieciom “O naśladowaniu Chrystusa”, przemawiał przez nią w ten sposób do następnych pokoleń, bo wiedział, że tacy ludzie jak on skazani byli wtedy na zagładę, wierzył jednak, że następne pokolenia dożyją czasów innego porządku moralnego, prawa do upragnionej wolności, do miłości. Książeczka “O naśladowaniu Chrystusa” zawiera przesłanie: “Miłość jest wolnością, a wolność miłością”.

A.R.: Czy w dzisiejszych czasach, gdyby te czasy stały się zagrożeniem dla Polski, znalazłyby się osoby na miarę bohatera Rotmistrza Pileckiego?
M.P.: Mogę o tym pomarzyć, mieć taką nadzieję. W dobie inflacji prawdziwych bohaterów, trudno o prawdziwą odpowiedź. Wojna wartości ludzkich trwa nadal. Pilecki w Auschwitz przekonał się, że w piekle na ziemi, nagle ci najważniejsi w normalnym życiu stawali się nikim, zaś ludzie NIKT zostawali KIMŚ, że tylko w ekstremalnych warunkach dowiadujemy się naprawdę kim kto jest. W obozowym podziemiu Pileckiego, które tworzył w systemie “piątek”, ludzie wybierani byli nie na podstawie tytułów żołnierskich, profesorskich lub pochodzenia, tego nigdy nie brał pod uwagę, margines pomyłki wynosił zero, błąd oznaczał śmierć, patrzył więc w serce, w duszę człowieka i na tej podstawie zapraszał do swoich “piątek” – to było jedyne kryterium i dlatego jego siatka nie padła.

A.R.: Czy spotkał się Pan z dziećmi Pileckiego?
M.P.: Spotkałem się z córką Witolda Pileckiego – Zofią, w dniu nadania Wyższej Szkole Zawodowej w Oświęcimiu imienia Rotmistrza Witolda Pileckiego. Podczas uroczystości zauważyłem, że pani Zofia uważnie mi się przypatruje, jakby egzaminowała, sprawdzała jak siedzę, jak trzymam ręce, jak mówię – bo czy tak zachowywałby się jej ojciec, w którego miałem zaszczyt wcielić się na ekranie. Dla pani Zofii ojciec jest magicznym czarodziejem, postacią jak z bajki, najpiękniejszym bohaterem naznaczonym do spełnienia czynów ponad odwagę, nic dziwnego, przecież jej pamięć o nim pochodzi z okresu niewinnego dzieciństwa. A.R.: Dziękuję za rozmowę, życzę Panu dużo sukcesów artystycznych i wytrwałości w promowaniu na całym świecie tak wyjątkowego bohatera jakim był Rotmistrz Witold Pilecki.

•••

Marek Probosz w dowód uznania za działalność na rzecz idei Witolda Pileckiego i jego wartości patriotycznych, otrzymał od Kapituły Państwowej Wyższej Szkoły im. Rtm. Witolda Pileckiego w Oświęcimiu Złoty Medal ” DO KOŃCA NIEZŁOMNY- WITOLD PILECKI” w 2011 roku.

Za wcielenie się w postać Rtm. Witolda Pileckiego i upowszechnianie Polskiej Historii na dwóch kontynentach, otrzymał Brązowy Medal Zasług “MORTUI SUNT UT LIBERI VIVAMUS” ( sentencja łacińska: umarli, byśmy mogli żyć jako wolni ludzie) od Fundacji Straż Mogił Polskich Bohaterów w Londynie w 2011 roku.

Marek Probosz w 2013 roku nagrał po angielsku książkę dźwiękową z całością Raportów Pileckiego z Auschwitz “The Auschwitz Volunteer: Beyond Bravery Captain Witold Pilecki”, którą można kupić – www.brillianceaudio.com

•••

Przesłanie Witolda Pileckiego do ludzkości, które opisał w raporcie z 1945 roku (napisane we Włoszech) z pobytu w obozie koncentracyjnym KL Auschwitz- Birkenau. to zadziwiające, jak bardzo jest aktualne w dzisiejszych trudnych czasach: “Co może powiedzieć ludzkość dziś, ta ludzkość, która chce dowieść postępu kultury, a XX wiek postawiła znacznie wyżej od wieków przeszłych. Czy w ogóle my, ludzie XX wieku, możemy spojrzeć w twarze tych, co żyli kiedyś i – śmieszna rzeczdowodzić naszej wyższości, kiedy za naszych czasów zbrojna masa niszczy nie wrogie sobie wojsko, lecz całe narody, bezbronne społeczeństwa, stosując najnowsze zdobycze techniki. Postęp cywilizacji – tak! lecz postęp kultury?- Śmieszne. Zabrnęliśmy, kochani moi, straszliwie. Przerażająca rzecz, nie ma na to słów! Chciałem powiedzieć: zezwierzęcenie… lecz nie! Jesteśmy od zwierząt o całe piekło gorsi!”

Poleć:

O Autorze:

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.