Rozbrat z długo zakłamywaną historią

0
Polska zmienia się nie do poznania. Nie tylko wizualnie rosną nowe drapacze chmur, supernowoczesne budynki, powstają muzea, galerie, masa przytulnych knajpek, miasta i wsie pięknieją i stają się barwne i czyste, ale zmienia się także mentalność społeczeństwa. Polacy otwierają się na świat i, co bardzo ważne, na swoją własną historię. Po latach zakłamania wymuszonego przez komunistyczny reżim, otworzyły się umysły i serca na karty historii i jej bohaterów tych zmarłych i tych nielicznych ocalałych. Przez wieki wszak Polacy i Żydzi żyli razem i obok siebie, wspólnie stanowiąc cząstki mozaiki zwanej Polską. W tym roku Polska gościła uroczyste obchody 70. rocznicy powstania w warszawskim getcie. O tych uroczystościach rozmawiam z ich aktywnym uczestnikiem Piotrem Jassemem, prezesem Polish-Jewish Heritage Foundation i kanadyjskim przedstawicielem Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie.
Małgorzata P. Bonikowska: Za nami 70. rocznica upadku powstania w getcie warszawskim. Miesiąc temu byłeś w Warszawie na obchodach rocznicy jego wybuchu. Czy możesz powiedzieć jak Polska upamiętniła to tragiczne wydarzenie i jak to w czym uczestniczyłeś ma się do Twoich oczekiwań?
Piotr Jassem: Tak, rzeczywiście. Obchody rozpoczęły się w dniu rocznicy wybuchu powstania 19 kwietnia niezwykłą uroczystością przed pomnikiem Bohaterów Getta Warszawskiego, jeśli nie liczyć wspaniałego koncertu w Teatrze Wielkim, siedzibie Opery Narodowej, poprzedniego wieczoru, zorganizowanego dla przybyłych z całego świata gości, dostojników państwowych, dyplomatów, luminarzy kultury i co najważniejsze, byłych uczestników wydarzeń sprzed 70. lat. Natomiast zakończenie obchodów odbyło się dokładnie w 70. rocznicę upadku powstania w getcie warszawskim i wydanego przez Jürgena Stroopa rozkazu wysadzenia w powietrze Wielkiej Synagogi dnia 16 maja 1943, co było ostatnim aktem totalnego niszczenia przez Niemców ogromnej połaci Warszawy, zajmowanej przez getto żydowskie, wraz z likwidacją jego ludności. Tym ostatnim akordem obchodów był koncert monograficzny Jerzego Maksymiuka Lament serca będący muzycznym hołdem złożonym wszystkim zamordowanym Żydom oraz upamiętnieniem zburzenia Wielkiej Synagogi w Warszawie. Ja już w tym wydarzeniu nie uczestniczyłem gdyż opuściłem Warszawę po kilku dniach, które i tak były niezwykle emocjonalne, i nie wiem czy znalazłbym w sobie pojemność na więcej wrażeń, wzruszeń i niezwykle mocnych przeżyć w tak krótkim czasie. Slajdy z prezentacji publicznej Piotra Jassema – kolaże z wykorzystaniem zdjęć własnych i z innych źródeł:

This slideshow requires JavaScript.

A jak to się miało do moich oczekiwań? O rozmachu wydarzeń co prawda wiedziałem z dużym wyprzedzeniem gdyż jechałem z grupą Kanadyjczyków, której uczestnicy pragnęli uczestniczyć w jak największej liczbie imprez, a zatem przed wyjazdem zapoznałem się z całym programem szczegółowo by wybrać z tej wielości różnorodne imprezy. Jednak mimo tej wcześniejszej wiedzy o obchodach każdego dnia coś mnie zaskakiwało, a całość pozostawiła niezapomniane wrażenie. M.P.B.: Opowiedz o tym jak zorganizowane były obchody. P.J.: Jeśli mam zawrzeć moją opinię w jednym krótkim stwierdzeniu to powiem, że były one na poziomie światowym, świetnie zorganizowane, na wielką skalę i pokazały niezwykłą wagę, jaką tej rocznicy nadał patron uroczystości Prezydent Bronisław Komorowski, władze Polski i liczni organizatorzy, wśród których w tym roku ważną rolę pełniło Muzeum Historii Żydów Polskich, a i nie zabrakło wśród animatorów wydarzeń Muzeum Powstania Warszawskiego. Po raz pierwszy mówiono bowiem o dwóch powstaniach warszawskich, a nie o każdym z osobna. Tragizm Warszawy w polskiej narracji historycznej przez dekady zaznaczony był bowiem przede wszystkim datą 1944, a w żydowskiej pamięci dominowała data 1943. Tak więc późnym wieczorem 19 kwietnia potężne reflektory, tak zwane szperacze, zamontowane przed tymi dwoma świątyniami pamięci, skrzyżowały smugi światła odcinające się na ciemnym niebie, przypominając o dwóch tragediach jednego miasta, a dwa dni później przejazd rowerowy Masa 1943 w hołdzie Bohaterom Getta i śladami jego pamięci, który skupił ponad tysiąc uczestników, rozpoczął się obok Muzeum Powstania Warszawskiego, a zakończył przy Muzeum Historii Żydów Polskich. Honorowy gość uroczystości, ostatni żyjący komendant powstania w getcie 89-letni Symcha Ratajzer Rotem, pseudonim “Kazik”, był, podobnie jak zmarły przed czteroma laty Marek Edelman, również uczestnikiem Powstania Warszawskiego. W tym drugim powstaniu walczył o niepodległą Polskę również mój, wówczas niespełna osiemnastoletni, ojciec pochodzący z krakowskiej żydowskiej rodziny. Obydwa muzea miały w swoich programach wykłady i pokazy dotyczące wydarzeń sprzed siedemdziesięciu lat. Czas pokaże jakie efekty przyniesie próba zespojenia dwóch pamięci.
M.P.B.: A co działo się przed pomnikiem? P.J.: No właśnie, wróćmy do uroczystości porannych w dniu rocznicy rozpoczętych wyciem syreny i biciem dzwonów warszawskich kościołów. Podzielony na sektory plac pomiędzy wspaniałym budynkiem nowego Muzeum Historii Żydów Polskich (projektu fińskiego architekta Reinera Mahlamaki) a powstałym w 1948 roku dramatycznym Pomnikiem Bohaterów Getta dłuta Natana Rapoporta wypełniły wielotysięczne tłumy przybyłych gości, a ci, których plac nie pomieścił, oglądali uroczystości na telebimach. Tłem wystąpień Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, Prezydent m.st. Warszawy Hanny Gronkiewicz-Walc czy przybyłego z Izraela Symchy Rotema była bryła pomnika, u którego stóp stali przedstawiciele wszystkich formacji wojskowych i kapelani wojskowi występujących w Polsce wyznań.
Prezydent Bronisław Komorowski przytoczył słowa profesora Władysława Bartoszewskiego, że “każdy Polak był zagrożony śmiercią, natomiast każdy Żyd był skazany na śmierć” i dodał, że “tutaj, w tym miejscu, gdzie dzisiaj stoimy, ten wyrok był skrupulatnie wykonywany”. Dekorując Symchę Rotema Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, przypomniał, że swoimi czynami zasłużył on na ten właśnie order i podziękował mu w imieniu Polski i Polaków. Symcha Rotem podsumował decyzję powstania przepełnionym smutkiem stwierdzeniem: “Wiedzieliśmy, że koniec będzie ten sam dla wszystkich, chcieliśmy wybrać rodzaj śmierci”. Przypomniał też, że “nie ma już pośród nas naszego strażnika pamięci Marka Edelmana, który przez ponad 60 lat stał co roku na tym miejscu.” Niezwykle przejmującym akcentem uroczystości był dramatyczny wznoszący się ponad dawnym terenem getta śpiew modlitewny wybitnego nowojorskiego kantora (śpiewaka bożniczego) Josepha Malovanego ku pamięci ofiar Holokaustu, zatytułowany “El Male Rachaim”. Naczelny rabin Polski Michael Shudrich odmówił kadisz żydowską modlitwę za zmarłych, a kapelani wojskowi wspólnie odmówili psalm. Odbył się też apel pamięci, oddano salwę honorową, złożono liczne wieńce i kwiaty, w tym od licznych delegacji zagranicznych z Izraela, Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych oraz przedstawicieli większości stolic europejskich. Podczas gdy inne sektory udały się następnie na Umschlagplatz by oddać hołd byłym mieszkańcom największego w Europie getta żydowskiego, ofiarom niemieckiego faszyzmu, które w tym miejscu były zapędzane na transporty udające się do obozu śmierci w Treblince, sektor, w którym ja byłem dołączył do honorowych gości udając się najpierw na wspaniały koncert orkiestry Sinfonia Varsovia pod dyrekcją Krzysztofa Pendereckiego w nowym audytorium Muzeum Historii Żydów Polskich. W koncercie wystąpili też Kwartet Smyczkowy Izraelskiej Orkiestry Filharmonicznej, inny wybitny nowojorski kantor o pięknym tenorowym głosie Yaakov Lemmer i znakomita polska piosenkarka Kayah, która wzruszyła widownię przejmującym wykonaniem Warszawo ma. Jednym z dwóch utworów Pendereckiego było Chaconne, obszerny fragment Polskiego Requiem. Powiedz może przy okazji też parę słów o koncercie wieczornym w Teatrze Wielkim poprzedzającym rocznicę powstania, o którym wspomniałeś na początku rozmowy. Ten koncert był nie tylko hołdem rocznicowym ale sam w sobie był dużej rangi wydarzeniem artystycznym, które odbyło się w surowej oprawie plastycznej nawiązującej do getta warszawskiego i z udziałem prezydenta Komorowskiego, premiera Tuska i wszystkich dostojnych gości. Izraelska Narodowa Orkiestra Filharmoniczna i Chór Teatru Wielkiego pod dyrekcją światowej sławy indyjskiego dyrygenta Zubina Mehty rozpoczęły koncert od hymnów Polski i Izraela oraz pieśni partyzantów żydowskich Zog Nit Keyn Mol. Muszę powiedzieć, że tak wspaniałego wykonania Mazurka Dąbrowskiego dawno a może nigdy nie słyszałem. Wśród solistów był jeden z najbardziej fascynujących skrzypków naszych czasów, urodzony na Litwie Julian Rachlin oraz wspomniany YaakovLemmer,któryzaprezentował niezwykłe zdolności koloraturowe. Zasadnicza część koncertu oparta była zaś na utworach Ludwiga Van Beethovena.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: Czym była akcja “Żonkile” i jakie miała znaczenie?
P.J.: Dobrze, że o to pytasz. To kolejna inicjatywa wspomnianych dwóch muzeów z udziałem prawie czterystu wolontariuszy, którzy rozdawali papierowe żonkile dziesiątkom tysięcy przechodniów zachęcając do przypinania ich na znak pamięci. Powtórzona była ona w innych miejscach w Polsce, a także zagranicą, na przykład na programach Kanadyjskiej Fundacji Dziedzictwa Polsko-Żydowskiego w Montrealu i Toronto. W tym drugim przypadku sam przywiozłem 200 żonkili, które zostały rozdane na naszym programie 24 kwietnia. Spytasz dlaczego akurat ten kwiat. Czy dlatego, że zakwita na wiosnę, a więc i pewnie wyłaniał się z warszawskich trawników w czasie wybuchu powstania? Pewnie tak, ale jest tu też inny wymiar pamięci. Paula Sawicka, przyjaciółka Marka Edelmana, prezeska Stowarzyszenia “Otwarta Rzeczpospolita” i ambasadorka akcji, przypomniała, że Marek Edelman co roku otrzymywał bukiet żółtych kwiatów, które “trafiały do niego zawsze bez względu na to gdzie się znajdował. Nadawca pozostał anonimowy. Gdy Marek Edelman przychodził 19 kwietnia pod pomnik Bohaterów Getta a z biegiem czasu wraz z nim przychodziło coraz więcej ludzi, w miejscach pamięci kładł żółte kwiaty.” Ta akcja uhonorowała tradycję tej wspólnej zbiorowej pamięci. M.P.B.: Wspomniałeś Symchę Rotema, “Kazika”. Powstał o nim film, prawda? P.J.: Tak, byłem na jego premierze 20 kwietnia w Muzeum Historii Żydów Polskich, na której oprócz bohatera filmu była jego reżyserka Agnieszka Arnold. Gorąco zachęcam do jego obejrzenia i poznania niezwykle barwnej postaci “Kazika”, bohatera dwóch powstań warszawskich i wojny o Izrael. Film jest pełen mało znanych wcześniej faktów, unikalnych zdjęć archiwalnych, i ciekawych rozmów, w tym z Markiem Edelmanem. Zupełnie niezwykła jest historia prawie udanej powojennej akcji “Kazika”, wielkiej zemsty na Niemcach.
M.P.B.: Wspomniałeś znów Muzeum Historii Żydów Polskich. Oczywiście, także przez swoją funkcję, szczególnie ważne było dla Ciebie jego otwarcie. Widziałeś je już gotowe po raz pierwszy. Jak je oceniasz? P.J.: Z muzeum jestem związany od dawna nie tylko poprzez naszą fundację ale też jako jego przedstawiciel w Kanadzie zajmujący się ochotniczo jego promocją. “Gazeta Gazeta” opisywała nasze programy oraz rozmawialiśmy już kiedyś o muzeum. W mojej grupie kanadyjskiej na uroczystościach znalazł się hojny darczyńca, który zwrócił się do mnie niedawno z propozycją znacznego wsparcia tej instytucji. Wielkie emocje towarzyszyły mi przed przekroczeniem progu budynku. Jako architekt śledziłem jego rozwój przez ostatnie lata, a wcześniej wraz z torontońskim zespołem wystartowałem w eliminacjach konkursu architektonicznego. Po jego zakończeniu przeanalizowałem w szczegółach prace finałowe. Rzeczywiście projekt fińskiego architekta Reinera Mahlamaki uważam za zdecydowanie najlepszy, choć towarzystwo Zvi Heckera z Niemiec, Japończyka Tengo Kumy i znanego nam w Toronto poprzez rozbudowę ROM Daniela Liebeskinda mogłoby sugerować trudny wybór. Mahlamaki jako chyba jedyny wykazał ogromny szacunek dla miejsca i dla istniejącego pomnika poprzez prostą formę zewnętrzną i jej ulotność dzięki przestrzennej strukturze szklanych elewacji zaś jego wnętrze wzbogacił dramaturgią wylanych w betonie i wzbogaconych teatrem przesuwającego się światła falujących kształtów wznoszących się na całą wysokość gmachu w symbolice biblijnego rozwarcia Morza Czerwonego. Z tej przestrzeni perspektywa prowadzi na pomnik. Geniusz architekta polega też na tym, że ten budynek wygląda dokładnie jak pierwsze rysunki i model przedstawione w konkursie. Nie zawiódł moich oczekiwań,przeciwnie,zachwyciłmnie końcowym efektem swej pracy. Muszę tu wspomnieć, że w dniu rocznicy nastąpiło tylko częściowe otwarcie muzeum otwierające co prawda jego podwoje dla publiczności i inaugurujące jego niezwykle bogaty program kulturalny i oświatowy jak warsztaty, wykłady, wystawy czasowe, koncerty, filmy, dyskusje itd., jednak ekspozycja stała tego muzeum pozostanie w budowie przez następny rok. Jest to ogromne i złożone przedsięwzięcie, które wymaga wielkiego wysiłku. Pełne otwarcie muzeum, prawdopodobnie w maju przyszłego roku, stanie się kolejnym wydarzeniem, o którym z pewnością będzie głośno w mediach światowych, ale już teraz dużo się o nim pisze. Pierwsze dwa dni przyciągnęły 15 tysięcy zwiedzających. Zapowiedzią wspaniałej ekspozycji stałej jest gotowa już ręcznie wykonana przez prawie 400 studentów i konserwatorów z całego świata replika dachu i sklepienia XVII-wiecznej drewnianej synagogi w Gwoźdźcu wraz z cudownymi malowidłami o bogatej symbolice religijnej, która jest już zainstalowana ponad przestrzenią jednej z przyszłych ośmiu galerii. W czasie mojego pobytu widziałem w muzeum film, uczestniczyłem w koncercie, oglądałem wystawę, wysłuchałem wykładu, byłem widzem spektaklu teatralnego, a nawet zagościłem w znajdującej się tam kawiarni. A więc choć nieskończone, jest to muzeum żywe i warto z wyprzedzeniem sprawdzać jego program przy okazji planowanych wyjazdów do Polski.
M.P.B.: Jakie były wrażenia gości, z którymi rozmawiałeś? P.J.: W zdecydowanej większości reakcje uczestników jak i relacje mediów były bardzo pozytywne. Uczestnicy grupy kanadyjskiej byli pod wielkim wrażeniem wydarzeń warszawskich i z pewnością przekazują swoje doświadczenia innym. I ja to zrobiłem zaraz po powrocie. Moją relację z wydarzeń zaprezentowaną w Toronto 24 kwietnia, na prośbę tych, którzy byli obecni jak i tych, którzy nie mogli przybyć, umieściłem na stronie naszej fundacji www.pjhftoronto.ca. M.P.B.: Co wywarło na Tobie największe wrażenie, najbardziej Cię wzruszyło? P.J.: To był niekończacy się ciąg mocnych wrażeń i wzruszeń. Każde wydarzenie miało swój moment szczególnego uniesienia lub obezwładniającego smutku. Wspomniałem tu jedynie niektóre zdarzenia tych kilku dni, a i były inne, jedne oficjalne, inne jakby uboczne ale równie przejmujące. Na stronie fundacji jest też wzmianka fotograficzna bardzo dobrej ale niestety zbyt szczupłej wystawy w Żydowskim Instytucie Historycznym pt. “Sztuka Polska wobec Holocaustu” prezentującą dzieła wybitnych artystów takich jak Tadeusz Kantor, Andrzej Wróblewski, Alina Szapocznikow, Bronisław Linke, Władysław Strzemiński, Józef Szajna, Jonasz Stern i inni. Pośród akcji społecznych był łańcuch pamięci wyznaczony ustawionymi wzdłuż granicy byłego getta i zapalającymi świece warszawiakami, w tym całymi rodzinami z dziećmi, a na Podzamczu Noc Lampionów przyciągnęła kilkanaście tysięcy osób. Tę akcję oglądałem z oddali widząc setki światełek unoszących się nad miastem. Na Muranowie, na Nowolipkach, w innej akcji społecznej powstał mural upamiętniający Marka Edelmana, na którym rezonują jego słowa: “Najważniejsze jest życie, a kiedy jest życie, najważniejsza jest wolność, a potem oddaje się życie za wolność.” M.P.B.: Jakie przywiozłeś ze sobą wnioski? P.J.: Wróciłem z dozą optymizmu. Obserwowałem rzesze młodych ludzi bezinteresownie zaangażowanych w obchody i energicznych, profesjonalnych, często równie młodych, pracowników muzeum, byłem świadkiem kształtowania się spójnej historii Polski w miejsce dotychczasowych wybiórczych i osobnych historii Polaków i historii Żydów, widziałem spontaniczne akcje pamięci na ulicach Warszawy i na cmentarzu żydowskim, czytałem niezliczone artykuły, widziałem mnóstwo nowych książek. Powstanie muzeum żydowskiego upamiętniającego tę jakże ważną integralną część tysiącletniej wspólnej historii stanie się trwałym elementem pejzażu kulturalnego polskiej stolicy. Chciałbym byśmy i w Kanadzie, zarówno w Polonii jak i w diasporze żydowskiej, stworzyli podobną pozytywną energię. Nasza fundacja zabiega o to od prawie 25 lat ale jest jeszcze wiele do zrobienia.
M.P.B.: Czy sądzisz, że te nastroje i duch wspólnoty mają szanse na przetrwanie, aby już na stałe połączyć to, co w sposób tragiczny rozdzieliła historia? P.J.: To jest piękne życzenie ale i bardzo trudna sprawa. Jestem marzycielem i niepoprawnym optymistą, zatem mam skłonności do zauważania przede wszystkim rzeczy pozytywnych, ale byłoby nieuczciwością w stosunku do czytelników, gdybym zakończył tę rozmowę hura-optymizmem lub nawoływał do jakiejś trwałej monolitycznej wspólnoty polsko-żydowskiej. To byłaby bzdura. Każdy naród, każda grupa etniczna, społeczna, religijna potrzebuje swoich własnych identyfikatorów pamięci, mocnego spoiwa tożsamości. Nie wymagajmy by Żydzi polscy rozsiani po świecie opłakiwali i upamiętniali tragedię Powstania Warszawskiego na równi z lamentem nad dramatem getta warszawskiego i vice versa. Chodzi tu raczej o wzajemną świadomość, o poszerzoną pamięć, o niezapominanie o innym, o szacunek dla drugiego. Nie o tolerancję w samej semantyce tego słowa jest bowiem zawarty pierwiastek wyższościowy a właśnie o szacunek chodzi, o mądrość i wielkość serca by pochylić czoła nad losem innych, by zachwycić się dokonaniami drugich, by celebrować to co wspólne, to co nam razem w historii się udało, a i boleć nad tym to co nas w historii dzieliło, czasem bardzo dramatycznie. Tak pojmuję “ducha wspólnoty” i o takie właśnie przetrwanie proszę. Łatwo bowiem upajać się się tym co własne, zasklepić się pudełku wyklejonym od środka lusterkami i wpatrywać się w setki odbić własnej podobizny, ale jakże to ubogie i kalekie. Wyjdźmy na zewnątrz, bądźmy otwarci, wzbogaćmy się, ale też nie zagalopujmy się, nie zawłaszczajmy. Kluczowym słowem jest szacunek. A czy jest szansa? Oczywiście. Ale bądźmy tym razem mądrzy bo jakże łatwo ją zaprzepaścić.
Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.