Myśli przeróżne

0
Kilka dni temu poczta doręczyła mi pismo urzędowe od prowajdera Internetu. Dowiedziałem się, że zgodnie z prawem zostaję uprzedzony o nowych przepisach korzystania z połączeń. Jeśli nie zgadzałbym się na zawarte restrykcje powinienem to oświadczyć, w przypadku czego serwis zostałby przerwany. W taki sposób zostałem powiadomiony, że Kanada podpisała porozumienie ACTA i wprowadza jego postanowienia w życie. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek toczyła się w mediach  w tej sprawie publiczna dyskusja, szczerze mówiąc, o istnieniu ACTA dowiedziałem się z… Polski, kiedy rozpoczęły się tam demonstracje. Niektórzy koledzy  w pracy też  podostawali podobne pisemka i… Nic! Nikt nie protestuje, nie oburza się. Pytałem komputerowca w pracy, czy te nowe przepisy w jakiś sposób godzą w przeciętnego obywatela, ale usłyszałem, że praktycznie dla nas nic się nie zmienia. Ponieważ, przykładowo, nie zajmuję się hakerstwem, nie jestem zainteresowany kradzieżą czyjejkolwiek własności intelektualnej, ani nie trudnię się handlem podrabianymi lekarstwami, według kolegi komputerowca nie odczuję tych zmian. Nie będę pozbawiał siebie dostępu do Internetu, przez odpisywanie, że mi się, chociażby dla zasady, przepisy te nie podobają. Cała operacja wprowadzenia ACTA przebiegła w Kanadzie cicho i dla władz bezboleśnie.  Podejrzewam, że podobnie w Stanach Zjednoczonych nie wywołała jakichkolwiek poważnych sprzeciwów, bo byśmy o tym słyszeli. Dlaczego więc w Polsce wywołała tak poważne oburzenie?  Jeszcze ciekawiej, że kiedy ruch oburzonych “Occupy” (o blokowaniu banku w San Francisco pisałem w ubiegłym tygodniu) w Ameryce obejmuje coraz więcej ludzi, w Polsce, jak czytałem, ściągnął zaledwie kilkaset osób na niewielką demonstrację. Całkiem na odwrót, niż w przypadku podpisania ACTA. Dlaczego?  Dobre zadanie dla socjologa. Może więc pobawię się ja i przedstawię swoje przeróżne myśli, jakie chodzą mi po głowie. Przede wszystkim, wydaje mi się, że społeczeństwo w Kanadzie i w Stanach Zjednoczonych charakteryzuje się większym zaufaniem do władz, a przynajmniej jest bardziej zdyscyplinowane w obliczu oficjalnych przepisów, niż w Polsce, natomiast w krajach tych -wielkich  potęg kapitalizmu -społeczeństwo jest znacznie bardziej krytyczne tam, gdzie wchodzi w grę pieniądz. Nie mają więc obywatele zaufania do wielkiego biznesu, do banków, do korporacji, które od lat pozbawiają tysiące ludzi pracy, wysyłając robotę do krajów azjatyckich, gdzie tania siła robocza zapewnia olbrzymie zyski. Wielkim bossom korporacji nie grozi bieda. Jeśli dojdą do wniosku, że ich zyski się zmniejszyły, nie zadrży im ręka, żeby zwolnić z dnia na dzień kolejnych pracowników, czy dokonać  “adjustment” (czytaj: obniżyć) zarobków Pieniądz i jego wartość to rzecz, na której Amerykanie i Kanadyjczycy bardzo dobrze się znają. Każde dysproporcje i każde posunięcia godzące w ich  możliwości finansowe odbijają się znacznie szerszym echem, niż przepisy internetowe, które godzą w nie aż tak wielu. W Polsce, gdzie wolność, dopiero co odzyskana  dwadzieścia dwa lata temu, jest ciągle analizowana, czy ktoś na nią nie ma niecnych zakusów, stanowi przedmiot znacznie silniejszych emocji. Jeszcze jedna różnica daje się zauważyć: w  demonstracjach  ruchu oburzonych “Occupy movement” biorą udział raczej ludzie już pracujący, utrzymujący rodziny z dziećmi, podczas gdy w Polsce protesty z maskami ściągają w znacznej mierze młodzież.  To ona, może sama niepamiętająca czasów komuny, ale która nasłuchała się  w domach o cenzurze z tamtych czasów, odruchowo boi się utracenia swojej wolności polegającej na nieskrępowanym dostępie do wszystkich programów i możliwości ściągania i wymiany plików, jakie daje  Internet. Oglądałem w TVPolonia rozmowę Tomasza Lisa z kilkoma osobami wypowiadającymi się na temat gwałtownych i masowych demonstracji, których skala zaskoczyła polski rząd. Wydaje mi się, że u źródeł społecznego protestu leży przede wszystkim nieufność.  I tu zgadzam  się z wypowiedzią, że znacznie większym błędem rządu od samego aktu podpisania umowy ACTA był brak przeprowadzenia rzeczywistej społecznej konsultacji, wytłumaczenia już na kilka miesięcy wcześniej, na czym cała zmiana ma polegać, rozwiania wątpliwości, tam, gdzie niektóre przepisy je budzą. Rozumiem i doceniam fakt, że niektóre z nich rzeczywiście, przynajmniej teoretycznie, mogą stanowić potencjalne zagrożenie, jeśli jakaś nieodpowiedzialna osoba, której powierzono czuwanie nad przestrzeganiem przepisów, zechce wykorzystać w sposób niezgodny z duchem  tej  umowy. Bardzo uczciwie zachował się minister ds. cyfryzacji Michał Boni. Wydaje się też, że  rząd, którego o złe intencje jednak nie podejrzewam, zrozumiał ten błąd i zapowiedział już ustami premiera, że jeśli okaże się, iż umowa ACTA w jakikolwiek sposób zagraża wolności osobistej obywateli, nie dojdzie do jej ratyfikacji. Wymagać to będzie jednak szeroko zakrojonej debaty publicznej, w celu wyjaśnienia punkt, po punkcie, co każde postanowienie za sobą niesie. Tylko debata ta musi się odbyć w atmosferze spokoju i rzeczowości, a nie zmagania sił demonstrantów i wymuszania przez którąkolwiek stronę. Obserwowałem w telewizji migawki z demonstracji na ulicach polskich miast. Jest  dla mnie niebudzącą  wątpliwości  oczywistością, że sytuacja wywołana  podpisaniem przez rząd umowy stała się prawdziwym darem dla politycznej działalności opozycji. Widziałem bowiem transparenty z obraźliwymi napisami pod adresem premiera i prezydenta o treściach całkiem podobnych do tych, jakie widzieliśmy na Krakowskim Przedmieściu, noszonych przez niezłomnych zwolenników teorii spiskowych dotyczących katastrofy Smoleńskiej. Była też pokazana jakaś zorganizowana grupka, krzycząca, że “kto jest z nami, niechaj skacze hop, hop, hop!”, skacząc, jak na trampolinie. Otóż dokładnie to samo hasło, z takim samym podskakiwaniem widziałem kiedyś w wykonaniu grupy młodych nacjonalistów –  homofobów w demonstracji przeciwko gejom. Tak więc, do autentycznego społecznego protestu podczepiły się różne grupki “z inspiracji”. O ileż rozsądniej brzmiały obiekcje i obawy spokojnie wygłaszane przez różnych przeciwników umowy ACTA, zaproszonych do studia  w programie Tomasza Lisa. Trudno dziś przewidzieć, jaka będzie ostateczna decyzja dotycząca tej umowy w Polsce. Możliwe, że nie  zostanie ratyfikowana w ogóle, ale też możliwe, że zostanie ratyfikowana, okrojona o niektóre przepisy budzące najwięcej kontrowersji. Na zakończenie pozwolę sobie zauważyć, że i tak jesteśmy już wszyscy  dość dokładnie kontrolowani przez banki i instytucje finansowe. Dane takie, jak SIN są teoretycznie zastrzeżone, a jednak instytucje finansujące jakąkolwiek transakcję  bez podania tego numeru nie udzielą nam pożyczki. A przy załatwianiu zakupu kartą kredytową przez telefon czy Internet, żąda się od nas podania trzycyfrowego numeru bezpieczeństwa z tyłu karty. To czego jeszcze mam się bać?
Poleć:

O Autorze:

Witold Liliental

Urodzony w Polsce, dorastający w Południowej Afryce, inżynier metalurg z zawodu (dyplom z Polski) i dziennikarz, propagujący tolerancję rasową, szczególnie aktywny w obalaniu stereotypów i uogólnień, popularyzator historii Polski i osiągnięć Polaków w starym kraju i na świecie, recenzent wydarzeń kulturalnych i książek.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.