O Afryce i polityce

0
Czytam aktualnie niezwykle fascynującą książkę, autobiografię Nelsona Mandeli, zatytułowaną “The long walk to freedom” (Długi marsz do wolności). Jak wiadomo, jej autor, pierwszy czarnoskóry prezydent wolnej Republiki Południowej Afryki, zanim doszedł do tej godności, był przez wiele lat działaczem Afrykańskiego Kongresu Narodowego, bojownikiem o wolność swoich ludzi i przez blisko ćwierć wieku więźniem reżimu na wyspie Robben, oddzielonej o kilkanaście kilometrów wód Atlantyku od Kapsztadu. Przypominam sobie dawne rozmowy z niektórymi ludźmi, wyrażającymi się o Nelsonie Mandeli z kompletną pogardą i z poczuciem własnej wyższości z tytułu jasnej skóry. “Przynajmniej przedtem tam był porządek i dobrobyt. Teraz, to jeden wielki burdel” (cytat dosłowny). Powszechnie wiadomą prawdą jest, że dzisiejsza Republika Południowej Afryki jest krajem o wysokiej przestępczości. Ale czy ma to być dowodem jakichś wrodzonych cech ludzi czarnoskórych? Ktoś kiedyś usiłował mi właśnie to wykazać, posługując się dość wątpliwym argumentem, że zdecydowana większość więźniów odsiadujących kary w Stanach Zjednoczonych, to Amerykanie o rodowodzie afrykańskim. A ja na to odpowiedziałem, że zdecydowana większość opryszków i niebezpiecznych przestępców pospolitych w Polsce rekrutuje się nie z eleganckich dzielnic zamożnych ludzi, tylko z obrzeży miast, gdzie tradycyjnie królowała biedota. Niegdyś w dawnej Warszawie był to Czerniaków, co utrwaliły nawet stare piosenki tamtego półświatka, jak chociażby “Czarna Mańka”. Dziś wołałbym sam nie zapuszczać się po zmroku w pewne tzw. “zakazane” ulice Targówka. I tu i tam mieszkają też ludzie spokojni i uczciwi, ale faktem jest, że wylęgarnię przestępców stanowią od zarania dziejów ludzkości, dzielnice biedoty, gdzie panuje brak wszystkiego, a głownie nadziei na zmianę na lepsze. Żeby uzupełnić powyższe, dodam inny znany fakt: włoska mafia zrodziła się nie w zamożniejszej północnej części Italii, tylko w ubogim Mezzogiorno i na Sycylii, gdzie bieda piszczała. Tak więc, ja widzę przestępczość w Stanach Zjednoczonych, jako zjawisko związane nie z kolorem skory, a ze statusem społecznym i ekonomicznym. Czarni w USA byli przez wieki niewolnikami, a po uwolnieniu nadal dyskryminowani, w wielu stanach poddawani poniżającej segregacji, pogardzani, spychani, niedopuszczani do lepszych stanowisk w pracy. Czy można się dziwić, że powstały tam getta, tzw. inner cities, gdzie do dziś panuje przemoc, bo młodzi często pozbawieni są zarówno wzorców, jak i nadziei? W Republice Południowej Afryki nastąpiło wyzwolenie polityczne, ale bogaci i wykształceni pozostali bogaci, natomiast skrajnej biedocie pozostało jeszcze bardzo dużo do dogonienia jako takiego standardu. Podziałów ekonomicznych, wręcz polaryzacji stanu posiadania między ludnością białą a czarną nie zmienia się dekretami, a likwidacja pozostałości po poprzedniej rzeczywistości wymaga wielu lat wytężonych wysiłków ekonomicznych, społecznych i edukacyjnych. I tak, wielkie uznanie mam dla Nelsona Mandeli za to, że swym wielkim moralnym autorytetem nie dopuścił do masowego rozlewu krwi, czego wielu ludzi się obawiało, po tym, jak skończył się wieloletni brutalny ucisk, ponizanie i pogarda czarnego człowieka w kraju, który od stuleci był ich ojczyzną. Był też ojczyzną białego człowieka, który już nie był Anglikiem, czy Holendrem, ale po prostu Południowoafrykańczykiem. Ale wykorzystując swoją przewagę ekonomiczną i militarną, zepchnął 80% rdzennych mieszkańców kraju do kilkunastu procent ziemi, pozbawił ich praw wyborczych i równego podziału dochodu narodowego. Ludność czarna, w celu utrzymania się, zmuszona była masowo emigrować do miast, gdzie mogła pracować niewolniczo w kopalniach, lub jako służący w domach białych. Mandela, jako młody człowiek, był uprzywilejowany. Urodzony w rodzinie spokrewnionej z królewską został wysłany do elitarnej szkoły dla czarnych. Później, po ucieczce z domu do Johannesburga, ukończył studia prawnicze, jednocześnie pracując zarobkowo za nędzne grosze i wciągając się coraz głębiej w pracę na rzecz wyzwolenia politycznego. Ruch ten zakładał przez wiele lat walkę polityczną pokojową. Dopiero kiedy okazało się, że ta nie daje żadnych rezultatów, że rząd partii nacjonalistycznej zdeterminowany jest uciskać, karać, więzić i nawet strzelać do bezbronnej ludności, sam Mandela był orędownikiem walki zbrojnej. Opisuje on niezliczone sytuacje swoich kontaktów z ludźmi podczas walki o wolność. W jednym przypadku był on, wraz z innymi bojownikami aresztowany i przetrzymywany przez kilka dni. Strażniczkami były młode białe dziewczyny, które nie mogły się nadziwić. Nie wiedziały po prostu, że istnieje ktoś taki, jak wykształcony czarny człowiek. Widziały tylko niepiśmiennych robotników i prostych zamiataczy podłóg. Tu zetknęły się z czarnymi ludźmi z dyplomami magisterskimi i doktoratami, którzy je przewyższali intelektem i kulturą. Zarzucano ruchowi wyzwoleńczemu, że kumał się z partią komunistyczną. To prawda. Ale trzeba pewne rzeczy wyjaśnić. Komuniści w ówczesnej Południowej Afryce, głównie biali, to byli idealiści, zapewne i utopiści, którzy przeważnie nigdy nie poznali stalinowskiego państwa. Do nich nie docierały informacje o terrorze za żelazną kurtyną. Natomiast agenci sowieccy, jako jedyni obiecywali wsparcie i pomoc w postaci broni i szkolenia, oczywiście mając apetyt na wkroczenie tam i przejęcie kraju w odpowiednim momencie. Bojownicy o wolność nie mieli wsparcia z żadnej innej strony, jeśli nie liczyć niezobowiązujących deklaracji. I tu zacząłem myśleć ogólnie o systemach represyjnych w różnych krajach. W Związku Sowieckim i podległych mu krajach Europy system sam nazywał siebie lewicowym, ale tylko jego hasła brzmiały “lewicowo”, podczas, gdy prawie wszystko działało ściśle według prawideł reżimów skrajnie prawicowych z najbardziej represyjnych krajów. W tym systemie też była wąska elita i tzw. nomenklatura, korzystające z wszelkich dobrodziejstw i zwykli szarzy ludzie, całkowicie podporządkowani. Formalna lewicowość jednak w jakimś stopniu chroniła ludność przed takimi podziałami jak w dyktaturach prawicowych. Idąc tym śladem, zacząłem zastanawiać się nad pojęciem i mentalnością prawicy. Już raz tu napisałem, że lewica kieruje się empatią, natomiast prawica dogmatami. Lewica tradycyjnie ujmuje się za uciskanymi, proponuje bardziej sprawiedliwy podział ekonomiczny, opowiada się za większą wolnością osobistą, nie wnika w prywatne zapatrywania ludzi, propaguje tolerancję wyznaniową, etniczną i bierze w obronę mniejszości. Natomiast hasła nacjonalistyczne, szowinistyczne i świadczące o braku tolerancji wyznaniowej padają zawsze z prawej strony sceny politycznej. Tak było w Południowej Afryce, rządzonej przez skrajnie prawicową partię nacjonalistyczną, która swoją politykę apartheidu potrafiła tłumaczyć “nakazami Pisma Świętego”. Skrajna prawica w Polsce, dziś nawołuje do przywrócenia kary śmierci. A że papież nawołuje do jej zaniechania? Jak niewygodne, to i słowa papieża nie liczą się.
Poleć:

O Autorze:

Witold Liliental

Urodzony w Polsce, dorastający w Południowej Afryce, inżynier metalurg z zawodu (dyplom z Polski) i dziennikarz, propagujący tolerancję rasową, szczególnie aktywny w obalaniu stereotypów i uogólnień, popularyzator historii Polski i osiągnięć Polaków w starym kraju i na świecie, recenzent wydarzeń kulturalnych i książek.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.